Po pierwsze nie szkodzić, czyli o rzeczach ważniejszych niż mecz z PSG

Michał Gajdek

16 kwietnia 2024, 08:00

27 komentarzy

Fot. Getty Images

Muszę zacząć od pewnego wyznania: jestem wielkim fanem Pedriego. Uważam, że ze wszystkich młodych zawodników, którzy przewinęli się przez Barcelonę w ostatnich latach, to właśnie on ma COŚ specjalnego (później pojawili się Lamine i Cubarsi). Coś, co występuje się tylko u kilku piłkarzy w danym pokoleniu. Jego kariera znalazła się jednak na zakręcie… i mam obawy, że najbliższe miesiące, począwszy od jutrzejszego starcia z PSG, mogą sprawić, że wypadnie on z drogi na dobre.

Gdy dostrzegłem, że Pedri kończy rozgrzewkę i zaraz pojawi się na murawie Parc des Princes, moją pierwszą reakcją był strach. Rzecz jasna szybko przerodził się on w euforię po fenomenalnej asyście Kanaryjczyka do Raphinhi. Teraz jednak, rozważając to już na chłodno, myślę, że moje obawy były uzasadnione. Dla Pedriego były to pierwsze minuty po kontuzji, PSG stale naciskało, a Barça goniła wynik. Ostatecznie wyszło świetnie, ale boję się, że to, co udało się raz, niekoniecznie musi powtórzyć się we wtorek.  

Wybitny muzyk

Z rewanżowego starcia z PSG wypadli Sergi Roberto, a także Andreas Christensen. Dodając do tego kontuzję Gaviego, a także ostatni występ poniżej krytyki Oriola Romeu, nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości, że najbardziej jakościowe trio, jakie może wystawić Xavi w środku pola to Frenkie de Jong, İlkay Gündoğan oraz Pedri; właściwe jedyną alternatywą jest bowiem Fermín López. 

Trzeba jednak podkreślić, że indywidualna jakość piłkarzy nie zawsze idzie w parze ze sprawnością funkcjonowania drużyny. Zwłaszcza strata Duńczyka może być bardzo dotkliwa – to on ostatnio dawał zespołowi ten niezbędny balans między obroną i atakiem. Posługując się popularnym porównaniem, Christensen wnosił ciężki fortepian, żeby następnie wirtuozerski koncert mogli zagrać na nim inni.

Obawiam się, że jeżeli ktoś będzie miał przejąć tę rolę w trio Frenkie – Gündoğan – Pedri, to przypadnie ona właśnie Kanaryjczykowi. Ba, mam na potwierdzenie swoich słów co najmniej jeden dowód. Dokładnie taki tercet zameldował się bowiem na boisku w podobnych okolicznościach, gdy Barça zapewniała sobie pierwsze miejsce w fazie grupowej, pokonując FC Porto. Wówczas cała trójka zaliczyła pełne spotkanie. A u Pedriego, zamiast chwalić jego wirtuozerskie zagrania, wyróżniano… rekordową liczbę przebiegniętych na boisku kilometrów.

Niebezpieczne precedensy 

Nie mam rzecz jasna wystarczającej wiedzy, żeby stwierdzić na ile to właśnie próby zastąpienia Gaviego Pedrim 1:1, tj. sprowadzenie go do roli biegającego w pressingu pitbulla, przyczyniły się do jego najnowszych urazów. Znów jednak, trzeba oprzeć się na znanych nam danych – a te są niepokojące.

Wszyscy wiemy, że problemy zdrowotne Kanaryjczyka pojawiły się po szalonym sezonie 2020/21, w którym do 3526 minut rozegranych w klubie dołożył 1569 minut w barwach reprezentacji Hiszpanii… a to wszystko podczas swojego pierwszego sezonu w futbolu na najwyższym poziomie (i to sezonu bodaj najbardziej wymagającego w historii, w którym kumulacja meczów z uwagi na wcześniejszą pandemiczną przerwę była niesamowita). Rozbijmy jednak jego urazy na czynniki pierwsze.

W sezonie 2021/22 Barça w Lidze Mistrzów mierzyła się z dwoma wymagającymi rywalami: Bayernem oraz Benfiką. Pedri doznał urazu mięśnia czworogłowego uda w starciu z klubem z Bawarii i wrócił na mecz z Portugalczykami, tylko po to, aby przedwcześnie go zakończyć z pogłębioną kontuzją; w meczach rewanżowych z tymi przeciwnikami już nie zagrał. 

Tę zatrważającą statystykę trudno niestety uznać za wypadek przy pracy. Wiosną 2022 roku Pedri doznał kolejnej kontuzji mięśniowej w starciu Ligi Europy z Eintrachtem, a rok później – w meczu z Manchesterem United. Oba te urazy w praktyce oznaczały dla niego koniec sezonu.

Podsumowując powyższą wyliczankę: w niepokojąco dużej części meczów w europejskich pucharach wymagających maksymalnej intensywności, Pedri doznawał urazu mięśniowego. Nikt chyba nie ma zaś wątpliwości, że rywalizacja z PSG właśnie takim starciem będzie.  

Kluczowa rola odpoczynku

Trzeba też pamiętać, że choć w Barcelonie za młodych mogą uchodzić Lamine Yamal, czy Pau Cubarsi, to Pedri w listopadzie skończy dopiero 22 lata. Jeżeli zostanie odpowiednio poprowadzony, będziemy się nim cieszyć jeszcze długie lata. Do tego jednak, potrzebny jest mu… odpoczynek.

Znów – to nie jest tylko moja opinia. Serdecznie polecam lekturę wywiadu z Pau Torresem, który w brzemiennym dla Pedriego w skutkach sezonie 2020/21 zaliczył podobną liczbę minut. Niedawno tak porównywał on ówczesne doświadczenia ich obu: "Rozmawiałem z Unaiem Emerym. On był ze mną bardzo szczery i powiedział: "Pau, mam duże doświadczenie. Prowadziłem zawodników, którzy wracali z mundiali i chcieli grać, ale ja się im postawiłem. Obojętne mi, czy chcesz grać, masz pojechać na wakacje, bo piłkarz potrzebuje odpoczynku"Wówczas ja wróciłem z Igrzysk i zrobiłem właśnie to, a Pedri od razu wrócił do gry... o ile się nie mylę, to pauzował tylko przez tydzień, podczas pierwszej przerwy na kadry. Myślę, że on od tego momentu nie był w stanie wrócić do pełni sił. Gdyby Barça zdecydowała się dać mu czas na odpoczynek, wierzę, że on wyglądałby dziś lepiej fizycznie, bo to od tamtego momentu kumuluje kolejne kontuzje”. 

Stoper Aston Villi nie ma wątpliwości: Pedri musi się zatrzymać i porządnie odpocząć. Tryb, w którym na przemian gra, po czym wypada i leczy kolejne urazy jest dla niego zwyczajnie wyniszczający.  

Nie powtórzyć błędów z przeszłości 

Nim pojawili się Pau Cubarsi oraz Lamine Yamal, Pedri nie był bynajmniej jedynym zawodnikiem Barçy, którego skala talentu była gigantyczna. Choć patrząc dziś na jego występy w Brighton czasem trudno w to uwierzyć, to właśnie takim piłkarzem był również Ansu Fati.

Przez dłuższy czas Hiszpan funkcjonował w specyficznym trybie: grał świetnie przez kilka-kilkanaście meczów, po czym doznawał urazu. Wracał na boisko, by natychmiast znów czarować… a następnie po raz kolejny wypaść. Niestety, gdy już kontuzje odpuściły (w zeszłym sezonie, Ansu pauzował z powodu urazu tylko sześć dni), okazało się, że zabrały ze sobą tego zawodnika, na którego wszyscy liczyliśmy. 

Fenomenalna asysta w Paryżu pokazała nam, że mamy szczęście – Pedri dalej „to” ma. Tym bardziej jednak klub zobowiązany jest na niego chuchać i dmuchać, gdy tylko pojawia się jakiekolwiek ryzyko dla jego zdrowia. Ktoś może powiedzieć: "po co nam piłkarz, który nie jest gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie?". Pamiętajmy jednak, że jeżeli Xavi nie odwoła swoich słów i rzeczywiście opuści Barcelonę, to w lecie najprawdopodobniej dojdzie do zmiany sztabu od przygotowania fizycznego, a może także i medycznego. To może być przełomowy moment w karierze Kanaryjczyka, który pozwoli mu zmienić się z łamliwego młodzieniaszka w piłkarza, na którym będziemy mogli regularnie polegać w najtrudniejszych meczach.

Patrzeć dalej niż na najbliższy mecz

Obawiam się jednak, że ten moment zwyczajnie jeszcze nie nadszedł. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wtorkowe starcie z PSG to dla nas mecz sezonu. Ale, jeżeli się nam w nim powiedzie, to kolejnymi „meczami sezonu” będą przecież starcia półfinałowe. A później – oby! – mecz na Wembley.

A gdy już swoje „mecze sezonu” przestanie rozgrywać FC Barcelona, to przecież niemal natychmiast zacznie to robić reprezentacja Hiszpanii. Luis de la Fuente nie ukrywa swojej tęsknoty za Kanaryjczykiem. Możemy być niestety pewni, że tego lata będzie on pełnił znaczącą rolę na Euro… i oby tylko tam.

Dlatego, z pełnym docenieniem wagi jutrzejszego starcia – jeżeli istnieje ryzyko, że nadmierne obciążenie Pedriego w nim może spowodować kolejny uraz mięśniowy, to moim zdaniem sztab szkoleniowy nie powinien go podejmować, nawet z pełną świadomością, że może ucierpieć na tym jakość drużyny. Kanaryjczyk ma być bowiem gotowy nie tylko na wtorek, ale także na kolejne ćwierćfinały, półfinały i finały Ligi Mistrzów, których, miejmy nadzieję, czeka nas przez resztę jego kariery całkiem sporo.

P.S. Opisana w tym tekście problematyka nie jest przecież wyłącznie domeną FC Barcelony. Swój "mecz sezonu" zagrają dzień po niej również Real Madryt i Manchester City. Również w tych zespołach są rekonwalescenci, którzy zapewne nie będą jeszcze w pełni sił, jak choćby Eder Militão i Kyle Walker. Przekonamy się, jak w stosunku do nich podejdą tak doświadczeni trenerzy jak Carlo Ancelotti oraz Pep Guardiola. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

To wypada życzyć Perdiemu szybkiego wypadnięcia Barcy ze wszystkich rozgrywek, żeby nie musiał być eksploataowany. Na poważnie, uważam, że winę za przygotowanie naszych zawodników odpowiada sztab szkoleniowy, a nie pieprzenie, że to mecze ich eksploatują, bo jest ich mniej, ponieważ wypadlismy wcześniej z PK, wczesniej odpadalśmy z LE, tylko teraz została nam ta końcówka. Tu trzeba zmienić metody treningowe pod kątem urazów i zmienić objętość treningowa dostosowaną do intensywności meczów indywidulanie przez każdego piłkarza i tyle w temacie.

Dla mnie to jest zawodnik na 30-40 min drugiej połowy, nie tylko w tym spotkaniu.
Wtedy byłoby z niego najwięcej pożytku. Zmęczony piłkarz gorzej kontroluje swoje ruchy, może lepiej, żeby był świeży. Wyjazd na Euro to jakiś żart, chyba że będą się z nim obchodzić jak z jajkiem.

Dawno w Barcelonie nie miałem ulubionego zawodnika, odkąd przyszedł Pedri mam. Jest to zawodnik z potencjałem na jednego z najlepszych pomocników na świecie, szkoda tylko że w pierwszym sezonie został taki zajechany, oby podobnej sytuacji nie było teraz z Yamalem i Cubarsim. Licze mocno na zdrowego Pedriego, bo z nim Barcelonie gra się łatwiej

Romeo fajny piwir. Nie umie odebrac ani wyprowadzic piłki.
Lewy wyprowadza dobrze.

Ogólnie dzięki Ci Koeman, dzięki wam bezmyślni ludzie z federacji hiszpańskiej.

Przerwa 3-4 miechy- 4-5 meczy "wprowadzających"- 3-4 mecze na wysokim poziomie- kontuzja i od nowa schemat.

de Jong - Gundo - Fermin na rewanż z PSG i tyle w temacie.
Pedri joker z ławki + w razie zmęczenia czy kartek na pomoc może iść tez Rapha lub Cancelo.

Tylko trzeba zadać sobie pytanie jak długo będzie trwało takie oszczędzanie bo tego w nieskończoność nie można robić. Przed tą kontuzją był naprawdę mądrze wprowadzany przez Xaviego i wcale nie grał tak wielu minut a i tak znowu wypadł.

Dużo masz racji w tym artykule, tylko znów pozostaje perspektywa drużyny.
Gramy o wynik, który da nam tak potrzebne pieniądze i trochę przywróci chwałę Klubowi.
Skoro sztab medyczny uznał, że Pedri jest zdrowy, to chyba właśnie po to jest, żeby grać.

Z tym odpoczywaniem to też ciekawa sprawa, bo patrząc na ilość rozegranych minut przez ostatnie dwa sezony, to on właśnie potrzebuje być na boisku i łapać płynność w grze.

Rozumiem, że życzeniowo wolisz, aby teraz odpoczął, a w przyszłości "może odpali", tylko, że obecnie to Pedri nie jest gwarantem teraźniejszości, a co dopiero myślenie przyszłościowe.

I bardzo dużo racji z tym Pedrim ma Pau. I nie tyczy się to tylko Pedriego, tylko każdego młodego piłkarza. Messi w tym aspekcie był geniuszem. "Kuloodpornym" ale jak złapał uraz też się g* za nim ciągnęło. Po to też zespół ma głębię składu aby było kim rotować.
My tego nie widzimy i nie czujemy. Ale wysiłek i okopane nogi nie leczą się z dnia na dzień. To są profesjonaliści. Ale ze zdrowiem nikt nie wygrał jeszcze.

Nie ma co na niego dmuchać i chuchać bo w reprezentacji nie będą się na to ogądać, chyba ze szykujemy dla nich pedriego to wtedy niech odpoczywa.

Przekonałeś mnie Michał. de Jong-Gundogan-Fermin w pierwszym na PSG.