Burzliwe życie Patricka O’Connella, trenera, który uratował Barcelonę

Ela Rudnicka

10 czerwca 2019, 21:30

El Mundo

6 komentarzy

W ubiegły czwartek w Barcelonie zaprezentowano film dokumentalny o byłym trenerze Dumy Katalonii Patricku O'Connellu. Obraz wyprodukował mieszkający w Hiszpanii Duńczyk Michael Andersen.

W piłce nożnej osiągnął wiele: grał w reprezentacji Irlandii, wraz z drużyną pokonał Anglię w 1914 r. w Mistrzostwach Wielkiej Brytanii, został kapitanem Manchesteru United, jako trener pomógł Betisowi wygrać ligę w 1935 r., w czasie hiszpańskiej Wojny Domowej uratował Barcelonę przed bankructwem, a następnie zdobył jeszcze wicemistrzostwo Hiszpanii wraz z Sevillą.

Gorzej wiodło mu się w życiu prywatnym: był częścią skandalu związanego z ustawieniem wyniku jednego z meczów w lidze angielskiej, następnie uciekł od żony i czwórki dzieci do Hiszpanii, rozwiódł się z drugą żoną, a po powrocie do Londynu zmagał się z problemami finansowymi i alkoholizmem. Żywot zakończył w samotności, a pochowano go w bezimiennym grobie.

Postacią O’Connella zainteresował się Michael Andersen. Mieszkający w Hiszpanii Duńczyk jest dziennikarzem, historykiem oraz socio Betisu. O postaci Irlandczyka usłyszał 4 lata temu. – Zdziwiło mnie to, jak mało się o nim wie. Dowiedziałem się, że trzech Irlandczyków zbierało pieniądze, żeby oddać mu hołd. Zadzwoniłem do nich, rozmawialiśmy przez cztery godziny i postanowiłem coś w tej sprawie zrobić. Tak właśnie powstał prezentowany w ubiegły czwartek podczas Offside Fest w Barcelonie film dokumentalny "Don Patricio". Następnie obraz będzie można obejrzeć w Wielkiej Brytanii i w kilku hiszpańskich miastach. Z dokumentu można dowiedzieć się wielu ciekawostek dot. życia prywatnego i zawodowego Irlandczyka. El Mundo przytacza niektóre z nich:

Przed przybyciem do Hiszpanii, gdzie rozpoczął pracę jako trener, został w Anglii bohaterem jednego z wielkich skandalów. W 1915 r. kilku zawodników Manchesteru United postanowiło z piłkarzami Liverpoolu ustawić mecz, który miał zakończyć się wynikiem 2:0 dla drużyny z Manchesteru. Przy takim właśnie wyniku O’Connell nie trafił rzutu karnego, ale pozostał tym faktem niewzruszony, co przyczyniło się do tego, że prawda wyszła na jaw. Zawodnicy, którzy nie brali udziału w planach ustawienia meczu, zdecydowali się na konfrontację z O’Connellem, następnie w sprawie przeprowadzono śledztwo, a piłkarz ostatecznie, mimo że nie został ukarany, postanowił odejść z klubu. Później zmagał się z problemami finansowymi, małżeństwo z pierwszą żoną, z którą miał czwórkę dzieci, przechodziło kryzys, a w 1922 r. zdecydował się zostawić swoje dotychczasowe życie i, nie informując nikogo, udał się do hiszpańskiego miasta Santander, gdzie został trenerem Racingu.

Do Hiszpanii przybył jako rewolucjonista. Obecnie angielski styl gry w piłkę nożną może wydawać się nam prymitywny, ale wtedy to było coś awangardowego. Sprawił, że Racing zdominował mistrzostwa Kantabrii, zanim jeszcze utworzono ligę hiszpańską. Ligę wygrał później z Betisem, a w 1935 r. pojawił się w Barcelonie. Klub był wtedy na skraju bankructwa, ale, w 1937 r., wraz z Rossendem Calvetem, zainicjował wyjazd Dumy Katalonii na tournée po Meksyku i USA, co przyniosło klubowi zysk w wysokości 15 tysięcy dolarów. Ponadto kilku zawodników nie wróciło już do Hiszpanii. Ocalił Barcelonę. Później wrócił i, mimo że wraz z nim w stolicy Katalonii zameldowało się tylko czterech zawodników, zdołał odbudować drużynę.

Wtedy trener Barcelony zarabiał ok. tysiąca peset na miesiąc, to dwa lub trzy razy tyle co nauczyciel, ale nie był milionerem. Dlatego kilka lat później znowu zaczął zmagać się z problemami finansowymi, również dlatego, że dużo wtedy pił. Kiedy w 1950 r. wrócił do Anglii, wszystko się popsuło. Jeszcze w Hiszpanii ożenił się po raz drugi, z Ellen, guwernantką dzieci króla Alfonsa XIII, z którą szybko się rozwiódł. Ellen miała odkryć, że O'Connell miał rodzinę w Manchesterze. Mężczyzna żył wtedy ze świadczeń publicznych, stracił wszystko, a kiedy zmarł w 1959 r., na jego pogrzebie pojawił się tylko jego brat. Wcześniej, w 1954 r. Betis i Sevilla zorganizowały nawet w hołdzie dla niego mecz, ale przekazane mu pieniądze z tego wydarzenia nie wystarczyły jednak na długo. Pochowano go w bezimiennym grobie podczas skromnej uroczystości. A kilka lat temu przypomnieli sobie o nim kibice.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

"Ponadto kilku zawodników nie wróciło już do Hiszpanii. Ocalił Barcelonę. Później wrócił i, mimo że wraz z nim w stolicy Katalonii zameldowało się tylko czterech zawodników, zdołał odbudować drużynę."
Szkoda że ten wątek nie został pociągnięty. Jak to nie wrócili? Zostali w USA i Meksyku?! xd

W końcu coś innego niż transfery.
Brawo

Ela jak Ty mi teraz zaimponowałaś

Tysiąc razy ciekawsze i lepsze niż transferowe plotki. Liczę na więcej.

Fajnie jest poczytać takie artykuły :D
Więcej takich prosimy!