Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:05  ·  International Champions Cup TVP Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Czarne legendy hiszpańskiego arbitrażu vol. 2

 20 lutego 2017, 12:57

 Eoren

 9 komentarzy

Sędziowie są pierwszoplanowymi bohaterami na boiskach La Liga nie od dziś. Czasem pojedynczy gwizdek – lub jego brak – jest w stanie zmienić nie tylko przebieg meczu, ale też życie człowieka, całego klubu, a nawet… historię. W tym cyklu przybliżam sylwetki najbardziej kontrowersyjnych arbitrów i osławionych decyzji w dziejach hiszpańskiej piłki. Zapraszam w daleką podróż do początków słynnego robo.

Antonio Rigó Suerda

‒ Nie, nie byłem ani nie jestem za Barçą. Co więcej finał z 1968 roku sprawił, że stałem się raczej antimadridistą, niż barcelonistą. Z jakiegoś powodu Madryt zdołał dotrzeć bardzo daleko i wyrządzić mi krzywdę. Od czasu Finału Butelek mój arbitraż zakwestionował Real Madryt, a potem siedem innych klubów. Sądzę, że większość z nich zrobiła to dlatego, że Madryt był ich klubem opiekuńczym i słuchali jego poleceń. Dla mnie ten finał się nie zakończył. Jego konsekwencje naznaczyły moje życie. Dlatego zawsze wolę, by Madrytowi nie wiodło się dobrze.

Kiedy Antonio Rigó dzieli się tym wyznaniem od meczu, o którym mówi, upłynęło niemal 40 lat. On sam jest 75-latkiem, starszym panem, który za dwa lata opuści ten świat. A jednak wydarzenia sprzed czterech dekad wciąż siedzą w jego głowie i łatwo wyobrazić sobie, że nie opuściły go one do końca życia.

Rodzinne strony żegnają go z bólem. Gdy odchodzi urodzony w Palma de Mallorca Rigó, uchodzi on za najlepszego sędziego w historii Balearów. Przed nim nikt, pochodzący z tych wysp, nie uzyskał rangi arbitra międzynarodowego. Szczytem jego kariery jest mecz z 1974 roku, gdy gwizdał w spotkaniu pomiędzy Niemcami, a Polską. Jednak nie ten moment zapisze jego nazwisko w historii. „Wyznaczył epokę” ‒ powie o nim podczas pogrzebu Miguel Bestard, prezydent rządu Balearów. I w pewien sposób nie można odmówić mu racji.

Jest 2007 rok, kiedy umiera Antonio Rigó. Jednak jego powolna zawodowa śmierć rozpoczęła się 39 lat wcześniej, podczas finału Copa Generalísimo.

***
‒ Wiele lat później Rigó przyznał, że po tym meczu stał się antimadridistą.
‒ Skoro tak powiedział… ‒ Pirri, jeden z zawodników Realu, którzy byli wtedy obecni na boisku, zastanawia się chwilę, nim odpowie na pytanie dziennikarza. ‒ Był antimadridistą już wcześniej. Rozmawiałem z graczami Barcelony i sami przyznawali, że był za ich klubem. Zawsze powtarzam, że Rigó był większym barcelonistą niż Gaspart.
‒ Pamiętasz jak Real dotarł do tego finału?
‒ Tak naprawdę to nie. Idealnie pamiętam finał. W półfinale graliśmy chyba z Saragossą…

Widać, że wspomnienia Pirriego są mętne. To była Celta. Czy finał pamięta lepiej? Z pewnością nie zapomniał tego, że złamał wtedy obojczyk, ale pozostał na placu gry, bo w tamtych czasach nie było jeszcze zmian. Choć szybko dopadła go gorączka, Pirri wytrwał do końcowego gwizdka. Don Santiago nagrodzi go potem za to dokonanie.

‒ Mówiło się, że najlepszymi okazjami Madrytu były dwa możliwe rzuty karne na Serenie i Amancio, które nie zostały podyktowane. Czy publiczność miała prawo do takiej złości?
Złość. Jakże piękny eufemizm ze strony Juana Lahuerty, który rozmawia z byłym graczem Realu. Trybuny Santiago Bernabéu wpadły we wściekłość. Najpierw trafi ona w zawodników rywala, potem w arbitra. Wściekłość przybiera postać butelek, które lecą z tłumu kibiców. Niektóre z nich zostały wcześniej rozbite, jak ta, która trafia w kolano Fusté. Inna z butelek dosięgnie Zabalzę.
‒ Publiczność zawsze ma prawo do złości i wierzę, że zawsze ma też rację ‒ zapewnia Pirri. ‒ Ty grasz, robisz wszystko, co jesteś w stanie, a kibice widzą czy dzieje się niesprawiedliwość. Pamiętam mój upadek, gdy złamałem obojczyk, pamiętam mecz, arbitraż, ale… pojedynczych akcji nie pamiętam dobrze…

To, czego nie może przypomnieć sobie Pirri, pamięta idealnie Ignacio Zoco.

‒ Zostaliśmy ofiarami katastrofalnego arbitrażu. Sędziowanie pana Rigó było niewiarygodne. I nie jestem w stanie dopuścić do siebie myśli, że arbiter mógłby wyjść na boisko z zamiarem podjęcia niewłaściwych decyzji, ale wtedy… gdy o nich myślę, to albo były bardzo, bardzo złe, albo… sam nie wiem…

Oskarżenie pozostaje niewypowiedziane.

***

Co naprawdę wydarzyło się 11 lipca 1968 roku na Santiago Bernabéu?

Real Madryt przegrał finał pucharu 0:1, po samobójczym trafieniu Zunzunegui. Obrońca Królewskich wygląda na załamanego po tym, jak już w szóstej minucie meczu ładuje piłkę do własnej bramki, choć wtedy jeszcze nie wie, że jego błąd przesądzi o wyniku. Tego wieczora jednym z najlepszych na boisku jest Sadurní ‒ wygląda na to, że bramkarz Barçy jest w stanie wyciągnąć wszystko. Wyróżnia się też Amancio, nieustannie ciągnący Real w pole karne przeciwnika. Gospodarze próbują odrobić straty, lecz w tym spotkaniu nie są w stanie przejść defensywy Barcelony. Ale to nie Sadurní, nie Amancio, nie cierpiący Pirri ani nawet pechowy Zunzunegui staną się nazwiskami tego finału. Kibice Realu są pewni: ich drużynie należały się dwa rzuty karne, po faulach na Serenie i Amancio. A nie podyktował ich Antonio Rigó.

‒ Nie widziałem karnego na Amancio, a Serena się potknął. Upadł i próbował mnie oszukać, ledwie wbiegł w pole karne. Może na pół centymetra.

W obawie przed linczem Rigó opuszcza boisko pod zbrojną eskortą policji. Pięć samochodów konwojuje go na lotnisko Barajas, skąd odleci do Palma de Mallorca. W tym samym czasie na stadionie inni funkcjonariusze ochraniają zawodników Barçy. Gdy tylko wybrzmiał ostatni gwizdek wściekłe trybuny wylewają się na boisko, a butelki, ciskane z wielu stron, nadadzą nazwę pod jaką ten wieczór zostanie zapamiętany. Finał Butelek.

‒ Real Madryt nie protestuje, ani nie będzie protestować. Real Madryt pozostaje Realem Madryt ‒ tyle do powiedzenia po meczu ma don Santiago Bernabéu.

Wygląda jednak na to, że nie jest to w pełni prawdą. Rigó zostaje odsunięty od arbitrażu Królewskich, zaś skargę na niego składa zarówno Real, jak też i szereg innych klubów. Mówi się, że nie tylko podarował Barcelonie zwycięstwo w finale, ale też przepchnął ją do niego w dwumeczu z Atlético. W pierwszym spotkaniu Colchoneros zwyciężają 1:0, jednak w drugim Katalończycy dokonują remontady. 3:1. Znów mówi się o niepodyktowanych karnych, zaś Atléti składa doniesienie na arbitra. Embargo na mecze Atlético będzie trwać dla niego rok.

***

Po Finale Butelek napływają oskarżenia, że Rigó został przekupiony przez Barcelonę. Że niedługo po tym meczu otworzył biznes ‒ drukarnię ‒ w rodzinnym mieście i zakupił dom.

‒ Kłamstwo. ‒ odpowiada bez wahania.‒ Drukarnię założyłem dwa miesiące wcześniej, a dom kupiliśmy na spółkę z bratem. Barça nigdy nie oferowała mi niczego. Za to Madryt…
‒ Madryt…?
‒ Pamiętasz don Antonio Calderóna? Wydaje mi się, że to był jeden z dyrektorów klubu. Przyszedł to mnie przed meczem i powiedział, że czeka mnie prezent. Że utartym zwyczajem w Madrycie jest podarowanie arbitrowi złotego zegarka. Sądzę, że było to uzależnione od zwycięstwa ich drużyny, bo do dziś czekam na ten prezent.

***

W tych czasach kluby miały znacznie więcej do powiedzenia na temat doboru arbitrów, niż ma to miejsce dziś. Regularnym zwyczajem było składanie „zamówień” przez drużyny na to, kto ma gwizdać w ich spotkaniach. Większość miała swoich ulubieńców. Ortiz de Mendíbil był zdecydowanym faworytem Realu. Barcelony ‒ Antonio Rigó. W tamtym sezonie rozstrzygał trzynaście z 30 spotkań Katalończyków; w większości z nich triumfowała Barça. Tak samo jak Real pod ręką Mendíbila, jednak czy może znaczyć to cokolwiek więcej, niż to, że obie drużyny wiodły wtedy prym w lidze i były faworytami? A jeśli komuś nie podoba się postawa arbitra wystarczy jedna rozmowa w federacji i sędzia może już nigdy nie zostać dopuszczony do gwizdania temu klubowi.

‒ Sędziowałem kiedyś Saragossie ‒ wspomina Rigó. ‒ Jeden zawodnik nazwał mnie skurwysynem. Odesłałem go do szatni. Podszedł inny i zapytał dlaczego wyrzuciłem jego kolegę. Odpowiedziałem mu, a on na to: „A co, nie jesteś?”. Więc jego też odesłałem. Przyszedł trzeci i powiedział: „Wyrzuciłeś dwóch zawodników za to, że powiedzieli ci prawdę”. On też musiał zejść z boiska. Rok później Roque Olsen został trenerem Saragossy i powiedział mi, że wywalił tę trójkę z drużyny. Mimo to klub złożył na mnie doniesienie. Taki jest futbol.

Pamięta, że był tylko jeden klub, który próbował go przekupić. Ponteverda, jeszcze w ’62. Walczyli z Espanyolem o awans do Primera. Ktoś przyszedł do niego do hotelu, obiecywał mieszkanie, samochód pieniądze ‒ co tylko sobie zażyczy jeśli pomoże.

‒ Powiedziałem mu, że chyba żartuje. Odmówiłem i pokazałem drzwi. Wyszedł i nigdy więcej nie zamieniliśmy słowa. Później, już na stadionie poinformowałem o wszystkim prezydenta kolegium sędziowskiego. Powiedziałem mu, że nie sądzę żebym powinien prowadzić ten mecz. On jednak doradził mi żebym sędziował, więc sędziowałem. Ponteverda wygrała jedną bramką. Liniowy raportował mi spalonego, ale ja nie uznałem żeby tam był… Tyle.

Jego kariera zakończy się skandalem korupcyjnym, oskarżeniem o przekupienie w meczu między Celtą a Murcią w sezonie 1973/74. Rigó ma swoją wersję wydarzeń. Rok później zauważył, że jest powoli odsuwany od sędziowania. Coraz rzadziej wyznaczano go do arbitrażu. Dotarł do momentu, gdy gwizdał w jednym meczu na miesiąc. W końcu prezydent kolegium sędziowskiego Balearów, Simó Fiol, usłyszał od niego jasne pytanie.

‒ Czy ktoś z Madrytu dzwonił w mojej sprawie?

Fiol przyznaje, że otrzymał telefon od Pedro Escartína, informatora kolegium krajowego, który miał powiedzieć, że Rigó został kupiony w jednym ze spotkań. Antonio dzwoni do Escartína, by wytłumaczył który mecz jego zdaniem został sprzedany.

‒ Nic takiego nie powiedziałem!‒ pada po drugiej stronie, a potem członek kolegium krajowego odkłada słuchawkę.
Dopiero znacznie później Antonio Rigó dowiedział się który mecz zakończył jego karierę. W tym samym czasie od sędziowania odsunięto dwóch innych arbitrów: Camacho i Lópeza Sampera. Rigó nigdy już nie powrócił do sędziowania, w żadnej kategorii rozgrywkowej.

***

Jest 1968 rok, z płyty Estadio Santiago Bernabéu nie zebrano jeszcze całego szkła. Noc. Dzwonek innego telefonu. Rigó odbiera, w słuchawce rozbrzmiewa głos Zoco.
‒ Jesteś najgorszym arbitrem w historii.
‒ Słuchaj, wiem, że jesteś wkurzony…

Połączenie zostanie urwane zanim zdoła dokończyć to zdanie.


Artykuł autorstwa redaktor FCBarca.com - Eoren - pierwotnie opublikowany na łamach ¡Olé! Magazyn.
Autor: MAGDALENA ŻYWICKA
Twitter: @eoren23

Udostępnij:

Komentarze (9)

Gorące tematy