Oriol Busquets – chłopiec, który płakał podczas finału Ligi Mistrzów na Stade de France

Grzegorz Zioło

1 grudnia 2017, 18:15

Mundo Deportivo

16 komentarzy

– Nie jestem krewnym Sergio Busquetsa! – to zdanie regularnie powtarzane przez 18-letniego Oriola Busquetsa, który zadebiutował w Barcelonie w środowym meczu Pucharu Króla z Realem Murcia. Dwóch piłkarzy o tym samym nazwisku nie łączą więzi rodzinne, ale na boisku mają ze sobą wiele wspólnego. Oriol również gra w środku pomocy i jest kolejnym piłkarzem na pozycji nr 4, który wchodzi do pierwszej drużyny z La Masíi.

Oriol Busquets pochodzi z miejscowości Sant Feliu de Guíxols i przeszedł przez wszystkie szczeble szkółki FC Barcelony, do której wstąpił w wieku 8 lat. Dziesięć lat później udało mu się spełnić marzenie każdego młodego chłopca z La Masíi, choć sam zawodnik mówi, że "nigdy o tym nie marzył, ale gdyby to robił, to ten wyśniony debiut wyglądałby dokładnie tak jak w meczu z Realem Murcia". Oriol nigdy nie marzył o występie w pierwszej drużynie, ale przyznaje, że przed spotkaniem myślał o długiej drodze, jaką musiał przebyć, zanim dotarł do tego etapu swojej kariery.

Sam zawodnik określa się jako pomocnik, który pomaga przy wyprowadzaniu piłki i pokonuje dużo kilometrów na boisku, ale wskazuje też elementy gry, w których chce się poprawić: –  na przykład grę z przeciwnikiem na plecach i grę w powietrzu. Muszę ciężko pracować każdego dnia, żeby na dobre stać się zawodnikiem pierwszego zespołu.

Busquets urodził się w 1999 roku, a jego pierwszym wspomnieniem związanym z Barceloną jest finał Ligi Mistrzów na Stade de France w 2006 roku. Miał wtedy 7 lat. – Płakałem, kiedy Arsenal strzelił nam gola – wyznał zawodnik, który dziś dzieli szatnię m.in. z Andrésem Iniestą, jednym z bohaterów tamtego meczu. Jako chłopiec nie przypuszczał, że kiedyś będzie miał okazję spotkać się właśnie z tym piłkarzem. Idolem młodego Busquetsa był Deco, a obecnie Oriol uważnie obserwuje grę Sergio Busquetsa, do którego chciałby się upodobnić.

W meczu z Realem Murcia zadebiutował również David Costas, którego droga do pierwszej drużyny bardzo różniła się od tej, jaką przeszedł Busquets. Costas wychował się w A Madroa, szkółce Celty Vigo, i to właśnie w tym zespole po raz pierwszy zagrał w Primera División. Miało to miejsce cztery lata temu, kiedy trenerem galisyjskiej drużyny był Luis Enrique. W swoim CV ma również występy w Lidze Europy oraz wypożyczenia do Mallorki i Realu Oviedo. W zeszłym sezonie zaliczył świetną rundę wiosenną na Estadio Carlos Tartiere i wobec braku pewnego miejsca w Celcie Vigo zdecydował się na przejście do Barcelony B. Przebywa w niej na wypożyczeniu i ma nadzieję, że zostanie na Camp Nou na dłużej.

– Kiedy grałem w Oviedo, nie spodziewałem się, że kilka miesięcy później zadebiutuję w Barcelonie u boku najlepszych piłkarzy na świecie – powiedział Costas. – Kiedy zaczynałem grać w Celcie, byłem mniej dojrzały – przyznał stoper Blaugrany, który nie ukrywa, że kiedy przyszło mu zastąpić Gerarda Piqué, czuł się stremowany: – byłem lekko zdenerwowany, gra w miejsce Gerarda to zaszczyt, on jest jednym z najlepszych zawodników na świecie. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazję zagrać razem z nim.

Costas, który był powołany na mecze na San Mamés i Estadio Mestalla, bardzo chciałby znaleźć się w kadrze na jutrzejszy mecz z zespołem, w którego akademii dorastał. Zdaje sobie jednak sprawę, że na razie jest zawodnikiem rezerw. – Byłoby wspaniale dostać powołanie, ale skupiam się przede wszystkim na grze w Barcelonie B i meczu w Reus, który musimy wygrać – powiedział wychowanek Celty. Podobnie jak Carles Aleñá i José Arnaiz, Costas i Busquets chcieliby ponownie znaleźć się w kręgu zainteresowań Ernesto Valverde.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

A moim pierwszym jest porazka w karnych ze Steua W finale pucharu Europy

".....a jego pierwszym wspomnieniem związanym z Barceloną jest finał Ligi Mistrzów na Stade de France w 2006 roku."

Widze ze nie tylko ja wtedy zakochalem sie w Barcelonie :D

Jak się patrzy na zdjęcie to nie znając jego nazwiska od razu można pomyśleć, że to młodszy Busquets, tak są podobni.

Najdziwniejsza jest sytuacja Sampera. Jak dostawał szanse w pierwszej drużynie to je wyorzystywał a wszędzie na wypożyczeniach grzeje ławe.

Już niedługo będę czuł się staro, piłkarze o rok starsi ode mnie, debiutują w FC Barcelonie i w profesjonalnej piłce, a za rok będą to moi rówieśnicy, aż mnie boli pewna część ciała :D
konto usunięte

Ja się popłakałem podczas karnych w 1986 roku w finale ówczesnej Ligi Mistrzów. Barcelona grała ze Steauą Bukareszt. Były karne. I ten rumuński bramkarz wybronił każdego karniaka. KAŻDEGO.

Też miałem wtedy 7 lat.

niby nie rodzina z Sergio ale strasznie podobny do niego