Kolejny odcinek walki o władzę w hiszpańskiej piłce. Girona FC - FC Barcelona 16:15

Karol Chowański 'Challenger'

27 stycznia 2019, 06:30

20 komentarzy

Girona FC

GIR

Herb Girona FC

0:2

Herb Girona FC

FC Barcelona

FCB

  • 9' Nélson Semedo 
  • 68' Lionel Messi 

Zgodzono się przynajmniej w jednej kwestii. W przeciwieństwie do starcia z Las Palmas, tym razem uniknięto wątpliwości, czy zagrają. Barça i Girona – dziś po południu. Bez medialnej wrzawy. Globalnego trendowania na twitterze. Bez hejtu. Bez „fejmu”. Bez statusu prekursora. Tyle różnicy robi siedem i pół tysiąca kilometrów dzielących stadion Montilivi w Katalonii od Miami na Florydzie – gdzie wszelkimi dostępnymi środkami próbował rozegrać ten mecz przewodniczący ligi Javier Tebas wraz ze swymi poplecznikami.

Czemu właśnie tam? Zastanawialiście się kiedyś?

Kontekst od miesięcy towarzyszący temu meczowi wymagał czegoś innego niż zwykłej zapowiedzi. Jeśli kogoś interesuje piłka, sama piłka i tylko piłka – szanuję to i uprzejmie zapraszam do przedostatniego śródtytułu.

Ameryka i soccer – krótka historia trudnej miłości

Pewnych rzeczy nie da się powstrzymać tak banalnymi pomysłami jak (roz)budowa muru. Reggaeton, lowridery, twerk, kokaina od dawna robią w USA zawrotną karierę. Kto śledził sytuację, doda do listy piłkę nożną. Wskaźniki oglądalności ostatnich pięciu lat potwierdzają raptowny wzrost liczby fanów futbolu nieamerykańskiego. Jestem przekonany, że będzie rosła dalej.

Piłka nożna, na którą mają tam oczywiście inny termin niż Brytyjczycy, do niedawna była za oceanem zajęciem dziewczyn i dzieci. Termin „soccer moms” (pl. „piłkarskich mam”) na stałe wszedł do języka potocznego. Ich kolejna generacja może wybrać jedną z 13 (!) szkółek FC Barcelony w Kanadzie i USA.

Sześć szkółek w Kanadzie i siedem w USA świadczy o zaangażowaniu Blaugrany na rynku północnoamerykańskim.

Wszystkie cztery spotkania z najwyższą oglądalnością tv w historii MLS pochodzą z ubiegłego roku. Rośnie zainteresowanie piłką europejską. Napędza je dostępność powtórek meczów w internecie i sieciach kablowych. W całym kraju przybywa sportowych kanałów hiszpańskojęzycznych. 

Calle Ocho

Miastu nad zatoką Biscayne brakuje blichtru Nowego Jorku, L.A. czy Frisco. Nie ma europejskości Bostonu. Nie ma klubu w MLS. To najlepsze miejsce na inaugurację planu podboju Ameryki przez hiszpańską piłkę.

Z licznych zdobyczy hiszpańskich kolonizatorów Kuba należała do najdłużej lojalnych. Ruszyła po niepodległość dopiero u kresu XIX wieku. Uzyskała ją w 1902 roku, po wojnie hiszpańsko-amerykańskiej. Młodemu krajowi było daleko do prosperity. Znacznie bliżej – na Florydę.

Kubańczycy zaczęli liczniej osiedlać się nad zatoką Biscayne od przełomu lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Pierwszymi byli „ochroniarze”, cyngle i sutenerzy na usługach „Lucky’ego” Luciano, Ala Capone, Meyera Lansky’ego i innych bossów mafijnego Syndykatu. Za czasów prohibicji porozumienie „Pięciu Rodzin” stworzyło na Karaibach siatkę hoteli, kasyn i magazynów wysokoprocentowej kontrabandy. Agenci FBI mogli tylko oglądać zdjęcia. Lansky (vel Mejer Suchowlański) był specjalistą od prania brudnych pieniędzy, współpracował z dwoma kolejnymi wodzami przedrewolucyjnej Kuby Gerardo Machado i Fulgencio Batistą. Mafiosi rządzili wyspą bez przeszkód do wybuchu rewolucji (1953).

Pięć lat później Che Guevara i Fidel uderzyli na Hawanę. Nastał reżim Castro. Kubańczycy zaczęli masowo uciekać z wyspy. Nie przestali do dzisiaj. Lata 60., operacja „Piotruś Pan” i otwarcie portu Mariel (1980) to dalsze etapy rozwoju la pequeña Habana. W dzielnicy przy Ósmej Ulicy powstały kubańskie odpowiedniki RWE, redakcja El Nuevo Herald (1977) i inne ośrodki castrowskiej opozycji. Dziś „calle Ocho” znana jest z kawałków szansonisty Pitbulla. Też pochodzi z Miami, którego status stolicy hiszpańskojęzycznej imigracji rósł z dekady na dekadę. Do bram raju na północy ruszyli Meksy-kanie, Honduranie, Wenezuelczycy, Kolumbijczycy, przybysze z Salwadoru, Peru, Gwatemali i okolic.

Złoty interes

Istnieją sposoby na oszukanie żony i fiskusa. Nie oszukasz demografii. Służy pozycji piłki w USA lepiej niż MŚ 1994. Szczegółowe dane Nielsena z czerwca 2018 r. (i rzut oka przy skrótach MLS na trybuny) potwierdzają, że wielką modę na futbol napędza nowe pokolenie osiedleńców z Ameryki Łacińskiej.

Według spisu mieszkańców Miami z 2015 latynoskie pochodzenie ma 70% mieszkańców miasta. To największe skupisko piłkarskich fanów w Stanach. Prognozy Pew Research Center przewidują, że w 2055 roku udział Latynosów w całym amerykańskim społeczeństwie osiągnie połowę osób pochodzenia europejskiego (2010: 22,5%).

Obok zmieniającej się mapy społecznej USA należy postawić rosnącą z roku na rok popularność amerykańskich tournée klubów z Hiszpanii i hasło „marketing”. Rozegranie po 35 latach pierwszego towarzyskiego „Klasyku” poza Hiszpanią stanowiło ważny sygnał. W Europie mecz przejął mało kogo. Odbiór przez fanów i amerykańskie media przekroczył oczekiwania organizatorów.

Szef LaLiga Javier Tebas i prezydent FC Barcelony Josep Maria Bartomeu uznali, że należy iść za ciosem. (Girona też postanowiła skorzystać.) Finansowa atrakcyjność rynku USA jest oczywista dla każdego, kto umie liczyć. Mimo dominującej pozycji koszykówki, X-Games i innych dyscyplin, mówimy o torcie, z którego każdy europejski potentat chce sobie złapać truskawkę. Im większą, tym lepiej.



["Aż polecą gole" - oprac. Challenger, zdj.. Shutterstock]


Mecz frontem walki o władzę

Zastąpienie Villara, skompromitowanego szefa hiszpańskiej federacji (RFEF), przez Rubialesa i mianowanie Carlosa Velasco Carballo nowym przewodniczącym Komitetu Sędziów doprowadziło do przesunięcia wpływów w najwyższych władzach hiszpańskiej piłki.

Ku mojemu zdumieniu, najgorzej wyszedł na tym Real Madryt.

Kadencja José Luisa Rubialesa mogła się skończyć, zanim się zaczęła. Gdyby uległ w sprawie Lopeteguiego, jego wiarygodność reformatora hiszpańskiego futbolu stałaby się czasem przeszłym. Był zmuszony zareagować stanowczo i zrobił to. Florentino Pérez musiał liczyć, że „wrogie przejęcie” Lopeteguiego zakończy się sukcesem jak zwykle. Zignorował specyfikę sytuacji i determinację nowych ludzi. Sytuacja skończyła się trzęsieniem ziemi. Jego wstrząsy odczuwalne są do dzisiaj.

Niezwykle kategoryczne – jak na przebiegłego manipulatora i skutecznego przedsiębiorcę, jakim jest Pérez – stwierdzenia o braku poparcia „Królewskich” dla planu rozegrania meczu ligowego za granicą przyniosły z kolei ochłodzenie relacji z przewodniczącym LFP Javierem Tebasem (prywatnie kibicem Realu). Ostatnie werdykty po niedoszłym karnym na Viniciusie i bramce Suáreza z Leganés, dwa bardzo kontrowersyjne werdykty, oba korzystne dla Barçy – moim zdaniem zdają się potwierdzać, że pozycja Realu Madryt słabnie nie tylko w tabeli, ale i w gabinetach.

Postawa ludzi Barçy wobec idei meczu w Miami stanowi lustrzane odbicie słów płynących z Bernabéu. Gdy tracisz dawnych sojuszników – potrzebujesz nowych. Tebas i Rubiales muszą mieć silnego partnera do swoich pomysłów na dogonienie Anglików w wyścigu o globalnego widza. Skoro nie chce być nim Real, zostaje Barcelona. Katalońskiemu klubowi może to przynieść wielkie korzyści.

Uprzedzić Madryt

W odróżnieniu od lat 50. XX wieku – kiedy „Królewscy” wybrali raczkujący Puchar Europy, a Barça postawiła na bardziej prestiżowy w swych czasach Puchar Miast Targowych – klub z Katalonii wykazuje lepszą intuicję wobec kierunku zmian w piłce. Cel jest ten sam, co zawsze. Pokonać Real.

Superpuchar Włoch zwiedza świat od lat 90. Zagraniczni właściciele klubów z Anglii i Francji chętnie podążyliby tym tropem. Moim zdaniem jest tylko kwestią czasu, gdy – wzorem NBA – dojdzie do zorganizowania meczu którejś z czołowych lig Europy na innym kontynencie.

Jedno pozostaje dla mnie niewiadomą: kto będzie pierwszy.

Finansowa bonanza Premier League oraz mocarstwowe pozycje w domowych rozgrywkach Juve, Bayernu i PSG sprawiają, że obaj hiszpańscy giganci muszą szukać nowych źródeł wzrostu i podniesienia pozycji marketingowej ligi. Kolejny cios w Anglików – po wyprzedzeniu Manchesteru United przez madrycko-kataloński duet na czele świeżego rankingu wartości klubów 2019 firmy konsultingowej Deloitte – byłby ogromnym sukcesem hiszpańskiej piłki.

Sądzę, że Tebas i Rubiales dostrzegą to z czasem. W imię wspólnych interesów poszukają kompromisu. A gdy mecz La Liga w Stanach dojdzie kiedyś do skutku, kto w nim zagra? FC Barcelona, wielki sojusznik tego pomysłu od samego początku, jest w tym wyścigu o kilka długości przed sceptycznym i otwarcie krytykującym Tebasa Realem Madryt.

To, że przedstawiciele Barçy zasugerowali władzom ligi spotkanie z innym katalońskim klubem – nie może być przypadkowe. Katalończycy nigdy nie przegapią okazji, aby utrzeć nosa Kastylii. Jeśli Girona pozostanie w lidze, para kandydatów do gry w USA pozostanie w moim przekonaniu ta sama. A władze Barçy znów przekonają sąsiadów z Girony, że „oddanie” meczu na Camp Nou jest poza dyskusją.

Gdzie w rozgrywkach 18/19 jest Barcelona?

Kadrowe wybory Valverde i wynik z Sewilli stawiają uzasadnione pytania, co jest priorytetem FC Barcelony w obecnym sezonie. Kapitan wskazał przed sezonem Ligę Mistrzów. Trener – ledwie wczoraj obronę mistrzostwa.

Nie wiem, jak inni. Ja się z nimi zgadzam.

Z trzech trofeów wiosny Puchar Króla musi mieć najmniejsze znaczenie. Klub w cuglach wygrał cztery ostatnie edycje, wyprzedza drugie w klasyfikacji Bilbao o 7 tytułów i z rozczarowaniem patrzył na cztery z ostatnich pięciu finałów Ligi Mistrzów padające łupem Realu. Tu trzeba wybierać i trzeba wybierać szybko. Straty energetyczne ze stycznia zwiastują koszmary. O tych z Romą, Juve i Atléti wielu obserwatorów raczyło zapomnieć, skoro krytykuje się Valverde za wystawienie kawy na ławę na ostatniej konferencji.

Mocno zacząć, szybko skończyć

Kto woli, może pominąć wszystkie inne konteksty popołudnia na Montilivi. Z samego sportowego punktu widzenia też zanosi się na ciekawe zawody.

Goście chcą wydłużyć przewagę nad Atlético. Podopieczni Simeone w sobotę ograli Getafe 2:0. Są dwa punkty za plecami Barçy. Girona ma za sobą trudne tygodnie. Zesłały ją w pobliże strefy spadkowej. Bufor bezpieczeństwa klubu należącego w 44 procentach do City Football Group wynosi marne 4 pkt. To nie Espanyol z Realem – obie drużyny zagrają na serio, bo obie potrzebują punktów.

Gospodarze dzisiejszego spotkania są ligowo w trakcie bessy siedmiu meczów bez zwycięstwa (4 remisy, 3 porażki, 11 straconych goli). Dla potwierdzenia, jak ekscytujący bywa hiszpański futbol – wyrzucili właśnie z pucharu Atlético. Jeśli Messi i spółka pojadą do średniowiecznej Girony z równie frywolnym nastawieniem jak w rywalizacji z Levante (10 I), Getafe i Leganés – to się przejadą.

Przed Barçą wymagające tygodnie. Mam na myśli Valencię, Bilbao, Lyon. Trzeciego marca czeka Real. Przy nagłej niechęci sąsiadów Azulgrany w tabeli do kolekcjonowania porażek, trzy punkty na Montilivi są najcenniejsze, bo leżą najbliżej. Barcelona musi wyjść ostro i zdecydowanie od pierwszych minut.

Szybkie osiągnięcie wyraźnego prowadzenia pozwoli drużynie na spokojne trzy punkty i podejście w dobrych nastrojach do środy. Tym razem nie ma miejsca na tryb energooszczędny. Chyba, że przy bezpiecznym prowadzeniu 3:0.

Czego sobie i Państwu życzę.

---

Oczekiwany skład (Challenger): ter Stegen – Roberto, Piqué, Vermaelen, Alba – Vidal, Busquets, Arthur/Aleñá – Messi, Suárez, Coutinho

Transmisja: 16:10 Canal+ Sport, Canal+ 4K Ultra HD (Rafał Wolski, Leszek Orłowski)

Obejrzyj mecz Girona - Barça w Canal+ Sport
- kliknij tutaj!

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Klap klap klap!

Swietny artykul. Czelendżyr zawsze byl moim najulubienszym redyktorem.

Fantastyczna robota, moje tematy zdecydowanie.

Szkoda tylko umniejszania realowi tych pucharów z lat 50-tych. To nie potrzebne, naszą przewagę udowadniamy na boisku i to wystarczy :)

Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że chociażby za rok Barcelona wystąpi w meczu ligowym w USA. Jedna sprawa - musi to być na sam koniec sezonu, już po finale Ligi Mistrzów. To może być wielka okazja do zdobycia nowej bazy kibiców, zwłaszcza jeśli będziemy tam pierwsi.

Jednego w tekście nie rozumiem - "W odróżnieniu od lat 50. XX wieku – kiedy „Królewscy” wybrali raczkujący Puchar Europy, a Barça postawiła na bardziej prestiżowy w swych czasach Puchar Miast Targowych". Czy to oznacza, że Barcelona celowo rezygnowała ze zdobywania Mistrzostwa Hiszpanii? Przecież w Pucharze Europy grał wyłącznie mistrz kraju, a nie jak teraz także drużyna, która w całej swojej historii tytułu najlepszej nigdy nawet nie powąchała.

Hoho, widzę moje tematy :D Super artykuł!

Czasy być może się zmieniają, ale tak naprawdę czy Madryt może na cokolwiek narzekać, będąc przez wiele lat na pole position w kluczowych dla ich klubu sytuacjach:
- w odbiciu Barcelonie di Stefano pomogły im struktury państwowe i piłkarskie, a mając go już w składzie Bernabéu wiceprzewodniczył komitetowi założycielskiemu Pucharu Europy,
- przez około 25 lat RM jako jedyny otrzymywał pieniądze z praw telewizyjnych w Hiszpanii (50 mln peset rocznie),
- przewodniczący Komitetu Arbitrów w Hiszpanii Jose Plaza samodzielnie wybierał sędziów w latach 1975-1980 oraz 1985-1990 i RM wygrał ligę 9 na 10 razy, a gdy Plaza dzielił się władzą z dwoma innymi działaczami w latach 1980-1985, w ciągu 5 sezonów nie wygrali ani razu,
- w fazie pucharowej poprzedniej Ligi Mistrzów Casemiro grając jak gra nie może dostać jednej żółtej kartki, nie mówiąc już o dwóch, a w 1/8 i 1/4 przeciwnicy obejrzeli 3 czerwone w 4 meczach :)

Piłka to też ogromny biznes, a największe kluby są produktem wysokiej jakości. W tej odwiecznej walce, gdzie nie ma chwili na okazanie słabości, wartość każdego z graczy może wahać się w jedną lub drugą stronę i tak samo przychylność w gabinetach. Ale patrząc na całą historię tej rywalizacji jest jeszcze bardzo daleko do wyrównania rachunków :)

Btw. Barca nie miała jak "wybrać" Pucharu Europy, bo RM z di Stefano rządził w lidze tuż przed utworzeniem tych rozgrywek.
oxo

Ciekawy i bardzo fajny tekst.Brawa za niego dla Autora.A co do dzisiejszych derbów,liczę,że Barca wywiezie 3 pkt,strzeli kilka bramek,Valverde da odpocząć trochę przy korzystnym wyniku najważniejszym piłkarzom i że wrócą do Barcelony bez kontuzji :D VeB!

Świetny tekst! Bardzo dobrze mi się go czytało!:)

Mam nadzieję, że Coutinho dzisiaj odpali i pokaże wszystkim niedowiarkom, że zasługuje na grę w Barcelonie i jest wart kasy, którą ten wspaniały klub za niego zapłacił (160 melonów)
Do boju Cou, walcz!

Fajny temat, ale troszkę ciężko się to czyta.

Moim zdaniem Barcelona popełniła kolejny błąd w tym sezonie. Jeśli mieliśmy odpuszczać PK to mieliśmy zrobić to w 1/16 i miło się pożegnać. Rozegraliśmy później kolejne 3 mecze, a zaraz 4. Do finału zostaną ew. 2 mecze. Nie za późno, by odpaść? Nic nam już nie da, że odpadniemy teraz. 4 mecze w nogach za nami już niestety, albo i stety zostaną.

Karolu, dziękujemy za poszerzenie horyzontów patrzenia na tą sprawę! Bo jak mówi reklama, którą oglądamy przed każdym meczem „football to nie tylko gra w piłkę, 11 na 11...” sądzę, że dobitnie to wyłożyłeś!
pax

Fajny tekst. Ja lubie takie historyczne wstawki. Jednak rewolucja na Kubie to kilka lat później, 1953 to dopiero Ruch 26 lipca, potem aresztowanie, wyrok i "deportacja" Castro. Rewolucja to "Granma". Jednak mafijne interesy to pociagnąłbym jeszcze do 1959-1960. Castro nie był poczatkowo antyamerykański, dopiero po kryzysie cukrowym zwrócił sie do ZSRR o współpracę.