Xavi: Nie przeraża mnie to, że ludzie widzą we mnie nowego Guardiolę

Dariusz Maruszczak

21 maja 2019, 12:00

Sport

31 komentarzy

Xavi Hernández rozegrał wczoraj ostatni mecz w karierze sportowej. Z tej okazji Hiszpan udzielił wywiadu dla dziennika Sport, w którym podsumował swoją piękną przygodę z piłką i opowiedział o planach na przyszłość.

Sport: Jak się czujesz?

Xavi: Czuję się dobrze, jestem szczęśliwy. Chciałem już skończyć karierę. Przez całe życie grałem w piłkę nożną, odkąd skończyłem cztery lata. Marzyłem, żeby być profesjonalnym piłkarzem, występować w Barcelonie i trafić do reprezentacji. Udało mi się zrealizować to wszystko. Teraz dotarłem do końca. Mam wielkie szczęście, ponieważ odchodzę wtedy, kiedy tego chcę. Mógłbym grać do 40. czy 42. roku życia, ale jestem już zmęczony psychicznie i fizycznie. Już i tak bardzo przedłużyłem swoją karierę, granie do 39. roku życia to przywilej. Nie odchodzę z poczuciem smutku czy żalu. Wystarczy, dałem z siebie wszystko.

Wyobraź sobie, że na łóżku leży pełno zdjęć z twojej kariery sportowej i musisz wybrać jedno. Na które z nich byś wskazał?

Spełniłem swoje marzenia. Z tym modelem Barcelony stanowiliśmy wzór do naśladowania w ostatnich latach. Zdobyłem mistrzostwo świata, które wiele nas kosztowało. Skoro jednak muszę wybrać jedno zdjęcie, nie byłaby to fotografia z trofeum, tylko w barwach Barcelony z piłką przy nodze i podniesioną głową. To jest to, co cieszy mnie najbardziej. To uczucie otrzymania piłki i patrzenia w górę jest wspaniałe. Podoba mi się, ponieważ kontroluję emocje i mogę wykonać podanie, to była moja gra. W wieku 19 lat piłka potrafi parzyć na Camp Nou, a z biegiem lat ten niepokój zamienia się w pewność.

Ty, Puyol, Iniesta czy Valdés jako wychowankowie przez wiele lat graliście w pierwszym zespole, a teraz nie jesteście w Barcelonie. Czy był taki moment, w którym chciałeś się odizolować od klubu, otoczenia? Czułeś potrzebę odseparowania się przed powrotem?

Barcelona to wielki klub, w którym ceni się tylko doskonałość, presja jest bardzo duża i zawsze jest się ocenianym. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się teraz. Poprzeczka zawieszona jest tak wysoko, że Barça jest o krok od wygrania dubletu, a i tak wydaje się to niewystarczające. Tymczasem ja przez całą karierę zdobyłem może z trzy dublety! Valverde wygra dwa dublety w dwa lata, jeśli zwycięży w finale Pucharu Króla. Przegrana w jednym meczu z Liverpoolem spowodowała, że oskarża się trenera, zawodników i zarząd. Spędziłem w Barcelonie siedemnaście lat, czując tę presję, będąc krytykowanym. Z tych siedemnastu lat pięć było fatalnych. Mówi się wtedy wszystko, że się nie nadajesz i żebyś odszedł. To bardzo trudne.

I co dalej?

Kiedy odchodzi się z Barcelony, spada ciśnienie, a ciało się uwalnia. To jest ciekawe, ponieważ kiedy piłkarz żyje w stresie przez tyle lat, nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż wydaje się to normalne, jest codziennością. Po odejściu zaczyna się zdawać sobie sprawę, że co trzy dni grało się mecz, który był egzaminem. To szaleństwo. Jest się pod lupą wraz ze swoimi błędami. Trzeba być doskonałym, inaczej jest się bezużytecznym. Niektórzy z nas lubią taką rywalizację. Dlatego też po latach chcę wrócić i znów przeżyć tę adrenalinę związaną z byciem na szczycie świata.

W Barcelonie oczekiwania wobec ciebie są tak wysokie, że jesteś widziany jako nowy Guardiola. Przeraża cię to?

Wiem o tym i nie przeraża mnie to. Przechodziłem to już jako piłkarz. Nie było to łatwe wtedy i nie będzie łatwe, gdy wrócę. Wiem, jakie są oczekiwania. Śledzę wszystko, co dzieje się w Barcelonie, i widziałem, że w ankiecie na stronie Sportu byłem faworytem do zostania trenerem Barçy już teraz. Jestem wdzięczny, ale to niestosowne. Muszę zdobyć doświadczenie. To nie jest dobry moment, ponieważ zaczynam od zera.

Masz plan na karierę trenerską?

W Katarze chcą, żebym został do mundialu i pomagał im w jakiś sposób. Zobaczymy, jak będę przygotowany, ale to zależy również od tego, jak będą mnie oceniać w Barcelonie. Nie ukrywam, że Barça jest moim celem. Myślę, że mogę być dobrym trenerem, ponieważ miałem wielkich nauczycieli.

Jedni mówią, że nie wrócisz do Barcelony do momentu, w którym nie odejdzie obecny zarząd, a inni, że do momentu odejścia Leo Messiego. Jak się do tego odniesiesz?

To całkowicie fałszywe tezy. Nie mam wrogów, co mówiłem już przy pożegnaniu z Barceloną. Nie mam złych relacji z Bartomeu i zarządem. Jestem im wdzięczny. Natomiast Leo uważam za przyjaciela. Nie miałbym z nim żadnego problemu. Byłby pierwszym, z którym bym porozmawiał, gdyby został jeszcze w Barcelonie. Messi jest bardzo bezpośredni i szczery. Trenowanie go byłoby przywilejem.

Dużo rozmawiałeś z trenerem Valero Riverą w celu nauki. Czy podobnie było z Pepem?

Tak. Regularnie wysyłamy do siebie wiadomości. Widzieliśmy się nawet latem ubiegłego roku. Teraz znów chciałbym się z nim zobaczyć. Jest najlepszy na świecie w sposób, w jaki widzę futbol. Zaczynam nowy etap, mam pewne wątpliwości i chcę poruszać te tematy z nimi oboma. Z Guardiolą miałem ścisły związek i jako trener był on naprawdę wyjątkowy. Teraz jest jeszcze lepszym szkoleniowcem niż w 2008 roku, choć wtedy wygrał wszystko.

Wyjaśnij, na czym polegał ten związek.

Czasem było tak, że wracając do szatni w przerwie rozmawiałem z Busquetsem i dla przykładu mówiliśmy, że musimy częściej atakować skrzydłami, ponieważ gramy zbyt dużo środkiem, a na bokach jest więcej miejsca. Później siedzieliśmy w szatni i Pep mówił to samo! Dobrze się rozumieliśmy i mówił to, co my z Busim wcześniej. W przypadku Luisa Aragonésa bardziej chodziło o zarządzanie zespołem. Kiedyś myślałem sobie, że trzeba przycisnąć pewnego piłkarza, ponieważ okazuje brak szacunku, a później Aragonés poruszał tę kwestię w rozmowie z nim. Pep był taktyczny, a Aragonés bardziej zarządzał drużyną. Obaj są moimi wzorami.

Powiedziałeś, że wygranie dubletu w Barcelonie wydaje się niewystarczające. Jak to zmienić?

Jest to spowodowane odpadnięciem z Ligi Mistrzów. Barcelona bardzo skupiła się na tych rozgrywkach, a stało się to samo, co w poprzednim sezonie. Culé są niezadowoleni, ponieważ Barça została wyeliminowana i nie potrafiła zdominować rywala ani u siebie, ani na wyjeździe. Podczas kadencji Guardioli też nie wygraliśmy wszystkiego, również dwukrotnie wyeliminowano nas w półfinałach, ale wrażenia były inne, dominowaliśmy w rywalizacji.

To kwestia trenera?

Nie wiem. Nie byłem przy Valverde, nie wiem, jak Barcelona trenuje i jak myśli.

Wygranie cztery razy Ligi Mistrzów to niewiele, mając najlepszego piłkarza na świecie?

Nie. Wcześniej tylko raz udało nam się zdobyć to trofeum. Można było wygrać więcej, ale nie jest to łatwe. Barça Guardioli była lepsza od innych zespołów, a jednak sięgnęliśmy po zwycięstwo tylko w dwóch z czterech edycji. Chelsea i Inter nas eliminowały. Spokojnie, Messi jeszcze się nie skończył. Zawsze mówimy o erze po Messim, ale Leo zostały jeszcze trzy lub cztery bardzo dobre lata na najwyższym poziomie. Jest profesjonalistą i dba o siebie, jest silny fizycznie, a mentalnie to bestia. Jest numerem 1 we wszystkim.

Bardzo często porównuje się do ciebie Arthura. Jak ocenisz jego pierwszy sezon w Barcelonie?

Trzeba porównywać 22-letniego Arthura z 22-letnim Xavim, a nie 22-letniego Arthura z 30-letnim Xavim. To byłoby bardziej sprawiedliwe. Brazylijczyk rozegrał bardzo dobry sezon. Ten chłopak nie traci piłki, potrafi dostrzec wiele rozwiązań i jest bardzo inteligentny. Ma potencjał, żeby występować w Barcelonie przez dziesięć lat na niesamowitym poziomie. Powinien grać bardziej swobodnie, atakować, posyłać ostatnie podania, strzelać, ale mnie w tym wieku również to dotyczyło. W grze Arthura dostrzegam samego siebie, choć Brazylijczyk nie pochodzi ze szkółki Barcelony. Z nim i de Jongiem, który ma 21 lat, Barça zapewnia sobie dwóch świetnych zawodników. De Ligta również trzeba sprowadzić.

Kupiłbyś Griezmanna, gdyby szatnia tego nie chciała?

Rozumiem, że boli ich to, co zrobił latem. Gdyby powodem był temat czysto piłkarski, spróbowałbym porozmawiać z zespołem, aby pokazać, że jako zawodnik może coś wnieść. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, kto chce go sprowadzić. Dyrektor sportowy? Valverde? Prezydent? Gdybym ja prowadził Barcelonę i prosił o wzmocnienia, a szatnia nie zgadzałaby się z niektórymi kandydatami, porozmawiałbym z drużyną, ponieważ ostatecznie decyzję podejmuję ja. Niezależnie od tego, czy to będzie Griezmann, czy inny piłkarz. Inną rzeczą jest to, gdy trener i drużyna go nie chcą, wówczas pojawia się problem.

Fot. Meysam Mehabadi / CC BY 4.0

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Chłop zna Barcelonę jak własną kieszeń... CZEKAMY NA CIEBIE...
« Powrót do wszystkich komentarzy