İlkay Gündoğan: Dzisiaj nawet ludzie, którzy kochają piłkę nożną, rzadko oglądają pełne 90 minut

Bartosz Pluciński

9 grudnia 2023, 17:30

Zeit

13 komentarzy

Fot. Getty Images

  • İlkay Gündoğan udzielił wywiadu dziennikarzom Zeit
  • Niemiec m.in. opisał swoje pierwsze miesiące w Barcelonie i porównał nowe otoczenie do tego w Anglii
  • Pomocnik poświęcił też trochę czasu na analizę aktualnych problemów reprezentacji Niemiec

ZEIT: Jesteś tutaj od czterech miesięcy - czy odnalazłeś już swoje miejsce w drużynie?

İlkay Gündoğan: Barcelona to zupełnie nowe wyzwanie. Po siedmiu latach spędzonych w Manchesterze City z Pepem, w zeszłym roku jako kapitan nabrałem pewności siebie, wystarczającej pewności siebie. Pomyślałem, że ważne jest, aby ponownie wyjść ze swojej strefy komfortu. Nie tylko pod względem piłkarskim, ale także osobistym. Lubię zaczynać od nowa, nawet jeśli może to być trudne.

Czy właśnie tak jest teraz dla ciebie: ciężko? To duże wyzwanie?

Nowy kraj, nowy język, nowa kultura, nowy klub... Oczywiście, że to wyzwanie. Ludzie widzą tylko sportową stronę rzeczy, ale jest też życie towarzyskie. Moja rodzina i ja znaleźliśmy dom dopiero kilka tygodni temu. Uwielbiam rutynę i jeśli nie mam miejsca, do którego mogę się wycofać, wiele rzeczy jest dla mnie trudnych.

Uczysz się hiszpańskiego lub katalońskiego?

Jeszcze nie, zacznę w ciągu najbliższych dwóch tygodni. To, co umiem, wystarczy do pogawędki. Moja żona ma tę przewagę, że zna włoski. Jest podobny do hiszpańskiego. Jako profesjonalny piłkarz powinieneś spróbować nauczyć się języka swojej nowej ojczyzny.

Czy jako piłkarski nomad naprawdę jesteś w stanie i chcesz zanurzyć się w kulturze kraju, w którym obecnie mieszkasz?

Głupotą byłoby nie spróbować. Miałem dwie operacje w Barcelonie i trochę znam to miasto. Ale do tej pory byliśmy z żoną na kolacji tylko trzy razy. Jedzenie jest również częścią kultury. Żałujemy, że nie zwiedziliśmy więcej. Mamy ośmiomiesięczne dziecko, które pochłania resztę naszego czasu.

Co możesz zrobić, aby pomóc Barçy powrócić do dawnych sukcesów?

Pod względem sportowym wszystko idzie dobrze, ale wciąż musimy poprawić się w wielu obszarach. Właśnie dlatego zostałem sprowadzony. Trener powiedział mi, żebym przekazał swoje doświadczenie. Nawet jeśli nie działa to jeszcze idealnie ze względu na barierę językową, mogę wyzwolić pewne rzeczy w moich młodych kolegach samym zachowaniem. FC Barcelona ufa zawodnikom z La Masii. Są też pojedynczy piłkarze z zagranicy, tacy jak ja, którzy zapewniają odpowiednią mieszankę i niezbędną stabilność. Klub stracił ostatnio osobowości, takie jak Lionel Messi, który charakteryzował pewną erę. Sukces nie przyjdzie z dnia na dzień, to proces - zawsze we współpracy z fanami.

Czy masz na myśli, że sukces i pasja są od siebie wzajemnie zależne?

Przede wszystkim chodzi o wyniki sportowe. Jeśli są dobre, jeśli kibice zdają sobie sprawę, że na boisku jest drużyna, która czerpie z tego radość, to oglądanie jest przyjemnością. To tworzy wyjątkową atmosferę. To z kolei wraca do nas, zawodników, i daje nam kolejny impuls.

Reprezentacja Niemiec od lat nie emanuje taką atmosferą. Kibice z niecierpliwością czekają na mistrzostwa Europy w 2024 r., które odbędą się u nich w domu, choć oczekiwania są niczym innym jak powtórką letniej bajki z 2006 r. Pamiętasz jeszcze tamten czas?

Bardzo dobrze pamiętam tę wyjątkową atmosferę. Jako 15-latek świętowałem na festiwalu kibiców w Gelsenkirchen, a nawet wygrałem bilety na mecz Anglii z Portugalią w loterii. Myślę jednak, że ta letnia bajka miała niewiele wspólnego z wynikami sportowymi. To był sposób, w jaki grali i charyzma całego zespołu. Tym razem kibice też będą gotowi. Do nas, zawodników, należy rozpalenie euforii.

Jesteś nowym kapitanem drużyny, która została wyeliminowana przedwcześnie w trzech kolejnych turniejach. Mecze z Austrią i Turcją wywołały rozczarowanie zamiast euforii. Czy obawiasz się porażki i bycia obwinianym za niepowodzenie?

Nie wątpię, że odniesiemy sukces, mimo że wyniki i występy w ostatnich miesiącach wcale nie były dobre.

Mówisz poważnie?

Wciąż nie mogę się doczekać mistrzostw Europy. Może pojawią się wątpliwości, ale póki co po prostu nie mogę się ich doczekać.

Czy jesteś dumny z bycia kapitanem?

Tak! Jestem nie tylko kapitanem zawodników, ale mam też wiele innych obowiązków. To oznacza jeszcze większą odpowiedzialność, a ja lubię mieć odpowiedzialność.

Dlaczego zostałeś wybrany do pełnienia tej roli?

Myślę, że ma to związek z moim charakterem. Jestem towarzyski, akceptuje mnie wielu kolegów z drużyny. To dobra podstawa do prowadzenia zespołu. Dałem się poznać jako kapitan Manchesteru City. Mieliśmy tam dobrą atmosferę, która wykraczała poza grę w piłkę nożną. To jest podstawa sukcesu. Teraz musimy obudzić tego ducha w drużynie narodowej.

Dlaczego obecnie tak się nie dzieje?

W niektórych fazach mam wrażenie, że każdy z nas jest zbyt zajęty sobą. Jak dotąd nie udało nam się rozwinąć jako zespół. Niestety, nie zostało nam zbyt wiele czasu. Ale czasami presja czasu jest dobra. My, piłkarze, nie znamy niczego innego niż presja i rzadko ma ona negatywny wpływ na dobrych zawodników.

Z całym szacunkiem, chcielibyśmy zrozumieć twój optymizm. Co jest nie tak z drużyną narodową? Jest w niej wielu zawodników, którzy, tak jak ty, wygrali Ligę Mistrzów. Dlaczego elementy układanki tak źle do siebie pasują?

Potrzebujemy jasno określony zadań.

Nie macie ich?

Wciąż jesteśmy w fazie rozwoju.

Co to dokładnie oznacza?

Każdy musi wiedzieć, co ma robić na boisku. Następnie musi rozwinąć się symbioza. To nie może być takie trudne, ponieważ jesteśmy drużyną z charakterem i porządkiem. Nie mamy nikogo, kto sprawiałby problemy. Myślałem, że dwa mecze w USA były dobrym początkiem. Potem przyszły porażki z Austrią i Turcją. Na treningach wiele rzeczy idzie już dobrze. Dlaczego do tej pory zawodziliśmy w oficjalnych meczach, jest dla mnie trochę niewytłumaczalne. Następnego lata czeka nas właściwa faza przygotowań przed mistrzostwami Europy - to będzie dla nas dobre. Nasza jakość jest świetna w porównaniu do wielu innych drużyn.

Jesteś pewien?

Tak. Być może problem leży również w tym, że mamy w swoich szeregach tak wielu wyjątkowych piłkarzy.

Czy uważasz, że to przeszkadza drużynie stać się kolektywem?

Piłka nożna to sport zespołowy. Jeśli jest jedna rzecz, której nauczyłem się w City, to że jesteś najsilniejszy, gdy jesteś w stanie zaufać swoim kolegom z drużyny. Oczywiście, jako reprezentant kraju zawsze myślisz, że sam masz dar do wykonania ważnego podania lub strzelenia decydującej bramki. Ale nie każdy z jedenastu graczy może zrobić różnicę. Musimy to sobie uświadomić. Nie wykluczam siebie. Dużo patrzę na kolegów z drużyny na boisku, nie tylko wtedy, gdy jestem przy piłce: na ich twarze, w ich oczy. Chcę zobaczyć, ile mają pewności siebie. Czy ktoś chce piłkę, czy jest niepewny? Czy jest ta lekkość?

A to nie zdarza się wystarczająco często w drużynie narodowej?

Nie patrzymy na siebie wystarczająco. Często jesteśmy zajęci sobą, ponieważ każdy z nas uważa, że musi być lepszy. To błędne koło. W ostatnich dwóch meczach też nie zawsze udawało mi się wyjść z tego tunelu. Jako kapitan jestem odpowiedzialny za dawanie przykładu i wymaganie tego. Tego właśnie nauczyłem się od Pepa.

Miał na ciebie duży wpływ.

Zawsze potrafił przekonać do siebie nawet dwadzieścia największych gwiazd. Przekonuje nawet tych, którzy nie grają, by dawali z siebie sto procent dla drużyny. Ostatecznie to zawsze trener musi rozwiązać zagmatwaną sytuację. To on jest odpowiedzialny za sukces. To trudne zadanie.

Czy sam chciałbyś później pracować jako trener?

Tak, to mnie fascynuje.

Po porażce z Turcją powiedziałeś, że możesz sobie wyobrazić, jak ludzie będą o tym dyskutować w domu. Niemcy to kraj debat. Co chciałeś przez to powiedzieć?

To nie odnosi się tylko do Niemiec, ale jest tak wiele dyskusji na temat piłki nożnej... Jest to zabawne dla widzów, ale może irytować drużynę. Czasami zaglądam też do mediów społecznościowych, aby zobaczyć, jak ludzie mnie postrzegają. To naprawdę szalone, jestem w tym biznesie wystarczająco długo, aby wiedzieć, czy spełniam własne standardy i standardy mojego trenera. Gdybym mógł wypowiedzieć życzenie...

śmiało...

Chciałbym, aby nasi fani wspierali nas również wtedy, gdy sprawy nie układają się najlepiej. Wiele rzeczy naprawdę nie było dobrych w ostatnich miesiącach i latach. Oczywiście sami się do tego w dużej mierze przyczyniliśmy. Ale wierzę, że każdy, kto kocha piłkę nożną, powinien być lojalny, gdy sprawy idą źle. Jeśli drużyna to wyczuwa, to pomaga.

Czy życzyłbyś sobie tego samego osobiście? Prawda jest taka, że jesteś gwiazdą za granicą, ale cieszysz się mniejszym uznaniem w Niemczech. Czy możesz wyjaśnić, dlaczego tak jest?

Kultury są różne. Niemieccy piłkarze, tacy jak Bastian Schweinsteiger, Oliver Kahn czy Michael Ballack, osiągnęli sukces dzięki swojej walce, woli i pasji. Może trudniej jest identyfikować się z takimi zawodnikami jak ja. I jest coś jeszcze.

Co masz na myśli?

Dzisiaj nawet ludzie, którzy kochają piłkę nożną, rzadko oglądają pełne 90 minut. Jeśli ktoś "założy komuś kanał" lub wykonuje specjalną sztuczkę, robi się o tym głośno w mediach społecznościowych. Niewiele osób zwraca jednak uwagę na całokształt gry. Myślę, że to powierzchowne spojrzenie to wstyd. Nie jestem graczem dla najważniejszych momentów. Sam rzadko błyszczę, bramki zazwyczaj strzelają inni. Dla mnie najwspanialsze jest to, gdy piłka płynnie krąży w drużynie, gdy wszyscy wykonują dobrą robotę technicznie, taktycznie i w najdrobniejszych szczegółach, gdy panuje jedność.

Czy masz jakieś wytłumaczenie faktu, że w klubach od lat układa ci się lepiej niż w reprezentacji?

Myślę, że to spostrzeżenie nie dotyczy tylko mnie osobiście. Wszyscy nasi zawodnicy odnoszą mniejsze lub większe sukcesy w swoich klubach, w przeciwnym razie nie byliby powoływani do reprezentacji. Motywacja powinna być więc teraz jeszcze większa, abyśmy wszyscy razem coś z tym zrobili.

Czy wierzysz, że sport drużynowy może mieć wartość wykraczającą poza rozrywkę?

Tak, jeśli drużyna narodowa jest odzwierciedleniem społeczeństwa, jeśli ludzie się z nią identyfikują. To może się zdarzać o wiele częściej. Niemcy są tak wielokulturowe. Oczywiście niesie to ze sobą również ryzyko, działa tylko wtedy, gdy szanujemy odmienność. To samo odnosi się do zespołu; oni również muszą poświęcać się dla siebie nawzajem, aby odnieść sukces. Dlatego tak ważne jest zaufanie, o którym wspomniałem.

Czy Philipp Lahm lub Thomas Müller cieszą się większą akceptacją w Niemczech, ponieważ urodzili się w Bawarii i mają niemieckie nazwisko?

Jak najlepiej to ująć? (zastanawia się)

To nie musi być świadoma ksenofobia, ale nieświadome poczucie identyfikacji z tym, co znajome.

Wiesz, widzę wielu niemieckich kibiców z imigranckim pochodzeniem na trybunach podczas meczów międzynarodowych. Rozumiem twoje pytanie, ale zamiast zawsze widzieć różnice, możemy po prostu spróbować zaakceptować fakt, że niektórzy fani rozpoznają siebie bardziej w jednym zawodniku niż w innym. U mnie nie było inaczej.

Z kim się identyfikowałeś?

Jako dziecko byłem fanem reprezentacji Niemiec, ale moimi idolami byli Hamit i Halil Altıntop. Grali dla Schalke - a ja nie byłem fanem Schalke. Ale podobnie jak ja, urodzili się i wychowali w Gelsenkirchen, a ich rodzice również byli Turkami. Dlatego uwielbiałem ich bardziej niż innych. To identyfikacja. Nie widzę w tym nic złego. Nie jestem Philippem Lahmem - i to jest całkowicie w porządku. Przestańmy porównywać i zaakceptujmy rzeczy takimi, jakimi są. Bo w Niemczech wcale nie jest tak źle.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No zmiana pokoleniowa dociera do piłki. Młodzi wolą oglądnąć grę na komputerze i tak już będzie.
« Powrót do wszystkich komentarzy