Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Jordi Mestre: Czy będą kolejne transfery? Zobaczymy pod koniec sierpnia

 9 sierpnia 2018, 17:30

 Ela Rudnicka

Źródło: ESPN.com

 7 komentarzy

  • Jordi Mestre w obszernym wywiadzie podsumował amerykańskie tournée Barcelony
  • Wiceprezydent klubu mówił również o stronie technicznej transferów i o tym, czy klub planuje w najbliższej przyszłości pozyskać nowych zawodników
  • Poruszono również temat rywalizacji z Realem i oczekiwań zw. z nowym sezonem

Jak udało się tegoroczne tournée?

Była z nami po raz pierwszy w historii również drużyna kobieca, co bardzo nas cieszy. Wspólnie ze Stanley Black & Decker zorganizowaliśmy prezentację pierwszego sponsora jej strojów. To zarówno dla nas, jak i dla kobiecej drużyny bardzo pozytywne doświadczenie.

Barcelona dowiedziała się w Stanach czegoś nowego?

Sport w Stanach dobrze, a nawet świetnie się rozwija: prawa telewizyjne,  marketing, bilety, w zasadzie wszystko. Zaplecze administracyjne jest niesamowicie silne i również wspaniale rozwinięte. Myślę, że możemy się od nich wiele nauczyć. Byli z nami pracownicy z teamu marketingowego i handlowego, żeby wymienić się z tamtejszymi ekspertami doświadczeniem oraz wiedzą.

Klub ma obecnie w Stanach dużo akademii. W jakim celu?

Mamy szkółki sportowe na całym świecie. Odkąd działa obecny zarząd (2010), myślę, że udało się podwoić albo nawet potroić ich liczbę. Tutaj jest to bardzo ważne, piłka nożna jest istotna dla młodych zawodników. Staramy się przenieść tutaj nasz model gry, DNA Barcelony, co świetnie się nam udaje. Co roku staramy się wraz z naszymi partnerami otwierać nowe szkółki.

Z myślą o tym, że któryś z Amerykanów otrzyma kiedyś szansę gry w pierwszej drużynie?

Dlaczego nie? W szkółkach bardzo uważnie przyglądamy się młodym nadziejom piłki nożnej. Jeśli pojawi się w którejś z nich wyjątkowy talent, na pewno się o tym dowiemy. I oczywiście, dlaczego nie, wydaje mi się, że w niedalekiej przyszłości zobaczymy Amerykanina w pierwszej drużynie.

Przyglądasz się amerykańskiemu rynkowi w kontekście podpisywaniu kontraktów?

Tak, ale to jeszcze potrwa. Piłka nożna jest w Stanach stosunkowo młodym sportem, zwłaszcza w porównaniu z Europą. Ale grają coraz lepiej. W reprezentacji gra wielu dobrych piłkarzy, a drużyna kobieca zdobyła przecież mistrzostwo świata. Widać zdecydowanie, że poziom gry wzrasta.

Jak wygląda w klubie takim jak Barcelona kwestia podpisywania kontraktów z zawodnikami?

Na przykład Malcom był obswerwowany przez naszych skautów od 2014 roku. To zależy od drugiego klubu, istotna jest również opinia zawodnika. Z reguły to raczej długi proces. Czasami trwa to kilka tygodni albo nawet miesięcy. W przypadku Malcoma to była kwestia tygodni, ale obserwowaliśmy go od czterech lat. Do niektórych transferów dochodzi szybko, a  do innych wręcz przeciwnie. Wszystko zależy od zawodnika i klubów.

Jak wygląda twoja rola jako wiceprezydenta?

O tym, czy podpiszemy z zawodnikiem umowę, decydują przede wszystkim aspekty techniczne. Na początku sztab, Pep Segura oraz Éric Abidal itd. otrzymują raporty skautów. W końcowym etapie to już tylko kwestie finansowe. Jeśli tylko mieści się w budżecie klubu, to nie ma problemu. W przeciwnym razie wszystko zależy od kwoty, którą oczekuje za zawodnika klub, i od pensji, na którą liczy piłkarz. Zarząd zajmuje się jedynie kwestiami finansowymi na ostatnim etapie transferów. Nie decydujemy o tym, którzy z zawodników powinni do nas przejść, ani którzy powinni Barcelonę opuścić.

Tego lata klub zakontraktował czterech nowych zawodników. Będą jeszcze inne transfery?

Zobaczymy. Wydaje się, że to już koniec transferów, pozyskaliśmy czterech zawodników, z których ostatni to Arturo Vidal. Ale to się jeszcze okaże. Może pojawi się jeszcze jakaś okazja przed końcem sierpnia, ale na tę chwilę skończyliśmy.

Barcelonę czekają jeszcze sprzedaże?

To trudne. Wszyscy mówią, że nie umiemy sprzedawać ani kupować. Wydaje się więc, że nic nam nie wychodzi. Ale to nie tak. Tutaj chodzi głównie o możliwości rynku, o inne kluby, o zawodnika, jego wiek, o to, czy gra w swoim klubie. To wiele czynników. Nie tylko to, czy chcemy pozyskać zawodnika lub go sprzedać.

Ciężko rywalizować z Premier League, biorąc pod uwagę pieniądze dostępne w Anglii.

LaLiga zawsze przygląda się temu, co dzieje się w Premier League, i pyta: „co oni robią?”. W przypadku LaLigi dwie drużyny są ważne dla praw telewizyjnych – Real Madryt i Barcelona. Chociaż w tym roku nie wiadomo, jak to będzie wyglądało z Realem po odejściu Cristiano Ronaldo. Potrzebujemy rywalizacji między Realem i Barceloną. Co więcej, żeby móc rywalizować z Premier League, LaLiga musi być bardzo mocna. W innym wypadku straci dochody i zainteresowanie kibiców.

Czy dochody z praw telewizyjnych powinny być w Hiszpanii bardziej równomiernie dzielone?

Premier League dostaje o wiele więcej pieniędzy niż LaLiga, myślę, że trzy razy tyle co my. Łatwiej jest więc dzielić pieniądze i dawać większe kwoty mniejszym klubom. W przypadku LaLigi sytuacja wygląda inaczej. W ubiegłym roku dzieliliśmy dochody bardziej równomiernie, bo wiemy, że my, jako Barcelona, potrzebujemy w Hiszpanii innych silnych drużyn. Nie może być tak, że wszystko skupia się na nas i Realu. Samo to nie sprawi, że ludzie będą się interesować LaLigą.

Barcelona sprowadziła w tym roku z Arsenalu Marcusa McGuane'a. Angielscy nastolatkowie grają coraz lepiej. W związku z tym możemy spodziewać się, że klub będzie chciał w przyszłości pozyskać ich więcej?

Muszę zaznaczyć, że angielskie drużyny również pozyskują naszych zawodników, to działa w dwie strony. To biznes. Héctor Bellerín na przykład. I to nie tylko angielskie drużyny; również te z Monako, Niemiec czy Francji. Mamy w Katalonii La Masię, świetną akademię. Staramy się zatrzymywać naszych zawodników, ale czasami kluby starające się ich pozyskać oferują dużo pieniędzy i nie da się z nimi rywalizować.

Czasami to również kwestia rozwoju zawodników?

Zależy. Niektórzy zawodnicy patrzą na to, kto w pierwszej drużynie gra na ich pozycji, i uważają, że nie uda im się wytrzymać rywalizacji. Jeśli zawodnik z pierwszego zespołu jest starszy, wtedy mogą pomyśleć „poczekam dwa, trzy lata”. Jeśli gracz jest młody, mogą jednak pomyśleć „nigdy nie zagram w tej drużynie”. Dochodzi więc również aspekt sportowy. I finansowy. Rodziny potrzebują przecież pieniędzy.

Kiedy sezon Barcelony można udać za udany?

W naszym klubie wszystkie drużyny mają wygrywać wszystko. Wydaje nam się, że naszą pierwszą drużynę stać na zwycięstwo w Lidze Mistrzów, LaLidze i Pucharze Króla. Albo przynajmniej, z punktu widzenia zarządu, na zwycięstwo w dwóch z nich oraz w miarę możliwości na finał Ligi Mistrzów. Ale inne ekipy również grają i liczą na to samo co my.

Czy ubiegłoroczne zwycięstwo Realu w Lidze Mistrzów przyćmiło dominację Barcelony?

Dobrze, Real wygrał Ligę Mistrzów, ale w LaLidze mieliśmy od niego 14 albo 16 punktów więcej. Poza tym Real przegrał z Leganés w Pucharze Króla. Jeśli mu zależy tylko na zwycięstwie w Lidze Mistrzów, to w porządku, ale my musimy grać o wszystko. Oczywiście można powiedzieć „odpuszczę LaLigę i Puchar, chcę wygrać tylko Ligę Mistrzów”, ale to zupełnie inna strategia i nie chcemy jej stosować.

Co myślisz o składzie na ten sezon?

Odszedł od nas Iniesta i wiemy, że nie będziemy nigdy mieć takiego zawodnika. Niektórzy piłkarze są wyjątkowi – Xavi, Iniesta, Puyol… Pozyskaliśmy Coutinho, który ma zastępować Iniestę. Ściągnęliśmy go, bo jest świetnym zawodnikiem. Zobaczymy; Xavi, Iniesta, Puyol grali u nas, odkąd byli dziećmi. Natomiast w przypadku Coutinho i innych młodych zawodników, którzy dołączają później, wszystko trwa dłużej – co najmniej sezon przyzwyczajają się do naszego systemu i zawodników. Myślę jednak, że nasza drużyna na nowy sezon jest zbalansowana. Wzmocniliśmy obronę, środek pola, pozyskaliśmy również Malcoma. Zobaczymy, jak ułoży się dla nas nowy sezon.

Udostępnij:

Komentarze (7)

Gorące tematy