Noszenie koszulki FC Barcelony zobowiązuje do czegoś więcej niż bycia tylko dobrym piłkarzem

Majerr

13 grudnia 2015, 19:21

435 komentarzy

Gerard Piqué kolejny raz w ostatnim czasie wdał się w bezsensowną potyczkę słowną, budując wokół swojej osoby jeszcze więcej negatywnych emocji. Stoper Barçy wydaje się kompletnie nie przejmować faktem, że swoim pozaboiskowym zachowaniem sukcesywnie powiększa grono ludzi, którzy szczerze go nie znoszą. Kibice Barçy mogą natomiast zachodzić w głowę, co u licha dzieje się wychowankiem klubu, o którym ostatnio mówi się głównie w kontekście wywoływania kolejnych konfliktów.

Gerard Piqué ma trudny charakter i niestety zbyt często fani Blaugrany mają okazję tego doświadczać. Wczoraj tuż po zremisowanym meczu z Deportivo stoper Barçy wykpił Álvaro Arbeloę, okazując mu kompletny brak szacunku na płaszczyźnie zawodowej, ale po kolei…

Przed kilkoma dniami Álvaro Arbeloa skrytykował stopera Barçy mówiąc: „Twitt Piqué? Któregoś dnia włączę telewizor i zobaczę mojego przyjaciela Gerarda w Klubie Komedii . Tam pewnie dalej będzie opowiadać o Realu Madryt”. Była to odpowiedź Hiszpana na reakcję Katalończyka, który wyśmiał Real Madryt po tym, jak wystawił do gry Czeryszewa w spotkaniu Pucharu Króla. Piqué nie byłby oczywiście sobą, gdyby nie odpowiedział graczowi Realu: „To tylko tweet. Nie odpowiadam na to, by nie stawiać siebie na jego poziomie. Arbeloa powiedział, że jest moim przyjacielem, a ja go za niego nie uważam. To znajomy, zna-jomy”. O co chodzi z tą wyraźną przerwą w słowie znajomy?

Po hiszpańsku znajomy to conocido, z kolei słowo cono oznacza pachołek. Piłkarz Barçy zastosował tutaj grę słów, nazywając Arbeloę swoim conocido, ale jednocześnie zaznaczając, że jest on cono, czyli tzw. pachołkiem. W środowisku piłkarskim najczęściej używa się tego wyrazu w żartobliwy sposób pomiędzy kolegami,którzy czasami nabijają się z siebie po nieudanych akcjach, czy innych boiskowych wpadkach. Różnica pojawia się natomiast wtedy, gdy słowo to pozbawione jest kontekstu żartobliwego i wypowiadane jest zupełnie na poważnie. Wówczas ma ono na celu obrazić umiejętności adresata, sugerując, że poziom, jaki prezentuje na szczeblu piłkarskim, jest godny pożałowania. Zdanie to wywołało bardzo dużą polemikę w Hiszpanii, co mnie kompletnie nie dziwi, ponieważ sam jestem zniesmaczony zachowaniem gracza noszącego herb Barçy na piersi. Powód jest bardzo prosty.

Przyznam, że jestem bardzo mocno zaskoczony postawą lwiej części użytkowników naszego serwisu, którzy w wielu przypadkach wręcz chwalili stopera Barçy za te słowa. Przypomniał mi się ostatni wywiad z Juanmą i opinie, jakie pojawiły się w komentarzach na jego temat. Zestawiając je z wypowiedziami pod słowami Piqué, odnoszę nieodparte wrażenie, że wielu kibiców Blaugrany, zachłyśniętych najlepszą epokę w historii klubu, ma identyczne fanatyczne klapki na oczach, co Juanma. Różnią się one jedynie napisem, gdzie zamiast „Real Madryt” widnieje „FC Barcelona”.

Nie chcę rozpatrywać, kto zaczął, kto odpowiedział. To nie przedszkole, tutaj nikt nie każe się wzajemnie kochać i prawić sobie komplementy na lewo i prawo. Arbeloa obraził Piqué, lecz ten w mojej opinii posunął się o krok za daleko, ponieważ swoją ripostą okazał kompletny brak szacunku do Arbeloi nie jako człowieka, ale jako sportowca, kolegi bądź znajomego (słowo kolega to dla Piqué prawdopodobnie też zbyt wiele) po fachu.

Cudze wady widzę, swoich nie uznaję

Álvaro Arbeloa – finalista Ligi Mistrzów z 2007 roku. Zwycięzca Ligi Mistrzów w 2014 roku. Mistrz Hiszpanii (2012), zdobywca Pucharu Króla (2011, 2014), Superpucharu Hiszpanii (2012), Superpucharu Europy (2014) czy Klubowego Mistrzostwa Świata (2013). Oprócz tego złoty medalista Mistrzostw Europy w 2008 i 2012 roku oraz Mistrzostw Świata 2010 roku. W latach 2007-2009 gracz Liverpoolu, a od 2009 roku piłkarz Realu Madryt. Wszystko wspomniane powyżej wyraźnie nie ma znaczenia dla Gerarda Piqué, dla którego Arbeloa jest zwykłym cono – pachołkiem. Być może Hiszpan nie prezentuje już tak wysokiej formy, jak choćby podczas EURO 2012 (warto sprawdzić, czy ten „pachołek” zagrał jakikolwiek mecz w tym turnieju), lecz jest on od siedmiu lat graczem Realu Madryt, jednego z najlepszych klubów na świecie (występ w ostatnich pięciu półfinałach Ligi Mistrzów chyba o czymś świadczy). Nazywanie go zatem „pachołkiem” jest po prostu brakiem szacunku i głupotą ze strony Piqué. No właśnie, Piqué…

Rozumiałbym, gdyby słowa Piqué padły z ust Leo Messiego. Stwierdziłbym: „Niesamowity z niego burak i prostak, ale abstrahując od tego, on może sobie pozwolić na takie wypowiedzi, bo po prostu piłkarsko znajduje się wyżej od kogokolwiek innego”. Z kolei Piqué? Nie rozumiem prawa, jakie nadał sobie Gerard do tego, aby swoimi wypowiedziami ośmieszać na poziomie futbolowym innych graczy, gdy sam niejednokrotnie wystawia się na śmieszność. Krótką ma pamięć stoper Barçy, który choćby w tym sezonie nie raz się „popisywał”. Przykładów można podać znacznie więcej. Czemu mają zatem służyć takie osobiste wycieczki Gerarda Piqué? Znajduję tylko jedną odpowiedź na to pytanie – z pychy.

FC Barcelona od 2009 roku przeżywa najwspanialszy okres w historii. Już teraz mówi się, że to jeden z najlepszych zespołów w historii futbolu. Barça bez wątpienia panuje na świecie w XXI wieku i rację temu faktowi przyznają nawet fani Realu (oczywiście tacy, którzy na oczach nie mają klapków). Barça zachwyca, Barça wygrywa Ligi Mistrzów, zdobywa tryplety, a mimo to w szatni Blaugrany znajduje się osoba, która wciąż sieje ferment i podgrzewa atmosferę, prowokując i wzbudzając nienawiść wśród odwiecznego rywala. I nie, w mojej opinii nie są to drobne przytyki, jak niektórzy „obiektywni” starają się tłumaczyć. Według mnie są to zwyczajnie pozbawione szacunku i niejednokrotnie wulgarne wycieczki w stronę największego rywala.

Często słyszy się o tym, że prawdziwy mistrz potrafi zachować klasę i nie będzie upokarza rywala, gdy ten jest wyraźnie słabszy. Nie mam tutaj na myśli boiskowego upokarzania, jeżeli jesteś lepszy od przeciwnika, pokaż mu to, udowodnij to tak bardzo, jak tylko potrafisz. Chodzi mi o to upokarzanie, gdy reflektory na stadionie gasną, a piłkarz pojawia się przed kamerami i mikrofonami. Pomimo, że jestem lepszy, potrafię docenić klasę rywala, jego umiejętności, wysiłek wkładany w pracę, jego poświęcenie. Szanuję go i jestem świadom tego, że może za jakiś czas to on będzie na szczycie, a ja będę patrzył na niego z dołu i starał się go z niego zrzucić. Niestety stoper Barçy obiera w swojej karierze inną ścieżkę i woli widzieć w innych „pachołków”, a największego rywala w sposób bezczelny po prostu wyśmiewać.

Zanim ktokolwiek zacznie z podwyższonym ciśnieniem pisać, że Piqué jest super gość, a ja piszę jak potłuczony (a może to w ogóle jestem fanem Arbeloi i całego Realu), niech przypomni sobie ostatnią sytuację, która była powodem kpin na naszej stronie. Chodzi mianowicie o słowa Emilio Butragueño sprzed roku, który skrytykował Legię za niedopatrzenie w kwestii wprowadzenia na boisko zawodnika nieuprawnionego do gry. Legenda Los Blancos stwierdziła, że w takim klubie jak Real, podobne zdarzenie nigdy nie miałoby miejsca. Minął rok i co się stało? Real z hukiem wyrzucony z Pucharu Króla za identyczne przewinienie. Zabrakło pokory? A no zabrakło. Z kolei śmiechów i szydery na naszej stronie nie brakowało. Jaką pewność ma Piqué i reszta barcelonismo, że w przyszłości to FC Barcelona nie popełni podobnego błędu? Odpowiadam: „Absolutnie żadnej”.

W Barcelonie Luis Figo, w całej Hiszpanii Gerard Piqué

Jeżeli ktoś uważa, że „ból pewnej części ciała” po wypowiedziach Piqué pochodzi tylko od jasno określonego środowiska, to jest w bardzo dużym błędzie. Zapraszam do Hiszpanii i rozmowy z ludźmi z różnych części tego kraju i kibicami przeróżnych zespołów. Lwia część, niemal wszyscy na pytanie o Piqué odpowiedzą ci to samo: „Pajac, cham, prostak, hipokryta ...”. W mojej opinii pycha gracza Barçy, świadomego znacznej wyższości Barçy nad Realem w ostatniej dekadzie, doprowadziła do tego, że jest on dla Hiszpanów niemal tym, kim w Barcelonie jest Luis Figo. Persona non grata. To chyba najlżejsze stwierdzenie, jakiego użyć w tym przypadku. A w tym wszystkim jest FC Barcelona…

No właśnie, należy pamiętać, że Gerard Piqué nie jest osobą prywatną, która swoimi wypowiedziami nie szkodzi innym. Oczywiście, że szkodzi, a w moim odczuciu najbardziej samemu klubowi. Dla mnie motto: „Mes que un club” to nie pusty slogan, który fajnie brzmi na spotach reklamowych i ładnie prezentuje się na koszulkach. To idea oraz tożsamość klubu, który jest tak bardzo wyjątkowy dla wielu milionów ludzi na świecie. Niektórzy w piłkarzach widzą jedynie piłkarzy: „Mają dobrze grać na boisku i koniec, reszta mnie nie obchodzi!”. Fakt jest jednak taki, że wielu ludzi to obchodzi, dlatego naturalne jest to, że pojawia się głos sprzeciwu i ostrej krytyki wobec postaw, jakie prezentuje Piqué. W Barçy wielokrotnie mówi się o poszanowaniu wartości, tradycji, kultury swojej oraz innych, w końcu o szacunku wobec rywala, każdego, bez znaczenia czy występuje w pierwszej, trzeciej czy dziesiątej lidze. Jeżeli obecny zarząd wierzy w słowa, które wypowiada i te wszystkie wartości mają dla niego znacznie, odpowiedni ludzie powinni odbyć poważną rozmowę z Piqué, który jest pracownikiem i nie ma prawa swoimi występkami szargać dobrego imienia i reputacji całej FC Barcelony.

Jeżeli się mylę, niech ktoś mnie poprawi, ale nie pamiętam, aby ktokolwiek z Realu szydził z Barcelony, gdy ta była karana przez FIFA banem transferowym. Nie słyszałem wówczas, aby którykolwiek z piłkarzy Los Blancos wyśmiewał Barçę. Nie słyszałem także nigdy, aby ten „egocentryk” Ronaldo wyśmiewał innych piłkarzy i nazywał ich „pachołkami”, a Portugalczyk czasami dopuszczał się takich zagrań, że później podobne słowa mogłyby przypadkowo wymsknąć mu się z ust.

Wiele razy na tej stronie zarzuca się Realowi kompleks Barçy. Co zatem powiedzieć o słowach Piqué, który podczas triumfowania musi wspominać o Realu? Barça wygrywa, Barça jest na fali, a Piqué dalej o Realu… Ataki przeprowadzane zazwyczaj są przed tego słabszego, sfrustrowanego, który ma niższe morale, a nie przez tego, co góruje i jest lepszy. Niestety drugi przypadek ma zazwyczaj miejsce, gdy zżera cię pycha i w twoim umyśle zapanowała świadomość, że jesteś nie do pokonania.

Niezależnie od formy dalszych występków Piqué część kibiców Barçy będzie go bronić i chwalić, wskazując, że to szczery, fajny gość, który zawsze mówi, co myśli. Życie niestety bardzo często pokazuje, że nie jest sztuką rzucać słowa, które ślina na język przeniesie, lecz sztuką jest to, co potrafimy przemilczeć lub czego nie skomentować, aby nie zaszkodzić samemu sobie oraz swojemu otoczeniu. W mojej opinii Gerard Piqué szkodzi FC Barcelonie, jej wizerunkowi, jej polityce, wartościom i zasadom, które wierzę, że są dla tego klubu ważne, wręcz fundamentalne.

Na koniec zaznaczam, że nikogo nie chcę tutaj w żaden sposób dzielić. Jedni będą popierać sposób bycia Piqué, inni nie. Koniec końców wszyscy kibicujemy jednemu klubowi, który zawsze jest wartością najwyższą. Jestem ciekaw, jakie Wy macie zdanie na temat zachowania stopera Barçy, odnosząc się do całokształtu, a nie jedynie sytuacji z Arbeloą, która jest jedną z wielu. Uważacie, że wychowankowi klubu nie można absolutnie nic zarzucić, czy może Wam też również nie podoba się to, jaką postawę prezentuje Gerard Piqué? Prosimy pamiętać o zachowaniu kultury i wzajemnego szacunku w komentarzach. Nie musimy się ze sobą zgadzać, ale nie możemy absolutnie zapominać o wzajemnym poszanowaniu.

Ankieta

Czy uważasz, że swoją postawą Gerard Pique szkodzi wizerunkowi całej FC Barcelony?

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ramos który potrafił na konferencji zwrócić uwagę Pique, że odpowiada po Katalońsku na pytanie Katalońskiego dziennikarza zadane po Katalońsku...
4. Oceniacie też Pique w konkurencji w której on nawet nie startuje. Z bycia Iniestą, Puyolem czy innymi graczami. Pique to Pique - kochaj albo nienawidź, ale doceń że ma jaja wziąć odpowiedzialność za swoje słowa i czyny, czego wielokrotnie nie mieli odwagi zrobić jego oponenci.

@AxelF: Ramos, ktory wczoraj po meczu powiedzial ze podziwia Pique i trzeba sie wzorować na Xavim i Puyolu... W tym momencie klasa Ramosa a Pique to niebo i ziemia.

@Masche212: Bo gadanie nic nie kosztuje. Wolałbym, by umieścił buźki na twitterze po odpadnięciu Barcy, niż próbował połamać Messiemu nogi, tłukł Puyola czy odpychał Xaviego. Faktycznie. Klasa i przykład dla młodzieży.
« Powrót do wszystkich komentarzy