Potrójna korona stała się faktem! FC Barcelona - Manchester United 2:0

M_k

27 maja 2009, 21:37

1007 komentarzy
FC Barcelona przypieczętowała świetny sezon. Na Stadio Olimpico w Rzymie, w obecności 72 tysięcy kibiców, we wspaniałym stylu pokonała Manchester United, zdobywając tym samym trzeci Puchar Mistrzów w historii klubu. Piłkarze Guardioli całkowicie zdominowali plac gry, dokumentując to dwoma trafieniami. Gole dla naszych piłkarzy zdobywali Samuel Eto'o (10') i Lionel Messi (70').

Zaczęło się śmiesznie. Komentujący spotkanie Dariusz Szpakowski wywołał nazwisko niejakiego Czarlsa Puziola. Po chwili zastanowienia ("czy przeoczyłem jakiś nowy talent z La Masia?"), okazało się, że na środku boiska zameldował się dobrze nam znany Carles Puyol. Po tym humorystycznym akcencie sędzia rozpoczął mecz.

Barcelona weszła w grę bardzo zdeprymowana. Już w 1. minucie nastąpiła niepewna wymiana piłek pomiędzy Sylvinho a Valdésem, zakończona na szczęście tylko wyrzutem z autu. Chwilę później Cristiano Ronaldo strzałem z rzutu wolnego mógł otworzyć wynik meczu. Valdés znów popisał się niepewną interwencją, wybijając piłkę przed siebie. Po wejściu jednego z obrońców wylądowała ona poza boiskiem.

Pierwsze minuty wielkiego finału były więc nerwowe. Osłodą dla znerwicowanych Cules była akcja z udziałem Sylvinho z 4. minuty, lecz zakończyła się stratą. Jednak widoczny w niej był nieśmiały zalążek gry, którą Barça wcześniej urzekała na boiskach Hiszpanii. Napór Katalończyków szybko się załamał i do natarcia znów przeszły Czerwone Diabły. W 9. minucie, jak skrzętnie wyliczyli komentatorzy, miał miejsce już 3 strzał Cristiano Ronaldo na bramkę! Zapowiadało to istny teatr z jednym aktorem - Portugalczykiem. Piłkarz ten z gracją sunął po murawie, błyskając tu i ówdzie pokrytą żelem fryzurą.

Jednak, w 9. minucie, cały misterny plan poszedł... wiadomo gdzie. Samuel Eto'o, po rajdzie i podaniu Iniesty znalazł się nagle na prawym skrzydle z piłką przy nodze. Wiele się nie namyślając, pobiegł do bramki Van der Sara i huknął po krótkim rogu. Po drodze ograł jeszcze Vidica. Konsternacja u kibiców Manchesteru została natychmiast zalana rykiem radości fanów Barçy. Lepszego początku nasi piłkarze po prostu nie mogli sobie wymarzyć.

Manchester nie zrezygnował wcale z prób strzelenia gola. W 17. minucie Pique musiał ratować się faulem, gdy Ronaldo niemal wkręcił go w ziemię. Za to zagranie stoper Balugrana otrzymał żółtą kartkę. "Za wcześnie na żółtko", pomyślało zapewne wielu kibiców. A tu jeszcze ten cały Cristiano i rzut wolny z 18 metrów... Piłkę uderzył w końcu Giggs. Przeleciała minimalnie nad poprzeczką.

W 20. minucie uaktywnił się, niewidoczny jak dotąd, Lionel Messi. Przejął futbolówkę na prawym skrzydle. Na plecach miał już Rooneya, a więc szybko zszedł do środka i piekielnie mocno uderzył na bramkę. Pomylił się naprawdę niewiele. "Nie będę gorszy" - pomyślał zapewne Cristiano Ronaldo. Niestety dla Manchesteru, jego strzał z dystansu, który nastąpił po chwili, był tylko nędzną imitacją petardy Leo.

Około 20. minuty na boisku zaczęło dziać się coś bardzo znamiennego. Coraz bardziej aktywni byli Xavi i Iniesta, coraz więcej piłek przechodziło przez ich nogi. Barcelona powoli przejmowała inicjatywę. Subtelnie i nieśmiało, jednak minuta po minucie, bordowo-granatowi rozkręcali się w każdym sektorze boiska. W 27. minucie Iniesta po dobrym rajdzie wywalczył rzut wolny. Strzał Xaviego i piłka o centymetry minęła bramkę Van der Sara.

Przez resztę pierwszej połowy Barça całkowicie zdominowała Manchester. Do końca podopieczni Guardioli przeprowadzili jeszcze kilka znakomitych akcji. Jedną z nich była sytuacja, w której wchodzący do środka Yaya Toure zagrał na prawo do Carlesa Puyola. Dośrodkowanie naszego kapitana zostało wybite poza linię boczną. Po rzucie rożnym Xaviego bliski szczęścia był Pique, lecz tym razem nie udało się sięgnąć wrzutki. Z kolei przed gwizdkiem na przerwę Messi zdołał jeszcze urwać się kilku obrońcom i pogalopował do przodu. Jego centrę z boku złapał jednak Van der Sar.

Po przerwie Mistrzowie Anglii zaatakowali śmielej. Pomóc miał w tym wprowadzony na boisko Carlos Tevez. Już po chwili Manchester nadział się na groźną kontrę Katalończyków. Thierry Henry otrzymał piłkę po lewej stronie, po czym ograł Rio Ferdinanda. Strzał, który nastąpił potem był niestety zbyt słaby. Van der Sar sparował piłkę mającą, w zamysłach Francuza przejść "siatką" pomiędzy nogami Holendra.

Trochę później Barcelonie należał się rzut karny. Po podaniu Eto'o z prawej strony Messi wychodził na czystą pozycję. Był tak sprytnie popychany przez jednego z obrońców, iż sędzia nic nie zauważył, a cała sprawa zakończyła się na zawiedzionej minie Argentyńczyka. W 52. minucie przed polem karnym sfaulowano Iniestę. Do ustawionej na 18. metrze futbolówki podszedł Xavi i... trafił w słupek! Wszyscy złapali się za głowy, przecież Barça była tak blisko rozstrzygnięcia...

Tutaj mała dygresja. Żyją jeszcze na świecie kibice pamiętający sławetny finał na Camp Nou pomiędzy Manchesterem United a Bayernem Monachium. Co myśleliście około 60. minuty spotkania? A może jeszcze raz Czerwone Diabły popiszą się wyrachowaniem i umiejętnością walki do końca? Wspomnienia emocji sprzed 10 lat znów stawały nam przed oczami. Czy tym razem mogło być podobnie?

Być może bieg meczu odwróciłby się, gdyby United wykazali nieco więcej zimnej krwi. Niewykorzystane sytuacje Blaugrany mogły zemścić się już po kilku chwilach. W 55. minucie Yaya Toure zanotował kiks. Nie najlepsza interwencja przy wrzutce mogła doprowadzić do wyrównania za sprawą Koreańczyka Parka. Akcja ta była rozpoczęciem okresu dobrej gry Czerwonych Diabłów. Nasza obrona pracowała bez zarzutu. Tylko z przodu coś nie funkcjonowało tak jak powinno. Manchester przejął inicjatywę w środku pola. Możliwe, że była to chwilowa zadyszka pomocników Barçy. Jednak piłkarze Fergusona nie potrafili przekuć tego na bramki.

W 65. minucie próbował odgryźć się Thierry Henry. Po składnej akcji z lewej strony Francuz zszedł do środka. Płaski strzał nie sprawił kłopotu Van der Sarowi. Po chwili z rzutu wolnego znów próbowali zawodnicy w białych strojach lecz Pique stał na posterunku.

Barcelona postanowiła skończyć tę zabawę w 70. minucie. Na prawej stronie piłkę otrzymał Xavi i zagrał fenomenalne dośrodkowanie wprost na głowę Messiego. Na uwagę zasługuje każda sekwencja tej akcji. Najpierw perfekcyjna, silna, a jednocześnie miękka wrzutka za plecy Ferdinanda. Później wybicie się w górę Messiego. Piłka nie naszła idealnie na głowę Argentyńczyka; musiał odchylić się nieco do tyłu. Z prawdziwą przyjemnością obserwowaliśmy na późniejszych powtórkach jak Leo przepięknie składa się do tego strzału. Potem już tylko idealna trajektoria lecącej piłki. Uderzenie nie za mocne ani nie za słabe; nie za niskie, ale nie za wysokie. A przede wszystkim absolutnie doskonale wymierzone - Van der Sar mógł jedynie bezradnie obserwować jak futbolówka ląduje w głębi jego bramki. W taki oto sposób mierzący niewiele ponad 160 cm wzrostu liliput strzelił gola głową, stojąc pośród dwóch ogromnych stoperów - O'Shea (1,90 metra), Ferdinanda (1,89 m) i nie mniej wyrośniętego bramkarza (1,97 m).

Po akcji Xaviego i Messiego na boisku i na trybunach rozpoczęła się fiesta. Barcelona rozpoczęła leniwe klepanie piłki w środku pola. Manchester ugryzł jeszcze w 71. minucie - Berbatov dobrze strzelił ze środka pola karnego, lecz obrońcy Barçy sparowali uderzenie. Z dobitką Pięknego Cristiano poradził sobie Valdés.

Ronaldo stawał się pod koniec meczu coraz bardziej nerwowy. Szczególnie odczuł to na swoich kościach Carles Puyol, który kilka razy był złośliwie faulowany przez Portugalczyka. Nie obyło się bez żółtej kartki. Tymczasem dalej toczyła się gra. W 79 minucie, po zejściu do środka, w ręce Van der Sara strzelał mocno Iniesta. Natomiast w 84. minucie Barça całkowicie "rozklepała" obronę Manchesteru. Xavi uruchomił Puyola wychodzącego na prawej flance, jednak naszemu kapitanowi zabrakło zimnej krwi. Oko w oko z bramkarzem, zamiast strzelać, próbował wejść z piłką do bramki. Na koniec mieliśmy jeszcze niezły strzał Berbatova z woleja i sytuację Teveza z 88. minuty. Po gromkim "ole, ole" z trybun i zmianie taktycznej Guardioli, w 3 minucie doliczonego czasu Massimo Busacca zakończył mecz.

FC Barcelona zagrała dziś świetne spotkanie. Grając praktycznie rezerwowym zestawieniem z tyłu i mając wracających po kontuzjach Iniestę i Henry'ego, potrafiła całkowicie przyćmić wielki Manchester United. Guardiola dokonał rzeczy niebywałej - w pierwszym swoim sezonie na ławce Dumy Katalonii zdobył potrójną koronę. Mecz z "Diabłami" był doskonałym podsumowaniem wielkiego sezonu. Jak powiedział Johan Cruyff, "to nie przeciwnicy Blaugrany są mali, to Barça czyni ich małymi". I tak właśnie było tego wieczoru. Teraz idźmy i świętujmy, bo radość nasza jest wielka.

FC Barcelona: Valdés; Puyol, Touré Yayá, Piqué, Sylvinho, Busquets, Xavi, Iniesta (Pedro, m.92), Messi, Eto'o, Henry (Keita, m.71).

Manchester United: Van der Sar; O'Shea, Ferdinand, Vidic, Evra, Carrick, Anderson (Tévez, m.46), Giggs (Scholes, m.75), Park (Berbatov, m.66), Rooney, Cristiano Ronaldo.

Gole: 1-0, m.10: Eto'o. 2-0, m. 70: Messi.

Arbiter:
Massimo Busacca (Szwajcaria). Żółte kartki: Piqué (m.16), Cristaino Ronaldo (m.78), Scholes (m.80), Vidic (m.90+3).

Widzów 72 689

Statystyki:

52.7% Posiadanie 47.3%
12 Strzały 11
7 Strzały celne 2
1 Obrony bramkarzy 5
4 Rzuty rożne 7
10 Faule 7
1 Spalone 5
1 Żółte kartki 3
0 Czerwone kartki 0
18 Odbiory 21
403 Celne podania 345
79 Podania niecelne 70

Poleć artykuł

Komentarze (1007)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
To były czasy;-)jakbyśmy w tym roku zdobyli przynajmnie podwójną korone to by było fajnie:-)
« Powrót do wszystkich komentarzy