Podsumowanie La Liga: Umarł król, niech żyje król!

n00stress, Eoren

23 maja 2015, 22:25

132 komentarze

Rok w rok losy tytuły rozstrzygały się w bezpośrednim starciu Barcelony z Atlético Madryt. 17. maja 2014 roku Los Colchoneros świętowali na Camp Nou po „zwycięskim” remisie, a zaledwie sezon później nastąpił wielki rewanż. Tym razem to Duma Katalonii otwierała szampany, a mistrzostwo zapewniła sobie na Vicente Calderón po golu Leo Messiego. Umarł król, niech żyje król!

Koniec sezonu to przede wszystkim czas podsumowań i różnorakich wyróżnień. W zeszłym roku rozpoczęliśmy tradycję nagradzania najlepszych z najlepszych, a pomysł tak się spodobał, że nie mogliśmy go porzucić. Dlatego również po tym, niezwykle radosnym sezonie dla fanów Barcelony, przygotowaliśmy dla Was wyjątkowe „Podsumowanie La Liga”. Mamy świadomość, że niektóre wybory was nie zadowolą, dlatego zapraszamy do rzeczowej dyskusji. To był wyjątkowy sezon, a my się nie żegnamy, bo oczywiście wrócimy.

Najlepszy bramkarz

1. Claudio Bravo (FC Barcelona)
2. Diego Alves (Valencia CF)
3. Sergio Asenjo (Villarreal CF) 

Przed rozpoczęciem tego sezonu nigdy nie pomyślelibyśmy, że to pozycja bramkarza będzie tą, w której najszybciej i najbardziej jednomyślnie przyjdzie nam przyznać nagrody. A jednak, w przeciwnieństwie do większości pozostałych kategorii niemal nie mieliśmy wątpliwości. Sergio Asenjo i Diego Alves już od długiego czasu utrzymują się w ścisłym topie porteros La Liga. Choć różnica między jednym, a drugim była minimalna w tej kampanii nasze podium zamyka bramkarz Villarrealu. Asenjo jest drugim golkiperem w lidze z największą ilością zachowanych czystych kont (15). Średnia ilość bramek wpuszczonych do siatki przez Sergio wynosi 0,91. Imponujące, wziąwszy pod uwagę fakt, że bramkarz Żółtej Łodzi Podwodnej nie ma przed sobą linii obrony klasy tej, którą oglądamy w Barcelonie, Realu Madryt czy Atlético. Na drugie miejsce powędrował Diego Alves. Choć zachował on o dwa czyste konta mniej, niż Asenjo, a średnia wpuszczonych przez niego bramek wynosi 0,74, o wyższości Brazylijczyka przesądziło coś zupełnie innego. Jego znak firmowy – rzuty karne. Bramkarz Valencii to bezsprzeczny król jedenastek. W styczniowym spotkaniu z Celtą został bramkarzem najskuteczniej zatrzymującym karne w historii ligi. W tym sezonie ligowym Diego zatrzymał aż 4 z 8 karnych, które podyktowano przeciwko jego drużynie. Cristiano Ronaldo z pewnością na długo zapamięta, że bramkarza Valencii trzeba słuchać. „Nie strzelaj w prawy róg” - powiedział Alves, a Portugalczyk nie posłuchał. Powiedzieć, że ten błąd kosztował Real Madryt utratę szans na mistrzostwo z pewnością nie będzie nadużyciem. Zwycięzca mógł być jednak tylko jeden. Panie i Panowie: Claudio Bravo! Czy przed sezonem pomyślelibyśmy, że mimo odejscia Víctora Valdésa bramkarz Barçy znów sięgnie po Trofeo Zamora? A jednak, nabytek z Realu Sociedad w cuglach wygrał wyścig o najskuteczniejsze rękawice ligi. To jednak nie jest najważniejsze, Bravo był w tym sezonie cichym bohaterem mistrzowskiej Barçy. Choć ledwie 19 stroconych bramek nie jest wyłącznie jego zasługą, bowiem nie sposób nie wspomnieć roli obrony, to jednak, gdy było to konieczne, Claudio zawsze był na właściwym miejscu. I chwała mu za to. Marc-André ter Stegen ma się od kogo uczyć. 

Najlepszy obrońca

1. Nicolas Otamendi (Valencia CF)
2. Gerard Piqué (FC Barcelona)
3. Andreu Fontàs (Celta Vigo) / Mario Gaspar (Villarreal CF) 

Długo zastanawialiśmy się nad trójką najlepszych obrońców Primera División, ponieważ kilku zawodników prezentowało bardzo wysoki poziom. Ostatecznie na najniższym stopniu podium postawiliśmy na dwóch młodych defensorów, którzy swoją postawą zainteresowali większe kluby. Andreu Fontàs nie miał szans przebić się do pierwszego składu Barcelony ale w Celcie Vigo stał się liderem swojej formacji. Mimo młodego wieku grał jak profesor i zasłużył sobie na powołanie do kadry La Roja. Ex aequo z wychowankiem Dumy Katalonii zestawiliśmy Mario Gasparta, prawego obrońcę Villarreal. 24-letni Hiszpan był jednym z najlepszych zawodników Żółtej Łodzi Podwodnej, a do solidnej gry w defensywie dołożył trzy gole (między innymi piękna bramka w starciu z Getafe) i dwie asysty. Nic dziwnego, że zainteresowała się nim sama Barcelona. Na drugim miejscu znalazł się Gerard Piqué, który pod wodzą Luisa Enrique odżył i ponownie jest starym, dobrym Piquénbauerem. Trzeba również pamiętać, że wychowanek Barcelony aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców (między innymi w starciu z Espanyolem). Robi wrażenie! Wybór najlepszego obrońcy La Liga nie był łatwy, ale ostatecznie postawiliśmy na Nicolasa Otamendiego. Argentyńczyk był równy przez cały sezon i z całą pewnością stał się jednym z symboli odradzającej się Valencii. Otamendi wyróżnia się niezwykłym poświęceniem (największa liczba zablokowanych strzałów w lidze) i świetną grą w powietrzu. O jego sile przekonały się Real Madryt i Atlético. To również Argentyńczyk strzelił ważną bramkę w starciu z Almeríą w ostatniej kolejce. A wszystko w zaledwie jeden sezon.

Najlepszy defensywny pomocnik 

1. Grzegorz Krychowiak (Sevilla FC)
2. Sergio Busquets (FC Barcelona)
3. Javi Fuego (Valencia CF)

Ten sezon zaskoczył nas na wielu frontach, z radością możemy jednak stwierdzić, że większość z tych zaskoczeń była pozytywna. Nie inaczej ma się sprawa w przypadku powyższej kategorii. Zamyka ją Javi Fuego. Zawodnik, który z dobrej storny dał się nam poznać już w Rayo Vallecano, w tym sezonie był cichym architektem sukcesu rewelacyjnej Valencii Nuno. Jego praca łatwo mogła umnkąć uwagi, tak już jednak jest z rolą defensynwego pomocnika, który często pozostaje w cieniu. Fuego to od dłuższego czasu niekwestionowany mistrz przechwytów. W tym sezonie aż 94 razy ukradł przeciwnikowi piłkę, najwięcej spośród wszystkich zawodników ligi – synonim spokoju w środku pola. Na drugim stopniu podium melduje się Sergio Busquets. Dla Katalończyka nie jest to z pewnością najlepszy wynik – w końcu w poprzednich rankingach zajmował zwykle pierwsze miejsce w tej kategorii, a nagrody FCBarca.com to prestiżowe wyróżnienie o którym marzy każdy zawodnik. Tym razem jednak Sergio musi zadowolić się drugą lokatą i cieszyć, że w ogóle załapał się na naszą listę, bowiem nie była to najlepsza kampania ligowa w jego karierze. Na szczęście jednak im dalej w sezon, tym lepiej prezentował się Busquets. Występ w półfinale z Bayernem przekonał nas ostatecznie. Pierwsze miejsce powędrowało do nowej siły w La Liga: Grzegorza Krychowiaka. Wszelkie oskarżenia o narodowy brak obiektywizmu stanowczo odpieramy: to Hiszpania nie zostawiła nam wyboru. A ta, zakochała się w Krychowiaku. Jedynym powodem by kibice z Sewilli mieli go nie kochać jest nazwisko, z którym nadal sobie nie radzą. Cała reszta – siła, waleczność, poświęcenie i kilometry, których co mecz przebiega najwięcej – sprawiły, że serca fanów Palangany należą do niego. I nie tylko ich. Po pierwszym półfinale LE z Fiorentiną cała Hiszpania piała z zachwytu. Krycha, który z miejsca wywalczył sobie u Emery'ego pierwszy skład, teraz jest zawodnikiem, wokół którego ów skład się kreuje. Nie ma wątpliwości – La Liga była jego przeznaczeniem a ten związek niesie obopólne korzyści. 

Najlepszy środkowy pomocnik

1. Daniel Parejo (Valencia CF)
2. Toni Kroos (Real Madryt CF)
3. Xavi Hernández (FC Barcelona) 

Wybór trzech najlepszych środkowych pomocników nie należał do najłatwiejszych. Wielu zawodników wyróżniało się przez jakiś okres, ale później znikało. Ivan Rakitić miał znakomitą końcówkę sezonu, ale w przekroju całego sezonu ciężko napisać, że był jednym z najlepszych. Mimo wszystko, jak na pierwszy sezon Barcelonie, to Chorwatowi należą się gratulacje. Niektórym - tak było w przypadku Luki Modricia - przeszkodziła kontuzja. Ostatecznie na trzecim miejscu postawiliśmy na Xaviego Hernándeza. Luis Enrique idealnie żonglował siłami doświadczonego pomocnika, a wypoczęty Xavi dawał swoim kolegom dużo więcej (dwa gole i aż osiem asyst), niż w poprzednich sezonach. To głównie dzięki swojemu Generałowi Barcelona zapanowała nad chaosem w wygranym 2:1 El Clásico. Warto również zapamiętać trafienie przeciwko Getafe - prawdziwy majstersztyk. Tak żegnają się legendy. Drugie miejsce przyznaliśmy Toniemu Kroosowi, który przez całe rozgrywki grał bardzo równo i ciężko wskazać jakąkolwiek obniżkę formy u Niemca. Lekkim minusem na pewno będzie druga połowa sezonu, ale pamiętajmy, że Los Blancos w pomocy musieli sobie radzić bez Modricia. Czas na numer jeden. Tutaj chyba nie będzie niespodzianki: Dani Parejo. Wychowanek Realu Madryt w Valencii dojrzał nie tylko jako piłkarz (piękne trafienie w spotkaniu z Rayo Vallecano), ale również jako człowiek. Parejo jest sercem Nietoperzy i prawdziwym liderem swojego zespołu, po prostu kapitan. Czy Valencia miałaby Ligę Mistrzów gdyby nie Parejo? Wątpimy. Dla nas to jeden z kandydatów na najlepszego piłkarza sezonu. Jedenaście goli i pięć asyst na pewno nie odzwierciedla dyspozycji 26-latka.

Najlepszy ofensywny pomocnik 

1. James Rodríguez (Real Madryt CF)
2. Isco (Real Madryt CF)
3. Alberto Bueno (Rayo Vallecano)

Ktoś mógłby mieć w tym miejscu wątpliwości: Alberto Bueno nagrodzony w kategorii "ofensywny pomocnik". Otóż tak, "F" które na większości portali widnieje przy nazwisku piłkarza z Moratalaz nie oddaje w pełni rzeczywistej pozycji zawodnika Rayo, którą często podobnie trudno opisać, co w przypadku Messiego. Alberto bliżej do pozycji segunda- a nawet mediapunty. Wziąwszy pod uwagę ten fakt jego wyniki z tego sezonu są imponujące. 17 bramek (więcej niż zdobył Luis Suárez!), drugi wynik pośród hiszpańskich zawodników, tuż za Adurizem. Odkąd wychowanek Realu Madryt dołączył do Rayo stał się kluczowym zawodnikiem Piratów, w tym sezonie przerósł jednak samego siebie, stając się piłkarzem decydującym o rezultatach. W najtrudniejszych meczach nie raz sam ratował wynik. Mistrzowski mecz z Levante i kareta w kwadrans to jedynie widowiskowa wisienka na torcie. Drugie miejsce w kategorii "ofensywny pomocnik" to bez wątpienia nagroda wycierpiana. Isco poprzedni sezon spędził w Realu Madryt na pokucie, czekając aż Carlo Ancelotti da mu szansę. Czekał, czekał i... czekał. Gdy grał - nie zachwycał. Ten sezon pokazał jednak skalę talentu młodego Hiszpana. Gdy Real Madryt borykał się z dołkami formy to właśnie Isco był jednym z zawodników, którzy ciągnęli ten wózek. I to w jakim stylu! W Hiszpanii zaczęto nawet żartować, że już wiadomo kto w tym sezonie ukradł magię Inieście. W jesiennym Klasyku Barça przekonała się, że Isco Alarcon to nie tylko definicja pięknej, ale też skutecznej gry. Miał być hit transferowy i jest. James Rodríguez, odkrycie zeszłorocznego mundialu, nie zawiódł w nowym klubie. Kolumbijczyk nie tylko ekspresowo zaaklimatyzował się w Realu Madryt, ale też niemal od razu zaczął pretendować do miana najlepszego ofensywnego pomocnika ligi. Na koniec sezonu możemy przyznać mu je bez mrugnięcia okiem. Same liczby - trzynaście goli i tyle samo asyst - mówią za siebie, jednak po odejściu Di Maríi James okazał się dla Realu kimś więcej, niż tylko strzelcem i asystentem. Został prawdziwym motorem napędowym. 

Najlepszy skrzydłowy

1. Cristiano Ronaldo (Real Madreyt CF)
2. Neymar (FC Barcelona)
3. Nolito (Celta Vigo) 

Zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszym futbolu pozycje zawodników są niezwykle płynne, a granica między napastnikiem a skrzydłowym jest niezwykle cienka. Dla jednych Cristiano Ronaldo będzie tym pierwszym, a dla innych tym drugim. Wszystko zależy od punktu widzenia. Mimo to spróbowaliśmy stworzyć ranking piłkarzy, którzy z założenia grają jako skrzydłowi. Na trzecim miejscu znalazł się znany z występów w Barcelonie Nolito. Sezon gwiazdy Celty Vigo przypomina nieco sinusoidę, ponieważ dobre tygodnie przeplatał ze słabą dyspozycją, ale całokształt jest jak najbardziej na plus. Skrzydłowy Celty dał się we znaki nie tylko Barcelonie (kapitalna asysta na Camp Nou!), ale również Realowi Madryt. Do tego popisywał się pięknymi trafieniami w starciach z Málagą czy Córdobą. Trzynaście goli i tyle samo asyst mówi samo za siebie. Na drugim miejscu znalazł się Neymar, który w drugim sezonie w Barcelonie w końcu odnalazł nić porozumienia z Leo Messim. Gołym okiem było widać, że wspólna gra sprawia tej dwójce radość. Brazylijczyk sezon kończy z 22 bramkami i siedmioma asystami. Numer jeden? Pichichi, czyli Cristiano Ronaldo. Portugalczyk znów musiał obejść się smakiem mistrzostwa Hiszpanii, ale na pocieszenie został najskuteczniejszym piłkarzem La Liga. Jak najbardziej zasłużenie.

Najlepszy napastnik

1. Jonathas (Elche CF)
2. Luis Suárez (FC Barcelona) 
3. Antoine Griezmann (Atlético Madryt)

Jeszcze w zeszłym roku Antoine Griezmann znalazł się w naszym zestawieniu w kategorii „najlepszy skrzydłowy”. I tym razem nie zabraknie miejsca dla utalentowanego Francuza, jednak w tym sezonie Griezmann zajmuje ostatni stopień podium w kategorii „napastnik”. Wszelkie zażalenia prosimy zgłaszać do Diego Simeone, ponieważ to on wpadł na pomysł takiego właśnie wykorzystania potencjału byłego zawodnika Realu Sociedad. Nie ulega wątpliwości, że po utracie Diego Costy, na Vicente Calderón nikt nie żałuje 30 milionów euro wydanych na Antoine. Bramek oczekiwano od niego w mniejszym stopniu niż miało to miejsce w przypadku Mario Mandžukicia, tymczasem to Francuz został trzecim najlepszym snajperem ligi, z 22 bramkami na koncie (ex aequo z Neymarem). Zaszczytne drugie miejsce wędruje w tym sezonie do Luisa Suáreza. Śmiemy podejrzewać, że Luisito mógłby mieć w tym roku szanse zostać nawet najlepszym napastnikiem La Liga, gdyby nie zawieszenie spowodowane jego wybrykiem podczas mundialu. Przez własną głupotę i brak opanowania Luis stracił dobrych parę miesięcy gry, gdy zaś wrócił na murawę osiągnięcie optymalnej formy strzeleckiej zajęło mu trochę czasu. Niektórzy zaczęli już nawet głosić apokaliptyczne wizje, że El Pistolero rodem z Liverpoolu na Camp Nou nie zobaczymy nigdy. A jednak. Suárez udowodnił, że jest w stanie naprawić swoje błędy i powrócić do najwyższej formy. Sezon zakończył niezwykle mocno, z szacowną liczbą 16 bramek – i to jakich bramek. Nie sposób też nie wspomnieć o jego grze bez piłki, która znacząco wpłynęła na wyniki snajperskie kolegów z linii pomocy – Messiego i Neymara. Mimo wyników atakujących z czołowych drużyn ligi nie mieliśmy wątpliwości komu należy się pierwsze miejsce. Panie i Panowie: Jonathas de Jesús! 14 bramek i 7 asyst, przy 35. trafieniach całej ekipy Elche można by pozostawić bez komentarza. Nie mamy wątpliwości, że gdyby nie pan z numerem 22 na plecach Elche najprawdopodobniej zakończyłoby ten sezon „wywalczeniem” biletu do Segunda División. Dzięki wyjątkowej bramkostrzelności Brazylijczyka ekipa z Elx wylądowała ostatecznie w bezpiecznych okolicach środka tabeli. Niewielu zawodników przyczyniło się w pojedynkę, w tak znaczącym stopniu, do sukcesu swojej drużyny, co Jonathas w tym sezonie.

Najlepszy pomocnik i napastnik: Alfa i Omega

Leo Messi

Ktoś kiedyś napisał, że Leo Messi jest zbyt dobry, by mógł być prawdziwy. I ciężko się z tym nie zgodzić. Dlatego postanowiliśmy nie włączać Argentyńczyka do naszego zestawienia, bo po prostu byłby najlepszy :zarówno jako pomocnik, jak i napastnik. Kosmita.

n00stress: Kiedy myślę sobie, że w futbolu nic już mnie nie zaskoczy pojawia się Leo Messi i robi coś niezwykłego, coś o czym ja nawet bym nie pomyślał. Cholera, on naprawdę jest geniuszem - mówię w myślach po kolejnej magicznej asyście lub bramce rodem z gier komputerowych. Ktoś kiedyś napisał, że jak Messi jest w formie, to cały zespół zaczyna wierzyć, że niemożliwe jest możliwe. Leo w optymalnej dyspozycji jest dla Barcelony tym kim dla Chicago Bulls był Michael Jordan. Argentyńczyk po mistrzostwach świata wrócił odmieniony, mający za sobą różnego rodzaju problemy i w pełni skoncentrowany na futbolu. To był Leo jakiego potrzebowała Barca. Dzięki Messiemu rósł cały zespół. Jak przystało na lidera strzelał decydujące gole (z Bayernem i Atlético), a kiedy trzeba było to zamieniał się w rozgrywającego i dostarczał kolegom magiczne podania otwierające drogę do bramki. Alfa i omega. Ten facet ma zaledwie 27 lat, a już pisze własną historię. Legenda trwa.

Eoren: Nie będę ukrywać: brakowało mi takiego Leo Messiego. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że – także w poprzednim sezonie - Argentyńczyk ani na moment nie przestał być zawodnikiem decydującym. Jego bramki niejednokrotnie przesądzały o zwycięstwie Barçy, jednak konieczność gonienia wyniku na własną rękę sprawiała, że magia Leo Messiego powoli zaczęła się gdzieś gubić. Niektórzy panicznie wieścili, że Argentyńczyk nigdy już nie wróci do swojej najwyższej formy. Ten sezon pozwolił nam jednak przekonać się, że Leo nie postawił jeszcze kropki nad i. Świetna współpraca z Neymarem i Suárezem sprawiła, że Messi nie jest już tak obciążony indywidualną odpowiedzialnością za zdobywanie bramek. Dzięki temu powróciła też magia i znów możemy spoglądać na występy La Pulgi ze zdumieniem i zachwytem. Sceptyków prawdopodobnie nie przekona się nigdy, my jednak nie mamy wątpliwości – Messi z każdym występem udowadnia, że znajduje się krok przed całą resztą. Ten sezon w wykonaniu Leo nie tylko pożegnał tak ukochane przez barcelonismo czarnowidztwo, więcej – dał nam nadzieję, że najlepsze może być dopiero przed nami.

Największe pozytywne zaskoczenie (piłkarz)

1. Jonathas (Elche CF)
2. Grzegorz Krychowiak (Sevilla FC)
3. Luciano Vietto (Villarreal CF)

Niestety Douglas nie okazał się jednym z największych odkryć obecnego sezonu, ale w La Liga mieliśmy kilku piłkarzy, którzy naprawdę zrobili na nas wrażenie. Numer trzy na naszej liście to Luciano Vietto, czyli zabójca o twarzy dziecka. Argentyńczyk trafił na El Madrigal za zaledwie pięć milionów euro i niemal z miejsca stał się podstawowym napastnikiem Żółtej Łodzi Podwodnej, pokazując swój wyjątkowy talent. Najbardziej symboliczną chwilą było, kiedy strzelał bramkę przeciwko Atlético na Vicente Calderón, ośmieszając przy okazji Diego Godína. Jeszcze przed meczem czule przytulał Diego Simeone, który wprowadził młokosa do profesjonalnego futbolu w barwach Racingu Avellaneda, a następnie przerwał serię Los Colchoneros: 27. meczów bez porażki na Vicente Calderón. Sezon kończy z dwunastoma golami i dwoma asystami. Klauzula odstępnego? Zaledwie 20 mln euro. Numer dwa na naszej liście to Grzegorz Krychowiak. W Sevilli niemal z miejsca pokochali polskiego pomocnika, ale nie ma się co dziwić - w tym sezonie był po prostu wielki. Największym odkryciem obecnego sezonu jest jednak gość, który w pojedynkę utrzymał Elche w Primera División. Jonathas, bo o nim mowa, zasłynął nie tylko nietypową cieszynką, ale przede wszystkim skutecznością. O Brazylijczyku jeszcze w lipcu 2014 roku nie słyszał nikt, ale obecnie zna go każdy szanujący się scout piłkarski (między innymi za takie bramki albo takie asysty). Jonathas brał udział przy ponad 70% bramek Elche (!), a na ten dorobek składa się czternaście goli i siedem asyst. W najbliższym okienku transferowym telefony w Elche będą się urywać.

Największe rozczarowanie sezonu (piłkarz)

1. Gareth Bale (Real Madryt CF)
2. Alessio Cerci (Atlético Madryt) 
3. Koke (Atlético Madryt)

Podobno wszystko co dobre szybko się kończy. Jakkolwiek polemizowalibyśmy za tą opinią, tak w przypadku występów niektórych zawodników wydaje się ona niezwykle trafnym podsumowaniem. Od tej trójki oczekiwano wiele, zaś sezon 2014/15 przyniósł w ich wykonaniu głównie rozczarowanie. To niechlubne zestawienie zamyka Koke. W zeszłym roku młodego pomocnika Atléti, bez mrugnięcia okiem, można było umieścić w gronie najlepszych piłkarzy ligi. Co więcej, był jednym z najbardziej obiecujących graczy a wiele mówiło się o zainteresowaniu FC Barcelony sprowadzeniem go na Camp Nou. Przypadek Koke to kwestia wysokich oczekiwań w konfrontacji z rzeczywistością. Młodemu Hiszpanowi nie udało się utrzymać wysokiej formy z poprzedniego sezonu, kiedy był osią pomocy Atlético. Jednak wszystko jeszcze przed nim i oby nazwisko - Resurección - okazało się znaczące. O ile Koke mógł rozczarować kibiców Atléti, o tyle daleko mu do rozczarowania, które zafundował im Alessio Cerci. 13 bramek i 12 asyst z poprzedniego sezonu w Serie A zapowiadało, że warto będzie wydać tych 18 milionów na snajpera Torino. Cóż, nie było. Może nawet bardziej niż nie było. Alessio sześć razy wszedł z ławki nie notując nawet pół wartego wspomnienia zagrania. Po zakończeniu rundy jesiennej Atléti wypożyczyło go do Milanu. Nie dziwimy się decyzji klubu znad Manzanares w najmniejszym stopniu. Niechlubne pierwsze miejsce otrzymuje od nas w tym sezonie Gareth Bale. Nie dlatego, że Walijczyk był najgorszy, bynajmniej. W 30. spotkaniach były zawodnik Tottenhamu zanotował 13 bramek i 9 asyst, co należy uznać za liczby co najmniej przyzwoite. Jednak zawodnik kupiony za kosmiczną kwotę był w ataku jedynie cieniem dla Cristiano Ronaldo. Gdy decydował się podejmować ryzyko często były to decyzje złe. Jego pudła wielu kibicom Realu Madryt będą się śnić po nocach, w szczególności - TO. I tu kolejny problem, takie nieudane próby strzeleckie boleśnie często zdarzały się Garethowi w meczach o najwyższą stawkę. Od zawodnika, który w Tottenhamie w pojedynkę potrafił zadecydować o losach meczu, powinniśmy wymagać znacznie więcej. 

Największe pozytywne zaskoczenie (drużyna) 

1. Valencia CF
2. Málaga CF
3. FC Barcelona

Zaszczytne trzecie miejsce wędruje w ręce FC Barcelony. Cóż, z jednej strony Barça to Barça i tego, że zdobędzie mistrzostwo powinniśmy się spodziewać zawsze. Nie ulega jednak wątpliwości, że kolejny sezon po zmianie trenera i nowości personalne na wielu pozycjach sprawiły, że przed rozpoczęciem tej kampanii można było mieć wiele wątpliwości. Po roku posuchy Barça wracała do gry a zmiany, goniły zmiany. Nawet pierwsza połowa sezonu w wykonaniu piłarzy Lucho mogła nie napawać szczególnym optymizmem. Tymbardziej to, co Barça zrobiła w rundzie wiosennej zasługuje na nagrodę. Nawet nie marzyliśmy, że zobaczymy tak piękną i skuteczną grę Barcelony Luisa Enrique w decydującej fazie sezonu. No i te kontry... wciąż jesteśmy zaskoczeni. Drugą lokatę w powyższej kategorii otrzymuje Málaga. Jeszcze nie tak dawno Andaluzyjczyków przygięły do ziemi sankcje UEFA. Po epizodzie europejskiej przygody Málaga znalazła się na granicy losu, który spotkał inne zasłużone kluby, jak Mallorca, Recreativo czy Racing. Málaga musiała pokonać nie tylko ligowych przeciwniów, ale także problemy finansowe. W związku z tym fakt, że Andaluzyjczycy powrócili w wielkim stylu, potrafiąc się przeciwstawić największym i walcząc o Ligę Europy, zasługuje na oklaski. Bezsprzeczne pierwsze miejsce dla Valencii. Klub z Llevantu wydobył się nijakości pod ręką trenera Nuno. Nietoperze do ostatniej kolejki walczyły z Sevillą o miejsce w Lidze Mistrzów. Jednak niemal cały sezon w ich wykonaniu był wielkim pozytywnym zaskoczeniem. Valencia udowodniła, że potrafi wrócić do ligowej czołówki i nawiązać walkę z top 3. Kibice Barcelony nie zapomną, że to właśnie Los Ches urwali punkty Realowi Madryt, co walnie przyczyniło sie do wywalczenia przez Barçę mistrzostwa. Nadszedł czas by Valecia WRESZCIE pokazała co potrafi na europejskim podwórku.

Największe rozczarowanie sezonu (drużyna)

1. SD Eibar
2. Real Sociedad San Sebastián
3. Atlético Madryt

Z całą pewnością jednym z większych rozczarowań obecnego sezonu będzie Real Madryt, który kończy sezon bez ani jednego trofeum. Jednak rywalizację z Barceloną przegrali na samym finiszu, a wicemistrzostwo to w końcu wicemistrzostwo. Na trzecim miejscu w naszym zestawieniu znalazło się Atlético, które dość szybko odpuściło dwójce gigantów, a o obronę mistrzostwa przestało walczyć już w styczniu. Diego Simeone przez cały czas powtarzał, że Los Colchoneros myślią jedynie o trzecim miejscu i rywalizacji z Valencią i Sevillą, którą ostatecznie wygrali. Mamy jednak wrażenie, że na początku sezonu, a przede wszystkim po imponującym poprzednim, ambicje były zdecydowanie większe. Drugie miejsce? Real Sociedad w fatalnym stylu rozpoczął sezon w Primera División. Baskowie - rewelacja La Liga sprzed dwóch sezonów, kiedy wywalczyli awans do Ligi Mistrzów - w dziesięciu kolejkach zgromadzili zaledwie sześć punktów, co dawało im odległe 18. miejsce w tabeli. Zwolnienie Arrasate przeciągano bez końca, ale po klęsce z Málagą nie było wyjścia. Jego miejsce zajął David Moyes i nieco poratował Txuri-Urdin, ale dwunaste miejsce jest mimo wszystko dużym rozczarowaniem. Pierwsze miejsce przyznaliśmy największemu pechowcowi tego sezonu, czyli Eibar. Romantyczna przygoda beniaminka trwała pół sezonu, a po zachwytach przyszło wielkie rozczarowanie. Druga połowa rozgrywek 2014/15 to jedno wielkie pasmo nieszczęść. Spadek do Segunda División zawdzięczają… Barcelonie, która zremisowała z Deportivo i to piłkarze z La Coruñii świętowali utrzymanie.

Najlepszy transfer

1. Luis Suárez (FC Barcelona)
2. Grzegorz Krychowiak (Sevilla FC)
3. Antoine Griezmann (Atlético Madryt)

I tym razem nie będzie to Douglas… Nie, Thomas Vermaelen też nie. Mimo wszystko jesteśmy pod wrażeniem, że belgijskiemu obrońcy udało się zadebiutować. A teraz do rzeczy. Przed sezonem do La Liga trafiło kilku ciekawych piłkarzy, którzy spokojnie mogliby się znaleźć w tym zestawieniu - przykładem chociażby Luciano Vietto. My zdecydowaliśmy się na trójkę, która w zaledwie sezon potrafiła odcisnąć swoje piętno na zespole, gości, którzy bardzo szybko znaleźli swoje miejsce na boisku. Trzecie miejsce należy się Antoine Griezmannowi. Najdroższy transfer Atlético nie miał łatwego początku (pierwsze dwie bramki dopiero w dziesiątej kolejce w meczu z Córdobą), ale Diego Simeone był cierpliwy. Kiedy na przełomie grudnia i stycznia Francuz odpalił (hat-trick w starciu z Athletikiem), to już się nie zatrzymał. „Wierzyliśmy w jego umiejętności” - nie krył radości szkoleniowiec Atlético. Sezon skończył z 22 bramkami i już teraz mówi się, że jest głównym celem transferowym Chelsea. Dla Primera División byłaby to ogromna strata. Na drugim miejscu znalazł się Grzegorz Krychowiak, który bardzo szybko stał się piłkarzem, bez którego nie wyobrażamy sobie Sevilli. I niech tak zostanie! Pierwsze miejsce w naszym rankingu zajął Luis Suárez. Powiecie, że ominął aż cztery miesiące, ale Urugwajczyk miał gigantyczny wkład w mistrzostwo Barcelony. Początkowe niezgranie z partnerami nadrabiał ambicją, a później przyszły gole w kluczowych momentach - jak ten w klasyku z Realem Madryt

Najgorszy transfer 

1. Alfred Finnbogason (Real Sociedad San Sebastián) 
2. Alessio Cerci (Atlético Madryt)
3. Mike Havenaar (Córdoba CF) 

Runda wiosenna jedynie przekonała nas, że najgorsze transfery połowy sezonu nadal są najgorszymi. Na najniższym stopniu podium wstydu znów ląduje Mike Havenaar. Mike miał być dla Córdoby tym, kim Cerci dla Atlético. I równie szybko pożegnał się z nowym klubem. Japończyk wystąpił zaledwie w pięciu meczach, nie notując nawet pół bramki. Obecność Havenaara w Cordóbie była potwierdzeniem jak złe decyzje personalne podejmowano w klubie, który pożegnał się z Primera na parę kolejek przed końcem. Miejsce drugie przyznajemy Alessio Cerciemu. Włochowi wystarczająco dużo (zbyt dużo) miejsca poświęciliśmy już w kategorii "rozczarowanie sezonu" dlatego teraz, nad jego karierą w barwach Atlético Madryt, spuścimy po prostu kurtynę milczenia. Pierwsze miejsce, w wybornym stylu, obronił Alfred Finnbogason! W poprzedniej rundzie wytknęliśmy Islandczykowi, że mimo 29 bramek i 10 asyst zdobytych w sezonie 2014/13 w Eredivisie, w jego statystykach z Realu Sociedad widnieje okrągłe zero. Teraz możemy już powiedzieć, że w 19 występach były piłkarz Heerenveen zdobył całe dwie bramki i jedną asystę! Cała ta impreza kosztowała Txuri-Urdin 8 milionów euro. Śmiemy twierdzić, że bardziej by sie opłaciło posłać za tę kwotę całą drużynę do Disneylandu i kupić jej naprawdę dużo waty cukrowej. Przynajmniej ktokolwiek by się cieszył.

Najlepszy trener

1. Luis Enrique (FC Barcelona)
2. Nuno Espirito Santo (Valencia CF)
3. Unai Emery (Sevilla CF)

Gdy w zeszłym sezonie Los Nervionenses sięgnęli po triumf w Lidze Europy wydawało się, że to maksimum na jakie stać tę ekipę. Tymczasem Sevilla, mimo straty na rzecz Barcelony Ivana Rakiticia, uniknęła kryzysu i mogła zachwycać kibiców Primera División. Za sukcesem zespołu z Andaluzji po raz kolejny stanęła wielka dwójka: Monchi oraz Unai Emery. Dyrektor sportowy znów przeprowadził trafione transfery, z Grzegorzem Krychowiakiem na czele, a Emery wszystko perfekcyjnie poskładał i doprowadził Sevillę do piątego miejsca w hiszpańskiej Primera División i finału Ligi Europy w Warszawie. Charakterystyczny szkoleniowiec Los Nervionenses na pierwszą trójkę zasługuje jak mało kto! Miejsce drugie? Nuno. Na Mestalla w lecie nie obyło się bez zmian. Los Ches przejął Peter Lim, a w roli szkoleniowca zatrudnił Nuno Espirito Santo. Z początku mogło się wydawać, że zwolnienie Pizziego, który, było nie było, uratował skórę Valencii w zeszłym sezonie, oraz zatrudnienie Portugalczyka to ruchy raczej wizerunkowe niż realne zmiany na tle sportowym. Nuno udało się jednak zrewidować tę opinię i to na swoją korzyść. Nietoperze prezentują wszystkie te cechy, którymi w poprzednim sezonie popisywało się Atlético. Skuteczne stałe fragmenty gry, świetna organizacja i stabilna defensywa to tylko niektóre z nich. Nuno ostatecznie zaprowadził Valencię do czwartego miejsca i upragnionej Ligi Mistrzów. Pierwsze miejsce? Oczywiście Luis Enrique. Zaczęło się średnio, żeby nie napisać źle, ale Lucho udało się wybrnąć z kryzysu, a od porażki z Realem Sociedad Barça prezentowała się wybornie. Jego zespół przestał być tak jednowymiarowy jak w ostatnich dwóch, trzech latach, a dla rywali Barça ponownie jest cholernie trudna do powstrzymania. Duma Katalonii nie boi już się bronić na własnej połowie, potrafi oddać piłkę przeciwnikowi, wyczekując szans na szybką kontrę lub długie podanie uruchamiające zabójcze tridente MSN. Nie dziwimy się, kiedy Luis Suárez strzela gola po pięknym crossie od Daniego Alvesa, a Jérémy Mathieu zapewnia trzy punkty po stałym fragmencie gry. Luis Enrique zasługuje na Oscara.

Nagrody specjalne 

Nagroda im. Kopciuszka - za wzruszającą historię z (nie)szczęśliwym zakończeniem: SERGIO RAMOS

Historia Kopciuszka ma szczęśliwe zakończenie. Kopciuszek zgubiła pantofelek i ledwie ledwie, ale zdążyła wrócić do domu przed północą. Opowieści o Kopciuszku i Sergio Ramosie mają wspólny punkt, jednak różnią się zakończeniem. Obrońca Realu Madryt także zgubił but w kluczowym momencie, jednak w przeciwieństwie do Kopciuszka nie zostawił go za soba, by mógł go znaleźć przystojny książę. Sergio do swojego buta był tak przywiązany, że podniósł go i z butem w garści ruszył na spotkanie napastnikom Celty. I tu kolejna różnica - Kopciuszek zdążyła, Ramos nie. Przynajmniej nie przed bramką Santiego Miny. Ot, taka smutna historia, której nie powstydziłby się Hans Christian Andersen.

Nagroda im. Atomówek – za stworzenie zabójczego tridente: LEO MESSI, NEYMAR oraz LUIS SUAREZ

Bajka, Bójka i… Brawurka! Trzy dziewczynki o nadprzyrodzonych mocach z łatwością ratowały świat przed kataklizmami i przestępcami. Obdarzone w superszybkość, potężną siłę, umiejętność latania i wiele, wiele innych mocy, mogły robić co chciały. W Barcelonie w ich rolę wcielili się Neymar, Luis Suárez oraz Leo Messi. Latać może nie potrafili, ale oglądając ich w każdym kolejnym meczu można było odnieść wrażenie, że również posiadają supermoce. Stworzyli zabójcze tridente, które z łatwością potrafiło rozpracować każdego rywala. By wszystko zaczęło funkcjonować jak należy, potrzeba było trochę czasu. Najpierw Luis Suárez musiał odcierpieć karę za ugryzienie na mundialu Giorgio Chielliniego, zaś później wkomponować się w zespół. Wszelkie braki i problemy w początkowym okresie nadrabiał walecznością i zaangażowaniem. Cules pokochali go od razu. Kiedy już tridente znalazło wspólny język, to rywale po prostu nie byli w stanie go zatrzymać. „Nigdy nie widziałem większej boiskowej chemii, niż ta pomiędzy Messim, Neymarem i Suárezem. W ciągu siedmiu lat, które spędziłem w szatniach takich klubów jak Manchester United i Barcelona, nigdy z czymś takim się nie spotkałem” - stwierdził po meczu z Realem Madryt Gerard Piqué. Z hiszpańskim obrońcą ciężko się nie zgodzić. Ta trójka była w tym sezonie kosmiczna, a po każdym golu widać było, że oni naprawdę uwielbiają ze sobą grać.

Nagroda nowotestamentalna - za powstrzymanie się od rzucenia kamieniem: ARDA TURAN & FABIAN ORELLANA

Czas na wyjątkową nagrodę fair-play dla dwóch zawodników, którzy wykazali się szczególnym miłosierdziem i miłością bliźniego. Mogli zabić, a nie zabili. Mogli wydać wyrok i rzucić kamieniem, a nie rzucili. Zamiast tego Arda Turan postanowił rzucić butem w liniowego podczas meczu z Barceloną, z kolei Fabian Orellana zdecydował się na rzut trawą w Sergio Busquetsa. Obu panów te wybory kosztowały zarobienie czerwonej kartki. Podejrzewamy jednak, że nie rzucili kamieniem dlatego, iż wiedzieli, że nie są bez winy...

Nagroda im. Jonathasa - za bycie Jonathasem tak bardzo, jak tylko się da: JONATHAS

Jonathas otrzymał od nas w tym podsumowaniu już wiele pochwał i nagród. Należy mu się jednak jeszcze jedna, szczególna. Nagroda im. Jonathasa, ponieważ Brazylijczyk jest klasą sam dla siebie. Ostatecznym dowodem na potwierdzenie tej tezy był moment, gdy napastnik Elche wykonał najlepszą celebrację bramki we wszechświecie. Szybko znaleźli się naśladowcy, jednak my nie mamy wątpliwości - nawet wychowanek Realu Madryt, który wyrzuca swój były klub za burtę Ligi Mistrzów, nie może się równać z Jonathasem. 

Nagroda im. Kapitana Grzmota - za burzliwe osiągnięcia w karierze indywidualnej: CRISTIANO RONALDO

Achhhh, co to był za sezon Cristiano Ronaldo! Krew, pot i łzy… tak wyglądała walka Portugalczyka o nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca Primera División. Walczył ile miał sił w nogach, nie odpuszczał żadnego wolnego, żadnego karnego. Ufff, udało się! Po spotkaniu z Getafe w końcu mógł świętować. W walce o Pichichi był bezkonkurencyjny, a swoją koronę przypieczętował dwoma hat-trickami (z Espanyolem i Getafe!!). 48 goli? Kapitanie Grzmocie, to robi wrażenie.

Nagroda im. Przodownika Pracy - za trzysta procent normy: LEO MESSI

Kiedy w lutym 2006 roku zmarł Telmo Zarra, wydawało się, że jego rekord jest nieosiągalny. Leo Messi rozgrywał dopiero drugi sezon w pierwszej drużynie, a w swoim dorobku miał siedem goli. Ale przez kolejne osiem lat Argentyńczyk udowodnił, że dla niego niemożliwe nie istnieje, a 22 listopada w starciu z Sevillą dokonał rzeczy niezwykłej - w wieku 27 lat został najskuteczniejszym strzelcem w historii Primera División, wyprzedzając legendarnego baskijskiego napastnika. W trakcie meczu z Andaluzyjczykami na Camp Nou pojawił się transparent z napisem „La Llegenda Continua” - „Legenda trwa”. Niewiele zdań mogłoby lepiej pasować. Liczby kolejki były trzy, odpowiednio: 251, 252 i 253. Bramki o takich numerach, jeśli wziąć pod uwagę jego osiągnięcia w lidze hiszpańskiej, w sobotnim meczu z Sevillą zdobył Leo Messi. Tym samym Argentyńczyk pierwszym golem wyrównał i kolejnymi pobił rekord legendarnego Telmo Zarry i został najlepszym snajperem w historii La Liga. Prócz Zarry Leo zostawił za sobą takie nazwiska jak: Hugo Sánchez, Raúl, Alfredo di Stefáno, César Rodríguez czy Quini. Na uzbieranie 253 bramek Messi potrzebował 289 rozegranych spotkań. Z każdym kolejnym meczem Leo Messi umacniał się na prowadzeniu. I nadal będzie - jest po prostu kosmitą. Obecny sezon w Primera División po raz kolejny utwierdził nas w przekonaniu, że to właśnie Argentyńczyk będzie najlepszym następcą Xaviego Hernándeza. Dziesiątka Barcelony wyrabiał 300% normy, ponieważa nie tylko nie potrafił przestać strzelać (43 gole), ale również zaliczył aż osiemnaście asyst! Dzięki Messiemu futbol już nigdy nie będzie taki sam.

Nagroda im. Aragorna, syna Arathorna – za Powrót Króla: FERNANDO TORRES 

Starość dojrzałą siłą bywa, korzeni mróz nie sięga srogi. Z popiołów płomień się zapali i w mroku kiedyś skra zapłonie. Złamaną klingę można scalić, wybraniec siądzie znów na tronie... Upłynęło wiele lat tułaczki za morzem, w której nie zawsze sprzyjało mu szczęście; wreszcie powrócił do utęsknionej ojczyzny. On, Obieżyświat, następca Isildura Diego Costy, dziedzic długiej dynastii strzelców znad Manzanares, po pełnej znoju wędrówce przez liczne kraje, w końcu powrócił do Gon... do Atlético, by objąć tron. Fernando Torres. Gdy wszyscy już myśleli, że powrót Hiszpana na Vicente Calderón będzie raczej symboliczny niż realny ten dwoma bramkami zapewnił Atléti awans do kolejnej rundy Pucharu Króla; oraz pokonanie w derbowym dwumeczu Realu MadrytTorres w swoim domu odżył, a golem strzelonym na El Madrigal przeciwko Żółtej Łodzi Podwodnej można zachwycać się bez końca. Król Powrócił? Przynajmniej jego cząstka.

Jedenastka sezonu wg. FCBarca.com

Wybierz bramkę sezonu

Kandydat nr 1: Javi Lara (vs. Real Sociedad)
Kandydat nr 2: James Rodríguez (vs. Granada)
Kandydat nr 3: James Rodríguez (vs. Deportivo)
Kandydat nr 4: Javier Hernández (vs. Deportivo)
Kandydat nr 5: Saul Berjon (vs. Levante)
Kandydat nr 6: Leo Messi (vs. Espanyol)
Kandydat nr 7: Chory Castro (vs. Deportivo)
Kandydat nr 8: Antoine Griezmann (vs. Deportivo)
Kandydat nr 9: Jaume Costa (vs. Deportivo)
Kandydat nr 10: James Rodríguez (vs. Almería)
Kandydat nr 11: Pedro Rodríguez (vs. Real Sociedad)
Kandydat nr 12: Ruben Rochina (vs. Real Sociedad)
Kandydat nr 13: Leo Messi (vs. Atlético)
Kandydat nr 14: Leo Messi (vs. Getafe)
Kandydat nr 15: Karim Benzema (vs. Real Sociedad)
Kandydat nr 16: Saul Niguez (vs. Real Madryt)
Kandydat nr 17: Luis Suárez (vs. Levante)
Kandydat nr 18: Anaitz Arbilla (vs. Getafe)
Kandydat nr 19: Sergi Darder (vs. Getafe)
Kandydat nr 20: Neymar (vs. Elche)

PS. Nasz cichy faworyt to Sergi Darder, ale nic nie podpowiadamy :)
PPS. Kolega n00stress oczywiście się pomylił. NASZYM faworytem jest Saul Niguez. Ale to z pewnością wiecie ;)

Ankieta

Kto strzelił najładniejszą bramkę sezonu?

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Haha redakcja super humor ma! :D Nagroda im. Kapitana Grzmota mnie rozwaliła xD
« Powrót do wszystkich komentarzy