Okiem Chowańskiego. Barça wyjechała z Bilbao jako dojrzalsza drużyna

Karol Chowański 'Challenger'

1 listopada 2017, 12:00

39 komentarzy

Takimi meczami nie zdobywa się mistrzostwa. Jak wszyscy wiedzą, pod tę kategorię podchodzą spotkania z beniaminkami, Málagą, Celtą i wyjazd na Anoetę. Sobotni bój na San Mamés to inna paczka czekoladek. Takimi meczami hartuje się stal.

Znając potęgę ławki w sobotę, popieram decyzję o jednej zmianie. Wprowadzenie Semedo i wysłanie Roberto do środka było jednak o 25 min. spóźnione. Po przerwie Bilbao zabrało Barçy zabawę, piłkę i odcięło tlen. Niektóre ze strat drugiej połowy – Busquetsa, Rakiticia, Messiego, każdego – były niedopuszczalne. Reakcje pierwszej dwójki w krytycznych momentach: za wolne. Mimo okopania się w środku pola czwórką pomocników, Barça zaliczyła tego dnia wiele błędów w destrukcji. Uniknęły konsekwencji wyłącznie przez nieskuteczność Basków. Wobec tego, co działo się na boisku, zwlekanie ze zmianą przypominało najgorsze zwyczaje Lucho.

Barcelona była na linach. Przetrwała. EV wciąż traci w mojej ocenie dyskryminacją Alcácera, Ardy i Vermaelena. O innych krytykowanych elementach wstępnego etapu Valverde pisałem więcej w moim poprzednim artykule [LINK]. Selekcja meczowa bywa nietypowa. Bronią jej wyniki. Tym razem musi być trochę pozytywniej.

Drużynę przejętą przez nowego trenera można porównać do dziecka. Rozwija się, zbiera lekcje (na otwarcie sezonu), notuje pierwsze sukcesy (pnie się w górę tabeli), kończy szkołę (grupę Ligi Mistrzów) z możliwym wyróżnieniem (na prowadzeniu) i podchodzi do pierwszych rozmów kwalifikacyjnych (w rundzie wiosennej). Mecz w Bilbao nie określa, co osiągnie w życiu podopieczny Ernesto Valverde. Do takich testów daleko, sezon może pójść Barcelonie w bardzo różne strony. Jednak na „linii czasu” rozgrywek 17/18 Bilbao stanowi teraz ważny punkt. Kraj Basków opuściła lepsza drużyna od tej, która tam przyjechała.

Nie grała tak, że Pep na trybunach San Mamés łapałby się za głowę. Na to będzie czas w dalszej fazie sezonu. To grające ostro i posiadające silnych, wysokich graczy Bilbao, tu nie jeździ się na miłe wycieczki. Klęska z Superpucharu 2015 na długo zapadła w pamięć katalońskim fanom. Athletic obnażył wszystkie słabości ówczesnej Barçy. W sobotę goście w niczym nie przypominali swej wersji sprzed dwóch lat, bezradnej w dwumeczu i upokorzonej wynikiem 1:5. Trener, który dał wtedy srogą taktyczną lekcję Enrique, znalazł się po drugiej stronie – to jedna z przyczyn rozczarowania, jakie widzowie zabrali ze stadionu do domów.

Czemu zrobiłem tylko jedną zmianę? Na boisku znajdowali się najlepsi piłkarze w bronieniu stałych fragmentów gry (Ernesto Valverde po meczu)

Jeśli za porównanie służą wspomnienia PepTeamu i kampanii 14/15, Barcelona wzbudziła zachwyt w sobotę jeden raz. Przy żadnej z akcji bramkowych. Był to mecz walki, który, wnioskując z okazji strzeleckich (17:17 w strzałach, 5:5 w celnych), mogła wygrać każda z drużyn. Goście nie znaleźli dłuższego fragmentu meczu, o którym można stwierdzić, że w nim dominowali. Taki moment dla odmiany złapali po przerwie Baskowie. Zamknęli Barçę w polu karnym i zasypali centrami. Było groźnie, Raúl García zmarnował setkę, baskijskie ataki zasłużyły na bramkę.

Można powiedzieć, że to szczęśliwe zwycięstwo dla ekipy Ernesto Valverde – gdyby nie fakt, że przystąpiła do meczu wykonawszy wielką robotę mentalnie i taktycznie.

Jedną z głównych wad Luisa Enrique w drugiej połowie jego kadencji była taktyczna pasywność, przekładająca się w ważnych meczach na przewidywalną grę zespołu. Barça była łatwą zagadką dla każdego, kto trochę zna się na piłce. Zawężając przykłady do kampanii 16/17, udowodnili to Berizzo, Zidane, Emery w Paryżu, Allegri i nawet Míchel w meczu, który zabrał Barcelonie tytuł. Podobnie jak Enrique, Zizou nie jest wielkim strategiem, ale ma wokół siebie skutecznych współpracowników i umie ich słuchać. Hermetyczne podejście Lucho nie pomagało, jego czas musiał minąć. W odróżnieniu od poprzednika Valverde bardzo dobrze zna się na taktyce. Wynik z San Mamés pokazuje też, że jeśli eksperymentuje – to z dobrymi efektami.

Obszar gry kwartetu pomocników Barçy przeciwko Bilbao. Wolną przestrzenią w półprawym sektorze boiska opiekował się Roberto. Lewą stronę chronił Alba. Jednoczesne wystawienie Busquetsa, Rakiticia, Gomesa oraz Paulinho pomogło Valverde stopować ataki rywali na całej szerokości boiska i przeciwstawić się silnym fizycznie pomocnikom Athleticu

„Duma Katalonii” rozegrała osiem z dziesięciu meczów ligowych przeciw drużynom stacjonującym dziś w drugiej połowie tabeli. W sobotę potrzebowała czegoś ekstra, aby wygrać na jednej z najtrudniejszych aren ligi. Taktycznie mecz ten był ucztą, odkąd przedstawiono wyjściowe składy. Formacja z czterema pomocnikami – właśnie tymi! – zaskoczyła widzów i ekspertów. Przede wszystkim zaskoczyła rywali. W realiach barcelońskich odejście od kanonicznego 4-3-3 zawsze stanowi akt odwagi. Postawienie na asymetryczne 4-4-2 zdecydowało o zwyciestwie na San Mamés. W miejsce finezji z piłką i zwrotności Valverde po absencji Iniesty wybrał pomocników umiejących gonić i demolować. Trafili Messi z Paulinho, ale rezultat i gra drużyny to duża zasługa Valverde. Na drodze po laury Barça nie może być tak jednowymiarowa jak przez ostatnie półtora roku Lucho. Mimo ośmiostopniowego mrozu w Madrycie, walka o mistrzostwo będzie zacięta do końca. Jak pokazało ustawienie w Bilbao, taktyczna różnorodność może dać Barcelonie ogromne korzyści pomimo jej deficytów kadrowych.

Wynik jest mylący. Zapowiada widoczek ładnego, prostego meczu. Nic z tych rzeczy. Puzzle wskakiwały na miejsce z wielkim trudem. W II połowie wyraźnie spadło posiadanie piłki przez Barçę. Od poprzeczki Paulinho (40') drużyna Cuco Zigandy przejęła kontrolę nad grą. Między 41. a 80. minutą gospodarze oddali 11 strzałów na bramkę ter Stegena przy czterech gości. Jak ujął to Valverde, „Bilbao było groźne po przerwie. Traciliśmy wiele piłek, a oni nie schodzili z naszej połowy. To był niebezpieczny fragment meczu”.

Posiadanie piłki na różnych etapach spotkania Athletic-Barcelona
90 minut Okres 41.-80. Okres 45.-55.
39,4% - 60,6% 43,4% - 56,6% 54,8% - 45,2%

Podczas gdy Barcelona miała bramkarza ratującego zespół w każdej kolejnej sytuacji, Kepa dwukrotnie przegrał pojedynki z Messim i jeden, w 93. minucie, z samym sobą. Za cztery znakomite parady reprezentant Niemiec z wielką przewagą został moim zawodnikiem meczu. Gdyby nie dwa błędy (w klasycznym stylu Víctora Valdésa) przy wyjściach do dośrodkowań tuż po przerwie – za co przećwiczyłaby go brytyjska prasa, a hiszpańska nawet nie odnotowała – brakowałoby powodu przeciw skwitowaniu jego występu oceną 10/10. Niemiec jest znakomity w pojedynkach „1 na 1” i grze na linii, ale wyjściami do dośrodkowań i zachowaniem na przedpolu precyzyjnie nawiązuje do niedawnej historii klubu. Tym razem jego błędy nie wystawiły rachunku drużynie, ale przestał być w wieku, kiedy mogą być umniejszane.

Suárez wciąż gra bez jednego kolana. Wydajność jego gry wygląda momentami pokracznie, ale nawet półzdatny do użytku Suárez wielkim napastnikiem jest. Dla Barçy w obecnej konfiguracji kadrowo-taktycznej to po prostu zawodnik nie do zastąpienia. To on załatwił wynik na Metropolitano, gdy Messi miał cichszy wieczór. To Suárez po całym meczu batalii z Baskami i własnym zdrowiem oddał strzał w kontrze, do której najpierw trzeba było dobiec, a co Paulinho zamienił na bramkę rozstrzygającą mecz. Ten sam Paulinho, który kilkoma meczami załatwił wszystkich znawców. Wystarczyło obejrzeć czasem Brazylię w ostatnich latach, a wszystkie szczęki znajdowałyby się tam, gdzie moja. Na swoim miejscu. Przed 45-krotnym reprezentantem Canarinhos  w klasyfikacji strzelców Barçy znajdują się tylko Messi i Pan Samobój. Piłkarza potrafiącego przyjść do klubu i od razu decydować o wynikach FC Barcelona szukała od lat. Znalazła w Chinach, taka ciekawostka.

Busquets dawno nie wyglądał tak pewnie i swobodnie jak u boku partnera z São Paulo. Ile to dawno? Sezon 14/15, kiedy bordowo-granatową koszulkę zakładał Xavi. Do wielkiej formy daleko; tak w Bilbao, jak przy innych okazjach tego sezonu, Sergio popełniał błędy w ustawieniu i kryciu. Są niepokojące, acz... zupełnie zrozumiałe. U Valverde dopiero odzyskuje rytm gry po stu latach samotności jedynego defensywnego pomocnika. To piłkarz, który lśni tylko we właściwym otoczeniu. Jeśli Paulinho okaże się nowym Keitą, wróci Busi w skuteczniejszym wydaniu.

Z 23 podań Gomes zanotował 17 celnych. To wstydliwy wskaźnik jak na Barcelonę, ale nie wszystko na raz. Decyzją Valverde Portugalczyk niedawno dotarł na ten sezon i należy docenić jego solidność w innych aspektach gry. Niższy, słaby fizycznie Denis Suárez byłby żadną przeszkodą dla Basków, podobnie jak wstawiony do pomocy Sergi Roberto. Innych wyborów do środka pola Barça dzisiaj nie ma. Gomes zagrał z energią, biegał od pola karnego do pola karnego, dobrze krył i czujnie doskakiwał do podwojeń krycia kolegom. Zachęcam poczytać komentarze o jego grze na angielskich serwisach, dostarczają ciekawych wniosków. Taka gra kosztuje siły, co wyjaśnia opuszczenie placu gry przed końcem. Taktycznie w defensywie Portugalczyk wyglądał dobrze, a do tego zanotowałem udane przebłyski w ataku. Pod nieobecność Iniesty bardziej defensywne zestawienie środka pola było właściwym wyborem trenera FCB. Gomes wywiązał się z otrzymanego zaufania na bardzo trudnym terenie.

André Gomes na San Mamés w roli pomocnika biegającego od pola karnego do pola karnego (ang. 'box-to-box midfielder'). W Anglii taki rodzaj zawodnika jest częściej spotykany i bardziej doceniany

Gomes jest „biegającym pomocnikiem”, którego sposób gry rozciąga (czyli męczy) obronę rywali. W atakowaniu pola karnego bywa momentami niezgrabny, ale to piłkarz młody barcelońskim stażem i jest nadzieja, że poprawi przyjęcie oraz opanowanie w „szesnastce”. Natomiast samo dochodzenie do okazji pod bramką rywali i czujne orbitowanie na przedpolu z gotowością na uderzenie z dystansu ma ogromne znaczenie w drużynie, której podstawowi pomocnicy – Iniesta, Rakitić, a tym bardziej Busquets – nie prezentują takich akcji. Jedynym zawodnikiem wchodzącym z drugiej linii do ataku jest Paulinho. Skutki i oceny jego gry pokazują, ile dobrego daje pomocnik typu „box-to-box” w systemie gry Barcelony.

Trzeba mówić dużo i trzeba mówić dobrze o departamencie destrukcji. W kontekście grudniowego „Klasyku” wieczór w Bilbao nareszcie daje obronie Barçy światełko w tunelu. Gdy środek pola działa sprawnie, stoperzy też mają łatwiej. Oglądaliśmy niezły występ Umtitiego i Piqué. Francuz był aktywniejszy z duetu, skutecznie wychodząc do piłki, gdy rywale szyli akcje. Gerard pełnił rolę rutyniarza, który zostaje głębiej i broni w drugie tempo. Pomylił się raz, gdy dostał kartkę. Do defensywnego ideału par Puyol-Márquez i Puyol-Piqué daleko, bo ktoś dopuszczał naloty Bilbao w strefę komfortu Marca-André ter Stegena, ale w czteroosobowym bloku obronnym nareszcie widać solidność na poziomie godnym tego klubu. Witaj z powrotem, dawno cię nie było. Udany był też mecz z osłabionym Juventusem, dla równowagi dużo gorzej z Atléti. Pomijając Superpuchar spośród dotychczasowych rywali to Baskowie zmusili obronę Barçy do największego wysiłku.

Pomeczowe oceny wg SkySports. Z wyborem gracza meczu zgadzam się nie zgadzać

Od strat i pomyłek w rozegraniu ubliżających absolwentowi Masii zaczął Alba. Valverde podjął ryzyko wrzucając rekonwalescenta na taki mecz. Mało brakowało (bezkarne dośrodkowania Basków!), aby ryzyko wybuchło trenerowi i drużynie w twarz. Z czasem Alba się ocknął, a wraz z nim cały zespół. Po ostrzeżeniu w 20. minucie druga groźna akcja Barçy przyniosła prowadzenie. W obronie Alba cały wieczór stanowił najsłabsze ogniwo zespołu, ale po drugiej stronie boiska zasłużył się w typowy dla siebie sposób. Jego podanie przy golu Leo w zakresie timingu, precyzji, odległości i stopnia trudności ogólnej… było FE-no-ME-nal-NE. Sergi Roberto w kolejnym swoim występie u Valverde regularnie schodzi z prawej obrony do środka pola. Takie rozwiązanie taktyczne zabezpiecza stoperów i wspiera rozegranie. W roli tzw. „odwróconego wahadłowego”, który razem z akcją oddala się od bocznej linii, Roberto wygląda moim zdaniem bardzo przekonująco. Pep Guardiola pochwala.

Szkoda, że w tak udanym defensywnie występie znalazł się kardynalny błąd. Stanowi poważne ostrzeżenie mimo pomeczowego optymizmu, że obrona Barçy w tym zestawieniu jakiś czas pozostanie jeszcze projektem w toku. Mam na myśli klaskanie Umtitiego w stronę arbitra – niedojrzałe, nierozsądne, po prostu głupie. Od tego sezonu w La Liga jest obowiązek weryfikować takie zagrywki kartką. Zachowanie „Big Sama” kwalifikowało się na drugie żółtko. W takim układzie Barça natychmiast miałaby problem i wynik na agrafkach. Tutaj dziesięć minut (to San Mamés!) to więcej niż „bardzo dużo czasu”.

Na szczęście to tylko runda jesienna, więc sędziowie wobec Barçy zachowują jeszcze przyzwoitość. Francuzowi tym razem się „upiekło”. Po niedzielnym wyniku z Girony trenerzy powinni uczulić zespół na takie sytuacje. Piłkarze nie mogą dawać pretekstu. W sezonie jak ten jest za dużo do stracenia.

Na San Mamés kazdemu jest trudno, a my rozegraliśmy świetne spotkanie. Podobała mi się gra André Gomesa, tak jak z Atlético. Ma jakość i dlatego go sprowadzono. Nie każdy postrzega futbol w taki sam sposób. (Guillermo Amor po meczu)

Po sezonie 14/15 mówiło się, że Barça Enrique potrafi zwycięsko cierpieć w meczu i wchodzić na tryb ekonomiczny. Krótko to było aktualne. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Atlético ’16 i passa ligowych katastrof po „Klasyku” obnażyły, że umiejętność wygrywania przez Barçę ważnych meczów na autopilocie była tylko słodkim złudzeniem. Regularnie przecinany dotkliwymi rezultatami sezon 16/17 ostatecznie wyciął takie teorie. Wraz z rozwojem debiutanckiej kampanii Valverde ten temat wraca. Jak pokazały mecze z Alavés, Getafe, Atléti, Sportingiem i Málagą Barça poprawiła umiejętność wygrywania meczów, które jej nie idą – także z rywalami, którzy w poprzednich sezonach sprawiali spore problemy. Pojedynek w Bilbao – mimo nieskuteczności gospodarzy i udanych parad ter Stegena – zapowiada, że Barça Valverde może być w tej dziedzinie całkiem niezła.

Na koniec muszę podkreślić, że forma Messiego w tym sezonie jest absolutnie złotopiłkowa. Za wyjątki uznaję dwumecz w Superpucharze, Betis i długie fragmenty pojedynku na Metropolitano, lecz te wyniki już za Katalończykami. Jak wiadomo, Leo rozkręca się z sezonem i stawką. Przyjście Valverde ma na niego zbawienny wpływ. Utrzymanie w składzie Suáreza zawsze zajmuje obrońców, zapewniając przestrzeń, której potrzeba najlepszemu piłkarzowi świata do zdobywania goli. Wybory trenera dają efekty. „Dziesiątka” Barçy ma w tym sezonie udział przy 21 golach w piętnastu występach. Średnia Messiego w lidze to 1,2 trafienia na mecz. Od sierpnia dziesięciokrotnie obił obramowanie bramek rywali. Trafienie w Kraju Basków było 37. golem ligowym Messiego w całym roku 2017. To o 17 więcej niż ktokolwiek inny.

Wielki. Wspaniały. Decydujący. Taki jest Leo z tego sezonu i taki był w sobotę.

Gomes zagrał bardzo dobrze. Może być "starterem" w pomocy. Daje nam opcje na różnych pozycjach. Podczas meczu pucharowego zagrał jako środkowy pomocnik. Dzisiaj był bardziej wysunięty.
Wynik jest złudny. Cierpielismy. Jeśli chcesz wygrać na San Mamés, będziesz musiał cierpieć. To motto tego klubu.
Jesteśmy szczęśliwi, że mamy Messiego. Umie błyskawicznie podejmować decyzje, co prowadzi do goli. (Ernesto Valverde po meczu)

Drużyna stanęła latem przed dokonanym faktem straty drugiego najwydajniejszego zawodnika drużyny. Po pięciu minutach straciła jego następcę. Deulofeu zgodnie z prognozami ekspertów przed sezonem nie przeskoczy jako piłkarz pewnego sufitu. Verratti został w Paryżu, Coutinho w Liverpoolu, a Iniesta zmaga się z płynącym czasem. Nic z tego nie pomaga, a jednak Barça nie zamyka górnej połowy tabeli z dziesięciopunktową stratą do Realu. Zamiast tego z zawziętością siedzi na byku ligowego prowadzenia. To kolosalna zasługa Valverde. Można nie czuć pewnych decyzji osobowych nowego trenera, można zniesławiać jego świeżo odkrytą słabość do Gomesa, ale w miejsce zbędnych emocji lepiej pasują trzy głębokie wdechy. Przy transferowej nieudolności klubowej administracji, starzeniu osi drużyny Piqué-Busi-Messi i pomniejszych niedoskonałościach obecnej Barçy, Valverde robi z nią wyniki ponad stan.

twitter.com/tomekpasieczny/status/924372036847357952

Zawziętość, że do niej wrócę, oraz mobilizacja, z jakimi zaczęto ten sezon nie są typowe dla klubu, który całą swoją historię umie triumfować tylko w piękny, olśniewający sposób. Temu panu warto zaufać. Już udowodnił, że warto. Barça spogląda na Real bez strachu, jaki słusznie miała w sierpniu. Poprawa morale to kolejny sukces nowego trenera. Przemiana drużyny w krótkim czasie i jej nagła elastyczność taktyczna pomagają pracować dalej. Pogłoski o sprowadzeniu zimą Coutinho dowodzą, że obecny sztab trenerski nie lubi czekać i do wzmocnienia szans na trofea zamierza wykorzystać każdą okazję. Na Camp Nou to kolejna ważna odmiana po zwyczajach minionych lat.

---

Jeszcze raz oddam głos trenerowi: – Nie celebruję zwycięstw. To wczesny etap sezonu. Ale na pytanie, czy byłem zadowolony z bramek, odpowiedziałbym: tak.

Fakt, że Barcelona otrzymała w tym meczu cztery żółte kartki za przewinienia, a Athletic jedno, mówi o 90 minutach tyle co końcowy wynik. Leo też dołożył dwa faule. Ten stadion dawno nie widział takiego występu Katalończyków. Były trener Athleticu – klubu z determinacją w DNA, zaprawionego w pokonywaniu rywali innymi środkami niż wielkie transfery – jest tym, czego potrzebowała ta drużyna. Drużyna pozostawiona przez Lucho na grząskim, błotnistym poboczu.

Ruszaj, Barço. Najwyższy czas się rozpędzić. Do końca sezonu już tylko trudniej.

W dziesięciu kolejnych meczach ligowych Barça podejmie siedem ekip z pierwszej połowy tabeli i jedenaste Levante

"Cel uświęca środki" (José Mourinho)

"EV klei z gnoju, jaki latem zostawił mu zarząd, a Wy wieszacie na nim psy?"
"Czym innym jest poczucie, że jakiegoś piłkarza nie powinno być w klubie, a czym innym: ocena w jednym, konkretnym meczu"
(Powiedzenia ludowe)

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Z kilkoma rzeczami nie sposób sie nie zgodzić. Jednak do kilku wstawię uwagi. Ogladajac mecz praktycznie w żadnym momencie nie było ustawienia 4-4-2, nie wiem skąd taki pomysł. Za to nagminnie grano ustawieniem 4-2-3-1. Skoro autor w tym tekście posiłkuje się statystykami a nawet heatmapami, to wystarczy sprawdzić w heatmapie obszar gry Messiego. On nie gra jako napastnik. To nawet nie jest „cofnięta” 9. Od kilku spotkań gra jako „podwieszony” pomocnik. On gra cały czas w środkowej strefie za plecami Suareza. Mamy wtedy ustawienie i takie było z Atletic, stoperzy i boczni obrońcy jako wahadłowi, Busi z Paulinho lub Ivanem jako dwóch pivotów (lub pivot i półpivot), i potem trójka ofensywniej grająca Gomes, Messi i Ivan lub Paulinho (w zależności od akcji) i Suarez na szpicy. Messi gra w drugiej linii i stamtąd rozpoczyna atak, albo od przerzutu lub prostopadłej piłki, albo od rajdu z dryblingiem, lub od rajdu w stylu „tiki-taki”(np.21’ z strzałem w słupek). On co raz bardziej sie cofa, tak było przy strzale Rakiticia z 24’ gdzie z przodu był Suarez na bokach Ivan i Gomes a Leo z tyłu, podobnie w 25’ gdy prawą stronę wchodził Roberto a strzelał Suarez to Leo znów operuje na środku). W akcji bramkowej Leo był tak wycofany, że przed nim w momencie podania do Alby było 6 zawodników Barcelony, on wbiegał z 2-3 linii. Nie ma mowy o ustawieniu 4-4-2. Nie rozumiem też podkreślania w każdym tekście kwestii kolana Suareza, jest sztab medyczny, który czuwa nad zdrowiem i w każdym momencie kontroluje zdrowie piłkarzy. Nie widzimy Suareza który mniej biega, który się mniej stara, utyka, który nie udziela się w obronie, dalej jest tym samym Suarezem pod względem fizycznym i mentalnym. Jeśli spada krytyka na Suareza to nie za to że nie dobiega do piłek, nie wychodzi na pozycję, ale za to że tak jak w poprzednim meczu nie trafia na pusta bramkę. Co do gry obronnej to sytuacja nie była tak piękna jak pisze autor. Alba w defensywie oczywiście był najsłabszy, ale były też przegrane pojedynki główkowe stoperów, zbyt głębokie i krycie strefy na radar Busquetsa to drugie. Wystarczy prześledzić strzał Aduriza z 17’ – najpierw Alba daje sie w dziecinny sposób wyprzedzić Inakiemu potem biernie sie przygląda jak Williams dośrodkowuje a Busi kryjąc na radar nie zauważa jak zza pleców wbiega mu Aduriz, Pique spóźniony próbuje cos zrobić, ale jest za późno, na szczęście Niemiec miał dzień konia. Valverde jeszcze blok defensywny musi poukładać, są już efekty pracy, ale to za mało przy poważniejszych rywalach. Fajnie, że autor dostrzega nie tylko doskonałą formę Leo, ale i jego pozytywny a nie destruktywny wpływ na drużynę. Messi jest tym razem „wspaniały” i „decydujący” a nie „arogancki”, „dyktatorski” i „egoistyczny”. Moim zdaniem główna zasługa wyników jest próba odbudowy drugiej linii, po zmasakrowaniu jej taktycznie przez Lucho i z obniżkami formy poszczególnych zawodników ostatnie dwa lata to była tragedia. Teraz Valverde dokonał najważniejszego transferu który jak na razie sie sprawdza. Do pomocy przeszedł Leo i został uwolniony od statycznej gry w ataku, czekając na to czy koledzy dostarcza piłkę w jego strefę. Teraz on kreuje grę. Do tego większa jakość a przede wszystkim intensywność z Paulinho. Czując konkurencje i Ivan jakby budził się z letargu, do tego ofensywne wejścia Roberto dają nadzieję że druga linia będzie funkcjonować.

@pax: Jedna uwaga - nad zdrowiem Davida Villi też czuwał sztab medyczny. Nie mówiąc już o skrajnych przypadkach Daniela Jarque.

@pax: Co do kolana Suareza, to też myślę, że trochę za bardzo jest rozdmuchiwana sprawa - podrzucę artykuł, o którym redakcja chyba ciągle zapomina: http://www.fcbarca.com/79483-lekarz-reprezentacji-urugwaju-zapewnia-ze-suarez-nie-potrzebuje-operacji.html

Luis to nie jest Ronaldo, żeby "grać z kontuzją" :D

Co do ustawienia, to 4-2-3-1 kojarzy mi się z dwójką "skrzydłowych", ale zdecydowanie zgadzam się, że Leo grał za Luisem. Ja bym prędzej określił ustawienie jako niesymetryczne 4-4-1-1 z Gomesem jako bardziej lewawym pomocnikiem i Rakiticiem jako trochę prawawym, ale cała trójka była właściwie box-to-box.

@constantine16: Możesz napisać o którą kontuzję chodzi? Z jarque jest zupełnie inna historia.

@pax: Grał z monitorowanym pęknięciem kości piszczelowej lub strzałkowej za Guardioli, aż strzeliła na KMŚ. Było zielone światło od lekarzy. Mnie po podobnie wyglądającym przeproscie kolana (tylko przeprost!) kolano boli już z 7 lat, jestem po dwóch seriach zastrzyków, bez operacji nie przestanie boleć nigdy, a i operacja może nie pomoc według lekarzy.

Może to jest rozdmuchane, a może nie. Nie nam to oceniać. Do do poziomu gry Suareza zgoda, to jest inna sprawa.

Pzdr

@Ledsbourne: Tylu tu ekspertów, a tylko @Constantine16 czuje, co jest na rzeczy ;)

Zdanie lekarza reprezentacji Urugwaju jest bez zadnego znaczenia. Urugwaj bil sie do konca o mundial, wystawilby Suareza nawet na wozku inwalidzkim. No to zagral z ARG i PAR, w tym drugim mial zreszta kluczowa asyste 2:0 w 80'. W tej sytuacji lekarz kadry to ostatnia osoba z wiarygodnymi informacjami.

Kazdy kto gral chwile w pile wie, ze gra dluzszy czas z najmniejszym dyskomfortem oddzialuje negatywnie na plynnosc gry, swobode ruchow z pilka i bez, a przede wszystkim mierzona golami skutecznosc. Razy sto na poziomie, na jakim gra Barca. Torbiel na kolanie to nie przeziebienie, kolano jest dosc wazne dla pilkarza, a obecny uraz stanowi pochodna blyskawicznego powrotu do gry po kontuzji z sierpnia. Caly, dwumiesieczny miedzyczas do dzis Suarez gra na jakies 60 do 70 (Atleti) procent mozliwosci. Widac, ze prezentuje sie na boisku i w czesci akcji strzalowych jak paralityk. Snuje sie po boisku i wagaruje w pressingu, bo musi oszczedzac energie. Ma problemy z decyzyjnoscia i zwolniony czas reakcji w szybkich akcjach - objawy gry na blokadzie (wynikajacej z kaca albo np. urazu). Jego wskaznik gole/mecz nie bierze sie ze smogu czy zlej karmy, a przewleklej dolegliwosci, ktora sie zajmie, kiedy Urugwaj przyjedzie do Polski. Oby operacja, 3 tygodnie, wroci i bedzie trafiac. Jak to ma w zwyczaju, gdy jest 100% gotowy do gry.

Linkuję w tekście news, ktory jest po polsku, ale radze poczytac co o dyspozycji i stanie kolana LS9 pisza w hiszpanskiej prasie, chocby z google translatorem. Nie brakuje glosow modlacych sie, aby Suarez - dokladnie w kontekscie @Constantine o Villi - dotrwal na painkillerach do kadrowej przerwy i nie wypadl z poglebieniem tego urazu na kwartal. Lub gorzej. Przy klopocie z kolanem lapiesz podswiadomy lek o noge i sie asekurujesz, to naturalne. W warunkach meczu robia sie z tego najpaskudniejsze kontuzje.
Grajac nim co mecz (majac Alcacera pod reka, na 90 min dzis jak znalazl) Valverde podejmuje duze ryzyko. Jeszcze Sevilla...
Komentarz usunięty

@pax: Precyzując - miałem na myśli, że:
- zgadzam się, że Suarez gra słabo i pisząc "inna sprawa" miałem na myśli, że to nie podlega dyskusji,

- podłoże takiego stanu rzeczy może być różne.

Co do reszty Twojej wypowiedzi (poczułem się wywołany niejako do tablicy, nie chce być adwokatem Challengera) to możemy wrócić do sytuacji Villi...lekarz może być głupkiem, może popełnić błąd lub może się wydarzyć coś co nigdy normalnie się nie dzieje. Możesz też być takim piłkarzem, czy pracownikiem z którym się nie dyskutuje, który kłamie i udaje, że go nie boli itp.

Chodzi mi o to, że patrząc na to jak gra Suarez i jak nieswojo gra komentowanie domysłów Challengera wręcz w arogancki sposób jest bezpodstawne.

Pozdrawiam

@constantine16: Wywołany, lecz nie przeze mnie :)
Tutaj mamy sytuacje gdzie conajmniej dwa sztaby medyczne monitorują sytuację i twierdzą, że nie ma zagrożenie i wpływu na grę, sam zawodnik mówi to samo, trenerzy obserwują zawodnika na treningach i mówią to samo. Nie jest to ukrywane ani przez zawodnika, ani przez sztaby medyczne. Suarez nie jest ściągany z boiska w momentach gdy wynik daje podstawy że mecz jest rozstrzygniety. Gra przeważnie po 90 minut. To nie jest sytuacja w której jest kontuzja ale potrzeba jest tak duża że w decydującym spotkaniu powołuje się zawodnika bo sytuacja tego wymaga.

Czy Suarez gra nie swojo? Dużo biega i to szybko, UEFA podaje nawet najszybszy moment biegu i u Suareza jest to około 30 kilometrów na godzinę, co przy jego dośc ciężkiej budowie jest świetnym wynikiem. U niego jak pisałem to jest brak szczęścia, czy znizka formy bo takie elementy jak podania, gra kombinacyjna, wyjście na pozycje, bieg, strzał jest na tym samym poziomie i tutaj nie widac nic co by wskazwało na jakąs niedyspozycje. Po prostu nie ma formy.

Suarez bardzo często w poprzednich sezonach nie wykorzystywał sytuacji, też była w wielu spotkaniach podobna krytyka, teraz został sam na szpicy (Neymar odszedł a Messi jest cofnięty do pomocy) więc jest "na widoku", jako jedyny w lini ataku.
ps. mozesz dać linka do kontuzji Villi?
« Powrót do wszystkich komentarzy