W barcelońskich okoliczno-ściah: Niemądry Messi i Figo wzorem profesjonalizmu

Marcin Poreda

10 lipca 2019, 12:24

152 komentarze

Dzisiejszego poranka obudziłem się w nie najlepszym nastroju. Deszcz, chłód, do tego „biomet niekorzystny”. Nie przebija to jednak mojego ogólnego w ostatnim czasie pesymizmu – związanego z klubem ze stolicy Katalonii. Postaram się budować napięcie powoli, choć już od pierwszego akapitu tętno idzie mi w górę.

Messi bez pomyślunku

Przed meczem Argentyny z Chile na Copa América sądziłem, że nic bardziej żenującego od koncepcji i poziomu tego turnieju nie doświadczę. No może jeszcze sędziowie, ale ich spokojnie można dopisać jako składową „poziomu”. Na nieszczęście kibiców z błędu wyprowadził Leo Messi, który, cytując Leszka Millera z mównicy sejmowej, kiedy zwracał się do Janusza Palikota „w stanie bezrozumnego oszołomienia”, stwierdził:

Nie musimy być częścią tej korupcji i tego braku szacunku, którego doświadczyliśmy przez cały ten turniej. Zawsze mówię prawdę, dzięki temu jestem spokojny. Jeśli to, co mówię, będzie miało swoje konsekwencje, to już nie moja sprawa. Ja zawsze mówię szczerze. 

Niestety korupcja, sędziowie i to wszystko nie pozwoliły na to, aby kibice cieszyli się futbolem.

Nie wiem dlaczego (ok, wiem), ale z tymi słowami skojarzył mi się słynny miś o małym rozumku – Kubuś Puchatek. Messi mówiąc te słowa stanął przed środowiskiem piłkarskim jako osoba rzucająca oskarżenia bez dowodów, pieniacz i sportowiec bez klasy, który nie potrafi zaakceptować porażki. Oczywiście, Leo i Medel nie powinni zostać wyrzuceni z boiska, ale nadal trudno się w tym doszukiwać spisku i korupcji. Po prostu sędziowie latynoscy są, jacy są. Sugerowanie, że Brazylia zwyciężyła dzięki łapówkom, to skrajny brak szacunku dla kolegów po fachu. Natomiast zyskanie poparcia wśród osób o tak wątpliwej reputacji jak choćby José Luis Chilavert to nic chwalebnego.

Były czasy, kiedy Leo milczał, brakowało mu charakteru, zdolności przywódczych. Teraz sytuacja się zmieniła, ale tylko pod kątem artykulacji. Messi wypowiada swoje opinie głośno i wyraźnie, ale może lepiej, żeby wrócił do starych przyzwyczajeń – z nowych nie wynika absolutnie nic dobrego – można się za nie tylko wstydzić.

Konferencja Bartomeu

Nasz umiłowany prezydent kilka dni temu zorganizował konferencję prasową, na której opowiedział o wielu sprawach kluczowych dla klubu. Były więc podziękowania dla Jordiego Mestre, zapewnienia o wieloletniej przyjaźni i próba tłumaczenia, dlaczego wiceprezydent ds. sportowych (wbrew pozorom tworzonym przez obecny zarząd – całkiem ważne stanowisko) z dnia na dzień złożył nieodwołalną dymisję. Przyczyną tej decyzji była „rozbieżność zdań z częścią zarządu odpowiedzialną za obszar piłkarski”, co w wolnym tłumaczeniu brzmi „odszedł, bo odszedł”. Media prześcigały się w spekulacjach. Jedna wersja to konflikt o Neymara, druga nieporozumienia z Segurą, trzecia – możliwy angaż Mestre w zupełnie innej firmie. Prawdy możemy nie dowiedzieć się wcale, ale w tym momencie to tylko ciekawostka. Istotne jest to, że Bartomeu ma w klubie coraz większą władzę. Nie przypominam sobie sytuacji, w której prezydent klubu staje się jednocześnie wiceprezydentem ds. sportowych. To oznacza jedno – ludzie Bartomeu mają z każdym dniem coraz mniej zbieżne z nim poglądy. Niepokoi mnie to jako kibica, bo bynajmniej nie wierzę w projekty „carowskie” – żaden ze mnie poddany.

W dalszej części konferencji typowa miałka retoryka, która wygląda niczym ustawka w propagandowej telewizji. Dziennikarze zadają pytania, na które nie mogą dostać odpowiedzi, a prezydent tych odpowiedzi nie udziela. No chyba że dla kogoś wyjaśnieniem zagadnienia jest „nigdy nie wypowiadamy się o piłkarzach innych drużyn z powodu szacunku”. To pewnie dlatego chwilę wcześniej wypowiedział się o Neymarze, a potem o Griezmannie. Obecnie możemy więc podsumować:

  • odszedł najbardziej decydujący oprócz prezydenta członek zarządu i nie wiadomo dlaczego,
  • prezydent powiększa swoją władzę w stopniu niespotykanym wcześniej na Camp Nou,
  • w świetle tych wydarzeń konferencja niemal w całości zawładnięta jest przez kwestie transferowe, które są bardzo dobrym tematem zastępczym,
  • w najmniejszym stopniu nie jest poruszana kwestia funkcjonowania La Masii, choć problem wydaje się być ogromny.

Czas pokaże, na ile moje obawy były zasadne.

Dembélé

Przyznam się, że byłem w szoku, kiedy przeczytałem o wcześniejszym powrocie Ousmane’a do treningów. Jeszcze kilka tygodni temu określałem go jako minus poprzedniego sezonu, zarzucając mu brak profesjonalizmu i wynikające z niego kontuzje oraz w konsekwencji brak odpowiedniej dyspozycji. To wszystko zaś w pakiecie z 12 mln euro rocznie wynagrodzenia – netto oczywiście. Teraz jednak świat obiegły wesołe materiały ze wspólnego treningu Todibo i Dembélé. Czyżby Francuz wreszcie zdał sobie sprawę z szansy, jaką otrzymał, i odpowiedzialności, jaka się z nią wiąże? Zaryzykuję stwierdzenie, że zostanie w klubie bez względu na inne ruchy transferowe, ale jednocześnie będzie to dla niego finalny sezon testowy – weryfikacja. Jeśli wejdzie na dobry poziom i skupi się na piłce, może stać się kluczowym zawodnikiem na lata. Jeśli jednak nie, odejdzie już w 2020. Mocno trzymam za niego kciuki, bo potencjał ma ogromny i kosztował klub wiele.

Griezmann

Każdego dnia pojawiają się informacje plotki o opłaceniu klauzuli 120 mln przez Francuza. Dzień za dniem. Jeszcze w czerwcu można było dowiedzieć się, że Barcelona czeka na 1 lipca. Później, że chce rozłożyć płatność na raty. Najnowsze doniesienia to uwolnienie Francuza w czwartek lub piątek. Robimy zakłady, że do poniedziałku nic się nie zmieni? Mimo wszystko jestem zdania, że do tego transferu dojdzie prędzej czy później. Pojawiło się za dużo informacji z dobrych źródeł – wypowiedź Gila Marína – dyrektora Atlético, oficjalne oświadczenie klubu z Madrytu oraz niestawienie się Griezmanna na treningu. Ta ostatnia kwestia zmusiła mnie do głębszej refleksji.

Szantaż metodą negocjacyjną?

Bardzo nie podoba mi się trend obecny wśród najlepszych piłkarzy polegający na wywieraniu presji na klub w sposób zupełnie niezgodny z duchem profesjonalizmu. Buntownicy zawsze w piłce byli obecni, ale stygmatyzowało się ich – trudno im było osiągnąć swój cel i często stawali się persona non grata w środowisku piłkarskim. FC Barcelona nie ma jednak problemu z flirtowaniem z takimi jednostkami. Dobrym przykładem jest Luis Figo. Otóż większość culés zna historię Portugalczyka, która wiąże się z jego haniebnym odejściem do Realu Madryt. Niewielu jednak pamięta temat Figo w lidze włoskiej. Działo się to w 1995 roku, kiedy dobrze zapowiadający się skrzydłowy Sportingu postanowił do samego końca wydusić jak najwięcej pieniędzy od nowego klubu. Podpisując kontrakt wstępny z Parmą, nie przejął się tym zbytnio i jakiś czas później zrobił to samo z Juventusem, który zaoferował lepsze warunki. Być może liczył, że nikt nie zarejestruje jego nieobecności w jednym z klubów lub że będzie mógł śmigać w Turynie i Parmie jednocześnie. Wszak miasta te dzieli tylko 250 km – czego nie robi się dla pieniędzy. Włoska federacja miała jednak odmienne zdanie i zdyskwalifikowała biednego Luisa na dwa lata. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęła Barcelona i sprowadziła Portugalczyka, nie zważając na numer, jaki wywinął we Włoszech. Co wydarzyło się pięć lat później, wie każdy kibic. Może gdyby klub lepiej dobierał zawodników pod kątem profesjonalizmu, lojalności i ryzyka, to nie dostałby takiego pstryczka w nos, o którym będzie się mówiło jeszcze dzień po końcu świata.

Obecnie sytuacja jest podobna. Dembélé strajkował w Rennais, strajkował też w BVB. Griezmann nie przyszedł na trening w Madrycie, Neymar w Paryżu. Ci wszyscy piłkarze w nagrodę za brak elementarnego profesjonalizmu mogą dostać angaż w Katalonii. Nikt jednak nie bierze pod uwagę, że za jakiś czas mogą zrobić to samo, tylko będąc zawodnikami reprezentującymi bordowo – granatowe barwy. Brazylijczyk zresztą pokazał już dwa lata temu klubowi i jego kibicom, w którym miejscu ciała ma FC Barcelonę. Zastanawiający jest brak analizy potencjalnego ryzyka. Lepiej jest sprowadzać piłkarzy o trochę gorszych umiejętnościach, ale stabilnych mentalnie i profesjonalnych, niż nielojalne chorągiewki. Oby za parę lat nikt znów w Barcelonie nie załamywał rąk i nie starał się robić transferów na siłę za horrendalne pieniądze.

***

Na koniec krótka notka. W poniedziałek klub zaprezentował drugi komplet strojów ma sezon 2019/20. Czy mi się podobają? Oczywiście. Czy złożę petycję do klubu o możliwość rozgrywania meczów domowych w koszulkach wyjazdowych? Jeśli zbiorę 10 000 podpisów, to czemu nie? Wszystko w imię zdrowia psychicznego kibiców. Przy okazji jeszcze poprę kandydaturę przynależności AFA do UEFA. Jak się bawić, to się bawić!

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Pytanie jest takie czy zawodnik który przychodzi do klubu jest zobowiazany do gry przez całą kariere piłkarska.Jedni moga odejść i jest ok inni nie.Jak jest interes klubu to zdrajca jak interes zawodnika to szrot.Trochę to kwestia punktu widzenia.Zawodnik może zrobic sporo dla klubu ale jak odejdzie bo ma w tym interes dla klubu to zdrajca i nokt nie pamięta że pomógł zdobyć jakieś tytuly i dał też trochę szczescia. Sa równi i równiesi nikt nie sprzeciwia sie odejściu Boatenga albo Denisa bo nie jest to w interesie klubu. Taki Ronaldo chce poznawać różne ligi kraje.Zarabiać na przejściu z klubu do klubu.Czy jest zdrajcą ?4 razy zmieniał klub.

Oczywiscie w dobie insta piłkarze chcą wzbudzić zaintetesowanie robią to raz dobrze raz źle Griezman za filmy ma pod górkę.Czy w stosunku do Atletico zachował się źle.Dostał ogromną kasę Atletico wybudowało stadion.Jego celem są trofea bo pieniądze już ma.Ustalając klauzule niższą jasno dał do zrozumienia żę może odejść o czym Atletico wiedziało.W momencie wczesnego odpadnięcia z rozgrywek przestał wierzyć w projekt ,zwłaszcza odejścia innych piłkarzy.Ale strzelał bramki po meczu z juve i był profesjonalny.Klub miał tego świadomość od początku.To raczej klub stara się tu coś ugrać także Semedo i złość kibiców ich klubu skierować na Griezmana.Że to nie wina klubu że klub traci czołowego zawodnika.
Problem naszego klubu są bardzo ciężko do zrealizowania postulaty kibiców wobec których zarząd ma bardzo małe pole aby je zrealizować.Np.Kwestia trenera jaki trener na ten moment przyszedłby do Barcy poradziłby sobie z gwiazdami znał język, tiki take i był do wyciągnięcia w tym momencie.To samo z zawodnikami przykład Coutinho pokazuje jak trudno znaleźć gracza ,który poradziłby sobie na tak małej przestrzeni w Barcelonie.Jak wysokie sa wymagania co zmniejsza liczbę nazwisk nadajacych się do Barcelony.Niestety nazwiska dla kibiców które są dostępne i mogłyby się nadawac są dla nich mocno kontrowersyjne.Inne są albo niedostępne albo bardzo drogie albo jedno i drugie.Kiedy jest otwarte okno i jak widać Barca chcę przeczekać psg, które chcę za dużo i mówi się o 3 piłkarzach kibice odrazu jadą po piłkarzu że zdrajca gwiazdorek itp.tylko zawodnik nie prowadzi negocjacji i to nie on proponuje czy akceptuje cenę.Jest to poprostu faza negocjacji,gdzie jest lepiej raz jest gorzej ,gdzie kluby, albo się dogadają albo nie.Zawodnicy którzy mają odejść, albo sobie nie poradzili albo są już zbyt wiekowi albo nie dają gwarancji zdrowotnych jak Umtiti.Nad wszystkim jest masę emocji ktore w tym wszystkim nie pomagaja.Oczywiscie temat jest szerszy jest wiele za jak i przeciw.
« Powrót do wszystkich komentarzy