Czy Xavi jest głównym winowajcą porażki Barcelony w dwumeczu z Manchesterem United?

Mateusz Doniec

24 lutego 2023, 11:00

178 komentarzy

Fot. Getty Images

Choć patrząc na chłodno można powiedzieć, że Barcelona nie była słaba w dwumeczu z Manchesterem United i rywalizowała na wysokim poziomie przeciwko drużynie będącej w świetnej formie, a o awansie zadecydowała różnica tylko jednego gola, to trudno oprzeć się wrażeniu, że Barça była w stanie wygrać ten dwumecz. Jednym z powodów, dla których tak się jednak nie stało, wskazuje się decyzje podejmowane przez Xaviego Hernándeza.

Jeszcze przed początkiem pierwszego meczu na Camp Nou na trenera wylała się spora krytyka za "zburzenie" świetnie spisującej się w tym sezonie linii obrony, która została nawet okraszona w mediach nazwą "BACK" od pierwszych liter nazwisk Alejandro Balde, Ronalda Araujo, Andreasa Christensena i Julesa Koundé. I choć postawienie na Albę na lewej obronie zamiast Balde jest jeszcze zrozumiałe, ponieważ doświadczony Hiszpan prezentował wysoką formę, to wymiana Christensena na Marcosa Alonso była już wręcz niewytłumaczalna.

Dodatkowo Xavi zdecydował się zamienić miejscami Koundé i Araujo, licząc, że Urugwajczyk będzie pojedynkował się z Marcusem Rashfordem, co ostatecznie nie miało miejsca. Takie zmiany personalne i w ustawieniu poskutkowały wieloma błędami w defensywie i brakiem orientacji wynikającymi ewidentnie z przełamania wypracowanych i dobrze działających schematów. Marcos Alonso strzelił co prawda gola na 1:0, lecz w obronie nie wyglądał zbyt pewnie i trudno uwierzyć, aby Christensen zagrał słabiej, nawet jeśli nie wpisałby się na listę strzelców. Na konferencji pomeczowej Xavi wytłumaczył tę decyzję rotacjami. Duńczyk jednak wszedł na boisko w drugiej połowie razem z Balde, a Koundé zamienił się miejscami z Araujo i widać było poprawę.

W meczu rewanżowym Xavi tym razem był zmuszony podjąć pewne odważne decyzje z powodu absencji Gaviego i Pedriego. W defensywie od początku zagrał już kwartet "BACK", a w linii pomocy, zgodnie z przewidywaniami, razem z Busquetsem i De Jongiem wystąpili Kessie i Roberto. Wielu kibiców było niezadowolonych z faktu, że na ławce posadzony został Ferran Torres po znakomitym występie w ostatni weekend z Cádizem. Domagano się, aby tym razem trener zrezygnował czwartego pomocnika i dołożył trzeciego napastnika, którym miałby być właśnie Ferran. Choć oczywistym było, że poziom rywala był dużo wyższy, to można było liczyć, że "uwolniony" Torres wniesie "coś więcej" w ofensywie.

W 82. minucie rewanżu doszło do bardzo dziwnej zmiany Xaviego, który wpuścił na boisko Marcosa Alonso za Ronalda Araujo. Urugwajczyk miał być zdziwiony taką decyzją, a na konferencji prasowej trener wyjaśnił, że dokonał tej zmiany z ostrożności, ponieważ widział, że Araujo łapał się za mięsień. Ostatecznie były zawodnik Chelsea zameldował się na boisku i tym samym ma na koncie występy w każdym meczu Barcelony w europejskich pucharach w tym sezonie.

Nie można oczywiście całej winy zrzucać na barki Xaviego, ponieważ zawodnicy (i to kluczowi) też zawodzili, a z innych, jak Pedri, Gavi czy Dembélé trener nie mógł skorzystać. Jednym z piłkarzy wskazywanych palcem jest Robert Lewandowski. Polak strzelił gola na Old Trafford z rzutu karnego, a na Camp Nou miał pewien udział przy trafieniu Raphinhi, jednak w obu meczach prezentował się bardzo słabo. Przegrywał pojedynki z obrońcami, za długo holował piłkę, tracił futbolówkę i miał kłopoty z przyjęciem. Niestety takie występy Polaka są w ostatnich tygodniach regularne.

Można również przyczepić się do występu Raphinhi w rewanżu. Brazylijczyk rozegrał na Camp Nou jeden ze swoich najlepszych meczów w koszulce Barçy, zdobywając bramkę i notując asystę, lecz na Old Trafford był praktycznie niewidoczny, notował mnóstwo strat, przegrywał pojedynki i nie zauważał dobrych okazji do podania.

Należy też podkreślić, że Xavi nie miał zbyt dużego pola manewru na ławce rezerwowych, przede wszystkim w ofensywie. W obu spotkaniach do ataku wchodziła w drugiej połowie dwójka Ferran Torres i Ansu Fati. Ten drugi jednak od dłuższego czasu prezentuje się poniżej akceptowalnego poziomu, a Ferran dopiero co przełamał się w meczu z Cádizem.

Ostatecznie nie można wskazać, po czyjej stronie leży wina za odpadnięcie Ligi Europy. Wydaje się jednak, że Barcelona naprawdę mogła odnieść sukces w dwumeczu z silnym Manchesterem United, lecz sama to sobie utrudniła. Xavi w pierwszym meczu po raz kolejny przekombinował a w drugim z kolei musiał łatać luki po Gavim i Pedrim. Z kolei zawodnicy byli bardzo nieregularni w obu występach i popełniali więcej błedów niż w rozgrywkach ligowych. Jak powiedział sam Xavi: "Należy wyciągnąć wnioski i starać się poprawić". Po raz kolejny.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Winę ponosi MU, bo był lepszy jako zespół.
« Powrót do wszystkich komentarzy