Jorge Valdano: W pierwszej połowie wydawało się, że Barcelona wciąż znajduje się w Liverpoolu

Radek Koc

26 maja 2019, 19:00

Onda Cero

15 komentarzy

Były argentyński piłkarz oraz trener, a obecnie współpracownik hiszpańskich mediów udzielił wywiadu w rozgłośni Onda Cero i przeanalizował przebieg finału Pucharu Króla. Jorge Valdano podzielił się również spostrzeżeniami na temat sposobu traktowania trenera Valverde przez hiszpańskie media. 

Ta porażka musi być bardzo ciężka dla Barcelony. 

Zgadza się. Przede wszystkim chodzi o takie, a nie inne okoliczności, w jakich ta porażka się przydarzyła. Można było odnieść wrażenie, że w pierwszej połowie piłkarze Barcelony nadal znajdowali się w Liverpoolu. To była drużyna bez wiary i zaufania, bardzo przewidywalna w swoich działaniach. Jedynie w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy i przede wszystkim poprzez pewien rodzaj buntu Messiego, Barcelona pokazała, że mogła nawet odwrócić losy spotkania. Druga połowa to była zupełnie inna historia. Barça wyszła na boisko bardzo zawstydzona. Myślę, że zmiany były bardzo dobrą odpowiedzią. W drugiej części spotkania drużyna grała już z innym rodzajem energii. Zagrała w taki sposób ,podejmując oczywiście ryzyko. W drugiej połowie Barça przechodziła przez trzy fazy - podjęcie ryzyka, nieporządek w grze oraz ostatnia faza w samej końcówce, kiedy w grze Barcelony zapanował totalny chaos. To było jednak nie do uniknięcia. Wynikało z desperackiej próby doprowadzenia do remisu. To prawie doprowadziło do trzeciego i czwartego gola Valencii. W każdym razie w drugiej połowie mogliśmy oglądać bardzo emocjonujące widowisko. 

Jest bardzo ciężko zaakceptować porażkę, kiedy nie jest się przyzwyczajonym do przegrywania. Widziałeś, jak bardzo źle znosi to Messi? To nie wynika z braku dobrego wychowania. Był bardzo przybity. 

Ja akurat nie widziałem jego reakcji. W drugiej połowie można było zauważyć, że tylko on się starał. Wrażenie było takie, że Barcelona mogła rozwiązać ten mecz tylko wtedy, kiedy piłka przechodziła przez Messiego. Ewidentnie to były dwie straszne porażki dla Barcelony. Z drugiej strony myślę, że wywalczony Puchar Króla wpłynie bardzo korzystnie na przyszłość Valencii. Czasami udaje się znaleźć taką noc, która potem trwa w czasie. Zastrzyk wiary, który sprawia, że drużyna staje się bardziej pewna siebie i dużo bardziej konkurencyjna. 

Ustawienie 4-4-2, jakie zastosowała Valencia, mogło się wydawać na początku nieco skąpe i oszczędne. Przyniosło jednak dobre efekty. 

Dokładnie tak. W pierwszej połowie piłkarze zastosowali bardzo niski pressing, praktycznie nie przekroczyli środkowej linii boiska. Jednak za każdym razem, kiedy Valencia ruszała do przodu, tworzyła niebezpieczeństwo i w końcu skorzystała z ogromnych błędów w defensywie. Myślę szczególnie o drugim golu. W tamtej akcji jedyny napastnik Valencii znalazł się zupełnie sam w polu bramkowym, pośrodku trzech obrońców Barçy. Nikt się nie zajął jedynym piłkarzem, który mógł wepchnąć piłkę do siatki. 

Jednym z najgorszych momentów dla trenera jest wyjście na konferencją prasową po przegranym finale i zmierzenie się z pytaniem o przyszłość. Valverde poradził sobie jednak całkiem dobrze. 

Valverde zawsze dobrze sobie radzi. Reprezentuje swój klub w wyśmienity sposób. Odpowiedzialność, jaka koncentruje się na trenerze, jest jednak coraz większa każdego dnia. To on jest wszystkiemu winny. Dzisiaj nie rozmawia się o niczym innym, jak tylko o Valverde. Jak gdyby był jedynym człowiekiem, który jest w stanie wygrać lub przegrać mecze. Jest odpowiedzialny za indywidualne błędy, za pecha. Dziennikarze mają wielką ochotę na to, aby zaczęły się dziać rzeczy. Innymi słowy media oczekują, że Barcelona zwolni Valverde. Czasami najlepszym wyjściem jest postawienie na ciągłość. W takiej atmosferze jednak wydaje się, że to najtrudniejsza opcja. 

W takie noce jak ta traci się dużo zdrowia. Słuchałem Piqué i zazwyczaj akurat on jest odważny w swoich wypowiedziach. Kiedy zapytano go o pozycję trenera, Piqué wcale go nie bronił. Odwołał się tylko do faktu, że to włodarze klubu decydują o takich sprawach.

Ostatnio zbyt dużo mówi się o tym, że niektórzy piłkarze Barcelony podejmują ważne decyzje. To dlatego muszą uważać na to, co mówią. 

Kilka dni temu Bartomeu powiedział, że jadł kolację w domu Messiego. A następnego dnia potwierdził, że Valverde będzie nadal kontynuował pracę z zespołem. Można przez to rozumieć, że prezydent pojechał do Messiego, aby zapytać się go o zdanie. 

Zawsze tak było. Wielcy piłkarze, którzy mają większe wpływy wewnątrz szatni, są proszeni o opinię. Zarząd chce, aby w klubie panowała atmosfera zgody. Nikt nie chce, aby na początku sezonu ktoś był niezadowolony z podjętych decyzji. 

Moim zdaniem Valverde zachował się w bardzo elegancki sposób na pomeczowej konferencji i nie rozumiem tej agresji wobec niego. 

Valverde udowadnia przez całą swoją karierę trenerską, że potrafi zarówno wygrywać, jak i przegrywać. 

Luis Suárez poddał się zabiegowi i nie wystąpił w finale. To właśnie jego najbardziej brakowało drużynie i samemu Messiemu. 

Tak, to prawda. Szczególnie w pierwszej połowie miało się wrażenie bardzo dużej pustki w polu karnym Valencii. W ostatnich minutach to miejsce zajął Rakitić, ale znajdował się poza swoim nominalnym miejscem na boisku. 

Suárez podjął decyzję o operacji kolana i chce zdążyć na turniej Copa América. Wyobrażam sobie, że Barcelona musiała mu na to pozwolić.

Nie wiem, czy zdąży. Ja bardziej skłaniam się ku temu, że chce po prostu rozpocząć następny sezon w doskonałej kondycji fizycznej. Trzeba też powiedzieć, że nie można zagrać finału z kolanem w złym stanie. Jeśli masz jakiś problem z kolanem, to po pierwsze podejmowane ryzyko jest bardzo wysokie. Po drugie, nie możesz dać z siebie wszystkiego. 

Trochę szkoda zobaczyć tak kulturalnego trenera, jakim jest Valverde, w takiej sytuacji. Trzeba też powiedzieć, że Barça wcale nie grała tak źle pod jego wodzą w tym sezonie. 

To kolejna ofiara gigantycznego wymiaru Ligi Mistrzów. Te rozgrywki zebrały wielkie żniwa wśród trenerów. Przegrał Tuchel z PSG, Allegri z Juventusem, Guardiola z Manchesterem City. Na wszystkich spadają gromy, ponieważ ponoszą porażki w Lidze Mistrzów. Ten turniej może wygrać tylko jeden. Całą resztę uznaje się za nieudaczników. Nawet kiedy wygrywa się ligę i robi się to z ogromną przewagą punktową nad drugim zespołem, to taka noc jak ten finał z Valencią pozostawia wrażenia totalnej porażki. 

DONOSTIA KULTURACC BY-SA 2.0

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

bogowie grzmią widząc to co sie dzieje w ostatnim czasie , tylko valverde stoi niewzruszyony nie chodzi o to że dwa puchary nam przeszły koło nosa , tylko że polegliśmy bez walki o nie niewiem skąd ten marazm i stagnacja chyba pierwszy raz widze barcelone bez ducha tak jakbyśmy byli inną drużyną bez tej tożsamości , coś mi sie wydaje że dopóki nie odejdzie trener i przynajmniej połowa zawodników , żeby zbudowac to wszystko od nowa to nic sie nie poprawi ,oczekiwania są miażdzace i wydawało sie że mamy potencjal by je spełnić natomiast okazuje się że to nie jest prawdą valverde cały sezon bronił sie wynikami i wybaczało mu sie te mizerną grę , ale chyba widac że to dalej nie przejdzie 

"skorzystała z ogromnych błędów w defensywie. Myślę szczególnie o drugim golu. W tamtej akcji jedyny napastnik Valencii znalazł się zupełnie sam w polu bramkowym, pośrodku trzech obrońców Barçy. "
Dedykuję obarczającym Albę za 2 bramkę. Przegrać biegowy pojedynek można zawsze. Ważne co się dzieje później - Alba zmusił obrońcę Valencii do konkretnej opcji. To, że 3 obrońcy nie potrafili wybić piłki, zagrodzić drogi napastnikowi... straszny błąd. Szczególnie Pique i Semedo.

Uwazam,ze Valverde to dziad bez honoru skamle u Messiego pozostanie w klubie co stawia Messiego i klub w trudnej sytuacji  a on powinien sam poddac sie do dymisji i uzdrowil by atmosfere w klubie-ciekawy bedzie dalszy rozwjj tej patologicznej sytuacji

Czyli klasycznie nic się nie stało, mieliśmy pecha i nikt nie zawinił, wszystko wina meczu z Liverpoolem... ktoś tu pisał że po odejściu Lucho był burdel i że niby Valverde sobie z tym poradził, to co powiedzieć o tym co się teraz dzieje w tym klubie? 3 tygodnie po klęsce nadal nie potrafią się podnieść a trener wydaje się z tym wszystkim pogodzony, takiego syfu to chyba od 11 lat nie było w tym klubie jak obecnie - każdy się głaszcze po jajkach: zarząd, trener, piłkarze.

Z rodzinnego klubu i szatni zrobił się cipowaty klub a najgorsze że im ten stan rzeczy jeszcze odpowiada i przykre że nikt w tym klubie nie dostrzega że coś jest nie tak

Poszedł na kolacje do Leo żeby go poprosić o wsparcie dla trenejro. Moim zdaniem taka wersja jest bardziej prawdopodobna, gdyż dziwnym trafem po wizycie Bartomeu, Messi na konferencji których nie udzielał od dawna broni Valverde.