AS: W LaLidze realny czas gry jest najkrótszy spośród najsilniejszych lig w Europie

Maciej Łoś

21 czerwca 2022, 14:30

AS

12 komentarzy

Fot. Getty Images

AS zaprezentował statystyki realnego czasu gry w najsilniejszych ligach europejskich. Wynika z nich, że najwięcej przerw w grze występuje w LaLidze, przez co gra się tam najkrócej.

Coraz więcej piłkarzy i trenerów zwraca uwagę, że w hiszpańskiej piłce istnieje problem tracenia realnego czasu gry w trakcie meczów. Mówił o tym choćby trener Betisu Manuel Pellegrini w sierpniu ubiegłego roku: "Nie można pozwolić, żeby piłkarze marnowali tyle minut. LaLiga to najwolniejsze rozgrywki w Europie, a to faworyzuje drużyny broniące się. Musimy podjąć działania wśród piłkarzy, trenerów i arbitrów, żeby liga hiszpańska nie przynosiła wstydu. Trzeba dbać o spektakl".

Statystyki pokazują problem, o którym mówił Pellegrini. Choć LaLiga poprawiła się pod względem realnego czasu gry względem poprzedniego sezonu (53,21 minuty w ostatnim sezonie w porównaniu do 51,59 minuty w sezonie 2020/2021), to i tak znajduje się na ostatnim miejscu wśród najsilniejszych lig na Starym Kontynencie. LaLigę wyprzedza Bundesliga (54,29 minuty), Serie A (54,40 minuty), Premier League (55,07 minut) i Ligue 1 (56,18 minut).

Jeśli chodzi o poszczególne drużyny LaLigi, najwięcej realnego czasu gry jest w meczach Realu Madryt (60%), Barcelony (58%) i Villarrealu (57%). Po drugiej stronie są Getafe i Valencia, w spotkaniach których gra się tylko przez 48% czasu. Co ciekawe, meczem z najdłuższym realnym czasem gry było spotkanie Barçy z Getafe (70%). W zeszłym sezonie sędziowie zwiększyli liczbę doliczanych minut w meczach o 32%. W sezonie 2020/2021 arbitrzy doliczali średnio 5 minut i 49 sekund, a w ostatnim sezonie ten czas wydłużył się do 7 minut i 42 sekund.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Nie jest tak źle strata do liderów tylko 3 minuty .Żeby wydłużyć czas realnej gry o dobrych kilka minut trzeba od 75 minuty do końca spotkania zatrzymywać zegar przy każdej przerwie i zmianie . Wtedy przestaną piłkarzy łapać skurcze,nie będą umierać po każdym drobnym faulu a zmiany będą szybkie jak w piłce ręcznej

Rozwiązaniem jest czas efektywny. 2x30 i po temacie. W pucharach po tym od razu karne.

Kiedy kalendarze są tak strasznie przeładowane nie ma sensu rozciągać spotkań.

Wystarczy zacząć od żółtej za odkopniecie piłki po gwizdku lub za zabranie jej w ręce, żeby utrudnić szybkie rozegranie. Pojawilby się wtedy pewnie problem symulowania kontuzji typu "skurcz", ale wierzę, że nad tym również da się zapanowac.

Podobnie jak w hiszpańskim kinie!

Już od dawna w piłce powinien być zatrzymywany czas. To jest niepojęte jak piłkarze potrafią symulować, czy wybijać piłkę spod bramki.

Zrobić po 30-35 min realnego czasu na pojedynczą połowę, każde zatrzymanie gry, nawet aut to zatrzymanie czasu i nagle się okaże, że skończy się leżenie na murawie, czy minutowe poprawiania piłki do wykupu przez bramkarzy.

Zrobic jak w hokeju - pilka stoi --> czas stoi.
Wtedy po 90 min moze lezec i 30 min.
Taki oszolom potem wstanie i za 2 min znowu lezby bo juz nie da rafdy zejsc z boiska o wlasnych silach i w taki oto sposob minely 4 min meczu...