Podsumowanie La Liga: Niespodziewani liderzy

n00stress, Eoren

1 września 2015, 11:48

259 komentarzy

Tęskniliście? My już nie mogliśmy się doczekać aż wrócimy do pracy i będziemy mogli opisywać dla was hiszpańską Primera División. Okno transferowe się skończyło (dla jednych szczęśliwie, dla innych mniej…), wakacje się skończyły, a ostatnie upalne dni dają się we znaki wszystkim. Jedni zapominają, że zakupy należy kończyć o 23:59, a piłkarzom tak jakby się nie chciało strzelać goli. Zacznijmy jednak od początku…

W pierwszej kolejce padło zaledwie dwanaście bramek, a aż cztery mecze zakończyły się bezbramkowymi remisami. Z łatwością można było dojść do wniosku, że piłkarze myślami są jeszcze na wakacjach, a polscy kibice, którzy początek sezonu mogli śledzić jedynie za pomocą ruskich streamów, nie musieli czuć się zawiedzeni. Tak naprawdę nic nie stracili. 

Po drugiej kolejce znów się przekonaliśmy, że w Hiszpanii wszystko jest możliwe. Eibar jeszcze w poprzednim sezonie żegnał się z najwyższą klasą rozgrywek, a teraz jest współliderem razem z Atlético, Barceloną oraz Celtą. To kolejny dowód na to, że La Liga jest szalona i warto być z nami aż do maja.

Niespodziewani liderzy

Początek sezonu zwykle obfituje w niespodzianki i trudno oczekiwać, by układ tabeli po dwóch kolejkach oddawał faktyczną dyspozycję, której możemy się spodziewać po poszczególnych drużynach. Mimo to czy przed rozpoczęciem rozgrywek ktokolwiek zdołałby obstawić, że Barcelona, Real Madryt i Atlético będą musiały ustąpić miejsca... Celcie i Eibarowi?

Jak na razie tylko czterem drużynom udało się zanotować komplet punktów w obu ligowych pojedynkach. Są to Atlético, Barcelona oraz właśnie Celta i Eibar. Jednak ekipy, które aktualnie wspólnie okupują pozycję lidera, wyraźnie pokonały potentatów pod względem bramkowym, notując bilans 5:1. Zwycięstwo w pierwszej kolejce zostało przez podopiecznych Toto Berizzo wyszarpane. Mimo że Levante po czerwonej kartce dla Simão Mate niemal przez cały mecz musiało grać w dziesiątkę, to ekipie z Walencji udało się postawić twarde warunki. Ostatecznie zwycięstwo Celetes, bramką na 2:1, zapewnił Iago Aspas, który wrócił w szeregi ekipy z Vigo. Swoją supremację Celta potwierdziła w meczu z Rayo Vallecano (skrót), z początku łudząco przypominającym starcie z Levante. Znów czerwona kartka na samym początku spotkania – choć w przypadku Piratów boisko opuścił bramkarz, wybrany na najlepszego zawodnika pierwszej kolejki Toño. Osłabiona drużyna Jémeza straciła też Zé Castro. Jeszcze w pierwszej połowie gry stoper Rayo uległ kontuzji. W ten sposób ekipa z Vallecas łatwo dała się rozstrzelać Celcie. Mecz zakończył się wynikiem 3:0, a do siatki trafiali wyłącznie eksbarceloniści – dwukrotnie Nolito i raz Fontás.

O ile w starciu z Granadą Eibar można było postrzegać jako nieznacznego faworyta i wynik 3:1 dla Los Armeros nie powinien uchodzić za sensację, o tyle derby Kraju Basków to już zupełnie inna historia. Wystarczy wspomnieć, że w drużynie, która ostatnio przysporzyła tak wiele problemów Barcelonie, najlepszym zawodnikiem wydawał się Gorka Iraizoz. Gdyby nie bramkarz Los Leónes, drużyna z Eibaru mogłaby wygrać jeszcze wyżej, a tak skończyło się „jedynie” na 2:0 po trafieniach Saúla Berjona i Adriána Gonzáleza (skrót). Ten drugi jest w gazie jak nigdy, podobnie zresztą jak cała drużyna. Czy jednak zaskakujący początek sezonu w wykonaniu małej drużyny z Kraju Basków łudząco czegoś nie przypomina? Na przykład poprzedniej kampanii ligowej? Mamy nadzieję, że po takim starcie Eibar zdoła utrzymać formę i nie zabraknie mu pary na wiosnę, tak jak miało to miejsce w poprzednim sezonie. W końcu trudno liczyć, że ktoś mógłby po raz drugi przywrócić ich do Primera.

Dwa bieguny Realu i Sporting nie do przejścia

Czy po dwóch kolejkach Real Madryt Rafy Beníteza nas rozczarował, czy też nam imponuje? Szczerze mówiąc, odpowiedź na to pytanie chyba nie istnieje. W dwóch meczach zobaczyliśmy dwie zupełnie różne twarze drużyny ze stolicy Hiszpanii. Jak na razie Real miał przyjemność mierzyć się wyłącznie z beniaminkami – trafiło na Sporting Gijón oraz Real Betis. W starciu z wracającą do Primera drużyną Pepe Mela piłkarze z Madrytu pokazali klasę. Pięć bramek Realu udowodniło, że drużyna z Santiago Bernabéu potrafi strzelać i trafiać w niemal dowolny sposób, zaś wisienką na torcie były oba gole Jamesa Rodrígueza (skrót). Tego, czego mieliśmy w bród w meczu Betisem, zabrakło zupełnie tydzień wcześniej, w starciu ze Sportingiem Gijón. Młodziutkiej drużynie Abelardo Fernándeza, która wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu wdarła się do Primera División, udało się zatrzymać Real Madryt i urwać mu dwa punkty. Wielki sukces jak na tak bardzo niedoświadczony skład, jednak już tydzień później Rojiblancos potwierdzili, że nie był to przypadek – w drugiej kolejce zatrzymali inny Real, tym razem Sociedad. Wygląda na to, że drużyna, która w zeszłym sezonie miała najszczelniejszą defensywę w Segunda División, w Primera także będzie bazować na grze obronnej. Estadio El Molinón może się okazać terenem, na którym niejednemu potentatowi trudno będzie o bramki.

Bezsilna Valencia, bezzębne Lwy

Pierwsza kolejka La Liga zawiodła niemal na wszystkich frontach, w szczególności na skutek niskiej liczby bramek, lecz jedną z drużyn, które jak na razie zawodzą najbardziej, jest właśnie Valencia. Podopieczni Nuno Espirito Santo, którzy niedawno pokonali Monaco i awansowali do Ligi Mistrzów, dopełniając historycznej liczby pięciu hiszpańskich drużyn w tych rozgrywkach, w lidze jedynie remisują. I to z ekipami, które teoretycznie powinny zostać z marszu skazane na pożarcie. W pierwszej kolejce Valencię powstrzymało Rayo Vallecano. Dzięki fenomenalnej postawie Toño ekipa z Vallecas nie pozwoliła wbić sobie bramki. Co nie udało się z Rayo, powiodło się z Deportivo. Mimo to jedna bramka Negredo nie wystarczyła, by wywalczyć zwycięstwo, i podopieczni Nuno znów schodzili z boiska z ledwie jednym punktem (skrót). Na dodatek bez Barragana, który wyleciał za dwie żółte kartki. W tej chwili Los Ches mają na swoim koncie ledwie dwa punkty, a ich sytuację w tabeli ratuje jedynie fakt, że niektórym poszło jeszcze gorzej.

To możliwe? Oczywiście. Ligową tabelę zamyka Athletic, który tuż przed sezonem w takim stylu wywalczył Superpuchar Hiszpanii w dwumeczu z Barceloną. Baskowie wciąż jeszcze nie zdobyli w tym sezonie żadnej ligowej bramki, ani w inauguracyjnym meczu z Katalończykami, ani w derbach z Eibarem. Dwie kolejki to wciąż przygrywka do aktualnego sezonu, ale trudno sobie wyobrazić gorszy początek kampanii dla drużyny o europejskich aspiracjach.

Nowe, jeszcze silniejsze Atlético

„W tym sezonie jesteśmy dużo bardziej różnorodni”, powiedział na początku sezonu Gabi i ciężko nie przyznać mu racji. Atlético po wydaniu 100 milionów euro na nowych piłkarzy ma niezwykle silną kadrę, a z takimi piłkarzami jak Vietto, Griezmann, Jackson Martínez czy Koke można grać ładną dla oka piłkę. Właśnie w tym kierunku zamierza pójść Diego Simeone, co widać było po letnich sparingach Los Colchoneros. Eksperci bez najmniejszych wątpliwości, jeszcze przed starciem z Las Palmas, stawiali Atlético obok Barcelony i Realu Madryt w roli faworyta do mistrzostwa. 

Jeżeli jeszcze po pierwszej kolejce, kiedy Atlético skromnie wygrywało z Las Palmas 1:0 na Vicente Calderón, mogliśmy te zapowiedzi traktować z przymrużeniem oka, to po starciu z Sevillą już możemy być pewni - z tą drużyną ponownie trzeba się liczyć (skrót meczu z Sevillą). Rojiblancos być może będą grali bardziej technicznie, szybciej i ofensywniej, ale to wszystko, za co kochaliśmy cholismo, nie zniknęło. Pierwsza połowa starcia z Sevillą to prawdziwy popis gry w pressingu, zaangażowania i walki o każdy centymetr boiska. W końcu zobaczyliśmy zespół, który chce się oglądać, a nie który męczy widza defensywnym nastawieniem i zaskakiwaniem rywala po stałych fragmentach gry.

Nowe Atlético to również strzały z dystansu. Po dwóch kolejkach trzy z czterech goli podopiecznych Diego Simeone padły po strzałach zza szesnastki, kiedy w całym poprzednim sezonie takich trafień mieli pięć. Bramki Koke, Gabiego i Jacksona Martíneza dały Atlético zwycięstwo nad Sevillą 3:0 i utwierdzają w przekonaniu, że to może być sezon Simeone i spółki.

A Sevilla? Tutaj z całą pewnością coś nie gra, a Unai Emery ma dwa tygodnie, żeby zebrać myśli i przywrócić swój zespół na odpowiednie tory. Dwa mecze bez zwycięstwa, a przede wszystkim ani jednego strzelonego gola - to może stanowić wyzwanie dla hiszpańskiego szkoleniowca, a trzeba pamiętać, że po przerwie na reprezentacje dojdzie jeszcze Liga Mistrzów i Sevilla będzie rywalizować w grupie śmierci. Jak to wpłynie na postawę Andaluzyjczyków? 

Z rzeczy ważnych i ważniejszych

  • Była 23:59, kiedy madridistas nerwowo obgryzali paznokcie, odświeżając stronę internetową Realu Madryt. Oficjalnego potwierdzenia transferu Davida De Gei jednak tam nie znaleźli, a na sam koniec okazało się, że całą operację trzeba unieważniać. Plik w nieodopowednim formacie, opóźnienie ze strony United... jest wiele teorii, ale my wiemy jedno - wyszło po prostu śmiesznie.
  • W całym zamieszaniu chyba najbardziej szkoda samego Davida De Gei, który już otwierał szampana, a teraz najprawdopodobniej spędzi kolejne pół roku (rok?) w chłodnym Manchesterze. 
  • Zabawnie było rownież we Włoszech, tyle że tam specjalizują się w happy endach. Inter podobno zarejestrował Liajicia w ostatnich sekundach, a sprint jednego z działaczy z całą pewnością przejdzie do historii.
  • „Nie celebrowałem gola, ponieważ zazwyczaj nie znajduję się w takich sytuacjach i nie wiem, jak świętować bramki”, powiedział po meczu Thomas Vermaelen, który rzutem na taśmę zgarnął nagrodę za cytat tygodnia.
  • To swoją drogą piękna historia, że Málagę, której Barcelona nie potrafiła strzelić gola od 254 minut, pokonał ten najbardziej wyszydzany (skrót meczu). Ta historia zasługuje na film, prawda?
  • Sevilla może nie wygrywa, może nie strzela, ale nowy stadion zapowiada się bajecznie - tutaj znajdziecie promo.
  • De Gea tu, De Gea tam, a tymczasem nasz kochany

    De Gea tu, De Gea tam, a tym czasem nasz kochany Alex Song wrócił do West Hamu! pic.twitter.com/KOPLoXt9Wh

    — FCBarca.com (@FCBarcacom) September 1, 2015" target="_blank">Alex Song wrócił do West Hamu! 
  • Ostatni dzień okienka transferowego to również odejście z Vicente Calderón Raúla Garcíi, który przeszedł do Athleticu. Hiszpański napastnik był jednym z symboli cholismo, a

    pic.twitter.com/Yjbda7hEal

    — Gilma (@GilmaRuin) August 30, 2015" target="_blank">Diego Simeone podziękował mu za współpracę po jednym z goli Atléti
  • Powrót nowego sezonu to również powrót wielkiej Barcelony. Gotowi na nowe wyzwania? Jeden z użytkowników przygotował w tym celu taką kompilację - enjoy! 
  • Nowe życie Roberto Soldado? W Anglii wyszydzany, a w Primera División szybko odnalazł swój instynkt napastnika. Po dwóch kolejkach ma dwie bramki i jest współliderem klasyfikacji najlepszych strzelców ligi (skrót meczu z Espanyolem).

PS. Niespodziewany lider okiem Rasixa wygląda tak:

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

ah szkoda tej główki Mascherano

@Ian91: Javier zostawi tą "jedyną" na jakiś spektakularny mecz np. Finał LM z Realem ;)
« Powrót do wszystkich komentarzy