Plusy i minusy sezonu 2018/19 wg Redakcji FCBarca.com

Julia Cicha

5 czerwca 2019, 18:39

72 komentarze

W minionym sezonie na łamach FCBarca.com kontynuowaliśmy cykl artykułów Najlepsze/najgorsze, publikowanych po każdym meczu. Dziś chcielibyśmy podsumować sezon w wykonaniu Barcelony, a w szczególności jego najlepsze i najgorsze momenty.

Jako że sezon 2018/19 został naznaczony porażką Barçy na Anfield, którą zapewne wszyscy wybraliby na najgorszy moment ostatnich miesięcy, postanowiliśmy nieco zmienić formułę artykułu. Członkowie Redakcji wybrali po jednym, istotnym z ich punktu widzenia, plusie i minusie ostatniej kampanii. Żeby nie było za łatwo, nie braliśmy pod uwagę porażki z Liverpoolem. O niej napisano już niemal wszystko, co tylko się da. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi opiniami oraz do wyrażania swoich w komentarzach!

Maciej Machaj (Makaj)

Plus: Leo Messi jak wino

Stare jak świat powiedzenie o kimś, że jest jak wino – im starszy, tym lepszy – jak ulał pasuje do Argentyńczyka. Zawodnik, który za kilkanaście dni obchodzić będzie 32. urodziny, zanotował najlepszy sezon od czterech lat, jeśli chodzi o zdobyte bramki i liczbę asyst. Messi był decydujący w wielu spotkaniach, które często rozstrzygał w pojedynkę (Sevilla, Real Betis, Espanyol, Levante, Manchester United czy pierwszy mecz z Liverpoolem). Zanotował w sumie 51 trafień we wszystkich rozgrywkach, zgarniając przy okazji nagrodę Pichichi oraz Złoty But, a także zaliczył 22 asysty, co pokazuje jego wpływ na grę formacji ofensywnej. Oglądanie jego gry jak zwykle było wielką przyjemnością.

Minus: Brak jaj

Z mojej perspektywy wygląda to tak, że w proces, który rozpoczął się już w sezonie 2017/2018, dopełnił się w ostatnich miesiącach. Mam wrażenie, że z dewizy śp. Tito Vilanovy „rozsądnie, odważnie, z jajami” zostało już tylko „rozsądnie”. Barcelonie brakuje w najtrudniejszych momentach i odwagi, i jaj. Gdy jest dobrze, być może tego nie widać – Barça gra dalej swoją grę tysiąca podań i nie ma w tym nic złego, kiedy wyniki są zadowalające. Jednak przy sytuacjach, gdzie gra się nie układała bądź wynik wymuszał zmianę stylu gry, piłkarze Barcelony nie potrafili podjąć rękawicy i biernie poddawali się biegowi zdarzeń. Wydaje mi się, że taka właśnie postawa zaowocowała klęską w Lidze Mistrzów i porażką w finale Pucharu Króla. Skończył się czas drużyn, które na samą myśl o meczu z Barceloną już wychodziły przegrane z szatni. Barça musi mieć wariant B, a nawet C, żeby móc dostosować się do boiskowych wydarzeń.

Gaspar

Plus: 8. liga w ciągu 11 lat

8. liga w ciągu 11 lat to nie lada wyczyn. Złośliwiec powie, że liga była słaba, że Real był beznadziejny, że Atlético Simeone się sypie i że to oni podarowali Barcelonie mistrzostwo. Moim zdaniem liga nie była słaba, była wyrównana.  Im więcej punktów drużyny przeciwne potrafią urwać potentatom do mistrzowskiego tytułu, tym bardziej należy mówić właśnie o wyrównującym się poziomie. Różnicą na korzyść Barçy jest oczywiście Messi, który zdominował rozgrywki LaLigi w sposób potworny i sama jego obecność pozwala myśleć o tryumfie co sezon, w przeciwieństwie niestety do rozgrywek europejskich. Dodatkowo argumentem za docenieniem mistrzostwa Hiszpanii jest historia. W ciągu 11 lat, czyli od sezonu 2008/09, było 11 edycji Ligi Mistrzów i 11 edycji Pucharu UEFA/Ligi Europy. W finałach obu tych rozgrywek jedynie w sezonach 12/13 i 18/19 nie grała hiszpańska drużyna. Za każdym innym razem Hiszpania miała przynajmniej jednego swojego przedstawiciela w finale i za każdym razem to hiszpański klub sięgał po trofeum. Oczywiście, Sevilla w Lidze Europy i Real Madryt w Lidze Mistrzów mocno się do tego przyczyniły,  jednak należy pamiętać, że w ćwierćfinałach/półfinałach obu rozgrywek widywano również Villarreal, Valencię, Betis, Atlético, Athletic, Celtę i oczywiście Barcelonę. Zatem LaLiga na przestrzeni tych ostatnich 11 lat taka słaba chyba nie była.

Minus: Nudna gra

Gra Barçy jest wręcz usypiająca, co raz mi się faktycznie zdarzyło po ciężkim dniu. Nawet ostatnie  słowa Guardioli nie zmieniają mojego zdania, które brzmi, że futbol prezentowany przez Barçę jest daleki od  tego, co nazywamy „filozofią Barçy”. W żadnym razie nie podważam jego słów, najwyraźniej czegoś tu nie potrafię dostrzec, co dostrzega taki wytrawny trener jak Guardiola. Dla mnie, szarego kibica, Blaugrana gra swoją piłkę do środka pola, aż natrafi na parę środkowych pomocników, która gra niemal zawsze. Naprawdę, cenię Rakitica, bardziej jeszcze cenię Busquetsa, ale ta dwójka, moim zdaniem, nie powinna grać razem. Oni są głównym powodem braku takiego dynamitu w środku pola, brakuje im mobilności, co pomaga rywalom przewidzieć zagrania piłkarzy Barçy i odpowiednio się ustawić w defensywie. Jednak nie tylko Busi i Ivan są za ten stan odpowiedzialni. Otóż te najlepsze wersje Barcelony sięgającej po puchary Ligi Mistrzów tworzyły drużynę, system naczyń połączonych. To, co widzimy teraz, to raczej Messi siłą podłączony do... no właśnie, czego? Ta Barça nie jest drużyną i moim zdaniem olbrzymia jest w tym wina Valverde, który nie potrafi reszty piłkarzy scalić z Messim, tylko totalnie uzależnia ich, a tym samym wynik końcowy, od Argentyńczyka. Jak napisałem w plusach, na LaLigę to wystarczy, na Europę nie. Na Europę potrzebna jest drużyna z piłkarzami pasującymi do siebie, mającymi odpowiedni profil i odpowiednią jakość. Tymczasem Barcelona nie ma środka, który zapewniłby utrzymanie piłki i jej szybkie rozegranie, a także nie ma skrzydeł, zdolnych do zrobienia na nich przewagi, nie wspominając tu o piłkarzach innych niż Messi, którzy wzięliby na swoje barki odpowiedzialność za wynik. Tu wina Valverde się kończy i zaczyna wina dyrekcji sportowej, która na przestrzeni lat sprowadzała do Barcelony piłkarzy, którzy nigdy nie powinni założyć tej bordowo-granatowej koszulki, nie pozyskiwała graczy, których aż się prosiło kupić, i w końcu pozwoliła odejść tym piłkarzom, którym pozwolić nie powinna. Błędy popełnione na polu transferowym w ciągu ostatnich 7 lat odbijają się po dziś dzień i mocno wpływają na obraz, który wszyscy widzimy - czyli nudne jak flaki z olejem mecze albo takie, które przysporzyły nam palpitacje serca (niemal zawsze, bo jednak zdarzają się mecze Barçy ładne dla oka, choć te spotkania należą do znakomitej mniejszości). Mam nadzieję, że transfery Arthura i de Jonga są dobrym prognostykiem na przyszłość i może w końcu wszystko będzie wracało na właściwe tory.

Robert Wojtczak (Robertinho)

Plus: Dominacja w LaLidze

W minionym sezonie Barcelona nie miała sobie równych na krajowym podwórku. Po wygranej z Atléti w kwietniu tytuł mistrzowski był formalnością, którą zespół Valverde dopełnił trzy tygodnie później. Ósmy puchar w 11 lat to kompletna deklasacja.

Minus: Starość nie radość

Piqué, Busquets, Messi - ta trójka doskonale pamięta legendarny tryplet pod wodzą Pepa Guardioli sprzed dekady, kiedy Barça zachwycała cały piłkarski świat swoją grą. Kibice dobrze pamiętający sezon 2008/2009 mogli przeżyć deja vu, patrząc na grę Ajaksu w tegorocznej edycji LM. Barcelona od paru lat przestała zachwycać. Brakuje radości i młodzieńczego polotu. Do drzwi pukają Aleña czy Puig, ale te wciąż pozostają tylko uchylone. W młodych adeptach La Masii nie brak jakości, ale brakuje dla nich zaufania wśród sztabu szkoleniowego. Zaufania oraz cierpliwości, jakie dostali Busquets czy Pedro dziesięć lat temu.

Marcin Poreda (ściah)

Plus: Moim zdaniem największym pozytywem tego sezonu jest włączenie Carlesa Aleñi do pierwszej drużyny oraz postawienie na piłkarzy Barcelony B w części spotkań. Zespół wymaga stopniowego odmładzania i Valverde, choć mało odważnie, to jednak dał młodym zawodnikom sygnał, że ich praca nie idzie na marne. Jeśli ten trend utrzyma się w przyszłym sezonie, to na więcej minut będą mogli liczyć nie tylko Carles, ale też Wagué, Todibo, Puig, czy Ruiz.

Minus: Największy minus to Ousmane Dembélé. Francuz, który w wieku 22 lat pobiera z klubowej kasy około 12 milionów euro rocznie i przez wielu traktowany jest jako następca Messiego, nie potrafi poradzić sobie z własnym organizmem. Przez dwa sezony występów na Camp Nou opuścił już z powodu kontuzji 202 dni. Pojawiają się doniesienia, że dużym problemem Dembélé jest zbyt długie granie w gry wideo, a co za tym idzie siedzący tryb odpoczynku, który źle wpływa na wytrzymałość mięśni. Jeśli doliczyć do tego problemy z dyscypliną, to Ousmane powoli jawi się nam jako bardzo nieudana inwestycja.

Błażej Gwozdowski (blazeq)

Plus: Trudno jest wskazać jednoznaczne plusy minionego sezonu. Bolesne porażki w rozgrywkach pucharowych sprawiły, że wygrana z dużą łatwością liga przestała mieć znaczenie. Jeśli jednak miałbym doszukiwać się pozytywów, to w efekcie otrzeźwienia, zwłaszcza w szeregach osób odpowiedzialnych za projekt sportowy. Dzięki temu można mieć nadzieję, że wreszcie doczekamy się prawdziwego przemeblowania obecnej kadry. Ewentualny sukces w Lidze Mistrzów mógł tylko stworzyć iluzję, że poważne zmiany nie są jeszcze konieczne. Tymczasem świeża krew jest wręcz niezbędna - i to właśnie w pierwszym składzie, praktycznie w każdej formacji. Jeżeli słowa zmienią się w czyny, to tutaj można upatrywać największego pozytywu naznaczonego kompromitacją w Lidze Mistrzów sezonu.

Minus: Ernesto Valverde i jego metody pracy to formuła, która w Barcelonie prawdopodobnie już się wyczerpała. Ruchy na rynku transferowym w ostatnich sezonach z pewnością nie pomogły, jednak i tutaj zabrakło charyzmy, która pozwoliłaby wymusić na zarządzie podjęcie innych decyzji. Poza sprowadzeniem Paulinho i Vidala, co ewidentnie było inicjatywą trenera, widzieliśmy tylko reakcje na sytuację kadrową. Dwóch graczy za blisko 300 mln euro rywalizowało z dość marnym skutkiem o jedno miejsce na boisku, najlepszym rozwiązaniem na prawej obronie pozostawał Sergi Roberto, a Alba i Luis Suárez nie doczekali się zmienników. Jeżeli dodamy do tego pomysł, by remedium na brak goli pod nieobecność Urugwajczyka miał być 32-latek, który w całej swojej karierze zdobył zaledwie 67 bramek, grając głównie w środku pola, to trudno usprawiedliwić działania zarządu w tym zakresie. Przy dogorywającym projekcie sportowym sygnowanym przez Pepa Segurę i realizowanym przy bierności Ernesto Valverde stawiam duży minus.

Maciej Szumiński (Szumi)

Plus: Mimo wszystkich negatywów sezonu oraz słabości rywali w kampanii 2018/19 nie można przejść obojętnie  obok wygranej w lidze. Są zespoły ze światowej czołówki, które dekadami czekają na mistrzostwo kraju. Zwycięstwo to ma tak naprawdę jedno imię: Leo. I cieszenie się kolejny rok z jego gry i utrzymywania jakości piłkarskiej też jest pozytywem. Na koniec warto podkreślić świetny rozwój Lengleta, wprowadzenie do pierwszej drużyny Aleñi oraz minuty dla kilku innych wychowanków jak Puig.

Minus: Styl. Z mojej perspektywy wcale nie są najgorsze dwa przegrane kluczowe spotkania w sezonie, pomimo ich ostatecznego znaczenia dla całego sezonu, ale znudzenie towarzyszące kolejnemu meczowi wygrywanemu 1:0 czy 2:1 z ligowym średniakiem po topornej grze. Czasami zamiast meczu Barcelony wolałem oglądać spotkanie na tablecie w międzyczasie robiąc coś ciekawszego, jak na przykład karczochy z grilla. Jako zdecydowany minus zaznaczę rownież coroczny regres jakości drugiej linii, który najbardziej widoczny jest w grze Busquetsa.

Dariusz Maruszczak

Plus: Arturo Vidal

Dlaczego mój plus wędruje właśnie do Arturo Vidala? Otóż w moim przekonaniu Chilijczyk pokazał to, czego Barcelonie brakuje na kilku płaszczyznach. Transfer pomocnika Bayernu był całkowitym zaskoczeniem. Niektórzy łapali się za głowy, czemu Barcelona sprowadza gościa po trzydziestce, nie pasującego do jej filozofii pod względem piłkarskim i osobowościowym. Moim zdaniem ten ruch był strzałem w dziesiątkę, a oglądanie w akcji tak walecznego piłkarza to czysta frajda, jedna z nielicznych w tym sezonie. Owszem, Barça powinna wrócić do korzeni i pełnej dominacji nad rywalami, ale potrzebuje także innych cech niż technika, której Vidal wcale nie ma tak słabej, jak niektórzy uważają. W rewanżach z Romą i Liverpoolem Barcelona w brutalny sposób przypomniała sobie, że mecze wygrywa się również charakterem i wybieganiem. Zawodnicy Blaugrany wyglądali wówczas, przy całej ich klasie sportowej, jak banda wymoczków. Na Anfield do wyjątków należał Arturo Vidal, który przy niektórych kolegach wyglądał jak Khal Drogo w Dolinie Muminków. Chilijczyk zawsze wyróżnia się pod względem tytanicznej pracy w każdej akcji. W zespole ewidentnie brakuje tego zęba, tej waleczności, która nie pozwala na odpuszczanie żadnej piłki. Vidal dał drugiej linii Barcelony nową jakość i z nim oraz de Jongiem i Busquetsem/Arthurem wspomaganymi Messim środek pola daje lepsze perspektywy na przyszłość. A przynajmniej dawałby,  gdyby nie minus.

Minus: Styl

Nie chce mi się oglądać Barcelony Ernesto Valverde. Niektórzy mogliby stwierdzić, że to marudzenie na zasadzie „kuuu..a, kiedyś to było!”, bo czas idealizuje przeszłość, a przecież wówczas Blaugranie też zdarzały się nijakie mecze. Tylko, że właśnie „zdarzały się”, a u Valverde są one standardem. Za Pepa Guardioli bywało, że Barça robiła rywalom pewną porę roku z pewnej części ciała w ciągu piętnastu minut, a potem czekało nas denne klepanie piłki przez resztę meczu. Jednak dla tego kwadransa warto było wsiąść do wagonika na rollercoaster. To uparte wymienianie podań było zaś przyjemną jazdą po równinie przy kojącym opisie przyrody Krystyny Czubówny w porównaniu do Barcelony Valverde, przy oglądaniu której czujesz się, jakbyś sam musiał pchać ten wagonik po błocie, będąc podgryzanym przez szopy pracze. Za Luisa Enrique mieliśmy natomiast piorunujący atak, jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy w historii futbolu. W każdym momencie można było spodziewać się odrobiny magii. Kiedyś na mecze Barcelony czekało się z wypiekami na twarzy, teraz to przykry obowiązek. Barça wciąż potrafi wysoko wygrywać, ale w zasadzie już nie zachwyca, poza pojedynczymi meczami. Natomiast zdecydowana większość spotkań to istna męczarnia, która zaczyna się już przy odczytywaniu wyjściowych składów. Zdaję sobie sprawę, że w drużynie nie ma już Xaviego, Iniesty czy Neymara, ale ten zespół wciąż stać na więcej, niż oferuje Barcelona Valverde. Tego stylu lub chociaż jego namiastki okropnie mi brakuje i nigdy nie kupię tez o pozytywach z „nabrania pragmatycznego wymiaru” przez drużynę, bo moim zdaniem to zwykła nijakość i wymówka dla nieudolności. Barça osiągnęła taką pozycję, jaką ma w światowej piłce, dzięki swojemu wyjątkowemu stylowi, który nie tylko przyniósł sukcesy, ale także imponował wszystkim. Ta unikatowość zapewniła jej dominację, żeby już nie przedłużać tego wywodu detalami o wpływie stylu na obecną pozycję klubu. Barcelona nie tylko nie zachwyca, a przecież o to właśnie chodzi w tym elemencie rozrywki, jakim jest futbol, ale jest zwyczajnie nudna.

Julia Cicha

Plus: Pojedyncze chwile radości

Pamięć dobra, ale krótka. Być może. Mimo wszystko w moim odczuciu w minionym sezonie zespół podarował mi więcej chwil radości niż rok wcześniej. Jest to ocena czysto subiektywna, a złożyły się na nim zapewne dwa Klasyki oraz 6:1 z Sevillą obejrzane z poziomu trybun. Szczególnie manita z Realem na zawsze pozostanie w moim sercu. Z powodu meczów takich jak ten nigdy nie wyrażę się też zbyt skrajnie negatywnie o Luisie Suárezie. Zawsze będę szanować i podziwiać go za charakter oraz waleczność. Podsumowując, w tym sezonie Barça pozwoliła mi nieco dłużej łudzić się, że będzie dobrze. Nudne, szarawe występy przeplotła kilkoma znakomitymi wynikami, które choć na chwilę pozwoliły mi wrócić do lepszych czasów. Szkoda, że na krótko.

Minus: Brak wyciągniętych wniosków

Kiedy na początku sezonu krytykowałam Ernesto Valverde za brak rotacji, koledzy z Redakcji wypominali mi, że na roszady w składzie przyjdzie jeszcze czas, że jeszcze było na to za wcześnie, bo trener wciąż szukał optymalnego ustawienia pierwszej jedenastki. Minęło kilka miesięcy, a ja dalej nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Wiem, że być może utrata kilku punktów we wrześniu przyprawiłaby Valverde o zawał, ale z drugiej strony zespół nie wyglądałby kondycyjnie tak, jak wyglądał w maju. Szkoleniowiec nie powtórzył drugi raz dokładnie tego samego błędu (niestosowanie rotacji), ale dalej źle zarządzał składem. W kategorii "jeśli osioł myli się dwa razy, to idzie na salami" jest też oczywiście nastawienie mentalne zespołu w niektórych pojedynkach, w tym w spotkaniu z Liverpoolem. Naprawdę nie chcę wierzyć, że momentami naszym zawodnikom się nie chciało. Wolę już zaakceptować fakt, że sparaliżowała ich psychika. 

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Pan redaktor ściach jest albo uprzedzony, albo dziwny. Dembele największym minusem sezonu??!!?? XD
Jasne, że jest przepłacony i do Neymara, którego miał być następcą mu daleko. Do tego szczeniackie zachowania i złe decyzje boiskowe. Jednak jest to trzeci strzelec zespołu w tym sezonie!!!!
Człowieku!!! Skoro dla Ciebie to największy minus sezonu, to co powiesz o występach np. Coutinho, Boatenga, Busquetsa, Rakiticia, Roberto czy Semedo?
Rozumiem, że byli dużo lepsi?

@proslambanamenos nie byli, ale zauważ, że ściah tu zwraca uwagę na koszty jakie generuje ten zawodnik i ile kosztował, przy tym jak mało daje drużynie. Z tego co wymieniłeś tylko Cou można porównać do Dembele pod tym względem i faktycznie chyba jest większym niewypałem
« Powrót do wszystkich komentarzy