Javi Miguel zapewnia, że Xavi wcale go nie pozwał i prostuje swoje doniesienia o poszukiwaniu "kreta" w sztabie

Mateusz Doniec

4 kwietnia 2024, 11:30

Culemania

2 komentarze

Fot. Getty Images

Kilka dni temu Luis F. Rojo z dziennika Marca poinformował, że Xavi Hernández pozwał dwóch dziennikarzy: Manuela Jaboisa oraz Javiego Miguela. Trener potwierdził również na konferencji prasowej, że złożył pozwy, ale nie podał konkretnych nazwisk. Dziś Javi Miguel całkowicie zaprzecza, jakoby został pozwany i przedstawia swoją wersję wydarzeń, prostując także swoje doniesienia o rzekomym poszukiwaniu "kreta" w sztabie Barçy.

***

Javi Miguel: "W ubiegły czwartek, 28 marca, obudziłem się z niemiłą niespodzianką, widząc moje nazwisko w doniesieniach, że Xavi Hernández pozwał mnie i innego dziennikarza. Nie do mnie należy wyjaśnianie, czy jest to prawda, czy nie, ale jeśli chodzi o mnie, mogę kategorycznie stwierdzić, że to całkowita nieprawda, że Xavi mnie pozwał. W rzeczywistości, gdy tylko przeczytałem te doniesienia, skontaktowałem się z trenerem, aby dowiedzieć się, czy to prawda. Xavi zaprzeczył, jakoby miał cokolwiek wspólnego z tym rzekomym pozwem, co potwierdził później jego doradca ds. komunikacji, Edu Polo.

Aby rzucić trochę światła, zamierzamy wyjaśnić tak jasno, jak to możliwe, dlaczego doszło do tego punktu. Między 20 a 21 lutego na łamach portalu Culemanía, a także w El Chiringuito, przedstawiłem szereg perypetii, które miały miejsce w tym sezonie w szatni, z zamiarem znalezienia domniemanego kreta [przez Xaviego]. Wśród nich było to, że zaufana osoba Xaviego namawiała niektórych członków sztabu do pokazania swoich telefonów komórkowych w celu znalezienia rzekomych przecieków: nigdy nie powiedziałem, że Xavi był inicjatorem, ani nie wymieniłem nazwisk. Informacje te dotarły do klubowego działu ds. zgodności z przepisami, który zlecił wewnętrzne dochodzenie w celu sprawdzenia, czy miało to miejsce, ponieważ mogłoby to zostać uznane za przestępstwo. W raporcie stwierdzono, że nie ma dowodów na żadne przestępstwo w szatni.

Opierając się na wynikach compliance, skontaktowałem się z moim źródłem, aby poznać jego wersję wydarzeń. Osoba ta przyznała, że nie była bezpośrednim świadkiem tego momentu i że została o nim poinformowana, nie wykluczając możliwości, że została wprowadzona w błąd lub wyolbrzymiła fakty. Biorąc pod uwagę te elementy, czuję potrzebę sprostowania informacji na temat telefonów komórkowych, ponieważ nie są one wyraźnie zgodne z rzeczywistością i są niedokładne.

W żaden sposób nie oznacza to, że kłamię, ponieważ aby kłamać, musi istnieć zamiar i świadomość, że to, co się mówi, nie jest prawdą, ani nie oznacza to, że jestem zmuszony przez żądanie. Robię to po prostu dlatego, że prawda musi przeważać nad wszystkim innym.

Gdybym był pewien, że informacja o kontroli telefonów komórkowych jest prawdziwa, poszedłbym na całość, tak jak zrobiłem to przy jedynej okazji, kiedy trafiłem do sądu. Wtedy to Ronaldinho pozwał mnie za artykuł, który opublikowałem w gazecie Sport i ostatecznie wygrałem, ponieważ argumenty Brazylijczyka zostały odrzucone.

Mam tylko nadzieję, że ci, którzy jak sępy szybko zaczęli wytykać palcami i oskarżać kolegów, również się poprawią i będą bardziej rygorystyczni w swoich raportach. Uszlachetniłoby to nasz zawód, który niestety już w ostatnich latach znalazł się pod ostrzałem".

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Może nie tyle pozwał, co zagroził pozwem, jeśli nie pojawi się sprostowanie. No i się pojawiło ;)

Niby w zasadzie kompromitacja Miguela i jego (rzekomego) źródła, ale w sumie u tamtejszych pismaków trudno cokolwiek nazwać już kompromitacją, bo to raczej... norma.

W każdym razie „przyjaźń” obu panów Ksawerych ewidentnie nie rozkwita, skoro któryś z nich kłamie.