10 lat ocen FCBarca.com. Wywiad: Szumi

Ściah

29 listopada 2018, 18:00

26 komentarzy

Dokładnie dziesięć lat temu na FCBarca.com ukazały się pierwsze autorskie oceny w naszym serwisie. Oto link do nich. Chcąc upamiętnić to wydarzenie, a także podzielić się z naszymi Czytelnikami wieloma ciekawostkami związanymi z ocenami pomeczowymi, postanowiliśmy opublikować krótki cykl wywiadów i artykułów o tej tematyce.

Po ostatniej rozmowie z Hancem dziś kontynuujemy rozmową z Maciejem Szumińskim - redaktorem FCBarca.com, który może pochwalić się jednym z najdłuższych stażów w serwisie. "Szumi" opowie o cyklu ocenowym ze swojej perspektywy.

Ściah: Jak długo jesteś w zespole ocenowym?
Szumi: Można określić mnie mianem ocenowego dinozaura, ponieważ w zespole jestem najdłużej spośród wszystkich - reszta niech pozostanie milczeniem [śmiech]. A serio: siedem lat z dziesięciu w Redakcji. Szmat czasu. I szmat spotkań.

Z iloma redaktorami współpracowałeś w zespole przez ten cały okres? Jak ich wspominasz?
Trudne pytanie, bo przez okres ponad siedmiu lat przewijało się przez zespół oceniający sporo osób. Tym niemniej najdłużej i najbardziej intensywnie pracowałem z trzema osobami. Każda z nich jest inna i ma inny profil osobowościowy, więc dała swoją wartość dodaną do artykułów. Błażej (blazeq) jest osobą bardzo rzetelną oraz opierającą się na faktach. Wiele naszych dyskusji potrafił zawsze  zamknąć kilkoma przykładami ze spotkania - i właśnie tę merytoryczność wniósł wraz ze swoją osobą. Karol (challenger) jest przykładem artysty oraz „pięknym umysłem", który wniósł nutkę szaleństwa oraz niezwykłe elaboraty nad grą poszczególnych zawodników. Marcin (ściah) jest z kolei osobą niezwykle poukładaną i precyzyjną oraz opierającą się na cyfrach i statystykach – wniósł do historii ocen mnóstwo systematyki oraz sprofesjonalizował działanie zespołu. Dodatkowo wypracował regularność publikacji – 48h po meczu to obecnie absolutna świętość! Mix osób i charakterów nadał obecny kształt ocenom, ale warto jeszcze nadmienić tutaj osobę Roberta (Robertinho), który nasze sugestie przedzierzgnął w systemową nakładkę, dzięki której możecie widzieć obecny układ wizualny oraz statystyki (za którymi też stoi odpowiedni 2-3 osobowy zespół).

Co dało Ci bycie członkiem zespołu ocenowego?
Umiejętność patrzenia na spotkania piłkarskie inaczej, z tzw. „helicopter view”, czyli z bocianiego gniazda. Często oglądając wcześniej mecze, skupiałem się jedynie na miejscu, gdzie jest piłka. Oglądanie spotkań z długopisem lub laptopem w ręku, niejednokrotnie kończąc spotkanie z materiałem na 1000 słów, spowodowało wymuszenie patrzenia również na zawodników spoza pierwszego planu. I dzięki temu uważam, iż widzę dużo więcej na ekranie, ale także grając na boisku (od 23 lat gram w piłkę nożną na różnym poziomie lig juniorskich oraz amatorskich). Ponadto bycie w zespole ocenowym oraz członkostwo w Redakcji od dekady dało mi przyjaźnie na całe życie – ciekawostką może być, iż w historii brałem już udział w czterech redakcyjnych weselach, a kolejne dwa są zaplanowane na przyszły rok [śmiech].

Dlaczego od jakiegoś czasu nie widzimy Cię zbyt często w roli redaktora oceniającego?
Jak to się kolokwialnie mówi: życie. Na przestrzeni tych dziesięciu lat zmieniłem się ze studenta, dla którego największą pasją była Barcelona oraz obejrzenie spotkania wieczorem, w męża, tatę oraz managera, który bywa 3-4 dni w tygodniu w trasie. Obecnie naprawdę trudno znaleźć mi czas na przygotowanie dobrych ocen, a półśrodki nie leżą w mojej naturze. Staram się „dla sportu" raz na jakiś czas pisać oceny, ale tak jak wspomniałem obowiązki prywatne i służbowe zabierają mi coraz więcej czasu.

Jak wygląda Twój standardowy sposób wystawiania ocen i pisania artykułów ocenowych?
Może wydawać się to trudne do uwierzenia, ale ocena spotkania to kawał ciężkiej roboty. Należy rozdzielić to na pracę głównego oceniającego oraz redaktora wspierającego. Ten, który publikuje, musi obejrzeć spotkanie powtórnie – bywa to przekleństwem po takich meczach jak zeszłoroczny blamaż z Romą. Spotkanie z reguły oceniają dwie osoby, choć w przypadku najważniejszych starć, jak mecze z Realem, jest to cały zespół. Notatki redaktora wspierającego są ciągiem opisowym sytuacji wraz z minutami oraz krótkimi komentarzami (np. „trzecie złe ustawienie stopera przy walce o górną piłkę: 18.,26. oraz 67. minuta") oraz propozycjami ocen. Redaktor publikujący zbiera notatki plus nadaje ostateczny rys ocenom oraz ma decydujące zdanie w kwestii finalnej noty.

Jakie mecze najbardziej lubisz oceniać?
Dynamiczne, ze zmienną sytuacją oraz różnymi „momentami" spotkania. Choć to są mecze, kiedy mamy najwięcej do zrobienia oraz wymagają ogromnego wkładu pracy, dają największą frajdę. Najgorszą sytuacją jest kiedy po 90-ciu minutach przy danym zawodniku jest zapisane jedno zdanie lub brak notatek.

Jakie zagrania piłkarzy powodują u Ciebie największy podziw, a jakie spotykają się z największą krytyką przy wystawianiu ocen?
Zarówno samemu grając na boisku, jak i oceniając spotkania, jestem uczulony na boiskową głupotę: ryzykowny faul, mając żółtą kartkę na koncie, rozłożenie rąk w polu karnym przez obrońcę, bezmyślne kiwanie się w kontrę, mając przewagę liczebną. Co podziwiam? Z jednej strony katalońskie klepanie piłki bywa nudne, ale osoby, które dużą część życia spędziły na boisku wiedzą jak trudno wymienić 15-20 podań na połowie przeciwnika. Z drugiej strony podziwiam także indywidulane popisy w stylu brazylijskim – wychowałem się jako kibic na Ronaldo, pamiętam Rivaldo, ale największą frajdę w historii sprawiał mi Ronaldinho. I taką nutkę radości dawał mi też w ostatnich latach Neymar – choć wiem, iż narażam się tym wielu członkom naszej „fcbarcakomowej” społeczności [śmiech].

Wolisz być redaktorem publikującym, czy pomocniczym?
Kiedyś – zdecydowanie wolałem publikować, ponieważ to ja nadawałem ostateczny kształt ocenom. I pomimo awersji wielu członków Redakcji do nadawania i używania przydomków mogłem nazwać w artykule ocenowym Daniego Alvesa „Diabełkiem Tasmańskim" [śmiech]. Dzisiaj jednak preferuję wsparcie przy ocenach, ponieważ kosztuje mnie to 20% pracy w porównaniu do publikacji.  

Jak ocenisz rozwój działu ocenowego?
Historia rozwoju ocen jest jedną z najpiękniejszych w historii naszego serwisu. Tak naprawdę od pomysłu grupy studentów do obecnej wersji przebrnęliśmy przez morze koncepcji oraz zmian, ale osobiście jestem niezwykle dumny z tego, iż nasza rubryka jest najdłużej dostępną w historii oraz w jaki sposób ewoluowała, profesjonalizowała się oraz wzbogacała o nowe elementy. Mnóstwo z tych zmian było sugerowanych przez naszych stałych czytelników – zarówno w komentarzach pod ocenami jak i informacji zwrotnej zostawianej w corocznych ankietach czytelnictwa FCBarca.com. Z tych właśnie względów, pomimo niewielkiej ilości dostępnego czasu, wciąż chcę być członkiem naszej małej grupki i nie biorę pod uwagę rezygnacji.

Gdybyś był na miejscu Valverde, co zmieniłbyś w obecnej Barcelonie?
Dział ocen jest ciągłą walką o utrzymanie maksymalnej obiektywności przy czymś, co jest ze swojej definicji subiektywne – czyli oceną gry oraz zachowań danego zawodnika. I w tym momencie jako wieloletni przedstawiciel tego działu wyrażę subiektywną opinię, iż dla dobra klubu na miejscu Valverde zmieniłbym siebie. To nie jest trener na miarę i styl Barcelony.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Aż się zalogowałem po kilku latach, żeby wyrazić swój smutek, iż na 21 komentarzy pod artykułem plus nie wiem ile na Rambli zdecydowana większość jest albo atakiem albo wycieczką osobistą (nieważne czy do mnie czy do innego użytkownika). Ja wyraziłem moje subiektywne odczucie. Nie pasuje mi Valverde charakterologicznie i mentalnie (nie ma instynktu zwycięzcy). Dla mnie kluczowy jest styl gry, a nie trofea. Kiedy zaczynałem kibicowanie Barcelonie, a zwłaszcza pózniej miedzy 2000-2005 wyników nie było w ogóle, ale zawsze podobał mi się ofensywny styl. A teraz jest po prostu topornie. Propozycji oczywistych na trenera poza Kloppem , który jest pewnie poza naszym zasięgiem, nie mam, bo nie obserwuję tak bardzo rynku trenerów. I nie jest w mojej kompetencji dobór coacha, a jedynie wyrażam dezaprobatę dla obecnego, który jest świetnymi wyrobnikiem, ale nie ma odpowiedniej mentalności na tak duży klub i tak wielkich zawodników. Dla takich gigantów piłkarskich nie jest kluczowy zmysł taktyczny trenera, tylko bardziej praca nad ich motywacją. Pewnie warto byłoby popełnić dłuższy tekst nad tą kwestią, ale odechciewa się na samą myśl, jaki byłby odzew. I mam taką smutną konstatację nad polskim społeczeństwem, iż jeśli nawet w obrębie grupy ludzi poniekąd sobie bliskich przez łączący ich Klub oraz Kraj można przelewać takie fale negatywnych emocji, to naprawdę zmierzamy w strasznym kierunku. Pozdrawiam

@Szumi: Mogę się zgodzić z ostatnim fragmentem wypowiedzi, o tych negatywnych emocjach - ale te emocje nie wylewają się tylko pomiędzy nami kibicami, w dużej mierze koncentrują się na ludziach związanych z klubem - piłkarzach, sztabie szkoleniowym czy zarządzie - i to mnie bardziej dołuje.

Co do samego posta, raziły mnie w nim dwa stwierdzenia. Po pierwsze, odnośnie Valverde - niby nie ma "instynku zwycięzcy", ale przecież to właśnie wyniki i trofea go w głównej mierze bronią.

Po drugie, rozmawiamy o piłce nożnej, gdzie kluczowa jest właśnie taktyka. Stwierdzenie, że profesjonaliści zarabiający po kilkanaście milionów rocznie, których kariery trwają po kilkanaście lat i przez ten czas powinno im zależeć na zdobyciu maksymalnej liczby trofeów, potrzebują przede wszystkim motywatora, brzmi przynajmniej dziwne. Z Romą przegraliśmy ze względu na kompletne zlanie rywala po pierwszym meczu, ok, ale porażka choćby z Betisem była kwestią złego doboru taktyki. Na tym poziomie decydują detale i ani Valverde, ani Lucho nie dostali swojej posady ze względu na umiejętności coachingowe, a ze względu na zmysł taktyczny i charyzmę pozwalającą na przekazanie swoich pomysłów zawodnikom.

@Szumi: Są i byli trenerzy, którzy mają prawdopodobnie niesamowite umiejętności motywacyjne, a sukcesów nie osiągnęli lub nie osiągają, a czasami wręcz kończy się to kłótniami i złymi nastrojami w szatni. Bo kiedy motywacja jest duża i przychodzi ewentualne rozczarowanie, to zazwyczaj też zaczynają towarzyszyć temu złe emocje. Tak samo jak są trenerzy spokojni, którzy osiągnęli w futbolu wiele. Oczywiście w obu przypadkach działa to również w drugą stronę. Dobry trener to cecha bardzo złożona i na pewno nie opiera się ona na głównym kryterium: umiejętności motywowania drużyny. Nie zgodzę się również z tym, że zmysł taktyczny schodzi na poboczne tory przy gigantach. Wydaje mi się wręcz, że taktyka jest ważniejsza na tych najwyższych szczeblach, kiedy mierzą się ze sobą sami arcymistrzowie futbolu i liczy się każdy detal. Nie wiem czy Valverde jest niesamowitym taktykiem, piszę bardziej ogólnie. Myślę że ułożenie tylu gwiazd na boisku, znalezienie dla każdej miejsca i odpowiedniej roli w której będzie czuła się naprawdę dobrze wcale nie jest łatwe, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę obecność Leo Messiego, który daje nam wiele, ale jednocześnie taktycznie jest to ciężki orzech do zgryzienia. Dlatego zespoły pełne gwiazd bez odpowiedniego ojca jakim jest trener po prostu często się gubią i wychodzą z tego złe rzeczy. Mnie szczerze wystarcza informacja, która już była powielana wiele razy od zawodników czy mediów: nasi zawodnicy mają zaufanie do trenera i to mi się podoba, uważam że to ważna cecha Valverde: drużyna mu ufa. Nie ma nic gorszego gdy drużyna nie ufa trenerowi, ten stara się ich od czasu do czasu zmotywować, a oni i tak nie traktują jego słów do końca na serio. Oczywiście, sukces trenera, a nawet styl w jakim gra jego drużyna, to czynnik jeszcze wielu innych kwestii: umiejętności jego zawodników, formy tych zawodników, ilości nieszczęść w postaci kontuzji czy innych wypadków losowych, samych chęci zawodników czy po prostu szczęścia. Odniosłeś się do Kloppa. Jego drużyna w tamtym sezonie gniotła przeciwników, była naprawdę fenomenalna, jestem fanem Premiere League i naprawdę podobała mi się to jak grali. W tym sezonie? Grają topornie, często brzydko i jakby bez pomysłu. Zapomniał jak się motywuje drużynę? Nie... Salah nie ma już takiej formy, Firmino nie daje tyle drużynie ile wcześniej... drużyny przeciwne poznały się trochę na ich stylu... można byłoby wymieniać długo. Valverde nie jest trenerem idealnym. Nie ma jednak również idealnych warunków. Nie wiem czy czasami nie przeceniamy naszych zawodników. Ilu naszych zawodników się zaprezentowało dobrze na mundialu? Rakitic, Suarez, Coutinho? Oczywiście, mundial nie jest 100% wyznacznikiem, ale się po prostu zastanawiam czy Valverde na pewno ma takie idealne warunki, jak tu niektórzy próbują pisać. Jednak wracając do meritum. Z jednej strony piszesz, że najważniejszy jest dla Ciebie styl, a z drugiej piszesz że trener na takim szczeblu to przede wszystkim motywator, a taktyka schodzi na boczne tory. Czy taktyka nie jest częścią stylu? Motywacja to tylko taki ułamek stylu, który mówi o tym z jaką chęcią ci zawodnicy zrealizują zamysł taktyczny trenera i czy wyciągną tą nogę o ten centymetr dalej by walczyć o piłkę. Potrafią przyznać Ci rację i również uważam, że mecze pod wodzą Valverde są chociażby dosyć nudne. Jednocześnie uważam jednak, że należy doceniać to co mamy. Nawet najlepszy trener na świecie nie zbuduje odpowiedniej drużyny i wyników bez odpowiednich warunków. Uważam, że były pod wodzą Ernesto Valverde spotkania, które mogły się podobać. Kadra w tamtym sezonie była na pewno gorsza, a trener jednak sobie z nią poradził. Jeśli chodzi o ten, to na razie mamy dopiero grudzień.

@Szumi: (nie chciało mi się wysłać całe, mimo że liczby znaków nie przekroczyłem)
Po nowym roku będziemy wchodzić w decydującą część sezonu. Jesteśmy po mundialu i z kłopotami nie mierzymy się tylko my. Dobrymi przykładami są chociażby Bayern czy Real. I o ile możesz nie być przekonany do Valverde w 100%, to jednak słowa że powinien on sam siebie zmienić były zbyt mocne. Bo o ile można mieć pewne do niego pretensje, to gdy tylko złapiemy troszeczkę obiektywności i nie będziemy kierowali się sympatiami czy ich brakami, to zauważymy wiele plusów z którymi trener sobie radzi. Na koniec sezonu będziemy dyskutowali, czy powinien zostać czy nie. Teraz jednak piłka cały czas w grze i myślę, że warto okazywać wsparcie, mimo że nie ma ono bezpośredniego wpływu na Ernesto (nie mówię o obiektywnej krytyce popartej argumentami), szczególnie od osób które pewnie potrafią mocno wpłynąć na opinię szerszego grona fanów, a jak obserwuję, bardzo duża część osób bardzo łatwo przybiera cudze opinie. Osobiście, ekscytuję się trenerami częściej niż zawodnikami. Też chciałbym żeby nasz trener popisywał się przy linii bocznej niesamowitą charyzmą, na konferencjach gasił dziennikarzy czy zarzucał śmieszne żarty, a przy zejściu do szatni opieprzałby tak zawodnika, że sam czułbym ten gniew płynący z jego ust. Jednak to smaczek dla kibica. W rzeczywistości liczy się milion innych czynników do których kibice często nie mają dostępu, a również na dużą część z nich trener nie ma żadnego nawet wpływu. Doceniajmy to co mamy i pokażmy że jednak trochę wierzymy, bo to chyba również część kibicowania. Będzie zdecydowanie łatwiej jeśli docenimy Valverde za te pozytywne aspekty jego pracy.

@Ledsbourne: Najlepszym przykładem jest Zidane, czytałem gdzieś wypowiedzi zawodników którzy mówili że właśnie umiejętność zarządzania szatnią była najważniejsza.
Zgodzę się że taktyka jest mega ważna, ale w ostatnich latach widzę ze zaangażowanie jest jeszcze ważniejsze. Przykład? Barca chce - pyka Romę jak ogórków. Roma chce - klepie Barce. Realowi się chce - niszczy Juve. Zaraz rewanż i to Juve klepie Real. I takie sytuacje można mnożyć, ale te są chyba najbardziej zapadające w pamięci. Do tego trzeba dodać masę meczów gdzie dopiero po stracie bramki faworyt ogarnia że jednak mecz sam się nie wygra i w 5min strzela bramkę a przez 80 nie mógł tego zrobić.
« Powrót do wszystkich komentarzy