Andrés Iniesta: Nie byłem już w stanie sprostać wymogom gry w Barcelonie

Radek Koc

24 czerwca 2019, 21:34

ARA

51 komentarzy
  • Andrés Iniesta spotkał się z dziennikarką katalońskiego dziennika ARA i opowiedział o realiach japońskiego futbolu
  • Hiszpan przyznał, że nadal odczuwa tęsknotę za występami w katalońskiej drużynie
  • Występujący aktualnie w Vissel Kobe zawodnik zdradził, że myśli o rozpoczęciu pracy trenera po zakończeniu kariery piłkarskiej

Nie jesteś osobą, która wprowadza wiele zmian w swoim życiu. Różnica między życiem w Japonii i tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Hiszpanii, musi być ogromna.

Jest uderzająca. Tutaj wszystko jest zupełnie odmienne. Gdyby starać się porównać to z grą w Barcelonie i życiem codziennym w Hiszpanii, japońska rzeczywistość nie ma z tym nic wspólnego. Z drugiej strony to jest również piękne. Szczególnie w momencie, kiedy decydujesz się na tę zmianę. Zawsze spodziewasz się nowych rzeczy i to przynosi radość.

Zmiana była dość radykalna, prawda?

Tak. Można zaobserwować wiele różnic w aspekcie kulturowym. Jeśli chodzi o sferę bardziej osobistą, już mniej. Gram w piłkę, jeżdżę na treningi, spędzam dużo czasu z rodziną w domu. Zawsze jestem otoczony tym, co najbardziej lubię i co sprawia, że czuję się swobodnie. Tutaj nic się nie zmieniło.

Niezależnie od miejsca na świecie futbol jest zawsze tym samym sportem. Jak się prosi o podanie w języku japońskim? Czy może wszystko jest tak uniwersalne, że wszyscy się rozumieją?

Jeśli trzeba wyjaśnić wiele rzeczy, wtedy język może stanowić pewien rodzaj hamulca. Jednak na boisku, kiedy chcesz otrzymać podanie, nie trzeba o tym mówić. Wystarczy, że krzykniesz, i twój kolega już wie, gdzie jesteś. To jest wystarczające. Prawdą jest, że należy więcej gestykulować.

Rozwiązanie jest zawsze takie samo, jak było do tej pory. Podajcie piłkę do Andrésa, a on już rozwiąże wam każdą sytuację na boisku.

Czasami rzeczywiście mam takie wrażenie. To jest proces, jak wszystko inne. Staram się dostosować do tego futbolu i do moich kolegów. Oni natomiast muszą się dostosować do mojej gry i do mojego sposobu poruszania się po boisku. Na początku tak to wyglądało. Podawali mi piłkę i nikt się nie ruszał. Powinno być zupełnie na odwrót. Ruch jest potrzebny, aby twoje pomysły i twoja gra mogły zyskać płynność. Idziemy krok po kroku. Tutejszy futbol pozytywnie mnie jednak zaskoczył. Chciałem móc rywalizować na odpowiednim poziomie i w Japonii mam taką możliwość.

Zatrzymam się nad koncepcją twojego futbolu. Nie jesteś piłkarzem, który jest w stanie wygrywać mecze samodzielnie. Twój talent zawsze angażuje w grę innych kolegów z drużyny. Czego oczekują od ciebie ludzie w Vissel?

Chodzi o to, o czym wspomniałem już wcześniej. Trzeba się dostosować do nowego sposobu gry w piłkę i do twoich kolegów. Zdałem sobie sprawę, że tutaj nie jest konieczne wykonywanie większej liczby zagrań.

Być może dlatego, że nie otrzymujesz tak często piłki?

Bardziej chodzi o wykonywanie zbyt dużej liczby dotknięć piłki i zbyt małej liczby zagrań z pierwszej piłki. Gra jest bardzo kontrolowana. Możesz myśleć: „Podam mu z pierwszej piłki, a on mi ją odda”. Kiedy jednak podajesz piłkę koledze, on trzy razy ją kopie. Adaptacja nie jest łatwa. Chciałbym przejmować piłkę w trzeciej ćwiartce boiska, wykonać tzw. ścianę i zejść do środka lub zagrać do przodu, gubiąc linię obrony. Zobrazowałem to sobie i chciałbym móc to robić. W czasie mojej adaptacji musiałem się cofnąć nieco bardziej, wykonywać podania i strzelać gole. Przechodzimy przez fazę, w której staramy się stworzyć solidną strukturę. Doszło do zmiany trenera, mieliśmy negatywną passę. Musimy pomału iść do przodu i nie tracić optymizmu.

Ta liga jest szczególnie zmienna. Losy poszczególnych spotkań mogą się zmienić w ułamku sekundy. Uważasz, że to ogólna tendencja? A może raczej dotyczy to tylko japońskiej piłki?

To raczej nie dzieje się wszędzie. Są takie miejsca, w których drużyna przegrywająca 0:1 wciąż się dobrze broni i czeka na swoją okazję przy rzucie rożnym lub wolnym. Nie odkrywa się i nie naraża się na niebezpieczeństwo utraty większej liczby bramek. Tutaj tak nie jest. Może się wydawać, że wszystko jest pod kontrolą i nie dzieje się zbyt dużo. Potem jednak przychodzi w meczu taki moment, w którym zaczyna panować prawdziwe szaleństwo. Ostatecznie jest tak, że drużyny starają się przenieść bardzo szybko dużą liczbę zawodników pod pole karne przeciwnika. Pomocnicy bardzo często włączają się w akcje ofensywne. To bardzo wpływa na grę. Obrońcy bardzo często muszą grać 1 na 1. Zawsze jest to trudne, ponieważ nie mogą liczyć na żadną pomoc. Możesz wygrywać 2:0, brakuje 15 minut do końca i wydaje ci się, że dowieziesz ten wynik do końca. Oni jednak nadal grają w taki sam sposób. To jest taka szczególna tendencja obowiązująca tutaj.

Zawsze miałeś inicjatywę w grze. Tutaj tak nie jest. Czy ta zmiana sposobu gry jest dla ciebie trudna? A może nastawiałeś się właśnie na coś takiego?

To nie jest frustrujące. Kiedy jednak przyzwyczaiłeś się do dominacji w grze i nagle tego nie masz, nie jest łatwo. Jest ciężko nie być w posiadaniu piłki, być zdominowanym przez rywala, nie wywierać pressingu. To jest również proces. Staramy się to zbudować, aby jak najbardziej dominować w meczu. Vissel jest dość skromnym klubem, który nigdy nie zajmował miejsc w czołówce tabeli. Mierząc się z ekipami, które zazwyczaj biorą udział w Azjatyckiej Lidze Mistrzów, widzimy, że są to drużyny bardziej kompletne i potrafiące kontrolować grę. Tutaj piłkarze nie wybijają piłek na oślep. Zawsze starają się grać i są dynamiczni. Japoński futbol jest trudny, ponieważ rywale są trudni do pokonania.

W czym możesz pomóc, aby stworzyć silny Vissel?

Chcę wnieść do klubu moje doświadczenie oraz mój sposób rozumienia gry. Koledzy z zespołu patrzą na mnie inaczej. Wcześniej oglądali mnie w telewizji, teraz gramy razem. Widzę ten szacunek i chęć uczenia się ode mnie. To ważne. Poza samą grą w piłkę, staram się tłumaczyć, jak należy wykonywać pewne rzeczy. To prawdziwe wyzwanie.

Jak można wytłumaczyć to, co masz do przekazania, kiedy nie rozstajesz się z tłumaczem?

Trzeba bardzo naciskać na pewne aspekty. Nie może być tak, że dotrzesz do jakiegoś miejsca, powiesz o wysokim pressingu i że boczny obrońca będzie musiał zrobić tak czy siak. Tutaj również mają wpojone pewne schematy. To proces wymagający czasu. Staramy się to robić. Tę pracę wykonywał już Juanma Lillo, trener Marc Vives i cały sztab. Chcemy podążać tą wyznaczoną ścieżką, ale nie jest łatwo.

Co posiada japoński piłkarz albo czego mu brakuje?

Tutejsi zawodnicy są bardzo skoncentrowani na konkretnym zadaniu. Nie wykraczają poza pewien stworzony szablon. Starają się grać bezpiecznie, nie ryzykują. Na przykład, kiedy rywal wymienia piłkę między dwoma stoperami, lubię wywrzeć na nich delikatny pressing. Japończykom ciężko jest jednak opuścić swoją strefę. Istnieją takie aspekty gry, które różnią się od tych, do których zostałem przyzwyczajony. Moi koledzy starają się dostosować do mojego sposobu rozumienia gry, jeśli chodzi o rytm i ustawienie. Trzeba jednak wejść w ich skórę, ponieważ jest im ciężko.

Ty możesz to zrobić, ponieważ jesteś Andrésem Iniestą. Ja nie jestem w stanie. Japońscy gracze mogą mieć takie wrażenie?

Nie wiem. Ogólna wizja nie jest czymś indywidualnym, ponieważ każdy z nich indywidualnie gra bardzo dobrze. Na treningach można zaobserwować, że pomocnicy zupełnie nie tracą piłek. Grają bardzo dobrze. Technicznie są bardzo dobrzy. Chodzi bardziej o właściwe ustawienie się na boisku, wykorzystanie przewagi oraz zrozumienie tego, gdzie możemy zranić przeciwnika. Czy powinniśmy grać krótko, aby potem przenieść ciężar gry na drugą stronę. Tutaj rodzi się wielkie pytanie. To logiczne. Jeśli grasz po jednej stronie, przewagę zdobędziesz po drugiej. To kwestia koncepcji gry, ponieważ indywidualnie grają w spektakularny sposób. To charakterystyka japońskiego zawodnika. Wszystkie ekipy są silne, kiedy znajdują się w posiadaniu piłki. Jeśli nie wiesz, co masz robić, i nie jesteś dobrze ustawiony, mogą ci urządzić niezły młyn.

Myślisz, że szkolenie młodzieży zmierza w tę stronę? Trenerzy starają się wpasować zawodników w pewne szablony gry i traci się przez to kreatywność, zdolność do łamania tych schematów? Mówiąc innymi słowami – jakie wrodzone cechy posiadał Iniesta i czego się nauczył potem?

Trudno jest ocenić, jaki procent umiejętności jest wrodzony i jaki został wytrenowany. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że jestem przede wszystkim sobą. Oczywiście rozwinąłem się i uczyłem w najlepszym miejscu na świecie. Uważam, że sposób trenowania i wykonywania rzeczy jest bardzo ważny. Jeśli chodzi o formację zawodników, to tutaj rozwija się piłkarzy metodycznie. Mają robić to i to. Jest całe mnóstwo ćwiczeń treningowych, w których można poprawić zdolność do podejmowania decyzji przez zawodnika. Na tym polega futbol. Mogą ci powiedzieć, że musisz pobiec z piłką w pewną stronę, ale jeśli stoi tam obrońca, będziesz musiał poszukać innego wyjścia. To jest do wytrenowania. Trzeba to ćwiczyć od samego początku, ponieważ później, kiedy dorastasz i grasz na wyższym poziomie, wszystko jest bardziej skomplikowane. Trudniej jest się nauczyć nowych rzeczy, rozmawiać w innym języku. Teraz dzieci mające trzy lub cztery lata mówią już perfekcyjnie w językach obcych. To również można przenieść do futbolu.

Piłkarz wychodzący z Barcelony może grać w każdej drużynie na świecie?

To zależy od konkretnego piłkarza. Czy chodzi o gracza grającego bardziej indywidualnie, czy zespołowo. To nie jest łatwe pytanie. Myślę, że jest trudniej grać w Barcelonie zawodnikowi przychodzącemu z innego klubu, niż na odwrót. Ma to związek z tym, jak rozumiemy czystość stylu gry, ustawienie 4-3-3, podział na poszczególne pozycje…

Ostatecznie chodzi o to, aby wiedzieć, jaki profil reprezentujesz jako piłkarz, i umieć wybrać miejsce na boisku, które najbardziej ci odpowiada.

To oczywiste. Jeśli jesteś piłkarzem, który świetnie operuje piłką, potrafi dominować w grze, i idziesz do zespołu nastawionego na grę defensywną, podejmujesz złą decyzję. Kiedy jednak piłkarz jest dobry, będzie grał dobrze w każdej drużynie. Trudniej jest jednak grać w Barcelonie, przychodząc z zewnątrz, niż w odwrotnej sytuacji.

Co można powiedzieć piłkarzowi, który wchodzi do drużyny i należy go zintegrować z szatnią?

Najlepszą nauką dla nowego gracza jest obserwowanie treningów. Zobaczenie tego, jak się poruszał Xavi, jak to robił Puyol czy inni… To najlepszy przykład. Kiedy ja byłem w Barcelonie, obserwowanie tych piłkarzy było czymś spektakularnym i siłą rzeczy nasiąkałeś tym, co widziałeś. Kiedy potem zadajesz sobie konkretne pytania o pozycje na boisku albo zachowania poszczególnych zawodników, są to kwestie bardziej taktyczne. Jednak uczysz się po prostu obserwując.

Wy robicie to już instynktownie, prawda? Nie zastanawiacie się nad tym, kto i gdzie ma piłkę, jak wy się musicie ustawić. A może jednak się mylę?

Zawsze mówię, że kiedy jestem w posiadaniu piłki i zastanawiam się przez sekundę, wiem, że nie gram dobrze. Wiem, kiedy jestem w dobrej dyspozycji i kiedy jest mi ciężko. Widać to zazwyczaj właśnie w tym, jak płynna jest twoja gra. Kiedy wykonujesz różne rzeczy bez zastanawiania się, kiedy skręcasz bez myślenia, kiedy wykonujesz dobre podania. Kiedy otrzymujesz piłkę i zaczynasz się zastanawiać, jest dużo trudniej. To zależy również od tego, jak się czujesz. Nie zastanawiam się, kiedy gram. Dlatego jeszcze nie widzę siebie w roli trenera lub szkoleniowca młodzieży. W tym momencie nie jestem w stanie przekazać w jasny sposób moich myśli jako trener. Kiedy oglądam mecz w telewizji, jestem w stanie stwierdzić, po co wykonuję pewne rzeczy. Wykonujesz te rzeczy, ponieważ masz je zakodowane w głowie. Robisz je, ponieważ wcześniej je powtarzałeś i zacząłeś je wykonywać automatycznie. Wychodzą naturalnie.

Zostaniesz trenerem?

Wiem, że podoba mi się to zajęcie. Być może się mylę, ale myślę, że zostanę trenerem. Uwielbiam futbol i uwielbiam poznawać, obserwować, wizualizować. Na razie jeszcze gram i nie myślę w ten sposób. Po prostu mi wychodzi. Czasami lepiej, czasami gorzej. Nie zastanawiam się jednak nad moimi zagraniami. Nie myślisz: „Ten poda mi piłkę, a ten się ruszy”. Dostajesz piłkę, kolega się rusza i ty podajesz piłkę. Sam nie wiem, to trochę dziwne (uśmiech).

W futbolu wszystko jest zależne.

Bo w każdej sekundzie wszystko się może zmienić. Chodzi o szybkość myślenia. To jeden z moich najsilniejszych punktów, ponieważ wszystko zależy od tysiąca czynników. Trzeba je szybko wychwycić.

To jest zawsze trudne. Kiedy uważasz, że zagrałeś dobrze?

To zależy od tego, czy dobrze wykorzystałeś twoje zalety. Piłkarz sam dobrze wie, kiedy czuje się dobrze. Jeśli nie czuje się na siłach, aby dryblować, nie powinien tego robić. Ja jestem zadowolony, kiedy wychodzą mi podania lub kiedy próbuję pojedynków 1 na 1 i akcja kończy się sukcesem. Taki jestem. Oczywiście kiedy stajesz się starszy, musisz dokonywać większej selekcji. Nie chciałbym nigdy stracić zdolności do zmiany rytmu gry, która zawsze mnie charakteryzowała. Nie chciałbym stracić tej szybkości w uwalnianiu się od rywala w poszczególnych momentach gry. Bez tej zdolności przestałbym być sobą. Nie widziałbym siebie grającego na pozycji nr „4”, jako rozdzielający podania i wprawiający drużynę w ruch. Mógłbym to robić i pewnie robiłbym to dobrze, drużyna mogłaby na tym skorzystać. Brakowałoby mi jednak innej części. To jest właśnie to, co zawsze mnie wyróżniało. Obecność w pobliżu pola karnego przeciwnika.

Masz na myśli adrenalinę i strzelanie pięknych goli. Nie strzeliłeś ich zbyt wiele, ale jak już ci się udało, to bramki były przedniej urody.

No tak (śmiech). Nie tęskniłem za strzelaniem większej liczby bramek, ponieważ nie oceniasz sezonu na podstawie goli. Jeśli udało ci się strzelić więcej, to skorzysta na tym drużyna. Nigdy jednak nie oceniałem mojej indywidualnej postawy na tej podstawie.

Niedawno minęło 10 lat od twojej bramki na Stamford Bridge. Wiele razy wracałeś do tamtego spotkania?

Nie pamiętam, czy oglądałem ponownie tamten pojedynek. Zazwyczaj oglądam ponownie takie mecze, może nie całe, ale lubię to. Można lepiej zwizualizować pewne sytuacje i widzisz, czy rozwiązałeś je dobrze, czy źle. Wbijasz to sobie do głowy i potem w trakcie meczu wychodzi dobrze. Tamtego gola widziałem już pewnie milion razy!

Tamta bramka przyczyniła się do wygrania pierwszej Ligi Mistrzów w erze Guardioli. Jak powinniśmy przeżywać ewolucję ekipy od 2009 roku do aktualnej sytuacji?

Myślę, że obecnie miesza się bardzo wiele rzeczy. System, taki lub inny sposób gry. Mówienie o konkretnych sytuacjach jest trudne, ponieważ zaczyna się mieszać wynik meczu ze stylem gry. Najważniejsze jest to, aby zachować pewien stały styl gry charakteryzujący Barçę. Istnieje pewien system i na tej podstawie trzeba wykonać dobrą pracę. Muszą się pojawić odpowiedni piłkarze. Oczywiście w tamtym czasie wszystko się zbiegło: odpowiedni piłkarze i odpowiedni trener. To było spektakularne. Poza tym, że zespół wygrywał, zwracano uwagę na styl gry i na to, co wyrażała swoją grą cała drużyna. Żadna epoka nie jest taka sama. Potem nadszedł czas Luisa Enrique i też udało nam się sięgnąć po potrójną koronę. Zdobyliśmy trofea. To nie była gorsza epoka od tej poprzedniej. Wszystko ewoluuje. Być może to, co wykonaliśmy w 2008, 2010 i 2012 roku, nie mogłoby funkcjonować w obecnych czasach. W epoce Guardioli wykonaliśmy krok więcej niż to, co robiło się wcześniej. Każdy moment trzeba analizować oddzielnie.

Teraz wywiera się pressing wyżej niż kiedyś?

Wszystko się zmienia. W tamtej epoce również zdarzało nam się rozegrać złe mecze i pamięta się tylko o tych dobrych. Wysokie wygrane w meczach z Realem Madryt, trofea. Myślę, że bardziej dogłębna analiza zakłada dowiedzenie się tego, w jaki sposób chce grać Barca. Jakich mamy zawodników na konkretnych pozycjach. Czy powinniśmy grać tak, czy inaczej. Jest całe mnóstwo różnych aspektów i nie można poddać analizie tylko jednego z nich. Dlaczego ten piłkarz nie spisuje się tak dobrze, jak powinien? Gra na swojej nominalnej pozycji? Nie? Tak? Zagrał 20 meczów na tej pozycji i można było zobaczyć, że mu nie idzie? Mamy tysiące kwestii.

A to wszystko przy dużym nagłośnieniu.

Nie jest łatwo. Oczywiście wymaga się od Barcelony, aby wygrywała zawsze i w dobrym stylu. Ale jest bardzo wiele czynników warunkujących. Trudno jest przez to przeanalizować, czy gra się dobrze albo źle.

Czujesz pewnego rodzaju wyzwolenie tutaj w Kobe? Czujesz, że nie jesteś już oceniany każdego dnia?

Będę szczery i powiem to wyraźnie. Nie chcę obrazić nikogo. Pewna część mnie wciąż chciałaby grać w Barcelonie i rywalizować na najwyższym poziomie. Zawsze byłem bardzo konkurencyjny. Mógłbym zagrać jeszcze wiele meczów w barwach Barcelony i nadal wygrywać trofea. Istnieje również inna część mnie i to właśnie przez nią odszedłem z klubu. Chodzi o to, że nie miałem już nic więcej, aby móc tam przeżyć. Nadszedł taki moment, że nie mogłem już sprostać tym wymaganiom. Nie tylko natury piłkarskiej. Teraz jestem szczęśliwy. Ale nie dlatego, że mnie tam już nie ma! Moim życzeniem było pozostanie w Barcelonie do momentu, w którym nie mógłbym już zrobić kroku. Właśnie tego chciałem. Odsunąłem się na bok, ponieważ nie mogłem poradzić sobie z wymogami nakładanymi na piłkarza Barcelony każdego dnia, z koniecznością rywalizacji na tak wysokim poziomie i ze wszystkim, co się z tym wiąże. Byłem kapitanem. Moja baterie się już wyczerpały. Nie mogłem dać klubowi tego, co potrzebował. Teraz się cieszę, ponieważ postąpiłem prawidłowo.

To było szczere z twojej strony.

Wiele osób mi to powiedziało. Być może łatwiej byłoby kontynuować moją karierę w Barcelonie. Jesteś tam i grasz to, co musisz zagrać. To byłaby inna opcja. W tym klubie musisz być jednak w takiej dyspozycji, w jakiej byłem do ostatniego dnia. Niektórzy mówią mi, że oglądają finał Pucharu Króla z Sevillą i zastanawiają się, dlaczego odszedłem. Rozumiem ten punkt widzenia. Dobrze jednak znam samego siebie i wiem, że nie mogłem tam zostać. Chciałbym mieć inne odczucie, ponieważ wiem, że nigdzie nie będzie mi tak dobrze jak w Barcelonie. Mogłem grać co 15 dni na Camp Nou, z tymi kibicami, z moimi kolegami. Nauczono mnie jednak, że kiedy w jakimś miejscu nie możesz dać już z siebie wszystkiego, lepiej odejść. Tam nie można dawać z siebie 50%. Albo dajesz z siebie wszystko, albo zostajesz pokonany. Możesz też odejść w jakiś inny sposób.

Możesz zostać pokonany, tak jak ostatnio w Liverpoolu.

To boli. To boli klub i boli mnie, jako kibica i kolegę. To była straszna porażka. W zeszłym sezonie przeżyliśmy bardzo trudną sytuację w Rzymie, w tym roku stało się coś jeszcze gorszego. Znajdowaliśmy się o krok od finału, z korzystnym rezultatem z pierwszego meczu… To bardzo trudne.

Z kim rozmawia się w takim momencie? Jeśli masz wątpliwości, dajesz o nich znać w szatni? A może sport uprawiany na najwyższym poziomie generuje konieczność robienia dobrej miny w każdej sytuacji i nie możesz wyrazić tego, że się boisz lub brakuje ci pewności siebie?

Z zewnątrz wydaje się, że jesteśmy nadludźmi, bądź niczym się nie przejmujemy. W szatni są takie osoby, z którymi jesteś bliżej, z którymi spędziłeś już wiele lat. Są też nowe osoby, które zaskakują swoim sposobem bycia, i szybko znajdujesz z nimi wspólny język. Jasne, że rozmawiamy na temat drużyny i tego, co się z nią dzieje. Czasami jest ciężko osiągnąć wszystkie zamierzone cele. Szatnia jest jak rodzina.

Nie wszystkie rodziny mają dobre relacje.

Nie jest łatwo zarządzać tym wszystkim. To również zależy od tego, czy zwracasz uwagę na to, co się mówi na zewnątrz. Mówimy o Barcelonie. To klub, który stwarza ogromne wymagania, i trzeba być przygotowanym na to, aby stawić im czoła. Jeśli nie jesteś w stanie, nie możesz tam grać. Nie jest łatwo spędzić 10 czy 12 lat w pierwszej drużynie Barçy. W końcu tracisz w jakimś stopniu perspektywę. To nie jest żaden sekret – gra w Barcelonie jest bardzo wymagająca i przychodzi taki moment, że musisz się zatrzymać, ponieważ nie możesz dać z siebie nic więcej. W każdym razie najlepsze lata mojego życia przeżyłem właśnie w tym klubie. Jedno nie wymazuje drugiego. Życzyłbym sobie kontynuować moją karierę w tym klubie. Nie byłem w stanie.

Wrócisz tam. Ale w jakiej roli? Wyobrażałeś już sobie coś na przyszłość?

Chciałbym pozostać w Kobe jeszcze przez trzy kolejne lata obowiązywania mojego kontraktu i nadal grać. Chciałbym czuć się piłkarzem. Nie chciałbym, aby wygasła ochota do przychodzenia na treningi i robienia rzeczy na boisku. Kiedy tak się stanie, trzeba będzie wybrać inną drogę. Myślę jednak, że będę w stanie wypełnić te trzy lata kontraktu. W międzyczasie postaram się wykształcić, aby móc pełnić rolę trenera lub wykonywać jakiś inny zawód, jak najbliżej murawy.

Widzisz siebie w pracy z dziećmi czy raczej na stanowisku trenera pierwszej drużyny?

Znam samego siebie i zapewne skończy się tak, że wybiorę miejsce z większą rywalizacją. Nie wiem, w jaki sposób i gdzie, ale będę pracować w elicie. Zawsze powtarzam, że to będzie zależeć od momentu i od tego, kto będzie w klubie, oraz czy ta osoba będzie chciała, abym dalej tam pracował. Tak samo jak wiele czynników wpływa na analizę gry, tak analiza tego momentu będzie zależeć od wielu zmiennych. Oby stało się to możliwe pewnego dnia. Na razie chcę się cieszyć karierą zawodniczą i tym, co sprawia mi największą przyjemność.

A także nauczyć się trochę lepiej języka japońskiego.

Tyle, ile to będzie możliwe (śmiech).  

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Zawsze lubiłem jego wywiady, spokojnie na wszystkie pytania odpowiadał.
To pierwszy sezon bez INIESTY ☹️. Już po jego odejściu, miałem wrażenie że ten sezon będzie bardzo trudny ( i tak było) nigdy nie do mnie nie docierało że jego już nie ma. :(
« Powrót do wszystkich komentarzy