Xavier Estrada Fernández o spotkaniu z Negreirą: Pomyślałem, że siedzę koło Al Capone

Michał Gajdek

19 kwietnia 2024, 20:15

El Mundo

8 komentarzy

Fot. Getty Images

Starcia ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów oraz nadchodzące El Clásico przejęły okładki w hiszpańskich mediach oraz niemal cały czas antenowy w programach publicystycznych o futbolu. W tym tygodniu doszło jednak jeszcze do jednego interesującego wydarzenia: w środę, 16 kwietnia, premierę miała książka byłego arbitra, Xaviera Estrady Fernándeza, zatytułowana „Prawda o sprawie Negreiry: moja walka z korupcją”.

Przypomnijmy, że Estrada Fernández zasłynął, gdy w zeszłym roku złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Wówczas był on jeszcze aktywnym sędzią VAR, natomiast wcześniej, w latach 2009 – 2021 sędziował mecze LaLigi; miał także status arbitra międzynarodowego FIFA.

Od zeszłorocznego doniesienia do prokuratury Estrada Fernández przekonuje, że jego działania mają na celu oczyszczenie dobrego imienia sędziów. Relacjonuje on naruszenia, których miał dopuścić się sam Negreira, a także inni decydenci Komitetu Technicznego Arbitrów (CTA). Twierdzi, że „chce myśleć, że Barça płaciła, ponieważ wierzyła, że może jej się to opłacić. Wiceprzewodniczący Komitetu Arbitrów nie jest osobą bez znaczenia”. Warto przy tym zaznaczyć, że Estrada Fernández podkreślając znaczącą rolę Negreiry do tej pory nie powiedział wprost o jakichkolwiek naciskach związanych z sędziowaniem meczów FC Barcelony w określony sposób. Byłoby to zresztą niemożliwe na bazie jego własnych doświadczeń, bowiem jako sędzia wywodzący się z Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, nigdy żadnego nie poprowadził.

Arbiter niedawno podzielił się za to swoimi wspomnieniami z czasów sędziowania, mówiąc: „W roku, w którym awansowałem do Primera División, czwartym czy piątym meczem, który sędziowałem, było spotkanie Realu z Almeríą na Santiago Bernabéu. Wyrzuciłem z boiska Cristiano Ronaldo i już nie gwizdałem więcej meczów Realu przez cały sezon. Oczywiście, że to warunkuje. W ten enigmatyczny sposób mówi się, żebyś był ostrożny przy podejmowaniu decyzji”. Rzeczywiście, wspomniane starcie miało miejsce 5 grudnia 2009 roku, a kolejny mecz Królewskich Estrada Fernández poprowadził dopiero 6 stycznia 2011 roku, w Pucharze Króla. Na ligowy powrót na Santiago Bernabéu musiał poczekać niemal dwa lata, aż do 3 listopada 2022 roku.

Rozgłos zyskany przy sprawie Negreiry przysłużył się Estradzie Fernándezowi w karierze… politycznej. W lecie zeszłego roku wystartował w wyborach samorządowych i został miejskim radnym w Lleidzie. Teraz znów jest o nim głośno, po książce napisanej wraz z Miguelem Ángelem Pérezem, dziennikarzem Libertad Digital, portalu często chwalącego się exclusivami w sprawie Negreiry.

Nie zdołaliśmy się jeszcze zapoznać z całą pozycjąPrawda o sprawie Negreiry: moja walka z korupcją” – poniżej prezentujemy jednak fragment opublikowany w hiszpańskich mediach.

***

Pod koniec 2012 roku ludzie z Komitetu powiadomili mnie, że w 2013 roku zostanę sędzią międzynarodowym. Podczas listopadowego zgrupowania spotkałem się z Victoriano Sánchezem Arminio [ówczesny szef sędziów, zmarł w zeszłym roku – przyp. Redakcji] i powiedziałem mu: „Prezesie, skoro jestem sędzią międzynarodowym, mogę wybrać swoich asystentów?”. „Jasne, ty masz ostatnie słowo, ale wiesz, jak jest…”, odpowiedział enigmatycznie. To, co chciał mi przekazać, to że w rzeczywistości ostatnie słowo miał Enriquez Negreira.

Był 22 grudnia 2012 roku i byłem w kawiarni Top Capi w Lleidzie. Nagle zadzwonił do mnie wiceprezes CTA: „Chcę, żebyś przyjechał do Barcelony”. Enriquez Negreira wezwał mnie do baru La Torrada, który mieścił się w centrum Barcelony, konkretnie przy ulicy San Antoni María Claret 209. Lokalem zarządzała jego partnerka, Ana Paula Rufas, a został on zamknięty kilka lat temu; teraz w tym miejscu znajduje się azjatycki tapas bar. W tym biznesie, organizował głównie dwa typy spotkań. Po pierwsze, dzień przed meczem spotykał się z arbitrami, którzy mieli sędziować FC Barcelonie i Espanyolu, żeby przekazać im wskazówki i wytyczne. Ci sędziowie oczywiście nigdy nie byli z Katalonii.

Po drugie, w La Torradzie organizowane były także spotkania z katalońskimi sędziami z pierwszej, drugiej i trzeciej ligi, dwa lub trzy razy do roku, w których uczestniczyłem wiele razy. Podczas tych spotkań, analizował twoje oceny w danym sezonie, które przechowywał w notatniku księgowym, który zawsze miał ze sobą. Ponadto, sprawdzał twoje postępy i czynił różne komentarze. Mówił ci na przykład: „chłopcze, musisz przycisnąć”, i czułeś się uwarunkowany, bo nie wiedziałeś, czy chce cię zdegradować na kolejny sezon. Zawsze pozostawiał w tobie niepewność. Jako arbitrzy z Primera División czuliśmy się zobligowani do chodzenia do baru Enriqueza Negreiry, bo on był szefem i czasami musiałeś się dać zauważyć, żeby wszystko szło dobrze. Ponadto służyło to wyczuciu, jak wygląda twoja sytuacja osobista w ramach CTA. Podobnie było w przypadku coachingu jego syna, Javiera Enríqueza - sędziowie byli uwarunkowani, aby korzystać z jego usług i płacić kasę, ponieważ był synem tego, który rządził.

La Torrada była bardzo obskurnym i małym sąsiedzkim barem, który ironicznie nazywaliśmy Txistu Barcelony [oryginalny Mesón Txistu to ekskluzywna, baskijska restauracja w Madrycie - przyp. Redakcji]. Zaraz przy wejściu, po lewej stronie znajdował się bar, a z tyłu wewnętrzne patio ze stołami i krzesłami kempingowymi. W tygodniu było dostępne menu lunchowe, ale kiedy my tam chodziliśmy, serowali nam mięso i szynkę serrano z supermarketu w plasterkach, świeżo wyjęte z opakowania. To było żałosne i wstydliwe. Oczywiście, nie wybaczyli rachunku i naliczali nam około 50 euro od osoby. Dużo pieniędzy, biorąc pod uwagę jakość jedzenia i samo miejsce. Partnerka wiceprezesa CTA zawsze siedziała za barem i miała też jakichś innych pracowników. Kiedy szliśmy do lokalu, odbywaliśmy wiele rozmów z Enríquezem Negreirą związanych z piłką nożną i sędziowaniem, w bardzo miłej atmosferze. Oprócz niego, w barze pojawiali się ważni dyrektorzy Federacji Katalońskiej oraz inni sędziowie-przyjaciele z jego kręgu zaufania. Była to jego „siedziba generalna” w Barcelonie i działała mniej więcej jakoś od co najmniej 2009 roku do 2018.

Kiedy wezwano mnie do baru La Torrada, nie wiedziałem dokładnie, co tam zastanę. Kiedy przybyłem, partnerka Enríqueza Negreiry była w środku lokalu, a on pozostał na zewnątrz z Xavierem Moreno Delgado, jednym z jego najbliższych ludzi w Komitecie sędziowskim. Palili i popijali butelkę cavy, czekając na mnie przy metalowym stoliku na tarasie. Byłem w pierwszej lidze już od czterech lat, ale przestraszyłem się, gdy sam zobaczyłem postawę Enríqueza Negreiry. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, czego w tamtej chwili doświadczę i usłyszę. To był cios, który nie był fizyczny, ale był bardziej bolesny. Idylliczna wizja arbitrażu i CTA, jaką do tej pory utrzymywałem, jako stosunkowo przejrzystej i zdrowej instytucji, została zniszczona.

Przed sobą miałem Moreno Delgado, a Enriquez Negreira wykonał do mnie władczy gest, żebym usiadł przy nim. Potem wypowiedział zdanie, a właściwie bardziej groźbę, która na zawsze się we mnie wryła: „wiesz, czym jest rodzina?”. W tym momencie pomyślałem: „siedzę koło Al Capone”. „Przypieprzę ci…”, kontynuował wiceprezes sędziów, patrząc mi prosto w oczy. Nie mogłem w to uwierzyć.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

To niezły Al Capone. :D
« Powrót do wszystkich komentarzy