Ousmane’owi Dembélé należy pomagać za wszelką cenę, ale pomoc jeszcze trzeba chcieć przyjąć

Mariusz Bielski

3 grudnia 2018, 19:45

54 komentarze

Muszę przyznać, że w ciągu ostatniej dekady odejście żadnego piłkarza nie zmartwiło mnie tak, jak to Neymara do PSG. Do dziś sądzę, iż jest to zawodnik nie do zastąpienia w stosunku jeden do jednego. Można co najwyżej próbować niwelować tę różnicę. Postawienie na Dembélé uważałem zatem za krok jak najbardziej naturalny i nadal twierdzę, że najgłupsze co Barcelona mogłaby teraz zrobić, to przestać w niego wierzyć, a niebawem pozbyć się go.

Nawet pomimo tego jak ambiwalentne uczucia we mnie wzbudza. Pamiętam doskonale z kim mamy do czynienia. To ten gość, który obraził się na Borussię Dortmund, ponieważ chciała go na dłużej zatrzymać u siebie, skoro podpisał z nią kontrakt na lata. To ten gość, który szantażem wymusił transfer, wszak odmówił udziału w treningach, przez co zaniedbał się na tyle, by później miesiącami zmagać się z urazem wynikającym z kiepskiego przygotowania do sezonu. To ten gość, który zażyczył sobie zamontowania grilla w ogródku, by jego imprezy z gronem kumpli nabrały dodatkowego smaczku. To ten gość, który nie widział w tym nic złego. To ten gość, który w odpowiedzi od klubu otrzymał prywatnego kucharza, ale zwolnił go, ponieważ ma zbyt wysublimowane podniebienie jak na ryż z rybą i warzywami, a woli fast foody. To ten gość, któremu zatrudniono również szofera, aby pilnował punktualności piłkarza, ale on był odporny na jego pomoc. To ten gość, który udawał zatrucie pokarmowe, by nie iść na trening. To ten gość, zarywający nocki żeby grać w gry video. Ten gość, który wydaje się być niereformowalny.

Więcej grzechów skrzydłowego nie pamiętam, lecz na pewno znalazłoby się jeszcze coś do powyższej listy. Nie chodzi mi jednak o to, by tylko pokazać skalę problemu, ponieważ ją wszyscy znają. Dużo ciekawiej wygląda jej zestawienie z efektywnością Francuza. Zatrważającą, ponieważ tak dobrą. Nie da się zaprzeczać faktom – rozprawiam wszak o piłkarzu, który przy całym swoim zestawie przywar wciąż ratuje katalońskie tyłki od potężnych wpadek. To on dał Barcelonie zwycięstwo nad Sevillą w Superpucharze, miał udział w dwóch zwycięstwach z PSV, a biorąc pod uwagę rozgrywki ligowe jego gole oraz asysty zapewniły zespołowi (tak na oko) 13 punktów. Jakkolwiek spojrzeć – ukłony.

Ten przepotężny zgrzyt czuć w hiszpańskich mediach codziennie, tak samo jak w bezpośrednich doniesieniach z klubu i po prostu w rozmowach pomiędzy kibicami. I jest on dość osobliwy, ponieważ postrzeganie Ousmane zmienia się niczym w kalejdoskopie. Ileż to już razy w tym sezonie w środę większość osób chciała go sprzedać, by w sobotę stwierdzić, gdy kolejny raz zaliczył zagranie na wagę trzech oczek, że powinien być nietykalny? Gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego zawodnika stwierdziłbym, iż taka huśtawka nastroju to przejaw totalnej dziecinady. Nie będę więc hipokrytą – pewnie gdybym pisał ten tekst powiedzmy trzy tygodnie temu, jego wydźwięk byłby zupełnie inny. Zapewne pozbawiony wszelkiej nadziei.

My, kibice, nie jesteśmy tak ważni jak nam się wydaje. Dużo bardziej zastanawiam się na ile starczy cierpliwości sztabowi szkoleniowemu Blaugrany oraz jej dyrektorom. Oni przecież też się wahają, co widać po sprzecznych komunikatach płynących z różnych stron. Z jednej RAC1 informuje o chęci pozbycia się skrzydłowego, a za chwile któryś ze sportowych dzienników przytacza wypowiedzi, Josepa Marii Bartomeu, Guillermo Amora lub Ernesto Valverde o tym jak bardzo Duma Katalonii liczy na Dembélé.

Mam nadzieję, że ich ostateczną konkluzją nie będzie podejście na zasadzie – ok, skoro gra dobrze, parę razy uchronił nas od kompromitacji, to możemy przymknąć oko na jego brak profesjonalizmu. Wiem doskonale – podwójne standardy stosowano wobec wielu zawodników klubu z Camp Nou. Na przykład robił tak Johan Cruyff wobec Romario, Rijkaard z Ronaldinho, ale w przypadkach Canarinhos i bohatera tego tekstu jest jedna, znacząca różnica. Im taka wolność dodawała skrzydeł. Jestem pewny, iż bez niej zostaliby znacznie gorszymi piłkarzami. A u Francuza wręcz przeciwnie – nadmierne pobłażanie wyłącznie go niszczy.

Do każdego, kto uważa, że i skrzydłowemu należy się taryfa ulgowa, bo przecież daje tyle ważnych goli lub asyst, mam zatem jedno pytanie. A co jeśli prowadząc się jak na profesjonalistę przystało, byłby ze dwa albo trzy razy lepszy? W całym tym traktowaniu Ousmane niczym pączka w maśle chodzi przecież o maksymalne wykorzystanie jego potencjału, co wpłynęłoby pozytywnie i na wyniki drużyny i na renomę samego zawodnika. Wydaje mi się to tak oczywiste, że aż głupio się czuję wspominając o tym aspekcie.

To jest jednak na tyle ważna kwestia, że nie odważę się jej pominąć. Bo czy Messi byłby dzisiaj jednym z najlepszych piłkarzy w historii, gdyby swego czasu zszedł na manowce u boku R10? Czy Xavi byłby tak genialnym pomocnikiem-wizjonerem, gdyby od najmłodszych lat nie pragnął chłonąć barcelońskiej filozofii gry? Czy Puyol zostałby legendą Blaugrany, gdyby nie stawiał dobra drużyny nawet ponad własne zdrowie? Nie bez kozery wymieniam samych tuzów. Uważam bowiem, że w Dembélé tkwi na tyle dużo talentu, aby przy pełnym oddaniu się futbolowi stał się może nawet tak samo wielkim zawodnikiem. Ale dobrze, przytoczę również te bardziej przyziemne przykłady. Czy Seydou Keita spędziłby na Camp Nou cztery lata, gdyby nie jego wyjątkowy etos pracy na treningu i podczas meczu? Czy Paulinho przeszedłby drogę od brazylijskich kartoflisk, przez polską i litewską ligę, po Barcelonę, gdyby nie jego niezłomność, ambicja oraz wsparcie bliskich?

Uważam, że w dyskusji o braku profesjonalizmu Dembélé zbyt często ucieka się od tematu złych doradców . Albo raczej – od tematu jednego, konkretnego złego doradcy, czyli jego agenta, Moussy Sissoko. Ten facet wydaje się być uosobieniem przeciwieństwa wszystkich wartości, które sprawiają, że wyżej wymienieni zawodnicy zaszli tak daleko. Nie zdziwiłbym się zanadto, gdyby co rano wysyłał do swego podopiecznego smsa o treści: „Jesteś najlepszy, więc wolno ci więcej, a ci z klubu niech się p******ą”. Nie wykluczam natomiast, że pewne rzeczy w profesjonalnym futbolu po prostu przyszły bohaterowi tego tekstu zbyt łatwo, aby je doceniał, aby miał odpowiedni dystans do działań swojego agenta.

Nie za bardzo chce mi się wierzyć, że to sam chłopak wpadł na pomysł zagrożenia Rennes przejściem na emeryturę i wyprowadzką do Senegalu, gdy to nie chciało go puścić do BVB. Wątpię, by w Dortmundzie Sissoko nie buntował podopiecznego, aby w taki sposób wymusić transfer. On od początku prowadzi Ousmane według syndromu oblężonej twierdzy. Broni swego – podkreślmy – klienta zawzięcie, każdą negatywną informację o nim torpeduje określeniem „fake news”. Najchętniej zrobiłby z niego świętego, choć aureola, którą nakłada skrzydłowemu, utrzymuje się na jego diabelskich różkach.

I pewnie nawet odniósłby jakiś mały sukces w tym bronieniu sprawy przegranej, gdyby nie liczne komunikaty płynące z ust osób kompletnie wobec Francuza niezależnych. – Nasza grupa na WhatsAppie przydaje się, by informować Dembélé o terminach, bo zawsze się spóźnia. Jeśli chce być wielki, powinien myśleć o futbolu 24 godziny na dobę – wspominał Gerard Piqué. – Spoważniej, skup się na pracy i nauce – rugał Luis Suárez. – Znam jego wymówki, gdy pojawia się po czasie. Broni się tym, że nie jest jedyny – opowiadał Didier Deschamps. – Musimy mu pomóc – w opozycji deklarował Ernesto Valverde.

Póki co wydaje mi się, że ta pomoc zawiera w sobie sporo elementów terapii wstrząsowej. Na jaw wychodzą kolejne ekscesy z graczem Barcelony w roli głównej, a każdy coraz bardziej go pogrąża. W jaki sposób jawi się ta postać w oczach każdego kibica? Niepoważny, ignorant, źle wychowany, zarozumiały, aspołeczny, dziecinny…

Nie mam pojęcia czy to jest dobra droga, ale nie zdziwiłbym się, gdyby w tym względzie Duma Katalonii kierowała się czystym pragmatyzmem, chcąc odstraszyć potencjalnych kupców. Nie ma głupich w sztabie. Trenerzy, dyrektorzy, skauci, a nawet sprzątaczki wiedzą, że mają pod opieką diamencik, który chętnie przygarnąłby praktycznie każdy możny europejski klub. Z drugiej strony zdają sobie sprawę z tego, iż stąpają po polu minowym, skoro zawodnik jest klientem agenta zdolnego do wywołania kolejnego buntu w dowolnym momencie. A wtedy Blaugrana straciłaby podwójnie, bo i z gracza nie będzie pożytku, i finansowo wyjdzie na tym jak Zabłocki na mydle. Powszechnie wiadomo bowiem, że w przypadku sprzedaży Ousmane musiałaby wypłacić Borussii wartość wszystkich zmiennych (około 50 milionów euro), nawet jeśli do tego momentu ich warunki nie zostaną wypełnione.

To z kolei oznaczałoby nie mniej, nie więcej jak przyznanie się do ogromnego błędu i poniesienie srogich konsekwencji. Nie wydaje mi się przy tym, by zarząd Barcelony miał odwagę do takiego ruchu, bo cierpi na tę samą chorobę co większość sterników wielkich klubów – rzekomą nieomylność. Ci ludzie, z Bartomeu na czele, w życiu publicznie nie wyznaliby, iż popełnili błąd, zwłaszcza jeśli niesie on za sobą gigantyczne frycowe w wielu sferach: piłkarskiej, wizerunkowej oraz finansowej. A jeśli do tego Dembélé w następnej drużynie faktycznie ogarnąłby się w dużym stopniu, odpalił na maksimum swych możliwości, dyrektorzy zostaliby zasypani krytyką jak rodzina Dursleyów listami w pierwszej części Harry'ego Pottera.

Dlatego nie widzę lepszego wyjścia z tej sytuacji jak dalej chuchać i dmuchać na Francuza. I rozmawiać, przede wszystkim rozmawiać, uświadamiać oraz dalej przekonywać do sportowego trybu życia, nawet jeśli póki co wydaje się to być syzyfową pracą. Bez zrozumienia istoty swoich błędów Dembélé nigdy nie przekona się do zmiany postępowania. Karany brakiem gry – jak w meczu z Betisem – tylko dodatkowo się zacietrzewi. Celnie ujął to Jorge Valdano w felietonie dla El País. – Bo jak możesz wyciągnąć kogoś z problemów, jeśli jednocześnie odbierzesz mu pasję, smak życia? – retorycznie pytał Argentyńczyk właśnie w kontekście gracza Dumy Katalonii.

Ousmane nie potrzeba wrogów, tylko przyjaciół, co wezmą go za rękę i poprowadzą w dobrą stronę. Wydaje mi się, że znalazłby takowych w samej drużynie. Słowa krytyki ze strony Piqué czy Suáreza nie wynikały z czystej chęci dowalenia skrzydłowemu, lecz z troski. Wymowna była też szaleńcza radość Urugwajczyka, który po golu z Atlético rzucił się w ramiona Francuza, wrzeszcząc wniebogłosy. Za chwilę dołączyło do nich kilku kolejnych kolegów. Dembélé nie byłby sam w FC Barcelonie, gdyby tylko tego pragnął.

No ale właśnie – to jest argument, który prędzej czy później burzy wszystkie moje. Pomoc trzeba jeszcze chcieć przyjąć.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Doskonały tekst!!! Myślę,że oddał odczucia większości z nas z ostatnich tygodni i różne wewnętrzne rozterki związane z Osmanem. Dzięki!!!!

Wszystko się zgadza, tylko teraz w szatni FC Barcelony szukać kogoś, kto mógłby pomóc Francuzowi rozmową czy jakąś pomocną radą. I tutaj nie ma co się oszukiwać. Spójrzmy kogo Drużyna ma z starszych zawodników, zawodników, którzy powinni także pomagać w rozwiązywaniu problemów:
Pique - bardziej zajęty Shakirą, projektami poza piłkarskimi i mediami niż fizycznym treningiem,
Sergio Busquets - lider środka pola, ale bez charakteru typowego lidera drużyny,
Alba - mały, zadziorny, obrażający się o to, że trener posadził go na ławce,
no i Messi - wiemy nie od dziś, że ma swoje grono, bardzo wąskie, w którym czuje się najlepiej i rzadko kiedy dopuszcza do siebie innych. Znane są opowieści Bojana czy Tello, którzy otwarcie mówili, że Messi nie jest wzorem kapitana czy lidera drużyny. I szczerze, kto ma w tym momencie, siąść z Dembele i po męsku porozmawiać. Jak to się mówi: dać sobie po razie i wszystko w porządku. Kiedyś w szatni rządziły Osobistości przez bardzo duże "O". Chociażby przytoczeni w tym artykule Puyol czy Xavi. KAżdy wie jakim charyzmatycznym przywódcą był Carles. Jak potrafił zje*ać swojego kolegę z drużyny, żeby tylko zaczął grać. Jak Xavi potrafił ustawiać wszystkich i sterować nimi niczym kukiełkami w teatrzyku.
NIe oszukujmy się, od dawna widać było, ze w drużynie brakuje Lidera z jajami, z jajami ze stali, który potrafi krzyknąć, warknąć, postawić na swoim ale dla większego dobra. A sytuacja z Dembele tylko to potwierdza, że pomimo wybraniu czterech kapitanów, to żaden nie potrafi wziąć młodego na stronę, przysłowiowo kopnąć w dupę, i wrócić na trening jak z młodszym bratem.
Dembele, jak autor artykułu zaznaczył, potrzebuje pomocy ale też tej pomocy musi chcieć. I nikt nie pomoże mu wbijaniem szpili w mediach, wywiadach, TV tylko właśnie w szatni. Używając tytułu znanej z tej strony serii, pomoc musi być, ale w ciszy stadionu...

Autorze tekstu, czy mógłbyś mi podesłać jakiś link z tym potwierdzenie, że Dembele przyznał się do symulowania problemów żołądkowych? Nigdzie tego nie widziałem i jestem po prostu ciekawy.
Co do tekstu to może ładniej napisany, ale treść słaba. Nic nowego nie wnosi, no chyba że dla mnie o tym udawaniu z żołądkiem i 50mln(!?) zmiennych (słyszałem o 40, z czego 10 już zapłacone), ale poza tym tylko wypisanie grzechów Dembele i jego otoczenia. Z resztą ostatni akapit podsumowujący tekst idealnie podkreśla, że cała wina leży po stronie Francuza - wg autora tekstu.
A czy autor zastanowił się, że może po części winny jest też ktoś inny? Czy klub dając mu kucharza i szofera nie umył w ten sposób rąk? Bo przecież później powiedzą, że robili wszystko żeby mu pomóc.
Czy szatnia z Messim, Suarezem i Pique na czele przyjęła go pozytywnie czy może obrazili się, że jakiś młokos ma czelność spóźniać się na zbiórki i przez to tak często wspominali w mediach, że ten problem z Dembele jest? W końcu to dziwne, że pod swoje skrzydła wziął go... Arturo Vidal, który w klubie jest od tego sezonu. W końcu przecież można umiejętnie "ominąć" prawdę co do sytuacji w wywiadzie dla mediów, a sprawę zostawić w szatni.
Bo czy hat-trick ugryzień Luisa Suareza to mniejsze przewinienie niż grill w ogrodzie? Czy opuszczanie meczów ze względu na urodziny siostry to mniejsze wykroczenie od spóźnienia na trening? Czy pokonywanie tysięcy kilometrów w ciągu tygodnia w sprawach biznesowych jest mniej istotne niż zarwanie nocki w fife?
To tylko gdybanie na podstawie różnych spekulacji, przede wszystkim medialnych, które powstały podczas słabszej gry Francuza. Kwota transferu zrobiła swoje i każdy błąd, każde potknięcie jest wypominane w mediach.

I jeszcze jedno. Czy na serio jest ktoś taki kto uważa, że jakikolwiek człowiek nie trenując może być lepszy niż wtedy gdyby trenował? (przykład R10 i Romario). Czy tylko autor ma takie wyobrażenie?

Masakra że chciał grilla w ogrodzie, roszczeniowy millenials. Pewnie jeszcze jakiś wurst z Niemiec Barcelona musiała ściągać.
A tak poza tym, to zgadzam się z resztą :)

O zrgrozo nie wierzę, no nie wierzę, ma grilla w ogrodzie, no nie wierzę. Sprzedać i zastrzelić za to... Artykuł slaby, nic nie wnoszący godny pudelka. A gdzie jakaś odnośnia, chociażby do Mbappe, albo innego 20 latka co nie gra w gry. A favela neymara co wyczyniała? Dietetyka to Suarez bardziej potrzebuje, dlaczego o nim ani słowa? A rada od Pique zakrawa o hipokryzje itd...
100 razy ciekawsza byłaby analiza taktyczna dlaczego w Borussii grał tak dobrze, a tutaj nie...

Dembele nie wymuszal przyjscia do Barcy z mulosci do klubu typu Messiego ale faktu ze chce walczyc o puchary i wyzsza pensje, miejsce w 11 Francji. Jak dla mnie moga oceniac jego postepy w zachowaniu ale on i tak NIE pasuje do stylu Tiki Taki Barcelony. Dlatego grajac nia mial mase strat i 0 pozytku, a grajac z kontry i wiecej miejsca nagle eksplodowal forma. Ogolnie oczywiscie. On bardziej pasowalby do takiego Realu ktory preferuje atak kontr anie jak my pozycyjny... choc ostatnio EV zmienil styl po to aby zaprzestac notorycznie tracone bramki i punkty.

Gościu nie wziął się z nikąd. Miał już w Dortmundzie i miejsce w zespole i zdążył wyrobić sobie tzw. nazwisko. Przychodził do Barcy z nadzieją, że będzie grał regularnie w większości meczów a nie jakieś ogony po 5 czy 10 minut. To dla zawodnika jeszcze nie do końca ukształtowanego mentalnie duża frustracja. Kto kiedyś uprawiał sport zespołowy, obojętnie na jakim szczeblu wie o czym mówię i o co chodzi. Pierwszy sezon stracił przez kontuzję. Przed drugim sezonem dokupili mu konkurenta do ataku w osobie Malcoma. Trzeba sobie zdać sprawę, że facet ma jeszcze nie wszystko poukładane "pod kopułą" jak należy, podobnie jak np. Mbappe czy nawet Neymar. Wszystko przyszło mu dużo łatwiej niż innym, którzy zapierdzielają na treningach jak małe samochodziki a nawet się do niego sportowo nie zbliżą. Dlaczego? Ano dlatego, że on ma naturalnie wrodzony talent i smykałkę do gry w piłkę. I on sobie zapewne myśli, że te 5 czy dziesięć minut raz czy dwa w tygodniu to on spokojnie da radę z przysłowiowym palcem w d.... Teraz pokazuje z każdym meczem, kiedy wychodzi od początku i gra 75 czy 80 minut, że może i powinien grać bo może dać tej drużynie znacznie dużo więcej niż dawał dotychczas. Dopiero po sezonie takiej gry, jeśli okaże się, że zawodzi na każdym kroku można mu stawiać zarzuty i próbować go wypożyczyć czy nawet sprzedać lub zamienić. Nie oszukujmy się, Luis też w co drugim meczu zawodzi a wychodzi na każdy mecz w podstawowej 11-ce.
Reasumując, Dembele pokazuje, że jak jest w rytmie meczowym to gra dobrze lub bardzo dobrze i należy na niego stawiać.

Gość się spóźnil kilka razy na zbiórkę przed treningiem i raz nie przyszedł twierdząc ze ma problemy żołądkowe a niektórzy robią z niego przestępcę jakby znikał tygodniami jedyne co robiąc to pójście w balet bez opamiętania. Gosc jest jeszcze niedojrzały i czasem zachowuje się dziecinnie z tym ze na przykład woli pograć na konsoli niż się wyspać ale nie przesadzajmy. To tez jest człowiek. Każdemu się zdarza spóźnić do pracy, nie każdy jest tak konsekwentny. Przypominam ze Pique który go za to atakował za LE był jedna tych osób która zapłaciła największa karę za spóźnienia. A to pilnowanie Dembele czy zawsze chodzi grzecznie spac przed 23 to już dla mnie jakaś paranoja. On nie ma 8 lat by go tak pilnować. Regularne zarywanie nocy jest niedopuszczalne ale, ale od czasu do czasu to normalne. To co powinien poprawić to dieta. Może nie powinnaś być jakaś mocna ale z chipsów czy napoi gazowanych powinien zrezygnować. Nie dajmy się zwariować. Trzeba mu wskazać drogę a nie traktować jak małego bachora albo starać się wytresować żeby chodził jak w zegarku.

Wszystko zależy od Dembele. To ze ma mega talent jest niepodważalne. To ze nie jest wzorem profesjonalizmu rownież. Liczę na to, ze skoro nasz zarząd zdecydował sie go kupic po zapewne zasięgnięciu wszechstronnej wiedzy o zawodniku to potrafi go do spółki ze sztabem szkoleniowym i przy pomocy szatni przeciągnąć na jasna strone mocy. Tyle ze to moze troche potrwać ( oby nie tyle co z Vederem).

Bynajmmiej, a przynajmniej to dwa zupelnie inne wyrazy Drogi autorze tego tekstu :)

Fajny pomysł na felieton. I to czego brakuje na stronie - zdanie własne, odrebne od ramblowskiej spoleczności. Czy się zgadzam z autorem czy nie to inna kwestia...

Wielu tutaj się czepia autora za pewne aspekty zawarte w artykule zapominając o tym, że zarówno jemu jak i każdemu z nas należy na dobru piłkarza, mając nadzieję, że wszyscy będziemy mieli z niego wiele dobrego.
Zapominamy o jednym jednak aspekcie, a mianowicie o tym, że w jednym czasie klub kupił dwóch grajków, płacąc za nich bajeczne sumy:
tego dobrego- Coutinho oraz tego "złego" - Dembele.
Ten pierwszy wykazuje wyjątkowy jak na Brazylijczyka profesjonalizm. Jest graczem sympatycznym, poukładanym nie powodującym jakichkolwiek problemów, a do tego jest piłkarzem, którego błyskawicznie zaakceptowali zwłaszcza L.Suarez i Messi, a więc dwaj z najważniejszych piłkarzy w szatni.
Temu dobremu przeciwstawia się tego niesfornego młodzika, który się "źle prowadzi", nie wykazuje wymaganego od niego profesjonalizmu zapominając o kilku kwestiach:
Francuz w odróżnieniu do Brazylijczyka to jeszcze młodzik, któremu jak większości dwudziestolatków podoba się luz, odrobinę szaleństwa. I jeszcze jedno Dembele nie pomógł brak znajomości hiszpańskiego, co tylko jeszcze bardzie powodowało pewne odizolowanie od reszty drużyny. A na to wszystko nakładała się odmienna od preferowanej w Barcelonie charakterystyka piłkarza, któremu, zważywszy na jego wrodzone predyspozycje, obca była gra pozycyjna.
Moim zdaniem Dembele nie czuł się z tym dobrze widząc, że Coutinho od samego początku stał się podstawowym graczem drużyny, że do Brazylijczyka koledzy podawali jednocześnie o Francuzie zapominając, podając do niego jedynie sporadycznie. To wszystko potęgowało jego frustrację. A zatem nie dziwmy się, że Dembele szukał obszarów w których mógł się odstresować.
Myślę też , że za problemami z nim stoi też sam klub, który nie zadbał o pracę "psychologiczną" nad piłkarzem, ograniczając się do zapewnienia mu kierowcy czy kucharza.
Moim zdaniem klub , koledzy i dziennikarze powinni pomóc młodzikowi, a nie poprzez zbędne strzępienie języka niszczenie jego psychiki.
Ostatni mecz pokazał, że piłkarz ten ma przeogromny potencjał, który w określonych warunkach może pozytywnie eksplodować dla dobra piłkarza jak i naszego klubu.
I na koniec mała dygresja dotycząca tych dwóch transferów - tego "dobrego" i "złego". Otóż Coutinho zaczął z wysokiego "C", strzelił kilka pięknych bramek, dobrze współpracował z Messim lecz chyba każdy z nas powoli dostrzega, że z Brazylijczyka jakby schodziło powietrze. Każdy kolejny mecz pokazuje, że jego wkład w sukces jest mniejszy. miejmy nadzieję, że to tylko przejściowe. Z kolei Dembele odwrotnie zaczynał nie najlepiej, lecz powolutku jego wpływ na grę Barcy jest coraz to większy. Miejmy nadzieję, że jeszcze bardziej będzie rósł, gdyż klub potrzebuje takiego piłkarza, zwłaszcza że era Messiego i L.Suareza powoli się kończy.
Oby Dembele i Coutinho swoją grą cieszyli kibiców Barcy jeszcze przez wiele lat.

Nie wiem czemu ale nie mogę edytować komentarza ,a oprócz tego ,że autor tekstu ma info o tym czy dembele symuluje czy nie ,swoje zatrucia pokarmowe (chyba info z wyobraźni ), chciałbym dodać ,że rzuca jakieś teorię nie wiem skąd ... To dembele symuluje to agent go buntuje,bo on nie ma mózgu swojego ,skąd te bzdury ,podsłuch? Już nie wspomnę że grill w ogrodzie to normalna rzecz bo gdzie ma go mieć ? Na strychu ?

Sory,gdzie jest podane jakieś info że udawał zatrucie pokarmowe ? Jakiś link poproszę bo mi chyba umknęło

Pytanie gdzie autor tego grilla by wstawil ( ja mam na ogrodzie )? Charakter Dembele jest jego najwiekszym minusem ale i plusem. Troszke popadlismy w taka poprawnosc w FCB. To nie mozna to nie wypada... a na boisku potrzeba cwaniaków. Dembele wsadza goscia na wiatrak 5 razy , Ronaldinho z Bilbao 4 razy przerzuca pilke nad obroncami tylko dla fanu. To ich charakter i z ta kontrola trzeba rozwaznie bo poprawny Dembele, Ronaldinho, Stoichkov moim zdaniem bedzie polowa siebie

Ha ha jak porównać grilla w ogródku do wyczynów Neymara, przecież tylko cyrk z Xavim przebija trzykrotnie wszystkie grzeszki Francuza w Barcelonie.

Jaki jest największy wrzód na d*pie piłkarza? Jego agent z przerośniętym ego.

Jego agent robi kosmiczny biznes na swoim kliencie. W przypadku Dembele niestety kasa i prestiż ma się zgadzać, a jeśli gdzieś pojawia się smaczniejszy kawałek tortu to pan Sissoko bierze młodego za rękę i wychodzą z imprezy bez względu na to która jest godzina.

Ja się nawet nie łudzę, że Ousmane w najmniejszym stopniu pojmuje "mes que un club". Chłopak autentycznie od początku wygląda jakby nie do końca rozumiał jakim cudem się tu znalazł. Ale jeśli płacą jeszcze większe miliony to co za różnica czy wieczory przy fifie spędzasz w Dortmundzie czy w Barcelonie?

Nie myślcie, że się wyżywam na Dembele, koniec końców on jest dla mnie jedynie ofiarą dzisiejszego świata piłki nożnej.

Jak przeczytałem, to na chwilę się zamieszałem. Czy czytam opowieść o tragicznym bohaterze z czasów romantyzmu, który co by nie zrobił skazuje się na cierpienie!
Czy to tekst o XXI wiecznym piłkarzu. Pewnie zaszkodziła mu duża kasa na początek dorosłego życia, ale ta sama kasa również szkodziła wielu innym zawodnikom typu Ronaldinio, Maradona czy George Best a na kartach historii footbalu zapisali się wielkimi literami. Myślę, że w przypadku Dembele trzeba mu spokoju, i jak będzie regularnie robił postępy sam zobaczy, że żeby być lepszym trzeba pracować ciężej. A jak kilka razy w tygodniu pojawiają się newsy na jego temat, to na pewno stwarza to jeszcze większą presję na nim. Grill którego sobie zażyczył ? to nie przegięcie! . Neymar w kontrakcie miał zagwarantowane wizyty przyjaciół na koszt klubu. To cecha dobrego człowieka, który z ubogich sfer ląduje w sercu showbiznesu, to normalne, że chce się tym cieszyć z przyjaciółmi którzy nie mają tyle szczęścia w życiu. Myślę, że trzeba patrzeć na obie strony medalu i dać zawodnikowi czas i minuty na boisku. i w końcu odpiąć od niego tą łatkę super drogiego piłkarza który samymi kwotami ma robić wrażenie!

Tekst fajnie napisany, ale ja się nie zgadzam z meritum - czyli z tym, że Ronaldinho czy Romario potrzebowali wolności (czytaj: imprezowania, w przypadku tego drugiego grania czy trenowania na srogim kacu) i "dzięki temu" mogli rozwinąć skrzydła, a na Dembele to ma wpływ negatywny.

Właściwie, to w tym sezonie w grze Dembele nie ma nic negatywnego. Miał kilka słabszych meczów jak każdy z drużyny, nie jest też jeszcze na tyle okrzesany piłkarsko, żeby mieć pewne miejsce w pierwszym składzie największej drużyny na świecie. Chociaż z Villarrealem zagrał chyba najlepszy mecz w sezonie i nawet w defensywie coś od siebie dawał.

Może właśnie Dembele do rozwinięcia skrzydeł - które w tym sezonie ewidentnie ma rozwinięte - potrzebuje właśnie luzu, braku presji? Może właśnie to, że sobie pogra w nocy na konsoli czy zaśpi na trening pozwala mu złapać odpowiedni dystans, żeby dobrze grać? Jak dla mnie, to te jego grzeszki są niczym w porównaniu do imprezowania w wykonaniu naszych Brazylijczyków (w tym również Neymara, zapewniającego dom kilkudziesięciu randomowym imprezowiczom). Zdecydowanie temu tematowi poświęca się zbyt dużo uwagi i energii.

"Bynajmniej uważam, że od tematu złych doradców też zbyt często się ucieka w dyskusji o braku profesjonalizmu Dembélé" - nie rozumiem zdania autora. Moze mnie ktos "oswiecic"?

Demebele musi sobie znaleźć konkretną kobitę i będzie dobrze :)

Szacun za tekst, mega przyjemnie się czytało i aż szkoda że tak szybko się skończyło:D

Ciekawa sprawa z tym agentem.
Nie najlepiej to wygląda, jeśli to on kreci gałkami w mózgu Dembele.

Zastanawiam się, co sprawia, że temu tematowi poświęca się tyle uwagi. Może nijakość w grze zespołu? Bo ten gość naprawdę nie jest aż tak ciekawy. Tutaj wylało się morze słów, które wniosły do tematu jajo. Chyba, że uczymy się na pamięć jego "wybryków", to tak, ja wymienię wszystkie o poranku (grill w ogrodzie - to haniebne!)

Bardzo dobry tekst, brawo.

Tekst fajny, choć nie wiem co złego jest w zamontowaniu grilla żeby móc ze znajomymi trochę poimprezować. Moja ambiwalentność uczuciowa w stosunku do Ousmane polega na niemocy zrouzumienia jak można być gościem od którego mądrzejszy jest Border Collie a mimo to zagrać czasem mega inteligentna piłkę. Gość sprawia człowieka z minimum ludzkiego IQ tylko wtedy jak włoży okulary. Może dzięki temu ma wyłączony układ nerwowy bo za dużo nie myśli. Mega talent i ma to coś do piłki ale też pustkę i obłęd w oczach. Jest nieprzeciętny ale nie wiem czy w jego przypadku to dobrze. Dodtakwo ten jego agent... gorzej nie mógł tarfić.
Ps. Powinno być zacietrzewić.

Nie pierwszy i nie ostatni który karierę mógł zrobić większą niż zrobił. Nawet Ronaldinho nie wykorzystał na maxa tego co miał. A nie wiem czy nie miał więcej niż Messi. Ale to młody chłopaczek i tak jak zostało napisane - trzeba o niego zadbać jak się tylko da. On też wydorośleje ale nie dlatego że może zagrać dla Barcelony - tylko po prostu musi dojrzeć.

Trzeci akapit od dołu - zabawna literówka :)

... nikt nie jest glupi(...) nawet sprzataczki...
Troche razi

Świetnie napisany tekst, choć tego fragmentu z grillem w ogródku podobnie jak poprzednik nie rozumiem i nie widze w tym nic strasznego (oczywiście nie broniąc przy tym Ousmane’a w innych kwestiach).

Kto jest autorem tego felietonu? Nie mogę tego znaleźć ani na komputerze, ani na telefonie. Powiedzcie proszę, jeśli to błąd mojego sprzętu albo ja nie mogę znaleźć, ale jeśli to nie po mojej stronie, to by bardzo fajnie było jakby chociaż własne przemyślenia podpisywać.
PS. Felieton bardzo ciekawy i dobrze napisany :)

" To ten gość, który zażyczył sobie zamontowania grilla w ogródku, by jego imprezy z gronem kumpli nabrały dodatkowego smaczku. To ten gość, który nie widział w tym nic złego."
Straszne!

Potrzba mu czasu i pokory chciałbym żeby odpalił ale głowa jeszce nie ta