Z nadziejami na mecz idealny. Barcelona – PSG 20:45 CET

Błażej Gwozdowski

8 marca 2017, 12:30

131 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

6:1

Herb FC Barcelona

Paris Saint-Germain

PSG

  • Luis Suárez 3'
  • Layvin Kurzawa 40' (sam.)
  • Lionel Messi 50' (k.)
  • Neymar Jr 88', 90' (k.)
  • Sergi Roberto 90'
  • 62' Edinson Cavani 
  • środa, 8 marca 20:45
  • Camp Nou
  • Canal +

Dzisiejszego wieczora czeka nas mecz, który dla pesymistów jest po prostu przykrą formalnością, a dla optymistów wielkim, historycznym wyzwaniem, które trzeba podjąć. Jeżeli cały zespół Barcelony należy do tej drugiej grupy, to możemy liczyć na wielkie widowisko, które, niezależnie od rozstrzygnięcia, na długo pozostanie w pamięci.

W piłce nożnej ferowanie wyroków jest zawsze obarczone sporym ryzykiem, czego dowodem są ciągle poprawiane rekordy „nie do poprawienia”. Barcelona jest natomiast klubem mającym spore tradycje w ustanawianiu historycznych wyników. Co więcej – to właśnie ta generacja piłkarzy, z Iniestą i Messim na czele, odpowiada za najbardziej spektakularne osiągnięcia. Nic więc dziwnego, że po trzech tygodniach od klęski na Parc des Princes ból i rezygnację najpierw udało się przekuć w nadzieję, a później w wiarę popartą argumentami. Bo jeśli szukać piłkarzy do zadań specjalnych, to właśnie w stolicy Katalonii.

Elektryczne 3-4-3

Dokładnie 12 marca 2013 roku mogliśmy oglądać 94 minuty futbolu, o którym mówił podczas konferencji Luis Enrique. Ponad sześć kwadransów cierpliwego, konsekwentnego dążenia do celu, jakim było zdobycie możliwie dużej liczby bramek przy jednoczesnym odcięciu rywali od gry piłką. W efekcie udało się uzyskać wynik, który dziś gwarantowałby dogrywkę. Plan Tito Vilanovy w ogólnym zarysie był dokładnie taki sam, jak ten kreślony przez Luisa Enrique, i wydaje się, że nawet środki do jego realizacji pozostaną bardzo zbliżone. Mowa tu oczywiście o ustawieniu 3-4-3, przy wysokiej formie zawodników niemal gwarantującym dominację w środku pola.

Sama zmiana ustawienia nie miałaby jednak większego sensu, gdyby nie cechy poszczególnych zawodników, wręcz zachęcające do większego ryzyka. O ile przy klasycznym 4-3-3 miejsca na improwizację jest sporo, o tyle przy 3-4-3 gra kombinacyjna wchodzi na wyższy poziom, a piłka przepływa przez linię środkową niczym prąd o wysokim natężeniu. Ta elektryczność, która wynosi grę Barcelony na poziom niemal nieosiągalny dla rywali, musi się dziś pojawić na Camp Nou. W innym wypadku o awansie do ćwierćfinału będzie można zapomnieć.

Okoliczności sprzyjające remontadzie

Przed meczem z Milanem trudno było znaleźć jakiekolwiek pozytywy. Gra zespołu wyglądała źle, problemy miał Messi, a Tito Vilanova kierował zespołem zza oceanu. W takich okolicznościach mówienie o odrobieniu strat wydawało się przejawem naiwności, która powinna być zduszona w zarodku, by uniknąć rozczarowania. Dziś podobne odczucia pewnie towarzyszą wielu z nas, jednak sam grunt pod ewentualną remontadę jest zdecydowanie solidniejszy. Nawet pomimo wyraźniej różnicy w klasie przeciwnika i liczbie bramek do odrobienia.

Trudno myśleć o osiąganiu historycznych rezultatów, kiedy w zespole panuje bałagan czy niepokój. W tym kontekście decyzja Luisa Enrique o ogłoszeniu swojego odejścia przed rewanżem z PSG wydaje się przemyślanym posunięciem. Zawodnicy nie grają już dla trenera czy dla projektu – ten dobiega końca bez względu na rozstrzygnięcie. Jak zespół zareagował na tę sytuację, widzieliśmy w meczu z Celtą. Statystyka przebiegniętych kilometrów jest najlepszym wyznacznikiem poziomu zaangażowania. A w połączeniu z rosnącą formą Busquetsa, Messiego czy Neymara właśnie zaangażowanie może zadecydować o końcowym triumfie.

Mission impossible has begun

Awans do ćwierćfinału LM w przypadku Barcelony jest rozpatrywany jako misja niemożliwa do wykonania. Nic zresztą dziwnego – nawet uwzględniając formę zespołu, słabszy dzień przeciwnika i niemal perfekcyjną skuteczność, wystarczy jeden błąd w obronie, by zniweczyć cały wysiłek. Frank Herbert w swoim cyklu Diuny napisał, że „nadzieja przysłania jasność widzenia”. Trudno się z tym nie zgodzić. Najlepiej obrazuje to zmiana myślenia na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. Spychanie racjonalnych argumentów tylko po to, by zrobić miejsce nadziei, to zjawisko mimowolne i raczej naturalne. Podobnie jak radykalny i bolesny powrót do rzeczywistości, gdy nadzieja ulatnia się wraz z upływem czasu. Miejmy nadzieję, że tym razem około północy owa rzeczywistość nie będzie dla nas tak brutalna.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Panowie, po prostu chce obejrzeć dzisiaj pełen zapieprz, niczym niezmącony. To ma być piękne widowisko. Nawet jak to przewalicie, to jestem gotowy wam to wybaczyć, jeżeli tylko będziecie gryźć trawę. Trzymam kciuki. Stłamszcie ich, zgniećcie, usiądźcie na nich tak, jak łysy z brazzers na twarzy Sashy Grey. Niezależnie od wyniku, na pewno dzisiaj trzeźwy w nocy nie będę! VISCA!

@wojtanowsky: macie byc dzisiaj jak Tommy Lee Jones w Sciganych !! :D

@wojtanowsky: Jestes mieszczem , miszczow kolego :D

@wojtanowsky: Już lepiej nie dało się napisać w razie czego na jutro mam dzień urlopu ;-) Do boju!
« Powrót do wszystkich komentarzy