Jeśli nie wiesz, o co chodzi, to jesteś w Hiszpanii

Julia Cicha

19 stycznia 2019, 12:04

52 komentarze

To miał być tekst o meczu Barcelony z Levante i odrobieniu strat z pierwszego spotkania. Okoliczności sprawiły jednak, że warto napisać o czymś innym. Wczoraj i dziś przeżyliśmy bowiem kolejny odcinek telenoweli pt. „Niemożliwe? Nie w Hiszpanii”. Ale od początku.

Czy Chumi miał prawo zagrać w pierwszym spotkaniu z Levante?

Nie. Artykuł 56.1 Kodeksu Dyscyplinarnego mówi, że zawodnik otrzymujący „lekką” sankcję, a za taką uznaje się nadmiar żółtych kartek, będzie pauzować w tych samych rozgrywkach, w których owe kartki otrzymał. Z kolei artykuł 56.3 zaprzecza wcześniejszemu zapisowi, odnosząc się bezpośrednio do piłkarzy rezerw, którzy w przypadku zawieszenia za kartki nie mogą grać w żadnej drużynie aż do momentu wygaśnięcia kary w rozgrywkach, których ona dotyczy. Czy hiszpańskie przepisy są jasne? Nie, ale w mojej interpretacji artykuł 56.3 jest uściśleniem wcześniejszego zapisu i jeśli doszłoby do oceniania prawidłowości składu Barcelony, okazałoby się, że to właśnie ten przepis jest tutaj ważniejszy. Nie podlega wątpliwości błąd, który popełniono przy konstruowaniu treści Kodeksu, jednak bazując się na tym, co dostępne, wniosek jest jeden – Chumi nie mógł zagrać.

Czy przepisy są sprawiedliwe?

Nie. I zdecydowanie powinny ulec zmianie. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Piłkarzy Barçy B otrzymuje dwie żółte kartki w meczu Segunda División B, przez co pauzuje zarówno w spotkaniu Pucharu Króla pierwszego zespołu w środku tygodnia, jak i w kolejny weekend. Teoretycznie jeden mecz zawieszenia, praktycznie dwa. W analogicznej sytuacji gracz pierwszego zespołu mógłby zagrać w tygodniu w Pucharze Króla i stracić w ten sposób zaledwie jedno spotkanie. Dlaczego więc powstał specjalny podpunkt działający na niekorzyść piłkarzy rezerw? Znów najlepiej wyjaśnić to na przykładzie. Wobec braku regulujących to przepisów Chumi po uzbieraniu pięciu żółtych kartek w Segunda B mógłby w kolejny weekend zagrać w pierwszym zespole, a za dwa tygodnie wrócić do gry z Barçą B. Rezultat? Brak sankcji, piłkarz grał co tydzień. Ta sytuacja pokazuje, że intencje przy wprowadzaniu Artykułu 56.3 były słuszne, ale zapis został źle sformułowany.

Czy Barcelona powinna zagrać w ćwierćfinale Pucharu Króla?

Tak. Z jednego prostego powodu. Levante złożyło doniesienie zbyt późno, więc jego zasadność nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. To samo stwierdzi zapewne Komitet Apelacyjny, do którego odwołała się drużyna z Walencji. Nie dziwi już nawet, że nikt nie zauważył tego błędu wcześniej, bo skoro można wystawić we własnej drużynie nieuprawnionego do gry Czeryszewa lub, w mojej opinii, Chumiego, to można też nie zauważyć, że coś takiego zrobił przeciwnik.

Czy Barcelona zdawała sobie sprawę z niejasności przepisów i potencjalnego zakazu gry dla Chumiego?

Nie wiem. Mam nadzieję, że nie. Josep Vives i Ernesto Valverde przekonują, że klub był świadomy tego, co robił, ale zapewne robią to tylko dlatego, by utwierdzić innych w przekonaniu, że mają rację. Jeśli Barcelona rzeczywiście wiedziała o takim zagrożeniu, bardzo źle świadczy to o inteligencji osób pracujących w klubie. Za Chumiego mógłby zagrać ktokolwiek, choćby nawet typowany przez La Ramblę Rakitić, a gra zespołu nie ucierpiałaby na tym znacząco. Mamy też innych stoperów, którzy mogliby wystąpić bez narażania drużyny na potencjalne negatywne konsekwencje. Nie wiesz, nie rób. Chumi to nie Messi, trzeba było po prostu go nie powoływać. Jeśli Barça nie wiedziała o istniejącym zagrożeniu, oznacza to poważne gapiostwo w biurach Camp Nou. Jeśli jednak wiedziała, to w najbliższą środę możemy spodziewać się na boisku Jeisona Murillo, o którym nawet mój kot wie już, że jest zawieszony na mecz z Sevillą.

Czy Barça zasłużyła na awans na boisku?

Tak. Wczorajszy mecz był dla mnie pewnego rodzaju eksperymentem. Spodziewałam się bardzo niskiej frekwencji na Camp Nou, więc przezornie kupiłam bilet na sektor znajdujący się tuż za Grada d’Animació, czyli zorganizowaną grupą kibiców dopingującą drużynę przez całe spotkanie. Muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Choć widoczność czasem zasłaniały mi powiewające flagi, to atmosfera była nieporównywalnie lepsza niż w jakimkolwiek innym sektorze, w jakim byłam do tej pory. Poczułam się tak, jak na stadionie być powinno. Przy okazji przekonałam się, że nie wszystkie przyśpiewki znam jeszcze na pamięć.

Z czysto piłkarskiego punktu widzenia było to jedno z lepszych spotkań Barcelony w tym sezonie, choć pomóc w tym mogła też słabiutka postawa Levante. Bardzo podobał mi się występ całej grupy ofensywno-kreatywnych zawodników, z Coutinho i Dembélé na czele. Messi w roli fałszywej dziewiątki prezentował się świetnie, choć osobiście wolę go jednak na skrzydle. Niestety po wejściu na boisko Luisa Suáreza i przesunięciu Leo do boku tempo meczu nieco spadło i nie zobaczyłam już aż tylu spektakularnych akcji w jego wykonaniu. Niemniej jednak widok Messiego trafiającego z bliska do siatki, za którą zaledwie kilka metrów dalej siedzisz ty, to niepowtarzalne przeżycie. Niemal wynagradza fakt, że o drugim golu Dembélé ja oraz dobre pół stadionu dowiedzieliśmy się dopiero, gdy piłka zatrzepotała w siatce. Na plus oceniam również szybką adaptację Murillo, choć Kolumbijczyk gra na razie asekuracyjnie i nie może pochwalić się taką swobodą w wyprowadzaniu piłki jak Clement Lenglet. Zakładam jednak, że już wkrótce zacznie pokazywać coś więcej niż podania do najbliższego zawodnika.

Barça przygotowała przed stadionem pięć dłoni odliczających na palcach kolejne zdobyte Puchary Króla. Teraz pora oczywiście na manitę. Nie jestem w gronie osób, które poświęciłyby inne rozgrywki dla Ligi Mistrzów. ”I want it all”, jak śpiewał Freddie Mercury. Barcelona mnie rozpuściła, wiem to. Mimo wszystko z chęcią wybiorę się na kolejny mecz z Sevillą. Oby tym razem można było pisać wyłącznie o piłce.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

"Za Chumiego mógłby zagrać ktokolwiek, choćby nawet typowany przez La Ramblę Rakitić" - podoba mnie się ta szpileczka ;)

Zawsze uważam że kobiety są idealne na stanowisko dyrektora wykonawczego w każdej firmie. Dajesz instrukcje i możesz iść na browary... wszystko będzie wykonane sumiennie i dokładne .

Pani kierowniczka Legii przeszła do Barcelony? :)

CDR to są te same rozgrywki co liga? To mnie śmieszy że nazywają dwie różne rzeczy tak samo... Jeszcze ew. mogę zrozumieć że jeśli się gra w lalidze to nie można w cdr ale nazywanie że Segunda division to te same rozgrywki co cdr to kpina xd (nawiązuje do przepisów jakie tam obowiązują...)

Twój kot jest lepiej poinformowany ode mnie ;-) Murillo nie może grać za dwie żółte kartki w CdR ? Z góry dzięki wielkie za info, pozdrawiam.

Masz bardzo mądrego kota

Hiszpańskie przepisy są jak czeski film - nikt nic nie wie

"Czy Barcelona powinna zagrać w ćwierćfinale Pucharu Króla?"
Nie, nie powinna ponieważ złamała przepisy. Ktoś w zespole powinien dostać po premii i srogo się tłumaczyć, że doszło do takiego uchybienia. W związku sytuacja powinna wyglądać analogicznie i zespół, który złamał przepisy powinien być ukarany.
Co z tego ze ktoś nie złożył doniesienia w czasie ? To kasuje złamanie przepisów ?

Przy tak pogmatwanych przepisach jeśli zawodnik dostaje karę za kartki federacja powinna wysłać do klubu wykaz meczów w których dany zawodnik powinien pauzować. Wtedy uniknęłoby się takich sytuacji jak ta z Levante. A generalnie za ustalanie przepisów zamiast różnych prawników i innych wynalazków powinni się wziąć Stasiek i Marian spod sklepu. Za 4 wina zrobili by to zrozumiale i przejrzyście. A w każdym razie na pewno lepiej niż jest teraz.

Poprawcie mnie jeśli się mylę, czy nie jest tak, że jeśli nawet nie mógłby grać Chumi to karą byłby walkower za pierwszy mecz ? Czy od razu jest wykluczenie ?

Tytuł to idealne podsumowanie hiszpańskich realiów dotyczących piłki nożnej xD

Dla mnie temat jest prosty nawet na przykładzie naszej ekstraklapy, kartki z ligi nie liczą się w pucharze Polski i tyle. Laliga i puchar to inne rozgrywki więc nie rozumiem jak można je ze sobą łączyć .Idąc tym tokiem to załóżmy chumi gra mecz w swojej lidze w niedzielę dostaje kartkę i za tydzień nie może grać ,więc powołuje się go do pierwszego zespołu załóżmy na pk w środę nie wystawia i co w niedzielę może grać w swojej lidze bo odpauzowal w pk. Z tego wychodzi że tak, a nie miało by to żadnego sensu.

Bardzo ciekawy artykuł i ładnie napisany. Brawo Julia!

Z Twojego Julia artykułu wynika że Chumi powinien pauzować zarówno w Copa del Rey jak i lidze. Z tego też względu nie miał prawa wystąpić w pierwszym meczu o puchar. Skoro wina Barcelony jest ewidentna to Komitet Apelacyjny może równie dobrze uznać skargę Levante pomimo wymaganego upływu czasu. I co wtedy? Odwołanie Barcelony a mecz z Sevillą przełożony?

Może mi ktoś wytłumaczyć, czemu w ogóle mówi się o odpadnięciu Barcelony, skoro walkower to tak jakby 3:0 więc po wygranej Barcelony też 3:0 w rewanżu, powinien być tak jakby remis i dogrywka a mówi sie tylko o wyrzuceniu Bary z CdR.
Czy Barca musiałaby wygrać ten mecz np. 4:0 żeby nie było całej tej polemiki czy jak?

"artykuł 56.3 zaprzecza wcześniejszemu zapisowi, odnosząc się bezpośrednio do piłkarzy rezerw, którzy w przypadku zawieszenia za kartki nie mogą grać w żadnej drużynie aż do momentu wygaśnięcia kary w rozgrywkach, których ona dotyczy"
jaka jest definicja Kodeksowa słowa "rozgrywki" - La Liga to nie to samo, co Copa del Rey. Rozgrywki ligowe to nie rozgrywki pucharowe. Chyba, że mówimy o "momencie wygaśnięcia kary w rozgrywkach krajowych".

Ale ja wciąż nie rozumiem jaki wpływ kartki z ligi nawet niższej mają wpływ na Puchar Króla. Przecież jak ktoś z podstawowego składu dostanie 5 kartek w lidze to w Pucharze może zagrać A pauzuje w Lidze.

a ja się zastanawiam po jakiego grzyba są delegaci czy inni przedstawiciele związku na stadionie? żeby się nażreć na krzywy pysk? takie coś jak składy powinien zatwierdzać delegat a później sędzia. jeśli oni uznają że dany piłkarz może grać to problem znika a co za tym idzie cała burza medialna i spiny kibiców.