Jak zmieniła się sytuacja Barcelony i Rayo od przełożenia styczniowego meczu tych drużyn?

Dariusz Maruszczak

24 kwietnia 2022, 17:10

Brak komentarzy

Fot. Getty Images

  • Barcelona rozegra dziś zaległy mecz 21. kolejki LaLigi z Rayo Vallecano, który miał odbyć się w połowie stycznia
  • Barça miała wówczas tylko punkt przewagi nad ekipą z Madrytu, która była jej bezpośrednim sąsiadem w tabeli
  • Późniejsze wyniki ukazują progres Blaugrany i kryzys beniaminka

Początkowo spotkanie z Rayo było zaplanowane na termin od 18 do 20 stycznia. Wzięcie udziału w Superpucharze Hiszpanii przez Barcelonę wpłynęło jednak na zmiany w kalendarzu i konieczność przełożenia pojedynku. Znalezienie miejsca w terminarzu okazało się niezwykle trudne. Barça odpadła z Pucharu Króla już w 1/8 finału, więc miała kilka wolnych miejsc, ale Rayo nieoczekiwanie dotarło aż do półfinału zmagań. Z kolei w innych terminach Blaugrana rywalizowała w Lidze Europy. Gdyby ekipa Andoniego Iraoli awansowała do finału Copa del Rey, dzisiejsza konfrontacja też nie mogłaby dojść do skutku. Obie drużyny sporo więc przeszły w tym sezonie i warto przedstawić, jak wyglądała ich sytuacja w czasie, gdy pojedynek miał się odbyć zgodnie z pierwotnymi założeniami.

Przed 21. kolejką Barcelona zajmowała szóste miejsce w LaLidze i dopiero zaczynała piąć się w górę tabeli po zatrudnieniu Xaviego, który objął zespół znajdujący się na dziewiątej lokacie, ale cztery wygrane, trzy remisy i jedna porażka pozwoliły nieco przesunąć się w stronę czołówki. Barça miała wówczas tylko jeden punkt więcej od Rayo będącego na siódmej pozycji. Ekipa z Madrytu kończyła nawet 2021 rok w strefie Ligi Mistrzów, a w meczach u siebie była najlepsza w czołowych europejskich ligach – osiem zwycięstw i jeden remis. Po świetnym początku sezonu drużyna Iraoli zaczynała jednak tracić impet, być może z powodu wymagających starć w Pucharze Króla, z którego została wyeliminowana w marcowym półfinale z ostatecznym tryumfatorem Betisem.

W styczniu zaczął objawiać się regres Rayo, które dopiero tydzień temu zdołało po raz pierwszy w tym roku wygrać w Primera División. Trzy remisy i osiem porażek ligowych od przełożonego starcia z Barceloną dobrze obrazują problemy beniaminka. Mimo świetnego dorobku na półmetku zmagań i możliwości rywalizowania o europejskie puchary (nie tylko poprzez LaLigę, ale też Puchar Króla) Rayo ostatecznie może liczyć już tylko na walkę o utrzymanie. Ekipa Iraoli ma obecnie siedem punktów przewagi nad strefą spadkową i do końca będzie musiała mieć się na baczności. Być może zwycięstwo z Espanyolem będzie zapowiedzią odbudowy zespołu, tak jak o jego potencjale świadczyła wygrana z Barceloną u siebie w 11. kolejce. Była ona zresztą dla Dumy Katalonii bardzo symboliczna, ponieważ ostatecznie kosztowała posadę Ronalda Koemana. Gola na wagę zwycięstwa dla Rayo strzelił Radamel Falcao, który teraz również wraca do gry po kontuzji.

Odejście Koemana i zatrudnienie Xaviego wniosło powiew świeżości do drużyny, choć na wszystko trzeba było czasu, a i sam proces budowy nie jest jeszcze zakończony. Mimo to Barcelona przy okazji dzisiejszego starcia z Rayo jest na drugiej lokacie w tabeli i już raczej tylko broni się przed zespołami znajdującymi się niżej, niż spogląda w górę, a jej przewaga nad ekipą z Madrytu wzrosła do 26 punktów. Wizerunek Blaugrany pogorszył się po ostatnich wpadkach z Eintrachtem i Cádizem, choć również w styczniu Barça straciła punkty ze słabą Granadą i odpadła z Superpucharu Hiszpanii. Drużyna Xaviego była jednak mimo wszystko na fali wznoszącej i postara się na nią wejść podczas kolejnej konfrontacji z Rayo.

REKLAMA

Poleć artykuł