Barça wydała 120 milionów euro na poszukiwania następcy Xaviego

Ola

21 lutego 2017, 15:44

Sport

276 komentarzy

Barcelona od 2,5 roku poszukuje następcy Xaviego i ciągle nie może go znaleźć. W tym czasie wydano ponad 90 milionów euro na pięciu zawodników, którzy mają bądź mieli problem z utrzymaniem formy. Do tego należy doliczyć 30 milionów euro za Cesca, którego starano się przemianować na następcę najlepszego pomocnika w historii.

Xavi opuścił klub po zdobyciu trypletu w sezonie 2014/15. Odszedł do katarskiego Al-Sadd po 17 sezonach spędzonych w pierwszym zespole Barcelony, w trakcie których przyczynił się do zdobycia 25 trofeów (m.in. do czterokrotnego triumfu w Lidze Mistrzów i ośmiu mistrzostw Hiszpanii). Odchodząc, pozbawił zespół futbolu, który uczynił Barçę jedną z najlepszych drużyn wszech czasów.

Już rok wcześniej, po rozczarowującym sezonie pod wodzą Taty Martino, Xavi wspominał o odejściu. Barça sprowadziła wówczas dwóch pomocników, którzy mieli zająć jego miejsce – Rakiticia i Rafinhę. Chorwat przyszedł z Sevilli za 18 milionów euro (plus 3 miliony zmiennych), a młodszy brat Thiago wrócił z wypożyczenia do Celty Vigo. Xavi jednak znów był decydującym elementem drużyny i znacząco przyczynił się do zdobycia trypletu.

Nietrafione próby z Ardą Turanem i Andre Gomesem

Odejście Xaviego latem 2015 roku zbiegło się w czasie z zakazem transferowym FIFA. Klub sprowadził jednak Ardę Turana za 34 miliony euro (plus 7 milionów zmiennych), choć Turek zadebiutował dopiero w styczniu 2016 roku. Od tamtej pory zawodnik lepiej radził sobie na skrzydle niż w środku pomocy, w dodatku był bliski odejścia do Chin.

Zeszłego lata Barça ponownie przeczesywała rynek w poszukiwaniu następcy Xaviego. Sprowadzono dwóch młodych piłkarzy, jednak o profilu gry odmiennym niż ten Generała. Andre Gomes przyszedł z Valencii za 35 milionów euro (plus 20 milionów zmiennych, wśród których znajdują się m.in. absurdalne premie za zdobycie Złotej Piłki). Klub zainwestował też 3,2 miliona euro w Denisa Suáreza. Ani jeden, ani drugi póki co nie spełnili oczekiwań. Szczególnie Portugalczyk, za którego zapłacono jak za cracka.

Przypadki Cesca i Thiago

FC Barcelona poniosła porażkę przy powyższych pięciu transferach, podobnie jak wtedy, gdy kupiła Cesca, by uczynić z niego następcę Xaviego. Klub zapłacił w 2011 roku 29 milionów euro Arsenalowi, aby odzyskać swojego wychowanka. Cesc nie spełnił pokładanych w nim nadziei i po trzech sezonach, podczas których rozegrał 151 meczów i zdobył 42 bramki, został sprzedany do Chelsea za 33 miliony euro.

Być może jedynym piłkarzem, który mógłby kontynuować styl gry Xaviego, był Thiago Alcântara, jednak klub pozwolił mu odejść do Bayernu. Starszy brat Rafinhi został sprzedany za 25 milionów euro i stracił szanse na zostanie godnym następcą legendarnego pomocnika.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Taka maleńka refleksja.

Stworzenie Xaviego było możliwe dzięki splotowi wielu czynników. Po pierwsze wyszedł ze szkółki. Po drugie czasy w jakich się rozwijał nie degenmerowały umysłu piłkarza wielkimi pieniędzmi. Kolejne to indywidualne podejście zawodnika do klubu i sportu.
Xavi na początku także grywał ogony, lepsze momenty przeplatał gorszymi. Róznica taka, że wytrwał on i klub. Nikt nie robił chaotycznych ruchów i dał możliwość piłkarzowi sie uformować. Co więcej Xavi miał wiele wad, między innymi szybkość. Stworzono więc system gry wokół piłkarza. Zanim Xavi odpalił wraz z drużyną na dobre bywały lata kiedy klub przegrywał wszystko.
Dziś na siłę próbuje się wkomponować zastępce Xaviego, wsadza się w jego buty i koleś ma grac tak samo jak piłkarz, który odszedł. Ani Cesc ani nikt inny nie otryzmał takie szansy na dorośnięcie jak Xavi, gdzie przy jednoczesnym wzroście znaczenia pieniądza w piłce nie mieliśmy szansy zatrzymać tych, którzy mogli przejąć spuściznę w środku pola po generale.
Odrębną sprawą jest szkólka Barcy. Od kilku lat zauważyć się da coraz mniejszy napływ piłkarskich osesków do pierwszego zespołu. Mając świadomość, że nie ma wiecznych piłkarzy, przynajmniej w tym czynnym zawodowu mniemaniu, trzeba było wykreowac grupę poptencjalnych zastępców na najbardziej newralgiczne pozycje. Ktoś powie, że próbowano, że nie sposób przewidzieć jak sytuacja się rozwinie. Sprawa Thiago pokazuje, że kreowanie następców dziś wygląda inaczej niż za czasów młodości Xaviego. Nie zmienia to faktu, że przy tak ogromnej rzeszy szkolonych samodzielnie młodzików plus ogromej siatce agnetów na wszystkich rynkach piłkarskich klub nie potrafi się wcześniej zabezpieczyć.
Czasy w jakich przyszło nam żyć zdominowane są przez mamone, zatem należy się przystosować, zweryfikowac model szkolenia. Piłka, technika itd muszą isść w parze z przywiązaniem. Taki Messi poza walorami piłkarskimi, finansowymi ma jeszcze sentyment innego typu do klubu. Coś mu zawdzięcza. Dlatego trudniej mu podjąć decyzję o przenosinach gdzie indziej, nawet jeśli $$$ byłyby lepsze. Trzeba młodych uczyć lojalności, wtedy możemy wymagac od nich cierpliwości przy wprowadzaniu do dorosłej piłki. Inna sprawa, że jak w każdej korporacji, tu też ścieżka kariery powinna być określona i zawodnik powinien żyć myślą o tym, że kiedyś szanse dostanie.
Powyższe wypociny to subiektywna ocena człowieka, który pamięta Barce z lat 80. Pamięta piłkarzy, którzy zatrudniani w klubach mieli etety w zakładach pracy, a zamiast premi finansowej dostawali deputaty na wędliny i samochody. Nie spodziewam się dziś, że ktokolwiek myślący odrzuci wielomilionowy kontrakt w zamian za mżonkę o grze w pierwszym zespole, ale przy odpowiednim prowadzeniu, przy rotacjach składem we wszystkich rozgrywkach można nadal uzupełnić skłąd "tanim" kosztem, bo jak życie pokazuje, przepłacony najemnik nie zawsze a opstatnio wręcz niemal wcale nie gwarantuje jakości.

@T^L: Bardzo miło się to czyta... Ja jako kibic młodszego stażu, nigdy nie patrzyłem na to od tej strony, świetny komentarz, oby takich więcej!
« Powrót do wszystkich komentarzy