Finał okiem dziennikarza: Larsson spłacił dług, wielka Barcelona!

Barman

18 maja 2006, 16:12

1 komentarz
Przez większość meczu Arsenal w dziesiątkę dzielnie bronił prowadzenia 1:0, a Thierry Henry przyćmił geniusz Ronaldinho. Ale nie obronił. Dwa cudowne zagrania Henrika Larssona, dały Barcelonie zwycięstwo 2:1 i wyśniony puchar

Wznosząc w górę srebrny Puchar Europy kapitan Barcelony Carles Puyol, nie wiedział czy śmiać się z radości czy płakać ze wzruszenia. Gdy w 1992 roku Barça zdobywała to trofeum po raz pierwszy i jedyny w karierze, miał 14 lat. Mały Katalończyk tak bardzo denerwował się finałowym meczem z Sampdorią, że odmówił oglądania, zamknął się w pokoju i wybiegł z niego dopiero po decydującym golu Ronalda Koemana. Jego Barça w 50. rocznicę pierwszego Pucharu Europy, dołączyła do elitarnego klubu drużyn, które zdobyły to trofeum więcej niż raz - do Realu, Milanu, Interu, Juventusu, Liverpoolu, Bayernu, Nottingham Forest, Ajaksu, FC Porto, Benfiki i Manchesteru United.

Dzień przed meczem Puyol mówił nam na konferencji, że sam jest ciekaw, czy ten Henry to rzeczywiście taki dobry zawodnik, bo wszyscy ciągle straszą Barçę Francuzem. - Jak dotąd grałem przeciwko niemu tylko na playstation. Twarzą w twarz nigdy jeszcze się z nim nie spotkałem - przyznał. I już w pierwszych minutach mógł się przekonać, że kapitan Arsenalu to istotnie genialny piłkarz. Już w 2. min Henry oszukał na polu karnym Katalończyków Rafaela Márqueza i strzelił, ale Valdez zdołał wybić piłkę na róg. A po chwili bramkarz Barçy z trudem sparował strzał Francuza tym razem z lewej strony pola karnego.

Wielki dramat Lehmanna

- Uwielbiam wielkie mecze, takie o których się śni tygodnie wcześniej. Śni się o sztuczkach i zwodach, podaniach i strzałach. I golach. Dlatego zawsze kiedy przychodzi wielki mecz, ja gram w nim dobrze. Tak będzie i w środę - zapowiadał przed finałem Ronaldinho. Ale na pierwsze jego sztuczki trzeba był czekać aż do 15. minuty. Kiedy już zaczął, nawet "Kanonierzy" wpadali w zachwyt. Po jego podaniu Samuel Eto'o samotnie szarżował z piłką na bramkę Jensa Lehmanna. Niemiec wyszedł przed pole karne, a gdy kameruński napastnik go minął, chwycił rywala za nogę. Eto'o upadł, ale piłkę przejął Ludovic Giuly i skierował ją do pustej siatki. Norweski sędzia Terje Hauge zamiast uznać bramkę i wyrzucić Lehmanna, dał czerwoną kartkę Niemcowi i rzut wolny Barcelonie.

Zrozpaczony Niemiec, który w 10 poprzednich meczach Champions League nie puścił gola, zszedł z boiska. Zastąpił go Manuel Almunia. Nie rozgrzany i niespodziewający się występu Hiszpan mógł stać się albo bezradnym zmiennikiem, którego nikt nie obwini o ewentualne potknięcia, albo bohaterem. Wybrał drugą opcję. I już w pierwszej interwencji fantastycznie wyłuskał piłkę spod nóg Deco, jedynego piłkarza na Stade de France, który miał na koncie wygranie Ligi Mistrzów.

Barcelona zaczynała przeważać, ale Arsenal nie zapomniał jak wielkim jego atutem jest atak, który pozwolił pokonać takie potęgi jak Real i Juventus. "Kanonierzy" przeprowadzali więc kontry. Po jednej z nich w 36. min Puyol sfaulował Emmanuela Eboue (prawdę mówiąc to faul widział tylko sędzia) przy linii bocznej pola karnego. Thierry Henry fantastycznie wykonał rzut wolny podając prosto na głowę Sola Campbella, a ten uderzył do siatki. Obrońca reprezentacji Anglii przez większą cześć sezonu był kontuzjowany i pewnie nie wróciłby do składu, gdyby nie uraz swego młodego kolegi, Philippe'a Senderosa.

"Kanonierom" sprzyjał los, jakby chciał im odpłacić wszystkie dotychczasowe niepowodzenia w Lidze Mistrzów, w której nigdy nie zaszli dalej jak do ćwierćfinału. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Ronaldinho zagrał w pole karne do Eto'o, ten uciekł Toure i strzelił wydawało się nie do obrony. Ale Almunia zdołał odbić piłkę tak, że ta trafiła słupek. A po przerwie zerwała się ulewa, zmieniając paryską pogodę w angielską.

Ostatni prezent Larssona

Po zamianie stron trener Frank Rijkaard zamiast defensywnego Edmílsona wprowadził kreatywnego wychowanka Barçy, 22-letniego Andresa Iniestę, bohatera półfinału z Milanem. Czas jednak mijał, a wynik nie zmieniał się. Mało tego, Arsenal cały czas groźnie atakował, jakby "Kanonierzy" mieli niespożyte siły. Rijkaard zdjął więc kolejnego pomocnika, Marka van Bommela, zastępując go szwedzkim napastnikiem Henrikiem Larssonem, który po raz ostatni wybiegł na murawę w barwach Barcelony. - To nie czyni go groźniejszym niż zwykle. Na niego zawsze trzeba uważać, bo kocha strzelać gole i wygrywać - mówił przed meczem o koledze z kadry Fredrik Ljungberg.

Larsson zagrał koncertowo. To po jego podaniach padło wyrównanie i zwycięska bramka. Najpierw w 77. minucie Szwed przedłużył piłkę na polu karnym do Eto'o, a ten strzelił obok bezradnego Almunii. Na Stade de France najpierw dało się słyszeć westchnienie ulgi tysięcy Katalończyków, którzy po chwili zmienili Stade de France w Camp Nou.

Po chwili Szwed znów fantastycznie dograł do rezerwowego obrońcy, Brazylijczyka Juliano Bellettiego, a ten posłał piłkę do siatki między nogami bramkarza. Tym samym Larsson spłacił dług Barcelonie, która przedłużyła z nim kontrakt, mimo wielomiesięcznej kontuzji Szweda. A Barça powtórzyła scenariusz z ćwierćfinałowego meczu Ligi Mistrzów z innym angielskim zespołem - Chelsea. Wówczas Anglicy też grali w 10. po wyrzuceniu z boiska przez tego samego sędziego Asiera del Horno. Chelsea też prowadziła, ale Katalończycy wygrali 2:1.

Co teraz zrobi Henry? Czy latem przeniesie się do Barcelony, o co zabiega kataloński klub, osobiście Ronaldinho i Eto'o oraz fani Barçy? Czy zostanie, by grać na nowym wspaniałym stadionie w Londynie? - Nie wierzę, że to był jego ostatni mecz w Arsenalu. Przegraliśmy, więc nie może odejść. Ma o co walczyć. Gdybyśmy wygrali, też zresztą musiałby zostać. Jak wówczas zostawić taką drużynę? - mówił z nadzieją były gwiazdor Arsenalu i komentator BBC, Ian Wright.

Sam Francuz oświadczył, że ostateczną decyzję podejmie dopiero po mistrzostwach świata.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

:')