Upadek Manchesteru United, czyli droga od finału Ligi Mistrzów do 1/16 Ligi Europy - część druga

Jakub Kurek

22 lutego 2023, 22:23

17 komentarzy

Fot. Getty Images

Od finału Ligi Mistrzów w 2011 roku upłynęło już sporo wody w Tamizie, a drużyny, które mierzyły się wtedy na Wembley, są w całkiem innym, gorszym miejscu. Jedyne co nieustannie łączy oba zespoły to... problemy. Można by wymieniać je w nieskończoność: sportowe, dyscyplinarne, instytucjonalne i wiele, wiele innych. W drugiej części historii, która zaprowadziła Manchester United i FC Barcelonę z piłkarskiego szczytu na peryferie europejskiego futbolu (bo tak trzeba nazwać grę w 1/16 Ligi Europy), przebrniemy przez momenty, które bezpośrednio doprowadziły do tego, co oglądamy obecnie.

Pierwszą część opowieści o czasach obejmujących okres od finału w 2011 roku do zwolnienia José Mourinho (2018) przeczytacie TUTAJ. Tym razem przyjrzymy się sezonom, które można zatytułować jak czwarty epizod Gwiezdnych Wojen - Nowa Nadzieja. Matka głupich zaopiekowała się swoimi dziećmi, którymi mimowolnie zostali kibice Manchesteru United i mimo kilku momentów zwątpienia trwa przy nich, stale siejąc wiarę, że może przyjdzie lepszy czas.

Teksty o najnowszej historii Barcelony i Manchesteru United powstały we współpracy z redaktorem ManUtd.pl – Jakubem Kurkiem. Poniżej zagłębimy się w to, co się działo przez ostatnie niechlubne lata w Manchesterze United. Z kolei na stronie ManUtd.pl można przeczytać o analogicznym czasie, tylko że w stolicy Katalonii.

Rycerz na białym koniu - Ole Gunnar Solskjaer

Jest 18 grudnia 2018 roku, dwa dni wcześniej Manchester United uległ 0:3 Liverpoolowi, w mediach pojawia się oficjalna informacja, że ze stanowiskiem menedżera Czerwonych Diabłów żegna się José Mourinho. Ta decyzja wydawała się nieunikniona, lecz zwolnienie nastąpiło szybciej, niż wszyscy się tego spodziewali. Toksyczna szatnia przepełniona piłkarzami ze zbyt wysokim ego, mnóstwo konfliktów i słabe wyniki - oto obraz drużyny, którą zostawia po sobie Portugalczyk.

Nie dziwi więc, że wiadomość o przyjściu klubowej legendy - Ole Gunnara Solskjaera, została odebrana bardzo pozytywnie. Norweski szkoleniowiec był niczym haust świeżego powietrza dla piłkarzy, którzy zamknięci byli przez dwa lata w ciasnym pomieszczeniu z człowiekiem, który w dodatku zabraniał otwierania okien. Nim przejdziemy do tego, jak Baby-face killer odmienił sportowe oblicze drużyny, należy zaznaczyć, że dostał on pracę w takim klubie przede wszystkim ze względu na swoje osiągnięcia piłkarskie. O ile jego kariera menedżerska w Norwegii nie układała się najgorzej, bo zdobył dwa mistrzostwa tego kraju, to na Wyspach zaliczył spory blamaż jako szkoleniowiec Cardiff, z którym najpierw spadł z Premier League, a następnie został zwolniony za słabe wyniki na drugim poziomie rozgrywkowym.

Tymczasowy menedżer Ole Gunnar Solskjaer rozpoczął kapitalnie. Był istną personifikacją efektu nowej miotły. Szczególnie że postacią kluczową dla jego zespołu od razu stał się najbardziej skonfliktowany z Mourinho Paul Pogba. Pierwszych 12 spotkań ligowych podopiecznych Norwega, to 10 zwycięstw i 2 remisy, a jeśli dołożymy do tego dwumecz z PSG w Lidze Mistrzów wygrany w dramatycznych okolicznościach, to w sercach kibiców znów zapaliła się nowa nadzieja.

Wkrótce mimo zaczynającego się pierwszego kryzysu, Solskjaer dostaje angaż w klubie na stałe. Kibice wiwatują, bo przecież mają swojego Guardiolę. Końcówka sezonu nie należy jednak do udanych. Czerwone Diabły odpadają w kiepskim stylu z Ligi Mistrzów po porażce 0:4 z Barceloną w dwumeczu. Z kolei ligę zamyka pięć spotkań bez zwycięstwa i ostatecznie szóste miejsce w tabeli, które zapewnia grę jedynie w Lidze Europy. Jednak falująca forma, to przez kolejne miesiące będzie znak firmowy norweskiego menedżera.

Sinusoida formy

Już pierwsze okno transferowe pokazało, jakich piłkarzy będzie chciał mieć do dyspozycji Ole Gunnar Solskjaer. Z klubu odeszli zawodnicy siejący ferment w szatni tacy jak: Romelu Lukaku czy Alexis Sánchez. Z kolei na Old Trafford pojawiły się postacie, które dopiero miały wejść na najwyższy poziom (spoiler - nie weszły), czyli Harry Maguire, Aaron Wan-Bissaka oraz Daniel James.

Sezon rozpoczął się pogromem Chelsea 4:0. Jednak przebieg tego spotkania nie wskazywał na taką dominację Manchesteru United. Piłkarze z Old Trafford wykorzystali wszystkie sytuacje, które sobie stworzyli, lecz sama gra nie napawała aż takim optymizmem. Szybko okazało się, że miłe bywają złego początki i Czerwone Diabły po 11 spotkaniach miały zaledwie trzy zwycięstwa.

Straty punktowe z pierwszych meczów udało się odrobić jednak po przerwie spowodowanej pandemią. Brak choćby jednej porażki w końcowej fazie sezonu sprawił, że nie dość, że Ole Gunnar Solskjaer utrzymał się na stanowisku menedżera, to jeszcze jego drużyna zakończyła rozgrywki na trzecim miejscu w tabeli. Normą stała się nie tylko chybotliwa forma, ale również porażki w półfinałach rozgrywek pucharowych. W sezonie 2019/2020 Manchester United przegrał w 1/2 finału w: Pucharze Ligi (z Manchesterem City 2:3 w dwumeczu), Pucharze Anglii (z Chelsea 1:3) oraz Lidze Europy (Sevillą 1:2).

Ratowały Solskjaera również wielokrotnie przebłyski indywidualne. Być może Norweg pożegnałby się z Old Trafford już w pierwszym swoim pełnym sezonie, gdyby nie najlepszy transfer ostatnich lat - Bruno Fernandes. Portugalczyk z marszu stał się najlepszym piłkarzem w drużynie i ratował ją wielokrotnie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Kolejna kampania znów rozpoczęła się falstartem. Porażka 1:6 z Tottenhamem miała już ostatecznie zatopić niezatapialnego Solskjaera, ale on przetrwał i to. Co więcej, dobra forma na kolejnym etapie sezonu sprawiła, że na początku roku Czerwone Diabły chwilowo włączyły się do walki o mistrzostwo. Zajmowały one nawet pozycję lidera. Potem jednak po raz kolejny wiatr zawiał w twarz Manchesterowi United i na koniec rozgrywek udało się wywalczyć jedynie drugie miejsce za plecami Manchesteru City.

Koniec sezonu 2020/2021 i Euro 2020 przyniosło wydarzenia, które pozostawiły trwały ślad w psychice piłkarzy. Pierwszym z nich była porażka w finale Ligi Europy, kiedy to zwycięzcę wyłoniły rzuty karne, a konkretnie 11. ich wykonawca, którym był David de Gea. Hiszpan pomylił się, co zadecydowało o tym, że kadencja Solskjaera nie przyniesie żadnego trofeum mimo przyzwoitych wyników w rozgrywkach ligowych. Z kolei druga klęska nastąpiła na Mistrzostwach Europy. Ona zostawiła piętno tylko na trzech zawodnikach, których forma była kluczowa w kolejnej kampanii. W finale Anglicy w składzie z Rashfordem, Sancho i Maguirem zostali pokonani również po serii jedenastek. Co tu dużo mówić kolejny sezon w wykonaniu tych graczy nie należał do najlepszych...

To miał być ten sezon

W tym momencie pojawia się kolejna nowa nadzieja. Do drużyny, która wywalczyła drugie miejsce w Premier League przyszło trzech zawodników z absolutnego topu: Jadon Sancho, Raphael Varane i przede wszystkim Cristiano Ronaldo. Ten ostatni miał być kluczowym elementem, który sprawi, że zespół wskoczy na najwyższy poziom i sięgnie po upragniony tytuł. Ciekawe jest to, że wcześniej na to samo nabrał się Juventus...

Oczekiwania były tak duże, że udzieliły się one także bukmacherom, którzy umieszczali Czerwone Diabły w gronie trzech drużyn, które realnie powalczą o tytuł. Mimo że Cristiano Ronaldo pakował gola za golem, to brutalna weryfikacja nadeszła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Solskjaer kompletnie nie poradził sobie w zarządzaniu największymi gwiazdami, a sprowadzenie portugalskiej gwiazdy na Old Trafford okazało się niedźwiedzią przysługą. Norweg, który nie był wybitnym szkoleniowcem i bazował na swoim sztabie oraz budowaniu wokół klubu atmosfery powrotu do DNA Manchesteru United, nie dał rady stworzyć lepszej drużyny, mimo tego, że dostał lepszych piłkarzy. Tym razem nie pomogło ani to, że jego drużyna potrafiła wyprowadzać zabójcze kontrataki jak za dawnych lat, ani że wielokrotnie odrabiała straty jak za dawnych lat, ponieważ nie zdobywała trofeów jak za dawnych lat.

Kiedy Manchester United przegrał z Liverpoolem 0:4, to już wydawało się, że głowa Solskjaera spadnie, lecz dostał on kredyt zaufania na kolejny mecz, w którym ograł Tottenham 3:0. Znów fani mogli pomyśleć, że Norweg spadnie na cztery łapy. Niestety dla niego w kolejnych meczach dostał dwa ciosy (0:2 z Manchesterem City oraz 1:4 z Watfordem), po których trzeba było go pozbierać z desek i podziękować mu za współpracę.

Po Solskjaerze schedę przejął najpierw Micheal Carrick jako tymczasowy menedżer, a następnie Ralf Rangnick, który miał do końca sezonu pełnić funkcje menedżera, a następnie zająć się "doradzaniem" Manchesterowi United. Ostatecznie pobyt Austriaka skończył się tak, że jego drużyna grała równie chimerycznie, jak zespół poprzednika, a on sam ze wszystkimi się pokłócił i wraz z końcem rozgrywek opuścił Anglię. Znów nadchodziło nowe rozdanie...

Wybawiciel, czyli Erik ten Hag

Klub ogłasza, że nowym szkoleniowcem Manchesteru United będzie Erik ten Hag. Trener znany głównie z pracy w Ajaksie, lecz postrzegany w Europie jako wielki menedżerski talent. Na Old Trafford trafia siła robocza z Eredivisie w postaci takich piłkarzy jak: Lisandro Martínez, Tyrell Malacia czy Antony (kosztujący aż 100 milionów euro). Sprowadzony zostaje również Christian Eriksen, który ma być centralną postacią, tworzącego się zespołu.

Jednak na pozbawioną włosów głowę Erika ten Haga szybko spada zimny prysznic. Dwie porażki w pierwszych dwóch meczach (1:2 z Brighton i 0:4 z Brentford) sprawiają, że Holender jednak decyduje się na ewolucję zamiast rewolucji. Okazało się bowiem, że nie da się w jeden okres przygotowawczy nauczyć drużyny określonego sposobu gry, który jest jej obcy.

Oprócz tego po tych dwóch porażkach, wydawałoby się panicznie, do klubu sprowadzony zostaje Casemiro. Wyglądało to, jak nerwowa reakcja na problem braku defensywnego pomocnika, który ciągnął się na Old Trafford od lat. Jednak po kilku meczach aklimatyzacji Brazylijczyk staje się kluczową postacią zespołu, jak nie jego największą gwiazdą.

Zmiana podejścia skutkuje i mimo że w pierwszych miesiącach gra jeszcze nie przypomina widowiskowego futbolu, to z każdym meczem można dostrzec w tej drużynie kolejne pasujące do siebie elementy, które skrupulatnie układa Ten Hag. Piłkarze zaczynają się coraz lepiej rozumieć, lepiej wychodzą spod pressingu oraz strzelają coraz więcej goli po kombinacyjnych akcjach.

Tak docieramy do dwumeczu z Barceloną. Czerwone Diabły od mundialu przegrały tylko raz po dość wyrównanym meczu z liderującym w Premier League Arsenalem. Rozpoczęła się właśnie kluczowa faza sezonu. To w najbliższych dniach i tygodniach rozstrzygną się trzy kwestie - dalsza gra w Lidze Europy, triumf w Pucharze Ligi oraz ewentualne włączenie się do walki o mistrzostwo.

Każdy kibic Czerwonych Diabłów co tydzień widzi, jak wielki progres poczynił Manchester United pod wodzą Erika ten Haga. To musi budzić w ich sercach nową nadzieję, lecz może do trzech razy sztuka i tym razem piłkarze z Old Trafford wrócą na szczyt...

P.S. celowo pominęliśmy wątek odejścia Cristiano Ronaldo z Manchesteru United, bo czy warto rozmawiać o piłkarzu z ligi saudyjskiej?

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

W tytule można zastąpić "Manchester United" Na "Barcelona" i też by dobrze się czytało :v

@Deraxium właśnie o to chodziło w tej współpracy, że taki tekst o upadku Barcelony również powstał - https://www.manutd.pl/2023/02/23/upadek-barcelony-czyli-droga-od-ligi-mistrzow-do-ligi-europy-czesc-druga/
« Powrót do wszystkich komentarzy