Cisza przed burzą: La Masia no es toca [cz. 2]

Julia Cicha

16 lipca 2019, 10:38

27 komentarzy

Nieco ponad tydzień temu, w pierwszej części tego artykułu, opowiedziałam o problemach związanych z programem Masia 360°, o niektórych konfliktach w szkółce Barcelony, a także o osobach odpowiedzialnych za poszczególne stanowiska. Pora jednak zastanowić się, jaki ma to przekład na kształcenie młodych sportowców. Być może nie otrzymamy odpowiedzi wyjaśniającej, dlaczego w pierwszej drużynie Barçy coraz mniej jest wychowanków, ale z pewnością okaże się, że kwestia jest bardziej złożona, niż może się wydawać.

“DNA Realu to wygrywanie. DNA of Barçy to dobra gra. Prawda jest jednak taka, że my również musimy wygrywać” – Marc Carmona, były trener drużyny futsalu Barcelony.

Trenerzy

Polityka polityką, ale największy wpływ na rozwój piłkarski młodych zawodników mają z pewnością ich trenerzy. Inna sprawa, że niekiedy to od polityki zależy, kto zostanie zatrudniony na danym stanowisku. Jak wygląda sytuacja szkoleniowców w La Masii? W sumie w klubie pracuje aż 64 profesjonalnych i 135 amatorskich trenerów. Mowa oczywiście o wszystkich sekcjach sportowych, nie tylko o piłce nożnej. Skupmy się jednak na tej ostatniej.

W połowie czerwca 2018 roku Gerard Romero, dobre źródło informacji o klubie, pisał: „15 czerwca, a trenerzy drużyn młodzieżowych wciąż nie wiedzą, kto zostanie w klubie, a kto nie… Większość z nich jest na wakacjach i nie wie, czy wróci do pracy. Ich umowy wygasają za 15 dni”. Wspaniałe warunki pracy. Wystarczy postawić sobie jedno podstawowe pytanie. Jak dobry szkoleniowiec może planować pracę w presezonie oraz w szerszej perspektywie w kolejnej kampanii, jeśli nie wie nawet, czy zostanie przedłużona z nim umowa? W tym roku nie było niestety lepiej. Było dużo gorzej.

Większość szkoleniowców, którym skończyły się umowy 30 czerwca, dowiedziała się o zwolnieniu poprzez wiadomość na WhatsAppie, w której informowano jedynie, że zostali oni wypisani z państwowego ubezpieczenia. Wielu trenerów poszło do siedziby klubu wyjaśnić tę sprawę, ale powiedziano im, że mają nie wracać, póki nie zostaną o tym powiadomieni, bo na razie nie mają ważnego kontraktu. Co więcej, spora część trenerów dostała pensje dopiero 2 lipca, a więc z dwudniowym opóźnieniem. Być może było to spowodowane chęcią dopięcia roku obrotowego 2018/19. Doniesienia opublikował dziennik AS, ale Gerard Romero ponownie potwierdza te informacje, dodając, że tylko trener FC Barcelony B García Pimienta ma obecnie ważną umowę. Prawdopodobnie Barça nie zwolni jednak zbyt wielu szkoleniowców. Mówi się o 3-4 z 23 trenerów. 1-2 z nich odejdzie, a pozostali zmienią stanowiska. Na razie z Barçą pożegnał się Dani Horcas zajmujący się przez ostatnie siedem sezonów alevinem D. Powodem opóźnień w zaoferowaniu nowych umów reszcie są zmiany w strukturze klubu.

Zmiany w strukturze klubu

Barça B od zawsze traktowana była osobno, nie wliczano jej stricte do drużyn La Masii. W 2015 roku doszło jednak do poważnej zmiany organizacyjnej: szkółkę podzielono na dwie części – młodzieżowy futbol zawodowy i młodzieżowy futbol amatorski. Do pierwszego z nich zaliczono Barcelonę B oraz juvenil A i B. Do drugiego pozostałe zespoły. Z upływem czasu okazało się to dużym błędem. La Masia powinna funkcjonować jako jeden spójny organizm, z płynnym przejściem z jednej drużyny do drugiej. Podział, a co za tym idzie również powierzenie obu „części” innym osobom zarządzającym utrudnił jedynie rozwój zawodników, pogorszył komunikację oraz doprowadził do potencjalnych konfliktów.

Barcelona zdała sobie sprawę z popełnionego błędu i od kolejnego sezonu planuje ponowne połączenie wszystkich sekcji. Zarządzanie nimi powierzy osobie, która nie została jeszcze wybrana. Według mediów ma nią jednak być ktoś bliski klubowi, z doświadczeniem. Ma on być również znany kibicom i mediom, by mógł się z nimi łatwo komunikować. Pod wodzą tej osoby pracować będzie jeszcze główny koordynator szkółki. Mówiło się o kandydaturze Aleksa Garcíi, do tej pory analityka Ernesto Valverde. Mógłby on współpracować np. z Guillermo Amorem.

Pozycja tego ostatniego, obecnie odpowiedzialnego za relacje instytucjonalne i sportowe pierwszej drużyny piłkarskiej oraz za młodzieżowy futbol zawodowy, nie jest jednak pewna. Możliwe, że zachowa on tylko pierwsze ze stanowisk. Drugą osobą zajmującą się młodzieżowym futbolem zawodowym jest José Mari Bakero. I tutaj ponownie – nie wiadomo, czy zachowa on posadę. Na rozstrzygnięcia w tych kwestiach trzeba będzie poczekać jeszcze kilka tygodni. AS podaje nawet, że Jordi Roura (dotychczas odpowiedzialny za futbol amatorski) może zająć się niedługo wyłącznie skautingiem. Jedno jest pewne – im dłużej będą trwały roszady, tym później otrzymamy klarowny system mogący pomóc zawodnikom w rozwoju. Na razie pozostaje chaos.

Metodologia

„Chcieliśmy pracować, by spełniać nasze marzenia, i udało nam się dużo osiągnąć. Najpierw zmieniliśmy terminologię wojenną. Mówi się o ataku i obronie, destrukcji i zwyciężaniu, ale my nie jesteśmy żołnierzami. My mówimy o posiadaniu piłki, konstruowaniu, o całym procesie oraz radości z gry. Nie chodzi o strzały i uderzenia, ponieważ strzela się do wroga, a piłka jest naszym przyjacielem. Nie chcemy kraść piłki, nie jesteśmy złodziejami, chcemy ją odzyskać” – Joan Vila.

Powyższy cytat idealnie podsumowuje filozofię Joana Vili, byłego trenera i dyrektora ds. metodologii szkoleniowej FC Barcelony. Jest on uważany za jednego z guru metodologii klubu, wielu zawodników podziwia go i szanuje. Rok temu jego umowa z klubem dobiegła jednak końca, a Barcelona nie zdecydowała się jej przedłużyć. W jednym z wywiadów Vila przyznał jednak, że i tak od dłuższego czasu źle czuł się, pracując w stolicy Katalonii. Widział, że pojawił się konflikt między osobami o odmiennym od jego zdaniu. Jedną z nich był Pep Segura. Przez to przekaz kierowany do trenerów był niespójny, docierał do nich dwiema drogami. Vila podkreśla jednak, że filozofia Barçy jest jedna: „to fundamentalne, mamy tę filozofię, bo rozwinęła się ona w klubie. Niech nikt nie wątpi, że właśnie ten aspekt odróżnia nas od innych klubów”.

Drugą z kluczowych dla Barcelony osób jest, a raczej był, Albert Benaiges, o którym Xavi powiedział kiedyś: „podaję, a potem się ruszam. Patrzę do góry. Tworzę przestrzeń. Ktokolwiek ma piłkę, rządzi grą. To szkoła… Alberta Benaigesa”.  Co ciekawe, Benaiges pracuje obecnie w szkółce Vissel Kobe, obecnego klubu Andrésa Iniesty. Trener i piłkarz zawsze byli ze sobą blisko, Benaiges był dla Iniesty niczym ojciec.

Pracownikiem, który wciąż przebywa na Camp Nou, jest natomiast Paco Seirullo. Kolejna legenda, człowiek, który wraz z Joanem Vilą stworzył obecną metodologię klubu. Jego rola jest jednak coraz bardziej spychana na dalszy plan. Media donoszą, że już wkrótce, wraz ze wspomnianymi zmianami w strukturze organizacyjnej La Masii, zyska on na znaczeniu i wróci do pracy w celu zunifikowania kryteriów i zwiększenia potencjału obecnego modelu szkoleniowego FC Barcelony. Możliwe więc, że klub zauważył swój błąd, jakim było odsuwanie coraz większej liczby zasłużonych dla Barçy pracowników, i postara się przywrócić im należne miejsce. Skoro ich następcy nie byli w stanie utrzymać modelu, być może trzeba wrócić do korzeni.

Sytuacja wychowanków w pierwszym zespole

Bardzo często przeczytać można, że ostatnim wychowankiem, który trafił do pierwszego zespołu, był Sergi Roberto. Jego debiut miał miejsce już jednak aż osiem lat temu, co wskazywałoby na to, że w La Masii źle się dzieje. W pierwszym zespole Barcelony wciąż jest kilku zawodników o statusie wychowanka, nie jest to jednak nikt młody, wyraźnie brakuje świeżej krwi. Jak wyglądał jednak wkład wychowanków w grę Barçy na przestrzeni ostatnich lat?

Odpowiedź na to pytanie przynosi grafika przygotowana przez dziennik Ara. Widać na niej poszczególne sezony od początku pracy Pepa Guardioli w klubie, a także nazwisko piłkarza Barçy B, który dostawał najwięcej szans na grę. Obok widnieje ogólna liczba minut na boisku danego zawodnika oraz liczba meczów w poszczególnych rozgrywkach. Jasno widać, że z roku na rok liczba minut dla „najlepszego” z graczy rezerw systematycznie malała. W sezonie 2008/09 Sergio Busquets, będąc jeszcze w Barcelonie B, rozegrał niemal 3 tysiące minut w pierwszym zespole. W kolejnej kampanii jego wynik przebił jeszcze Pedro. Co oczywiste, ci gracze zniknęli następnie z zestawienia, ponieważ przeszli do pierwszej drużyny.

Kolejne lata to dość duży wkład Thiago, przyzwoity wynik Montoyi i… zastój. Od sezonu 2013/14, z jednym wyjątkiem, wyniki najlepszego z graczy Barçy B były kilka, jeśli nie kilkanaście razy mniejsze niż wcześniej. W sezonach 2016/17 i 2017/18 mowa o zaledwie 200 minutach dla Marlona i Aleñi. Grafika została przygotowana w trakcie minionej kampanii, więc ostatniego wyniku Carlesa nie należy brać pod uwagę. Warto nadmienić, że etykietka „zawodnik Barçy B” nie musiała wcale oznaczać wychowanka, co pokazuje przykład Marlona. W sezonie 2016/17 najwięcej minut w pierwszym zespole otrzymał więc piłkarz niebędący nawet wychowankiem.

Fot. Diari Ara

Dziennik dodaje, że w trakcie trzech lat pracy Luisa Enrique w pierwszej drużynie zadebiutowało 15 zawodników Barçy B. Jedynie Aleñá jest teraz w zespole. Dla porównania, w 4 lata za Pepa Guardioli szanse na debiut otrzymało 22 piłkarzy, a w dwa lata za panowania Ernesto Valverde – 9. Nie jest to zły wynik, ale u Valverde „debiut” oznacza często zaledwie pół godziny w jednym meczu w sezonie. Według dziennikarza Ary jednym z powodów, dla których coraz mniej piłkarzy rezerw trafia do pierwszego zespołu, jest chaotyczne zarządzanie Barçą B (ponad 30 transferów w ostatnich czterech sezonach, zmiany trenera oraz ligi).

Dlaczego większa liczba wychowanków nie trafia do pierwszego zespołu?

Zostawmy na chwilę zawodników Barçy B i skupmy się stricte na wychowankach. Dlaczego w pierwszej drużynie jest ich coraz mniej? Powodów jest więcej niż jeden. Zapewne więcej niż pięć, ale już poniższa krótka analiza powinna dostarczyć odpowiedzi na kilka pytań.

1. Zbyt szerokie kadry, nieumiejętność „pozbywania się” graczy.

Mimo że większość kibiców potrafi wymienić przynajmniej kilku zawodników, których odejścia z Barcelony żałuje, mimo że co jakiś czas mówi się o odpływie talentów z La Masii z powodu korzystnych finansowo ofert z innych krajów, to jeden z dziennikarzy zwrócił uwagę również na przeciwny problem. Barça ma dużo większy problem z pozbywaniem się piłkarzy niż z zatrzymywaniem ich w klubie. Być może wynika to ze strachu przed osiągnięciem przez wychowanków sukcesu w innym zespole i późniejszą nieuchronną krytyką.

Fakty są jednak takie, że juvenil B Barcelony ma 26-osobowy skład, juvenil A – 24-osobowy, a Barça B – 22-osobowy. Tak duża liczba zawodników w zespole sprawia, że skupienie się na tych najbardziej utalentowanych jest problemem. Klub nie jest pewny, na kogo stawiać, i w konsekwencji stawia na niemal wszystkich. A wszyscy nie awansują przecież do pierwszej drużyny. W jaki sposób później dokonywać selekcji? Ma to robić jedynie trener pierwszego zespołu?

2. Czasy się zmieniły.

Czuję się staro, pisząc te słowa, ale obecne pokolenie młodych ludzi różni się nie tylko od mojego, gdy miałam 15 lat, ale i od tego, w którym dorastali tacy piłkarze jak Puyol, Xavi czy Messi. Rozwój Internetu i mediów zrobił swoje, nastolatkowie są w centrum uwagi już od bardzo młodego wieku, udzielają się w mediach społecznościowych, pojawiają się w wywiadach i programach telewizyjnych. Zyskują status gwiazd.

Do tego nie sposób oprzeć się wrażeniu, że coraz więcej młodych ludzi uważa, że wiele rzeczy im się po prostu „należy”. Nie pracują tak ciężko, jak wymaga tego sytuacja. Oczywiście jest to tylko ogólna teoria, ale tym większe brawa dla Sergiego Roberto i Carlesa Aleñi, którzy umieli wyrwać się z tego grona. Najlepszym przykładem „nowego pokolenia” może być Xavi Simons. 16-latek ma 1,6 miliona obserwujących go na Instagramie, bierze udział w reklamach z takimi piłkarzami jak Kevin de Bruyne, Neymar czy Coutinho, a jego agentem jest słynny Mino Raiola. Podsumowując, młodzi ludzie dużo oczekują, niewiele robiąc. Trudno osiągnąć w ten sposób sukces.

3. Nastawienie na wyniki.

Żeby zrozumieć zmianę nastawienia Barcelony, należy cofnąć się o kilka lat i przybliżyć historię Barcelony B. W 2007 roku przejęli ją Pep Guardiola i Tito Vilanova. Drużyna spadła akurat do Tercera División, a Guardiola wprowadził rewolucyjny system, który przyniósł dobre rezultaty. Zaczęto kupować starszych zawodników z innych klubów, którzy mieli zapewnić zespołowi wyniki oraz dać utalentowanym wychowankom miejsce do rozwoju. Następnie byli oni sprzedawani, by nie blokować miejsca wspomnianym wychowankom.

W 2011 roku rezerwy Barçy przejął Eusebio, który pozornie kontynuował tę filozofię. Przestał jednak sprzedawać zawodników sprowadzonych w celu zapewnienia wyników. W efekcie drużyna zaczęła skupiać się przede wszystkim na rezultatach, które oczywiście się pojawiły. Barça B awansowała nawet do Segunda División A. Zapomniała jednak o kształceniu młodych. Pokazuje to polityka transferowa w ostatnich latach. Klub sprzedał Grimaldo zimą 2015 roku, by następnie latem kupić Lucasa Digne’a. Pozyskał André Gomesa czy Paulinho zamiast pozwolić awansować Aleñi. Wypożyczył Jeisona Murillo, podczas gdy Chumi wciąż czekał na swoją szansę.

Potwierdza to anonimowy pracownik klubu, który mówi: „Barça B nie jest już ostatnim krokiem do awansu do pierwszego zespołu, to miejsce do przeprowadzania eksperymentów i zarabiania pieniędzy”. Jako przykład podaje on Moussę Wagué, za którego zapłacono aż 5 milionów euro. Podejrzewa się, że zrobiono to jedynie po to, by w najbliższej przyszłości sprzedać go z zyskiem. Senegalczyk spisywał się jednak w minionym sezonie na tyle dobrze, że zaczął zamykać drzwi do pierwszego zespołu Moreyowi, który odszedł do Borussii Dortmund. Czeka tam na niego Sergio Gómez, kolejny gracz, który odszedł przez brak możliwości rozwoju.

Inny były pracownik Barcelony zapewnia: „to, co stało się z Kubo, to ostatni przykład zmiany nastawienia klubu. Jeśli nie będzie się dbało o sposób działania i nie będzie się w pełni ufało zawodnikom, to logiczne, że będą się działy takie rzeczy”. Wspomniana osoba trafnie zauważa, że oprócz talentu potrzebny jest również wysiłek. W przeszłości jednak połączenie obu tych rzeczy dawało zawodnikom o wiele więcej możliwości niż teraz.

W niedawnym wywiadzie sytuację skomentował Xavier Vilajoana, który od kilku miesięcy zajmuje się La Masią. Jego sylwetkę przybliżyłam w pierwszej części artykułu. Tutaj warto jednak zamieścić jego opinię na temat formowania piłkarzy: „czy zwycięstwo powinno być celem samym w sobie, czy może lepiej traktować jego jako konsekwencje dobrego szkolenia? Dobry trener pracuje nad poprawą gry indywidualnych piłkarzy, a dzięki temu poprawia się też grupa. Na razie gra zespołów się poprawia, ale nie gra pojedynczych zawodników, a to bardzo pożądane. Trenerzy powinni być oceniani na podstawie indywidualnych postępów graczy a nie wyników drużyny”.

Podsumowując, przynajmniej w oficjalnych wypowiedziach osoby związane z Barçą wiedzą, co powinny robić i jak zajmować się klubowymi wychowankami. Być może niedługo zobaczymy pierwsze rezultaty zmian w tej kwestii. Jeśli nie, w pierwszym zespole z pewnością nie przybędzie w najbliższej przyszłości canteranos.

4. Ciężar przeszłości.

Messi, Xavi, Iniesta, Busquets, Piqué, Puyol, Valdés… na pewno o kimś jeszcze zapomniałam. Zupełnie nie dziwi mnie, że rzut oka na tę listę może sparaliżować niejednego młodego piłkarza. A co dopiero codzienne słuchanie historii na ich temat, liczne porównania i, jakżeby inaczej, narzekanie, że teraz to już nie jest tak samo. Ty tylko aspekt mentalny, ale sprawa ma również o wiele bardziej prozaiczne tło. Kilku przedstawicieli „złotej ery wychowanków” wciąż gra w Barcelonie i trudno wyobrazić sobie, by mieli oni zasiąść na ławce i oddać pole młodym. Co więcej, zajmują oni pewne miejsce w pierwszym składzie przez wiele lat.

Problem zauważył sam Josep Maria Bartomeu w wywiadzie dla New York Times: „problemem wychowanków są Xavi, Iniesta, Messi i reszta. Bardzo trudno jest być piłkarzem, gdy ma się przed sobą Messiego, Neymara, Xaviego, Iniestę, Busquetsa czy Piqué. Xavi spędził w pierwszym zespole 15 lat. W tym czasie 15 chłopców, którzy grali na tej samej pozycji, musiało opuścić klub. Iniesta grał przez 16-17 lat. A Leo Messi? Kto będzie nowym Messim? Możliwe, że pojawi się ktoś nowy, ale najpierw Leo musi skończyć grać. To właśnie najlepsi wychowankowie stworzyli problem młodym”.

Nie sposób się nie zgodzić, że coś w tym jest. Z pewnością nie można całkowicie wykluczyć kolejnej eksplozji talentu wychowanków z La Masii po zakończeniu kariery przez obecne gwiazdy. Czy jednak liczne, wielomilionowe transfery Barçy nie zablokują tej zmiany pokoleniowej? Drużyna nie może pozwolić sobie na dwa słabsze sezony, w trakcie których wychowankowie przejmą pałeczkę po starszych kolegach i zgrają się z pierwszym zespołem. Nie ma talentów ze szkółki? Trzeba je kupić, by nie utracić wyników.

5. Agenci.

Równie dobrze ten podpunkt mogłabym nazwać „pieniądze”. W ostatnich latach agenci zaczęli reprezentować coraz młodszych zawodników, nawet 12-latków. Nikomu nie trzeba przedstawiać choćby Mino Raioli, który pracuje obecnie m.in. dla Xaviego Simonsa, Matthijsa de Ligta, Zlatana Ibrahimovicia, Paula Pogby czy Marco Verrattiego. W dużej mierze to przez niego Barcelonie nie udało się pozyskać tego lata de Ligta. Oprócz ogromnej pensji dla obrońcy klub musiałby zapłacić bowiem jeszcze premię dla agenta. Mówi się o 11 milionach euro.

Im większy kontrakt, tym większa premia. Co logiczne, agenci zachęcają więc swoich klientów do podpisywania najkorzystniejszych finansowo kontraktów. Do tego reprezentanci mają jeszcze inny cel – namawiają piłkarzy do częstych zmian klubów. Nowa umowa = kolejna premia. W Europie tylko Ajax Amsterdam odmawia obecnie pracy z agentami pracującymi dla graczy poniżej 16. roku życia. Barça wciąż nie radzi sobie z tym problemem.

„Zawsze staramy się pomóc młodym piłkarzom, ale nigdy nie zapłacimy tyle, ile domagają się niektórzy agenci. To ekstremalne kwoty, milion lub dwa tylko za to, by zagwarantować, że zawodnik, który jest u nas, zostanie w klubie” – mówi Pep Segura. Nie wiadomo, czy istnieje jakiekolwiek dobre wyjście z tej sytuacji. Nawet gdyby Barcelona zdecydowała się płacić, na co oczywiście nie ma pieniędzy, nie zagwarantowałoby to jej sukcesu. Osobiście jestem temu przeciwna. Stawki dla młodych powinny być konkurencyjne, ale to filozofia klubu jest tym, co musi ich w nim zatrzymać lub do niego przyciągnąć. Dlatego tak ważne jest, by jej nie tracić. Dlatego w La Masii potrzebne są zmiany.

Wnioski

A może trafiło właśnie w La Masii na gorsze pokolenie? Z jednej strony na niedawno rozegrane EURO U-21 nie został powołany żaden zawodnik Barçy B (mowa nie tylko o wychowankach). Bardzo ubolewa nad tym Joan Vila, który podkreśla, że dotyczy to nie tylko reprezentacji Hiszpanii, ale też innych krajów. Z drugiej strony na rozpoczęte właśnie EURO U-19 pojechało aż sześciu przedstawicieli Barcelony B. To zdecydowanie najlepszy wynik spośród hiszpańskich zespołów. Może rzeczywiście chodzi nawet nie tyle o gorsze pokolenie, co o pojedyncze gorsze roczniki? Niewykluczone. Tendencja spadkowa w liczbie wychowanków przechodzących do pierwszego zespołu Blaugrany pokazuje jednak, że problem istnieje i nie można go przeczekać.

Pierwszym krokiem do poprawy sytuacji są zmiany w strukturze organizacyjnej, do których niedługo dojdzie. Oby nie dotyczyły one dalszego pozbywania się zasłużonych dla klubu osób. Pozostałe działania są bardziej długofalowe. Moim zdaniem trzeba podejść do każdego z opisanych przeze mnie punktów z osobna. Z niektórymi można coś zrobić, z innymi będzie dużo trudniej. Nie od razu Rzym zbudowano. Potrzebny jest jednak plan. Szczegółowy plan oraz wyznaczenie kompetentnych i odpowiedzialnych osób do jego wypełniania. Osób, które nie zaangażują się w walkę polityczną w zbliżających się wyborach. Które pokażą, że Barcelona to rzeczywiście mes que un club. Dzięki długofalowemu planowaniu i odpowiednim działaniom już za kilka lat możemy zobaczyć zdecydowanie więcej wychowanków w pierwszym zespole. Czy znajdziemy drugiego Messiego? Czy powtórzy się gasnące obecnie pokolenie geniuszy?

W sumie, czemu nie?

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Osobiście tez mega uwielbiam styl Thiago Alcantary którego transfer tez był błędem Rafinha siedzi na kontuzji nom stop a Thiago pierwsze skrzypce , jego bym mega chciał spowrotem u nas
« Powrót do wszystkich komentarzy