Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Luis Suárez: Każdy z moich rywali chciałby mieć w swojej drużynie takiego piłkarza jak ja

 8 lutego 2018, 15:30

 Majerr

Źródło: La Vanguardia

 27 komentarzy

Luis Suárez udzielił wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi La Vanguardia. Urugwajski napastnik FC Barcelony wypowiedział się na wiele tematów związanych z FC Barceloną, a także mówił o swoim życiu prywatnym.

Ile czasu potrzebuje piłkarz, aby zregenerować się po tak intensywnym spotkaniu jak ostatnie derby przeciwko Espanyolowi?

Zazwyczaj po 24 lub 48 godzinach ciało zaczyna się odprężać, choć w zależności od intensywności spotkania, ten czas może się wydłużyć. Napięcie i towarzyszące emocje również wpływają na ten proces. W nocy jest nieco trudniej… Są tacy, którym łatwiej przychodzi sen.

Do jakiej grupy się zaliczasz?

To zależy. Jeżeli kończę mecz szczęśliwy, nie ma problemu. W niektórych przypadkach jesteś przygnębiony tym, czego doświadczyłeś. Zawsze jest ciężej, gdy zaznało się goryczy porażki.

Lubisz spotkania, w których panuje napięcie, czy wolisz, gdy przebiegają one w normalnej atmosferze?

W niedzielę doświadczyliśmy derbów, które były pięknym spektaklem. Oba zespoły pokazały swoje ambicje i w trakcie spotkania doszło do jednego lub dwóch starć pomiędzy zawodnikami. Nie wydarzyło się nic, do czego nie mogłoby dojść na placu gry.

Uciszanie kibiców, tak jak zrobił to Piqué, jest godne szacunku?

Każdy ma swój sposób na wyzwolenie emocji, wyrzucenie z siebie tego, co w nim siedzi. Geri w wielu spotkaniach musiał znosić mnóstwo rzeczy. Piłkarze zawsze są zmuszeni znosić to, co się o nich mówi, jednak trzeba przyznać mu rację, ponieważ to było minimum, jakie mógł uczynić po tym, jak obrażano jego kobietę i dzieci, co było najpoważniejsze w tej sprawie.

Czyli go wspierasz?

Żyję z nim w zespole, wiem, jakim uczuciem darzy swoją kobietę i dzieci. Mogą obrażać zawodnika, jednak przekraczać granicę i zwracać się ku dzieciom… To boli każdego, kto jest rodzicem. Jego reakcja jest zrozumiała, ponieważ w całej tej sytuacji nie wykonał żadnego innego gestu.

Ty czasem także wykonywałeś ten gest…

Tak. To coś minimalnego, w ułamku sekundy wychodzi z ciebie ta reakcja, jednak nie trzeba rozdmuchiwać tego tematu.

Na Cornella byłeś jednym z najbardziej wygwizdywanych…

Tak, z nami wszystkimi tak jest. Dzisiaj niemal niespotykana jest sytuacja, gdy jedzie się na stadion rywala i jest się tam oklaskiwanym. Tym bardziej w moim przypadku, ze względu na sposób, w jaki gram. Zawsze będą mnie traktować tak samo, ponieważ całą moją karierę zachowuję się w ten sposób.

Przyznajesz, że jesteś trudnym typem zawodnika dla kibiców drużyny przeciwnej?

Tak, ale jakikolwiek kibic chciałby mieć w swojej drużynie takiego piłkarza. Jeśli zapytasz któregokolwiek rywala, z którym regularnie się mierzę, czy chciałby mieć w zespole takiego typu zawodnika jak ja, bez wahania odpowiedziałby, że tak.

„To, co wydarzyło się na boisku, zostaje na boisku”. Czy nie wydaje ci się, że to zdanie jest już przestarzałe?

To nie jest kwestia tego, że jest przestarzałe. Ja jestem zdania, że jeśli rywal mnie obraża, mówi, że jestem słaby, wyzywa mnie od najgorszych i obraża moją siostrę, nigdy nie pójdę do prasy, aby o tym opowiedzieć. Ja biorę wszystko na swoje barki. Nie przeszkadza mi to, ani mnie to nie boli. To część gry. Trzeba wykorzystać każdy najmniejszy detal. Mogę kłócić się z środkowym obrońcą i będę miał więcej okazji, aby sprawić, że go wyrzucą z boiska, wiedząc, że ma on już na swoim koncie żółtą kartkę. I przeciwnik tak samo postępuje wobec mnie.

Język ulicy…

Oczywiście są granice, jednak sprzeczki są esencją futbolu. Tutaj i w każdym innym miejscu.

Niektórzy uważają, że jest prowadzona przeciwko tobie kampania medialna. Zgadasz się z tym?

Jest mi to obojętne. Wiem, co robię dla mojej drużyny. Pracuję najlepiej jak potrafię i nie zwracam uwagi na dobre i złe słowa. Staram się być odcięty od tego wszystkiego.

Mówi się, że bramkarze są dziwni. A czy klasyczni napastnicy należą do odmiennej grupy zawodników?

To nie kwestia tego, że jesteśmy odmienni, jednak wkurzamy się sami na siebie, gdy nie zdobywamy bramek. Kiedy strzelamy, jesteśmy najszczęśliwsi. Chociaż także zaznaczam, że każdy napastnik jest inny.

Jaki jest twoja charakterystyka?

Klasyczny napastnik żyje z bramek, a jego stan psychiczny zależy od nich, jednak muszę przyznać, że tutaj w Barçy nauczyłem się być zupełnie inny niż przedtem.

W jakim sensie?

Znacznie bardziej doceniam pracę zespołową. Jeżeli cały zespół nie wykonuje dobrze swojej pracy, niemożliwe jest, aby napastnik otrzymywał dobre podania. Fundamentalne jest to, aby zespół tworzył monolit. Obrońcy muszą wiedzieć, że napastnik jest pierwszym zawodnikiem wykonującym pressing, a to pomaga całej drużynie zdobyć pewność siebie.

Nauczyłeś się wiele w Barcelonie?

Bardzo dużo. Kiedy przychodziłem zawsze powtarzałem, że ze względu na mój styl gry, ciężko było mi się przystosować. Potrzebowałem wiele przestrzeni, do tego przyzwyczaiła mnie Premier League… Choć tutaj mam niewiele miejsca, spełniam swoje zadania na metrach, które mi przypadają. Widzę także, że potrafię zachęcić drużynę do pressingu w momencie, kiedy go wykonuję.

Kiedy nie zdobywasz bramek, zabierasz ze sobą zły humor do domu?

Mocno się w tym poprawiłem. W domu jestem jedynie mężem i ojcem rodziny. Staram się oddzielić futbol i pracę z nim związaną od życia prywatnego, zarówno wtedy, jak idzie mi źle, jak także po meczu, w którym strzeliłem trzy bramki.

Na początku sezonu nie szło ci dobrze, miałeś problemy z kolanem.

Bardzo mnie to martwiło, ale nie tylko ze względu na brak goli, ponieważ to serie, przez które już przechodziłem. Czułem, że jest źle z moim kolanem. Bałem się, że wpłynie w negatywny sposób na moją psychikę. Moja postawa nie była taka sama, intensywność gry również…

Odpoczynek był dobrym rozwiązaniem.

Świetnym. Po listopadzie byłem w spektakularnej formie. Mogłem odpocząć, zregenerować się i na poziomie mentalnym zmieniłem chip.

Myślałeś o poddaniu się operacji?

Odczuwałem ból, choć mówiłem, że mnie nie bolało. Odpoczynek był bardzo ważny, abym mógł się zregenerować.

Polemika po derbach przyćmiła najlepszy start klubu w historii swoich występów w LaLidze. Jesteście niepokonani od 22 spotkań.

Trzeba to docenić. Mieliśmy nowego trenera, a kiedy rozpoczął się sezon mówiono, że nie skończymy nawet w pierwszej trójce. Dzięki mentalności i wierze członków sztabu szkoleniowego, które były fundamentalne, wykonaliśmy krok naprzód. Oni zawsze są otwarci na szukanie nowych rozwiązań, a to przynosi nam korzyść. Trzeba również docenić pracę taktyczną. Ostatnio mamy się bardzo dobrze.

To poprawa, która, wracając myślami do sierpnia, wydawała się niemożliwa do osiągnięcia.

Ten miesiąc był bardzo ciężki i skomplikowany. Przegraliśmy oba spotkania przeciwko Realowi, a z zespołu odszedł Ney, co było ciosem mentalnym dla szatni. Jednak wszystko minęło po wygraniu pierwszych meczów w lidze, zdobyliśmy zaufanie z nowym trenerem i otwieraliśmy nowe drzwi. Tamten dołek został przezwyciężony w najlepszy możliwy sposób.

Jak załatano dziurę po odejściu Neymara?

Zmieniliśmy się na poziomie taktycznym. Wcześniej rywale zaskakiwali nas w kontratakach, mieliśmy z nimi problem, jednak rozwiązaliśmy go poprzez wzmocnienie środka pola, wyższą grę bocznych obrońców i mając w drużynie Leo, który jest najlepszy na świecie. Neymar był dla nas ważny, jednak przyszli koledzy, którzy wyrównali tę stratę.

Czy wpłynąłeś na zakontraktowanie Coutinho?

(śmiech) Nic z tych rzeczy. To odpowiedzialność należąca do klubu. Rozmawiałem z Coutinho, to mój przyjaciel i jeżeli mogę mu w czymś pomóc, zrobię to. On jest młodym zawodnikiem, mieliśmy dobrą relację w Liverpoolu, a po moim odejściu cały czas ją utrzymywaliśmy. Każdy przychodzi do Barçy nieco zestresowany, a ja chciałem mu pomóc. Bardzo dobrze wszedł do drużyny.

Ceny za cracków są wygórowane.

Futbol mocno się zmienił. Od lat operuje się cyframi, które przykuwają wiele uwagi. Dzisiaj płacenie 50 mln lub więcej za środkowego obrońcę nie jest czymś niezwykłym, gdy jeszcze pięć czy sześć lat temu takie pieniądze płacono za napastników. Uważam, że wszystko jest przeceniane.

Odszedł Mascherano, jednak kibice Barçy mogą być spokojni, ponieważ Suárez będzie opiekował się Messim. Jak rozpoczęła się wasza relacja?

Jest między nami feeliing, który pojawił się wraz z codzienną rutyną, spędzaniu każdego poranka przed treningiem na piciu mate, rozmowach. Dobrze się rozumiemy, jeden z nas jest Urugwajczykiem drugi Argentyńczykiem, jesteśmy w tym samym wieku, nasze żony się lubią, nasze dzieci są w podobnym wieku i razem spędzają czas. Te wszystkie aspekty sprawiały, że nasza przyjaźń się umacniała. Dla mnie nie ma Leo Messiego, a jest Leo, mój kolega i przyjaciel, zawsze będę postrzegał go w taki sposób. Jeżeli potem okazuje się, że on jest najlepszy na świecie z powodu wszystkiego, co robi na placu gry, to świetnie. Jednak poza boiskiem jest jednym z moich przyjaciół.

Czy gra z Messim wywołuje strach? Ciężko być na jego poziomie?

Nie tylko z Leo. Kiedy przyszedłem do klubu, był także Ney. Mówiono, że nasza trójka nie może grać razem z powodu ego. My pokazaliśmy, że byliśmy ponad to. Każdy z nas rozumiał swoją rolę i poszedł na kompromis. Udowodniliśmy, że świetni piłkarze mogą ze sobą współżyć.

Piłkarze bardzo dobrze wypowiadają się o Valverde.

Zaskoczył mnie spokój, jakim wykazuje się w momencie wyjaśniania rzeczy, a także przejrzystość z jaką mówi i to, jak otwarty jest dla całej drużyny. Nie ma żadnego problemu z tym, aby przyznać rację Suárezowi czy Denisowi czy komukolwiek innemu, bez znaczenia na to, kto ile gra. Dla niego wszyscy są równi. Zawodnik jest mu wdzięczny za jego otwartość. Ponadto w sztabie szkoleniowy jest człowiek, którego uwielbiam. Ros (José Antionio Pozanco) jest jednym z tych ludzi, których nie widać, jednak od tego typu ludzi zależą morale drużyny, jej stan fizyczny.

W szatni mówi się o tryplecie?

LaLiga pokazuje regularność drużyny, a my mamy bezpieczny zapas punktów. W lidze za nic się nie poddamy. Teraz czas na Puchar Króla. Będzie to ciężkie i skomplikowane spotkanie, jednak mamy w zasięgu kolejny finał. Liga Mistrzów jest inna. Jeżeli podarowujesz przeciwnikowi pięć lub dziesięć minut w każdym spotkaniu, kończysz źle. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski, aby móc kolejny raz wygrać te rozgrywki. Oczywiście każdy myśli o zdobyciu trypletu, ponieważ nasza sytuacja nam na to pozwala.

Z Cornella na Mestalla. Kolejne wyzwanie, jeśli chodzi o atmosferę.

Tak, jednak najtrudniejsze będzie starcie z samym rywalem. To jedna z najlepszych drużyn w lidze. Valencia zaskoczyła nas swoim podejściem w pierwszym meczu, gdy była mocno cofnięta. Na Mestalla będzie naciskać, grać pressingiem i dlatego musimy być uważni, aby odbierać piłkę i wykorzystywać najmniejsze okazje, ponieważ strzelona przez nas bramka znacznie skomplikuje jej sytuację. Niezależnie od tego, czy mecz będzie trwał 90 lub 120 minut, będzie trzeba być uważnym i skoncentrowanym. Będzie to bardzo skomplikowana rywalizacja.

Udostępnij:

Komentarze (27)

Gorące tematy