Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

 17 lutego 2018, 14:46

 ¡Olé! Magazyn

 2 komentarze

La Otra Liga: Mały wielki Eibar

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


Gdyby wziąć pod uwagę formę z ostatnich dziesięciu spotkań, Eibar zajmowałby aktualnie miejsce na podium. Mały klub z Kraju Basków podbija serca kibiców La Liga, którzy są żądni niespodzianek. W starciu z Goliatem z Camp Nou, baskijski Dawid nie wydaje się stać na straconej pozycji.

Chociaż o wygraną będzie bardzo ciężko, to podopieczni Mendilibara i tak są największym pozytywnym zaskoczeniem obecnego sezonu. Kiedy w 2014 roku wygrywali Segunda División nikt nie dawał im większych szans na utrzymanie. Miał to być jeden z tych klubów, dla których już sama możliwość gry w najwyższej fazie rozgrywkowej jest szczytem marzeń. Zarządzający Eibarem postanowili jednak nie dopuścić do tego za wszelką cenę. Zamarzyło im się zabawienie na salonach na dłuższe lata i jak na razie idzie im to znakomicie.

Walkę o utrzymanie rozpoczęli w sposób nietypowy, bowiem od sfeminizowania sztabu. Włodarze klubu postanowili, że wszelkie procesy rekrutacyjne zostaną oddane w ręce zewnętrznej firmy HR-owej, która ma obsadzać wszystkie nie-sportowe stanowiska w klubie. „Nie faworyzujemy kobiet, ale też nie stawiamy im barier” powiedziała w wywiadzie dla „El Mundo” Patricia Rodríguez, dyrektor generalna klubu z Kraju Basków. Aktualnie, co z dumą na swojej stronie internetowej głosi sam klub, aż 53% decyzyjnych osób to kobiety, a to, we wciąż męskim piłkarskim świecie, jest ewenementem.

Co jest jednak najważniejsze, przynosi to efekty. Eibar po awansie do La Liga, z każdym sezonem pnie się w górę. Po udanej walce o utrzymanie, podczas kampanii 2014/15, gdzie pomimo zajęcia 18. miejsca w tabeli zostali w lidze dzięki degradacji Elche za zaległości finansowe, przyszło czternaste miejsce w kolejnej kampanii. A poprzedni sezon, kiedy to popularni Rusznikarze, zajęli dziesiątą lokatę, wydawał się już szczytem marzeń. Jednak po tym sukcesie w klubie nie przyszło do rozprężenia. I tak po 23. kolejkach obecnego sezonu Eibar zajmuje siódme, dające miejsce w europejskich pucharach, miejsce. Gdyby udało się na nim zostać, byłaby to fantastyczna historia o tym, jak klub z małego, liczącego 27 tysięcy mieszkańców miasta, może spełniać marzenia.

Zimna, damska krew

Piłka nożna to gra emocji. A te emocje zwłaszcza dotykają mężczyzn, którzy potrafią stracić głowę dla tego sportu. Być może więc największą zaletą zatrudnienia kobiet w Eibarze jest właśnie fakt, że udało się tam zachować dużo zimnej krwi. W czasach, gdy trenerzy są zwalniani po kilku słabszych meczach, Mendilibar pracuje już w klubie z Kraju Basków dwa i pół roku. I chociaż teraz jest wychwalany pod niebiosa przez wielu ekspertów, to nawet w tym sezonie przeżywał już chwilę słabości. Jego sytuacja zaś jest idealnym przykładem, który powinno się pokazać wszystkim prezesom piłkarskich klubów, jako dowód, że „efektu nowej miotły” można doświadczyć nawet wówczas, gdy wcale jej się nie zmieni.

Gdyby po porażce z Realem Sociedad, 5 listopada 2017 roku, ktoś szukał optymistów w ekipie Eibaru, to trudno byłoby o jakiegokolwiek. Ekipa Mendilibara przegrała na wyjeździe 1:3, co było siódmym meczem z rzędu bez wygranej. Osiem punktów po jedenastu kolejkach sprawiało, że Rusznikarze znaleźli się tylko dwa punkty nad kreską! Wtedy zdarzył się cud, który teoretycznie zdarzyć się nie powinien. Ci sami piłkarze, pod wodzą tego samego trenera, zaczęli piąć się w górę. Wygrana aż 5:0 z Betisem, rozpoczęła serię siedmiu meczów bez porażki, podczas których Eibar zdobył 19 na 21 możliwych punktów i strzelił aż 18 bramek, tracąc zaś ich zaledwie pięć. Mały klub powstał niczym feniks z popiołów i zaczął grać tak, że teraz wciąż ma szansę na europejskie puchary. Piękny przykład na to, jak warto czasem zaufać trenerowi.

Główna różnica jaka pozwoliła Eibarowi na wspięcie się na wyżyny swoich umiejętności to poprawa gry w defensywie. Podopieczni Mendilibara, chociaż utrzymują się przy piłce średnio przez 51% czasu gry, przez praktycznie tyle samo oddając ją pod władanie rywalowi, umiejętnie blokują możliwość oddawania strzałów na bramkę Marko Dmitrovicia. Do spotkania z Barceloną, Eibar był zespołem, przeciwko któremu oddano najmniej strzałów w La Liga. Rywalom udało się uderzyć na jego bramkę tylko 182 razy, co jest dużo lepszym wynikiem niż w przypadku Barcelony (239) czy Atlético (261), które słyną z najlepszych defensyw w kraju. Te fenomenalne statystyki Eibaru jeszcze bardziej zachwycają, kiedy spojrzy się na nie w kontekście pięciu najmocniejszych lig świata. Tylko(!) Manchester City, który aktualnie rządzi i dzieli w lidze angielskiej, pozwolił rywalom na mniej, broniąc się przed 172 strzałami. Natomiast za Eibarem są takie tuzy jak chociażby Juventus (189 strzałów rywali). Jak na dłoni widać więc, jak doskonałą robotę wykonuje obecny trener piłkarzy z Kraju Basków. Samo porównywanie ich z drużynami najwyższego światowego formatu, już jest wielkim komplementem.

Pogromcy klubów z Sewilli

I chociaż Eibar nie traci najmniej goli w lidze, bo jest pod tym względem na szóstej pozycji, to i tak może uznać to za sukces. Zwłaszcza jeżeli zauważy się, że aż 24 z 33 bramek, Rusznikarze stracili w pierwszych 11 kolejkach. Od wygranej z Betisem są w defensywie dużo bardziej uważni. Mendilibar skonstruował drużynę przeciwko której bardzo trudno się gra. Każdy gol rywali kosztuje ich dużo gimnastyki i zaangażowania dużej liczby zawodników. Sam trener też jest bardzo zadowolony z dyspozycji swoich piłkarzy. “Nieważne kogo wystawię w danym meczu. Wiem, że każdy z moich piłkarzy zagra dobrze” – mówił przed spotkaniem z Sevillą. Statystyki potwierdzają wysoką formę oraz doskonałe przygotowanie przez trenera. Od sławnego już meczu z Betisem, Eibar w każdym spotkaniu, niezależnie od przeciwnika, miał większą liczbę oddanych strzałów, a w wielu z nich piłkarze Eibar mieli też przewagę w posiadaniu piłki. To pokazuje, że nie jest to drużyna, która broni się za wszelką cenę, licząc, że rywal będzie miał słabszy dzień w ataku. Dzięki takiej taktyce udało się nie tylko pokonać rywali teoretycznie słabszych jak Girona (4:1 w golach, 16:6 w strzałach) czy Las Palmas (wygrana 2:1, 13:4 w strzałach), ale też te teoretycznie silniejsze, jak Valencia (2:1, 14:7) czy wreszcie wielka wygrana z Sevillą (5:1, 17:11).

I chociaż z najbliższym rywalem, czyli z Barceloną, Eibar nie ma zbyt wiele wspólnego, to uda się znaleźć jedną taką cechę. Otóż ten baskijski klub, podobnie jak gigant z Camp Nou, dużo lepiej czuje się w drugich połowach spotkań. Gdyby spotkania w La Liga kończyły się po pierwszych 45 minutach, to najbliższe spotkanie Barçy z Eibarem byłoby starciem trzeciej drużyny ligi z czternastą. W dwudziestu trzech rozegranych kolejkach Rusznikarze strzelili tylko 10 goli w pierwszych połowach, zaś aż 22 w drugich częściach meczu. Jak widać nie tylko Ernesto Valverde stosuje taktykę, która wskazuje, by zaatakować rywala mocniej dopiero po korekcie dokonanej w przerwie meczu.

Przed Eibarem ciężki czas, bowiem po meczu z Barceloną czekają ich spotkania z innymi wymagającymi rywalami. Mecze z Villarrealem oraz z Realem Madryt, jakie Rusznikarze rozegrają w najbliższym miesiącu, dadzą odpowiedź czy Eibar jest w stanie wykonać faktyczny krok ku europejskiej przygodzie. Kiedy patrzy się na klub tak mądrze zarządzany, który wywodzi się z tak małej miejscowości, to pozostaje tylko trzymać kciuki.

Autor: PATRYK WIECZYŃSKI

Udostępnij:

Komentarze (2)

Gorące tematy