Luis Suárez: Nie muszę być kapitanem, ponieważ znam swoją rolę w szatni [cz. 2]

Grzegorz Zioło

1 lutego 2019, 16:00

Sport/ Mundo Deportivo

10 komentarzy

W drugiej części wywiadu dla Sportu oraz Mundo Deportivo Luis Suárez mówi między innymi o Ousmane'ie Dembélé i Philippe Coutinho, a także odpowiada na pytania dotyczące opaski kapitana i poszukiwań nowego środkowego napastnika. Pierwszą część wywiadu możecie przeczytać tutaj.

Teraz nie ma Neymara, ale jest Dembélé. Jego postęp w ostatnich miesiącach jest niesamowity. Piłkarze tacy jak ty zaangażowali się w dawanie rad Francuzowi. Co takiego ma Dembélé, że tak bardzo zaangażowałeś się w jego sprawę?

Jest młody. Każdy był w jego wieku i wie, że ludzie mogą uważać go za fenomen i mówić, że wszystko idzie świetnie, a w rzeczywistości jest wiele rzeczy, których trzeba się nauczyć. Też tego doświadczyłem, dlatego teraz muszę pomagać Ousmane’owi. Ma wokół siebie wielu zawodników w szatni, od których może uczyć się profesjonalizmu. Nikt nie będzie uczyć Ousmane’a, jak kopać piłkę, ponieważ to już potrafi. Inną sprawą jest to, w jaki sposób powinien pracować i co pomaga mu robić postępy. Oczywiście to zawodnik, który dopiero zaczyna swoją karierę, ale myślę, że będzie jednym z najlepszych piłkarzy na świecie.

To wyjątkowy zawodnik, grałeś kiedyś z tak szybkim piłkarzem jak on?

[śmiech] Nie.

Jest niesamowity, prawda? Sposób, w jaki wypuszcza piłkę do przodu…

[uśmiech] Nie jest tak, że zbyt daleko wypuszcza sobie piłkę, ale czasami on wychodzi do kontrataku i ja nie nadążam. Czasem widzę też, że Leo jest nawet jeszcze bardziej z tyłu niż ja. Mówimy wtedy: „jest bardzo szybki, nie dogonimy go” [śmiech]. Kiedy zaczyna biec, musimy być przed nim, żeby zdążyć na wykończenie akcji. W innym przypadku niemożliwe jest dotarcie tam.

Brakuje mu kontroli?

W niektórych momentach wydaje się, że traci piłkę, ale ostatecznie jest w stanie ją utrzymać. Czasem nie wiadomo, kiedy zagra na ścianę ze swoją szybkością… lub gdzie podać mu piłkę. W każdym razie to zawodnik, który bardzo nam pomaga.

Czasami jest w stanie strzelić niezapomnianego gola, a w kolejnym zagraniu zepsuć podanie na pół metra. To zawodnik, który czasem się dekoncentruje…

To przez rozluźnienie, które czasem pojawia się, kiedy wszystko idzie mu znakomicie. W takim momencie łatwo się rozluźnić. Myśli się wtedy, że nie straci się piłki, po czym oddaje się ją w prosty sposób.

Mówiłeś wcześniej, że przy Ousmane’ie czułeś się trochę jak kapitan. Chciałbyś kiedyś zostać kapitanem Barçy?

Mam już 32 lata i opaska niczego by nie zmieniła. Mam wystarczająco dużo doświadczenia. Jeśli Thomas [Vermaelen] odejdzie po sezonie, będę najstarszy w drużynie, bo mam urodziny w styczniu [śmiech]. Później ma Piqué, a potem Leo. Nie muszę być kapitanem. Myślę, że wszyscy wiedzą, jaka jest moja rola w szatni. Oczywiście każdy cieszy się, kiedy zostanie wybrany, tak jak ja w Liverpoolu, Urugwaju czy Ajaksie.

Ale nie chciałbyś tego?

Oczywiście cieszyłbym się, ale nie doprowadza mnie to do szaleństwa, ponieważ znam swoją rolę w szatni.

Co roku trudno przychodzi ci strzelanie goli na początku sezonu i zaczynają pojawiać się plotki na temat twojej przyszłości. Przeszkadzają ci te krytyczne głosy po tym wszystkim, co zrobiłeś w Barcelonie?

Krytyka pojawia się nieustannie, szczególnie tutaj, w Barcelonie. Są tu duże wymagania i wszyscy wiedzą, w jakim klubie grają. Wymaga się od nas dobrych występów co trzy dni. Wystarczy, że w jednym meczu nie strzelę gola, i pojawiają się wątpliwości. Trzeba z tym żyć przez cały czas. Krytyka mnie nie boli, ponieważ wiem, w jakim jestem wieku i jaką mam za sobą karierę. Boli mnie, kiedy zaczyna się komentować coś wewnątrz klubu i szuka się rozwiązania, ponieważ jestem już starszy, ale o niczym mi się nie mówi. To by mnie zabolało, ale nie krytyka dziennikarzy czy innych ludzi. Wiem, co muszę pokazywać w Barcelonie, i znam presję, jaka wiąże się z grą tutaj. Jestem do tego przyzwyczajony i zawsze staram się odpowiedzieć w najlepszy możliwy sposób.

Byłbyś szczęśliwy, gdybyś zakończył tutaj karierę?

Tak, ponieważ nigdy sobie tego nie wyobrażałem. Myślę, że to życzenie każdego gracza. Zakończenie kariery w najlepszym klubie na świecie to coś wielkiego. Wiem jednak, że będzie o to trudno, ponieważ niewielu zawodnikom wcześniej się to udało.

Od pewnego czasu masz problemy z kolanem. Przyzwyczaiłeś się do gry z bólem czy dolegliwości ustąpiły?

[uśmiech] Prawdę mówiąc, nie chcę rozmawiać na tem temat, ponieważ od przerwy świątecznej nie czułem nawet niewielkiego bólu. Nie chcę nawet o tym myśleć, bo mam za sobą miesiąc bez bólu. Jestem ostrożny i pracuję nad tym, żeby nie powrócił. Praca, którą wykonywałem przez trzy czy cztery miesiące z lekarzami, sprawia, że jestem spokojny. Nie mogę narzekać, ponieważ zupełnie niczego nie czuję.

Jak udawało ci się grać na najwyższym poziomie z tymi dolegliwościami?

Od sierpnia do listopada-grudnia przyzwyczaiłem się do gry z bólem, ale ostatni miesiąc był już znacznie lepszy. W żadnym momencie nie rozważałem operacji.

Powiedziałeś kiedyś, że Leo dogryza ci, kiedy marnujesz dogodne sytuacje. Wciąż tak jest?

[uśmiech] Wczoraj śmiał się, że zgoliłem brodę i że mi nie pasowała. Dużo żartujemy. Czasem podczas treningów ćwiczymy wykończenie, rzuty wolne, i nie strzelam żadnego gola, a on mówi mi: „co za dzień, Luis!”.

A ty jemu dogryzasz?

Tak, oczywiście. Wydaje mi się, że niektórzy powstrzymują się od mówienia takich rzeczy Messiemu, ale ja czasem mówię: „dziś ci nie idzie, Leo”, czy coś w tym stylu.

Porozmawiajmy o Philippe Coutinho. Jego forma była coraz słabsza, aż w końcu w meczu z Sevillą strzelił dwa gole. Myślisz, że ta obniżka formy była bardziej związana z pozycją na boisku, czy to kwestia zaufania?

Według mnie nie chodzi o pozycję, ponieważ jest przyzwyczajony do takiej gry. Występował na tej pozycji w Brazylii, a także w Liverpoolu, kiedy ja tam byłem. Później nieco zmienił miejsce na boisku, ale potrafi grać i jest zawodnikiem, który robi różnicę. Jako jego kolega z boiska i przyjaciel zawsze będę go wspierał. Na treningach zawsze widzę, że jest szczęśliwy, ale na boisku jedni koncentrują się bardziej niż inni, może się zdarzyć, że jest zły czy smutny. Takie gesty jak odstąpienie rzutu karnego przez Messiego bardzo pomagają. Drugi gol z główki również jest dla niego dużym plusem. Wspieram go i uważam, że był krytykowany za najdrobniejsze sprawy. W Barcelonie trzeba z tym żyć, ale powinniśmy bronić Philippe, ponieważ nie znalazł się tu przypadkiem. Musi dalej się odbudowywać i nauczyć się żyć z takimi sytuacjami.

Nie jest trochę nieregularny?

Ma lepsze i gorsze okresy, ale wszyscy je mamy. Są takie momenty, i ja również przez nie przechodziłem, że kiedy zawodnikowi nie wychodzą dwa czy trzy zagrania, myśli sobie „ojej, nic mi nie wychodzi, muszę zrobić to lepiej”, a później jest jeszcze gorzej. Moim zdaniem Philippe ma przed sobą wiele lat gry w Europie, żeby pokazać swoją klasę. Myślę, że ludzie są wobec niego niesprawiedliwi, przede wszystkim z powodu tego, co dał klubowi podczas pierwszych sześciu miesięcy.

Odsunięcie na ławkę rezerwowych mogło mieć na niego wpływ?

Wrócił z mistrzostw świata i grał w pierwszym składzie, ale później doznał kontuzji i być może przez to było mu trudniej. Ousmane prezentował się bardzo dobrze. Philippe zaakceptował to bez problemu. Myślę, że teraz jest w dobrej formie i adaptuje się do systemu, który narzuca trener.

A może ciąży mu to, że jest najdroższym piłkarzem w historii Barçy?

Nie powinien trenować ani grać z myślą o tym, że jest najdroższym zawodnikiem w historii Barçy, tylko pracować codziennie z piłkarzami, których ma wokół siebie. Znam Philippe i nie sądzę, żeby o tym myślał. Powinien mieć takie nastawienie jak w meczu z Sevillą.

Dużo mówi się o odmładzaniu kadry i jedną z nowych twarzy będzie Frenkie de Jong. Szatnia wiąże duże nadzieje z przybyciem takiego zawodnika?

Tak, ponieważ to piłkarz, o którym mówi cała Europa. Przyjmiemy go z otwartymi ramionami, bo to świetny zawodnik, jednak musimy też zdjąć z niego presję. Niech przyjdzie, żeby pomóc drużynie, ale niech rozumie, że nie został sprowadzony, żeby rozwiązać jakiś problem.

Rozmawiałeś z Antoine’em Griezmannem, kiedy było tak głośno o jego transferze?

Nie, spotykałem się z nim tylko przy okazji meczów. Później komunikowaliśmy się też przez Godína, ale nie rozmawialiśmy.

Myślisz, że ogłoszenie transferu de Jonga może przeszkadzać takim zawodnikom jak Ivan Rakitić?

Nie, ponieważ to bardzo doświadczeni gracze: Ivan, Arturo czy Busi. Ze mną jest tak samo: jeśli klub sprowadzi za mnie 22-latka, uznam, że to znakomicie, ponieważ to będzie zawodnik, który musi się wiele nauczyć i przyzwyczaić do gry w takim klubie jak Barcelona. Poza tym każdy jest świadomy swojego wieku.

Powiedziałeś, że rozumiesz, że Barça szuka środkowego napastnika. Jacy zawodnicy najbardziej ci się podobają? Twój rodak Maxi Gómez byłby dobrym kandydatem?

To, co powiedziałem, to rzeczywistość zawodnika, który gra od wielu lat w elicie i musi zrozumieć, że przychodzi pora na niego, a klub szuka następcy. Być może mógłby nim zostać Gómez. Bardzo się rozwinął po tym, jak trafił do LaLigi. Jest silny, ma wielkie ambicje, polepszył swoją technikę, a także poprawił się pod względem zachowania, między innymi jeśli chodzi o kartki. Rozmawiałem z nim kiedyś o tym, ponieważ mam doświadczenie w tych sprawach. Uważam jednak, że nie powinien zmieniać swojej formy gry. Zarówno on, jak i inni młodzi napastnicy mogą się sprawdzić.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ale czas zapierdziela teraz sobie zdałem z tego sprawę... :O

Chciałbym, żeby razem z Messim grali w Barcelonie co najmniej do 37 roku życia!

Uwielbiam zawodników z taką mentalnością. Życie by oddał za klub, walczy zawsze na 200%

„dziś ci nie idzie, Leo”, czy coś w tym stylu". łoo to faktycznie mu mocno dogryza xD

Takie rzeczy można czytać bez końca.
konto usunięte

Świetny wywiad, proszę o więcej.

Całkiem mądry facet. A nie żaden gryzoń ;)

"...mam doświadczenie w tych sprawach." (temat o kartkach)

Oj masz Luisito i to duże :D

Mam nadzieję, że ten wywiad ma co najmniej 10 części ;))

Cały wywiad jest zajebisty, aż miło to czytać. Oby Luisito grał jeszcze w Barcelonie przez długi czas.