Szczypta realizmu, czy dlaczego Barcelona nie zdobędzie w tym sezonie 6 Pucharów

Barman

25 lipca 2006, 21:36

1 komentarz
Już za nieco trzy tygodnie, 17. sierpnia, FC Barcelona stanie do batalii z lokalnym rywalem, Espanyolem, których stawką będzie zdobycie Copa del Oro, czyli SuperPucharu Hiszpanii. Stawka meczu nie jest niska, prestiż bo wygraniu niemały, więc piłkarze z pewnością przyłożą się do tego dwumeczu.

Będzie to jednak początek niezwykle trudnego sezonu, w którym po raz pierwszy w swej historii Blaugrana będzie rywalizowała aż na sześciu frontach. Pojawia się więc szansa na zdeklasowanie Liverpoolu, który w sezonie roku 2001 zdobył aż 5 trofeów. Zapewne wszyscy fani Barcelony o niczym innym nie marzą, lecz... czy nie wymagają oni od swej drużyny zbyt wiele?

Przecież już w tym sezonie, a właściwie pod jego koniec, było widać ogromne zmęczenie piłkarzy sezonem. Ronaldinho pod koniec sezonu oraz na Mundialu to nie był już ten sam gracz, który czarował swą grą w pierwszej części sezonu. Snuł się po boisku, częściej tracił piłkę, lecz otrzymał od Boga 'to coś' i dzięki 'temu czemuś' potrafił zaliczać na przykład takie asysty jak ta w pierwszym meczu z Milanem. Na Mistrzostwach Światach jednak jego gwiazda zupełnie zbladła. Samuel Eto'o także nie tryskał świeżością. Sezon rozpoczął znakomicie, strzelił 18 goli w 18 meczach w La Liga, lecz potem przyszedł Puchar Narodów Afryki, po którym Kameruńczyk zatracił skuteczność i do końca rozgrywek trafił już tylko 8-krotnie. Do tego dodał 3 trafienia w Lidze Mistrzów, lecz i w tym przypadku, piłkarz zatracił błysk. Wiemy dobrze, że bez tych piłkarzy lub wobec braku ich formy nie ma po prostu kto zdobywać bramek. Przez krótki okres czasu ciężar na barki wziął Messi, lecz w spotkaniu z Chelsea doznał kontuzji przez którą już nie pojawił się na boisko w sezonie 2006/07. Giuly grał dość chimerycznie, ale nie można mu odmówić, że strzelał gole w niezwykle ważnych momentach - vide mecz z AC Milan.

Co logiczne, to właśnie piłkarze z ataku zdobywają najwięcej goli, a wobec nich słabszej formy coraz trudniej przychodziło nam zdobywanie bramek. Dobrze, że dla odmiany w rewelacyjnej dyspozycji pod koniec sezonu był Iniesta, który był głównym motorem napędowym drużyny przez ostatnie 2 miesiące.

Należy pokreślić, że przez cały sezon (może z wyjątkiem pierwszych 5-7 spotkań) to obrona była największą siłą Blaugrany. Duet Puyol i Márquez grał niczym para profesorów dająca lekcję swym studentom. Byli zaporą niemal nie do przejścia, dzięki czemu rywale dochodzili do sytuacji dość rzadko i jeszcze rzadziej je wykorzystywali. Oczywiście i ta formacja nie ustrzegła się błędów jak choćby w spotkaniu z Realem, Osasuną czy w finale LM, gdzie tylko indolencji Henry'ego w 3. minucie spotkania zawdzięczaliśmy to, że ten finał nie rozpoczął się dla nas katastrofalnie. Generalnie jednak w tej formacji nadszedł spory progres, a w tym sezonie powinna być ona jeszcze silniejsza, po przybyciu Zambrotty i Thurama.

Wracając jednak do trofeów... 17 i 20 sierpnia zmierzymy się z Espanyolem. Tutaj zawodnicy wyjdą na boisko z pewnością wypoczęci, bez żadnych stresów, bo i rywal nie jest specjalnie wymagający. Nawet z 'wakacyjną' formą, Blaugrana nie powinna mieć problemów z pokonaniem rywala zza miedzy. Przecież Espanyol w zeszłym sezonie dopiero dzięki bramce w 90. minucie zachował ligowy byt, a mimo to wystąpi w nadchodzącej edycji Pucharu UEFA. Gracze z wzgórza Montuijc z pewnością podejdą do tego pojedynku jednak z większą ambicją aniżeli nasi pupile. Od dawna nie pokonali oni przecież Barçy na ligowym gruncie, a pokonanie ich w meczach o Copa del Oro na pewno byłoby dla nich wspaniałym rozpoczęciem nowego sezonu, w którym będą raczej skazani na walkę o utrzymanie. Mimo to, 'Duma Katalonii' to nie ta sama klasa co Espanyol i powinniśmy, mimo wszystko, bez problemu wywalczyć to trofeum. Barça - Reszta Świata 1:0.

Po kolejnych trzech dniach od meczu o Puchar Gampera (nie będzie to mecz oficjalny, więc i trofeum nie może być liczone), w Monaco przyjdzie nam zmierzyć się z Sevillą. Warto podkreślić, że dla Barçy będzie to już 4 mecz w ciągu zaledwie 8 dni, dlatego to świeżość będzie głównym atutem ambitnych grajków z Andaluzji. Trzeba przyznać, że ich skład prezentuje się dość okazale. W bramce Palop, ewentualnie Cobeño. W obronie wielu świetnych piłkarzy jak choćby Javi Navarro, Daniel Alves, David, Escude czy Ocio i Hinkel. W pomocy brylują Maresca (bohater finału z Middlesbrough), Jesus Navas, Duda, Adriano czy Poulsen. O bramki również andaluzyjczycy nie powinni się martwić, gdyż mają w składzie Makukulę, Luisa Fabiano i Kanoute. Mimo iż to Barcelona będzie faworytem u buków, to drużyna z Sevilli ma także spore szanse na triumf. Musi tylko lub aż, wykorzystać w jak największym stopniu zmęczenie Katalończyków. Barça - Reszta Świata 1:1

Już w 3 dni po tym meczu, startuje La Liga. My rozpoczniemy ją wyjazdowym spotkaniem z Celtą Vigo. Kalendarz jest dla nas dość korzystny, bowiem większość silniejszych rywali zaliczamy już na początku rundy, to może okazać się zbawienne, gdyż potem to właśnie ciułanie punktów ze słabszymi teamami może okazać się kluczowe. Najwięcej krwi może nam pomóc silniejszy niż w zeszłym sezonie Real. Po transferach jakich dokonał i dokona będzie to naprawdę ciekawa drużyna, jednak wzorem Barçy z sezonu 2003/04 nie zwojuje jeszcze niczego wielkiego, bowiem na zbudować prawdziwą drużynę potrzeba więcej niż 2-miesięcznego przygotowania. Co innego za rok - wtedy Real może być już naprawdę godnym rywalem Blaugrany z sezonu 2005/06. Do walki o tytuł włączy się też z pewnością Valencia z nowymi nabytkami, Morientesem i Del Horno, oraz Atlético Madryt, które w tym roku na ogromne apetyty na zgarnięcie trofeum. Nie zapomnijmy też o Deportivo i mimo wszystko, Osasunie. My mamy jednak zdecydowanie najrówniejszy skład i powinniśmy wygrać te rozgrywki, choć już nie z taką przewagą jak podczas sezonu 2005/06. Barça - Reszta Świata 2:1

14. grudnia rozpoczną się Klubowe Mistrzostwa Świata. Tutaj będziemy już mogli zauważyć pierwsze oznaki zmęczenia naszych piłkarzy. O ile w pierwszym, półfinałowym, spotkaniu rywal nie jest wymagający (Américą Cali lub Auckland City), to ze zwycięzcą Copa Libertadores możemy mieć już niemały problem. Tą drużyną będzie ktoś z czwórki Chivas Guadalajara (Meksyk) Sao Paulo (Brazylia), Libertad (Paragwaj) lub Internacional Porto Alegre (Brazylia). Drużyny z Ameryki Południowej znane są z preferowanego radosnego stylu gry, co może nie spasować 'Dumie Katalonii'. Ponadto zawodnicy będą już mieli w nogach przynajmniej 20 meczów i mogą już myśleć powoli o przerwie świątecznej, więc niekoniecznie włożą w ten mecz maksimum sił. W finale może nas więc spotkać niemiła niespodzianka. Barça - Reszta Świata 2:2.

A co z rozgrywkami w Copa del Rey? Znów rozpoczniemy je od 1/8 finału i znów będzie grał w nich drugi skład, ewentualnie młodzicy z Barçy B. Nie należy więcej tu (jak zwykle) spodziewać się większych sukcesów, bo jeśli się uda zajść dalej to... spoko, ale jeżeli nie, to nikt tragedii robić nie będzie. To trofeum nie jest zbytnio prestiżowe, więc należy się spodziewać, iż zgarnie je jakiś zespół z dolnej półki. Barça - Reszta Świata 2:3.

Liga Mistrzów... Od czasów pierwszego sezonu w tych rozgrywkach (1992 rok) jeszcze nikomu nie udało się obronić trofeum. Nie ulega wątpliwości, że skład mamy bardzo silny, ale i rywale nie zasypywali gruszek w popiele. Nie jest wykluczone, że w 1/8 finału znów dostaniemy Chelsea, a wygrać z nimi w sezonie 2006/07 będzie z pewnością trudniej. Do walki o końcowy triumf mogą włączyć się też Manchester, Lyon, Inter i Real Madryt i to chyba te zespoły należy traktować jako najgroźniejszych rywali do końcowego triumfu. Dobrze by było także dobrze wylosować, lecz nie w grupie, bo z tej tak czy siak wyjedziemy, lecz w fazie pucharowej. Nikt nie miałby zapewne nic przeciwko grze z drużynami z Belgii, Czech czy Holandii. Wiele zależy także od psychiki naszych piłkarzy, bowiem finał zostanie rozegrany w Atenach, dokładnie na tym samym boisku, gdzie wielki Dream Team Cruyffa poniósł w finale LM sromotną klęskę z Milanem. Nasi piłkarze nie raz jednak udowodnili już, że potrafią walczyć z historią i nie powinniśmy się na zapas martwić o to gdzie rozegrany zostanie finał. Z pewnością będziemy jednym z największych faworytów i mamy na tyle dojrzały skład by nie ulec presji i naciskom mediów jak i całego świata. Mamy szansę jako pierwsi wygrać dwa razy z rzędu Champions League. Jak więc będzie końcowy wynik rywalizacji z resztą świata? Serce podpowiada, że 3:3.

Nie ulega wątpliwości, że wygranie trzech trofeów będzie bardzo dobrym wynikiem, czterech - fenomenalnym. Jeżeli wygramy 5 batalii przejdziemy do historii. Pewne jest jedno - nie wygramy wszystkich trofeów. To niemożliwe. W takich meczach jak ten z Sevillą czy te w Klubowych Mistrzostwach Świata może zadecydować słabsza dyspozycja w danym dniu i puchar wyląduje w rękach rywala. Bądźmy jednak dobrej myśli: jedno trofeum to minimum przyzwoitości.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Test 11