Raphinha: Kiedy gram, chcę być wygwizdany. Chcę presji i zastraszania. To mnie napędza

Piotr Guziński

15 lipca 2022, 18:30

The Players Tribune

34 komentarze

Fot. Getty Images

Na łamach The Players' Tribune możemy przeczytać tekst na temat Raphinhi, z którego dowiadujemy się dwunastu interesujących rzeczy na temat skrzydłowego. Kariera nowego zawodnika Barcelony nie zawsze była usłana różami i musiał on przebyć długą drogę, by wywalczyć swój upragniony transfer do Barcelony.

Kiedyś otrzymywałem groźby śmierci

Człowieku, to zdarzało się tyle razy. Graliśmy na wyjeździe i byliśmy w szatni, kiedy jakiś tłum pukał do drzwi. Wiesz, mówię pukali, ale oni w zasadzie chcieli je rozwalić. Krzyczeli do nas różne rzeczy.

„Jeśli wygrasz ten mecz, zabijemy cię!”

„Nigdy nie uda ci się wyjść stąd żywym”

To było na słynnych turniejach várzea. Domu odrzuconych. Takich jak ja.

Człowieku, trudno mi nawet wytłumaczyć várzea. Ludzie w Brazylii wiedzą, co to jest, ale trzeba tam zagrać, żeby zrozumieć, jak to naprawdę jest. Masz wszystkie najlepsze kluby, prawda? A każdy dzieciak chce dostać kontrakt w jednej z wybranych przez siebie akademii. Oznacza to, że dostaniesz trochę pieniędzy, aby pomóc swojej rodzinie, i możesz zostać profesjonalnym piłkarzem. Ale dzieciaki, które się nie dostają, kończą w turniejach várzea. To naprawdę Dziki Zachód, człowieku. To jak sieć niezależnych meczów i turniejów organizowanych przez lokalną społeczność. Poziom jest dużo niższy niż w akademiach. Każdy zawodnik może się po prostu pojawić, nie potrzebujesz nawet umowy. Grasz na glinie. Palący upał. Kurz i piasek. Ktoś przyniesie piłkę z domu. Często nie ma siatek, tylko słupki. Znaczniki? Zapomnij o tym. Jedna drużyna po prostu gra bez koszulek. A ci gracze to odrzutki, człowieku. Grają z gniewem. Grają, by przetrwać. Grają tak, jakby od tego zależało ich życie.

Na szczęście groźby śmierci były tylko groźbami. Wiedzieliśmy, że to kibice gospodarzy próbują dostać się do naszych głów. Ale często można było zobaczyć szefów społeczności stojących dookoła boiska z bronią. Możesz być bliski zdobycia bramki, gdy padnie przypadkowy strzał. Powiem ci, może cię to trochę zniechęcić! Fajerwerki też są, stary.

Dlatego zawsze mówię, że jeśli możesz grać na turniejach várzea, możesz grać wszędzie.

Wielki europejski finał? Mam to gdzieś.

Stadion z 90 000 osób? Dawaj.

Nadal jestem bardzo dumny, że grałem na tylu turniejach várzea. I szczerze, bardzo mi się to podobało. Te gry sprawiły, że stałem się taki twardy. Kiedy gram teraz, chcę być wygwizdany. Chcę presji i zastraszania. To mnie napędza.

Miałem dwie rodziny

Jedną w domu, drugą na ulicy.

Słuchaj, kiedy dorastasz w miejscu takim jak Restinga, która jest fawelą w Porto Alegre, szybko uczysz się, że nie możesz żyć samodzielnie. Twoi przyjaciele stają się jak druga rodzina. Wiesz, że prędzej czy później będą potrzebować twojej pomocy, a ty też będziesz potrzebować ich.

Nie mówię tutaj o ratowaniu się nawzajem przed śmiercią i kartelami narkotykowymi. Często chodziło o drobiazgi. Restinga jest daleko od centrum miasta, więc na niektóre mecze musieliśmy wyjeżdżać rano i wracać do domu dopiero wieczorem. Często ledwo mieliśmy okazję zjeść, więc jeśli przyjaciel mógł podzielić się z tobą jedzeniem po meczu, nie musiałeś wracać do domu głodny. Innym razem w ogóle nie było mnie stać na podróż, co sprawiało, że płakałem, bo tak bardzo chciałem grać. Ale twój znajomy mógł mieć mamę, która mogła sobie pozwolić na miesięczny bilet na doładowania do autobusu i nagle można było jechać.

Gdy nikt z nas nie miał nic do jedzenia, pytaliśmy nieznajomych na ulicach. Naprawdę musiałeś być zdesperowany, żeby to zrobić, ale byliśmy tak głodni, człowieku. Problem w tym, że ludzie się nas bali. Pomyśl o tym: właśnie grałeś w piłkę nożną, jesteś brudny i spocony, prawdopodobnie masz też kilka blizn i siniaków. Myśleli, że chcemy ich obrabować, wiesz? To było naprawdę smutne, bo chcieliśmy tylko posmakować jedzenia. Ciastka, kawałka chleba… czegokolwiek.

Powinienem dodać, że rzadko musiałem tak błagać. Moi rodzice ciężko pracowali, aby jedzenie było na stole. Ale nie byliśmy bogaci. Nasz dom był tak mały, że musiałam dzielić sypialnię z rodzicami i młodszym bratem, a także z psami i kotami! Dzięki Bogu, że mieliśmy wokół siebie zwierzęta. Zawsze mnie pocieszały.

Kiedy miałem 7 lat, udałem się na imprezę urodzinową Ronaldinho

Pytają, jak to się stało. Mój tata był muzykiem w zespole samby i tam grał. Ronaldinho urodził się w społeczności, w której dorastałem, więc mój tata i wujkowie go znali. Zawsze chciałem być jak Ronaldinho. To, co robił, sposób, w jaki cieszył się każdą minutą na boisku… Byłem sparaliżowany. Czułem, że podczas gry dawał każdemu obietnicę: daj mi piłkę, a sprawię, że się uśmiechniesz.

Wydaje mi się, że ta impreza była wtedy, gdy dopiero zaczął grać w Barcelonie. Pamiętam, jak pojawiłem się w tym ogromnym domu i zobaczyłem, jak stoi przy drzwiach wejściowych, wita wszystkich i daje uściski. Ten uśmiech, człowieku. Znasz ten uśmiech.

Kiedy mnie zobaczył, wziął mnie w ramiona i mnie oprowadził. Zamarłem. Nie wiedziałem, jak zareagować. Ale jego urok potrafi stopić nawet najzimniejszego malucha, haha. Traktuje wszystkich tak dobrze, nawet tych najmłodszych. Jestem prawie pewien, że to była najlepsza niemoja impreza urodzinowa, na jaką kiedykolwiek poszedłem. W porządku, być może wliczając też moje własne.

Od tamtej pory spotkałem Ronaldinho wiele razy i czuję się błogosławiony, że uważam go za przyjaciela. Teraz jestem jeszcze bardziej zauroczony gwiazdami niż wtedy, gdy byłem dzieckiem! Czuję się nierealnie spędzając czas z facetem, którego kiedyś oglądałem na YouTube i w telewizji. Ogląda nawet moje mecze i mówi, że podziwia sposób, w jaki gram. Mam na myśli… jak w ogóle na to reagować?

Uciekłem z narkotykowego półświatka

Miałem szczęście. W wieku 17 lat grałem tylko w turniejach várzea i wydawałem na podróże więcej pieniędzy, niż mogła sobie na to pozwolić moja rodzina. Moim celem było otrzymanie miesięcznego kieszonkowego z akademii, aby im pomóc, ale ponieważ tak się nie stało, łatwo było mi rozważyć inne sposoby zarabiania pieniędzy. Bardzo łatwe sposoby. Ale na tym świecie nie ma pokoju, a straciłem wystarczająco dużo przyjaciół, żeby to wiedzieć. Dzisiaj żyjesz, jutro jesteś martwy.

Moi rodzice o tym wiedzieli. Było kilka osób w rodzinie, które poszły tą drogą i nie skończyło się to dobrze. Miałem szczęście, że miałem rodzinę, która mogła mi doradzić, ponieważ w mojej społeczności bardzo często wychowywał cię samotny rodzic, a nawet starsze rodzeństwo, sąsiad lub przyjaciel. Gdybym miał policzyć moich przyjaciół, których wychowało dwoje rodziców, nie potrzebowałbym nawet jednej ręki.

Mogłem być fryzjerem

Przy tylu ciosach każdy w końcu upadnie. Kiedy miałem 18 lat, akademie mnie odrzuciły więcej razy, niż mogłem policzyć. Internacional, Grêmio… wszędzie było tak samo: tygodniowe testy, a potem wymówka. „Jest zbyt mały”, „jest zbyt wątpły”, „nie ma siły”. Zawsze to samo, człowieku. Zawsze to samo.

Tuż przed ukończeniem 19. roku życia trenowałem z drużyną U-20 Avaí. Mieli siedzibę w Florianópolis, sześć godzin jazdy na północ od Porto Alegre. Nigdy nie spędziłem tyle czasu poza domem, starając się o kontrakt. Ale potem doznałem kontuzji i kiedy wróciłem do formy, nie mogłem dostać się do zespołu. Nawet nie łapałem się do składu meczowego. Kazali mi trenować samodzielnie. Zwykle wróciłbym do społeczności várzea, ponieważ to był mój dom. Grałem tam dobrze. Nikt tam nie powiedział mi, że jestem za mały. W rzeczywistości często słyszałem - hej, gdybym naprawdę, naprawdę tego chciał, zostałbym profesjonalnym piłkarzem.

Ale w Avaí załamałem się. Zadzwoniłem do rodziców i powiedziałem, że mam dość. Chciałem wrócić do domu. Byłem wyczerpany. Mój tata powiedział, że nie ma nic przeciwko temu. Moja mama też. „Ale” – dodała mama… „Jeśli zrezygnujesz ze swojego marzenia, będziesz musiał znaleźć normalną pracę”.

Pomyślałem, hmmmmmm….

Chodziło o to, że od siódmego roku życia chciałem zostać piłkarzem, więc nigdy nie skończyłem szkoły. Co oznaczało, że musiałbym znaleźć pracę w supermarkecie, u fryzjera czy coś takiego. Wiedziałem, jak wygląda takie życie, bo moja mama wiele razy zmieniała pracę. Jej CV musiało mieć długość książki. Fryzjerka, manikiurzystka, sprzedawczyni perfum i ubrań, recepcjonistka, kelnerka… W końcu zaoszczędziła wystarczająco dużo pieniędzy, by zrobić dyplom, a teraz robiła to, co kochała, czyli pracowała z dziećmi, które miały trudności w nauce.

Nigdy się nie poddała, wiesz?

Więc wyjaśniła mi to wszystko. Powiedziała, że skończę grając w piłkę i że każda trudna chwila mija. Zasugerowała, że może przez te wszystkie niepowodzenia zapomniałem, czego tak naprawdę pragnę w życiu, co było prawdą. Kiedy się rozłączyłem, przypomniałem sobie.

Mój wujek miał rację

Jemu też udało się zostać zawodowym piłkarzem, ale zrezygnował, ponieważ tęsknił za przyjaciółmi i rodziną. Nie planuję tego robić, ale rozumiem, jak się czuł. Ludzie myślą, że istniejemy tylko po to, by co weekend gonić za piłką przez 90 minut, ale jesteśmy też ludźmi i wielu z nas musi radzić sobie z oddaleniem od bliskich.

Cena jest wysoka, człowieku, zwłaszcza jeśli przyjeżdżasz z daleka, tak jak ja. Nie widzisz, jak twoi przyjaciele dorastają. Nie poznajesz ich dzieci. Kiedy zachorują twoi dziadkowie, nie możesz im pomóc. Odkąd wydostałem się z faweli, straciłem też wielu przyjaciół przez przestępczość. Wielu jest w więzieniu. Niektórzy nie żyją. Nigdy się nie pożegnaliśmy.

Moim starszym bratem jest Bruno Fernandes

Przynajmniej ja tak to widzę. Nasza przyjaźń zaczęła się, jeszcze zanim zostaliśmy kolegami w Sportingu. Kiedy już wiedział, że dołączę do zespołu, napisał do mnie, że nie może się doczekać gry ze mną. Wiem, że gdybym wcześniej nikogo tam nie znał, przybyłbym do klubu i zachowywał się bardzo nieśmiało, więc naprawdę pomógł mi szybko się zadomowić.

Bruno bardzo mi pomógł, stary. W Portugalii dużo rozmawialiśmy i wychodziliśmy, by razem zjeść. Kiedy pojechałem do Rennes, doradzał mi. Facet jest taki mądry. Kiedy byłem w samolocie do Leeds, napisał do mnie, że mój styl będzie pasował do ligi. Znowu miał rację.

Samo przebywanie przy nim jest inspiracją ze względu na sposób, w jaki się zachowuje. Na najwyższym poziomie nigdy nie widziałem nikogo pracującego tak ciężko jak on. Wiesz, że zrobienie tego, co on robi, będzie bardzo trudne, ale jeśli będziesz starał się wystarczająco długo i słuchał tego, co mówi, możesz się zbliżyć. Lubię mu mówić, że następnym razem, gdy ze sobą zagramy, założę mu siatkę, hahaha. Zawsze żartujemy ze sobą. Do zobaczenia wkrótce na boisku, bracie. Upewnij się, że trzymasz nogi blisko siebie.

Dorastałem, oglądając bramki Thierry'ego Henry'ego

Byłem przyzwyczajony do oglądania Premier League z moim tatą na darmowych kanałach. Henry latał po boisku, człowieku. Te dryblingi, wykończenia akcji, to było szaleństwo. Pamiętam, że stadiony zawsze były pełne. Piosenki, krzyki. Hałas. Nie pamiętam szczegółów, ale prawdopodobnie siedziałem w podupadłym barze gdzieś w Restindze, kiedy składałem przysięgę. Kiedyś tam zagram.

Kiedy pierwszy raz spotkałem Bielsę, zaskoczył mnie

Człowieku, pojawił się znikąd! Byłem na moim pierwszym treningu w Leeds, ale pojawił się dopiero po tym, jak zaczęliśmy. Byłem sam, bawiłem się piłką, gdy ktoś szturchnął mnie w plecy. Odwróciłem się i tam był: Bielsa.

Szczerze mówiąc, byłem niespokojny. Tak wiele osób mówiło mi: „Wow, będziesz pracować z Bielsą!”, więc wiedziałem, że to wielka sprawa. Ale Marcelo jest najskromniejszym trenerem, dla którego możesz pracować, i od razu sprawił, że się odprężyłem. Przywitał mnie w Leeds i powiedział, że jest tutaj, aby mi pomóc – i tak naprawdę było. W ciągu pierwszych kilku miesięcy zatrzymywał treningi, odciągał mnie na bok i wyjaśniał mi, jak się poruszać i jakie decyzje podejmować. Wiele mu zawdzięczam.

Nawiasem mówiąc, Marcelo zawsze dąży do zwycięstwa. Nie ma znaczenia, kim lub gdzie gramy, nigdy nie zmieniamy tego, kim jesteśmy. Uwielbiam to.

Bałem się, że stracę nogę

Pamiętasz, jak Fernandinho sfaulował mnie na Etihad pod koniec zeszłego sezonu? Trafił mnie mocno w udo. Nadal jestem przyzwyczajony do várzea, gdzie nakłada się lód i kontynuuje grę. Bez krwi nie ma faulu, człowieku! Musisz złamać nogę, żeby zdobyć tam jakąkolwiek sympatię!

Powiedziałem więc Marcelo: „Nie martw się, za dwa lub trzy dni wszystko będzie dobrze”.

Ale kiedy wróciłem do domu i zdjąłem bandaż, moja lewa noga spuchła. Była dwa razy grubsza niż prawa. Moje ciśnienie krwi spadło. Zadzwoniłem do lekarza, który zabrał mnie do szpitala. Ból był tak silny, że musiałam dostać znieczulenie. Nie mogłem chodzić. Nie mogłem nawet wsiąść do samochodu. Najwyraźniej miałem coś, co nazywano krwiakiem wewnętrznym. Lekarze powiedzieli, że potrzebuję operacji usunięcia całej krwi. Nigdy wcześniej nie miałem operacji. Powiedzieli też, że przegapię resztę sezonu, chociaż czasami wydawało mi się, że stracę nogę. Dzięki Bogu, nigdy nie znaleźli skrzepu krwi, jak się obawiali. Zostałem tam na noc na środkach przeciwbólowych i lekach. Następnego ranka wróciłem do domu i po trzech dniach mogłem odłożyć kule na bok. Ale potem ból powrócił.

Musieli usunąć jeszcze więcej krwi z mojej nogi. Udałem się do szpitala cztery razy — cztery razy, człowieku — i lekarze wypompowali prawie 100 mililitrów krwi. To było okropne. Ale najgorsze były mecze, które miałem przegapić. Spotkania z Liverpoolem, Manchesterem United i Tottenhamem u siebie, a także pojedynek z Brighton na wyjeździe. Mimo to miałem cel. Miałem zagrać w ostatnim meczu sezonu. W tym, w którym będziemy mieli fanów na Elland Road. Na szczęście wróciłem wcześniej, niż się spodziewałem i dostałem nawet kilka minut przeciwko Spurs. Grałem z wielkim bólem, stary. Ale w tym ostatnim pojedynku było warto.

Ten rzut wolny był dla mamy Ronaldinho

Zmarła kilka dni wcześniej. Nie mogłem udać się do Brazylii, aby złożyć wyrazy współczucia, więc zanim zagraliśmy z Southampton w lutym, wysłałem mu wieniec kwiatów. Kiedy wszedłem do szatni, wpadłem na pomysł, żeby nabazgrać wiadomość na moim podkoszulku.

Muita força para a família Assis Moreira

Descanse em paz, Dona Miguelina

Po prostu czułem, że tego dnia strzelę gola. Kiedy pod koniec dostaliśmy rzut wolny, uznałem to za błogosławieństwo i dzięki Bogu piłka wpadła do siatki. Później podpisałem koszulkę, którą miałem na sobie i wysłałem do niego. Z tego, co mówi mi tata, był z tego bardzo zadowolony. On, jego siostrzeniec, brat, jego siostrzenica, wszyscy to docenili. To wiele dla mnie znaczyło. Mimo że opuściliśmy Restingę, nadal obowiązują stare zasady. Zawsze dbaj o swoją drugą rodzinę. Zawsze troszcz się o swoich braci.

Po prostu kocham Leeds, stary

Jestem tutaj taki szczęśliwy. Wszyscy powitali mnie z otwartymi ramionami: Marcelo, prezydent, zawodnicy, sztab, kibice. Mój przyjaciel przysłał mi piosenkę. Nie mogłem tego wszystkiego zrozumieć, ale zdobycie własnej piosenki to naprawdę marzenie. Wszystko, o czym mogłem myśleć w zeszłym sezonie, to grać przed zatłoczonym Elland Road. Bardzo trudno było mi docierać na puste stadiony, ponieważ kibice byli tak ogromną częścią tego, co sprawiło, że chciałem występować w Premier League.

Ale wszystkim fanom Leeds chcę powiedzieć, że nawet wtedy czułem waszą miłość i przywiązanie. Szczerze mówiąc, nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo jestem wdzięczny za sposób, w jaki powitaliście mnie w klubie.

Jeśli chodzi o mecz z Evertonem w zeszły weekend, cóż, warto było czekać. Ten hałas, człowieku. Było tak, jak to zapamiętałem. To było wszystko, na co liczyłem. Już nie mogę się doczekać, żeby znów zagrać przed wami. Będziecie nas dopingować. Zrobimy przedstawienie. I zrobię, co w mojej mocy, aby na twojej twarzy pojawił się uśmiech.

 

*Oryginalny tekst został opublikowany 26 sierpnia 2021 roku, a więc przed transferem Raphinhi do Barcelony.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Dzięki wielkie za przetłumaczenie tak ciekawego artykułu i to rok po publikacji. Świetnie było dowiedzieć się coś więcej - i to sporo - o nowym czołowym zawodniku Barcelony, szczególnie że wygląda na to, że to porządny facet.

Super wywiad!super facet!witaj i powodzenia!

Wspaniały wywiad, można się dowiedziec dużo dobrego. Wydaje się mądrym i ułożonym gościem z doświadczeniami mocnymi z przeszłości. Cieszę się, że do nas dołączył, często to czuje, gdy przychodzą do nas Brazylijczycy i tak jest tym razem. Czuję, że pokaże double double. :) Powodzenia Raphina i witamy w najwiekszym klubie na świecie!

Rafi, bardzo Ci kibicowałem żebyś przyszedł do Barcy. Nie zawiedź mnie, a znaffcom na la rambla pozamykaj jadaczki.
Powodzenia,

Po nagłówku nie pasuje do Barcelony.

Nie no jak czytam "mogłem być fryzjerem" to Michniewicz przed oczami ????

Pisałem o tym gościu rok temu fajnie, ze mamy go na pokładzie. Vamos!

Odnosząc się wyłącznie do nagłówka - na Camp Nou masz to jak w banku! Xd

Człowieku, ciężki kawałek chleba człowieku…

Chcialbym przeczytać podobny wywiad z Dembele. To by dopiero było przeciwieństwo tej historii.

Wow człowieku ! Zajebisty wywiad :-)

Mam nadzieje ze u nas sie sprawdzi i sprawi nam wiele radości

Szanowna @Redakcja,
dawajcie jak najwięcej takich artykułów!!!

To będzie kozak. Kolejna wspaniała historia w Barcy.

Mocny artykuł wow, aż ciężko myśli ułożyć

várzea na pełnej

Poczekaj do pierwszej porażki...

Koneksje z R10 tylko podnoszą apetyt na oglądanie gry Raphy! Szkoda że go nie wzięliśmy ze Sportingu CP... skauting gapy.

Już kładzie podwaliny pod słabą grę

Chłop ciężka praca jest gdzie jest. Ale skoro skauci go nie wylapali i grał w amatorach tak długo to trochę dziwne. No nie wiem. Pozostaje życzyć powodzenia, ale jestem sceptyczny, jest Dembele więc nawet gdy nie wypali mamy skrzydło

Piękny wywiad Raphinhi ❤️

Zupełne przeciwieństwo Coutinho.
Komentarz usunięty przez użytkownika

Wejdź na La Ramble po pierwszym przeciętnym meczu.