Ansu Fati: Codzienne wsparcie kibiców motywowało mnie do pracy cięższej niż kiedykolwiek

Dariusz Maruszczak

16 kwietnia 2022, 19:30

Barca TV+, Mundo Deportivo, Sport

8 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Od dziś zarejestrowani użytkownicy Barça TV+ mogą obejrzeć kolejny odcinek serialu dokumentalnego „Made in La Masia”, którego głównym bohaterem jest Ansu Fati
  • 19-latek komentuje różne wydarzenia ze swojego życia pokazywane mu na ekranie, a także wypowiedzi bliskich
  • Głos w dokumencie zabrali m.in. rodzice zawodnika, jego byli szkoleniowcy z okresu juniorskiego, Ernesto Valverde czy Eric García

Na początku Fati wypowiedział się na temat swojej rodziny. – Jesteśmy bardzo zjednoczoną rodziną, jeśli jeden cierpi, wszyscy cierpią. Oni są moim najlepszym wsparciem. Dzięki ojcu i matce spełniłem swoje marzenie. Dorastanie bez ojca było bardzo ciężkie, on pojechał do Hiszpanii zarabiać dla nas na życie, a ja zostałem w Gwinei Bissau. Nie mogłem go zobaczyć niemal do ukończenia 7. roku życia, do momentu pozostawienia mojego kraju, aby udać się do Sewilli. Moim marzeniem jest powrót do Gwinei Bissau, aby móc pomóc tamtejszym dzieciom w takich sprawach jak edukacja i przypomnieć sobie, gdzie żyłem. Nie mogłem jeszcze tego zrobić.

W dokumencie pojawiły się też mniej istotne detale. – Jeśli Ansu jest głodny, nie czeka na nikogo – przyznała jego matka. – Ryż z kurczakiem to moje ulubione danie, mógłbym spędzić cały dzień, jedząc to. Ulubionym owocem jest mango – tłumaczy zawodnik.

Przedstawiano również początki Fatiego w andaluzyjskim Peloteros. – Zacząłem w Herrerze, mając 5 czy 6 lat, a potem przeszedłem do Peloteros, drużyny, która zebrała najlepszych z każdego miasteczka i zabierała nas na turnieje z udziałem Barcelony czy Sevilli… Mam bardzo dobre wspomnienia z tego okresu, mieszkaliśmy w Herrerze z rodzicami i braćmi.

Były koordynator futbolu młodzieżowego Albert Puig przypomniał moment sprawdzania ocen ze szkoły, gdy Fati i Take Kubo płakali przed wejściem do jego gabinetu, a także przybycie zawodnika do Barcelony. – Kiedy trafił do La Masii, chciał podbić świat, mieć piłkę u stóp. Przekonałem jego rodziców, że La Masia będzie najlepszą opcją, chociaż wiedziałem, że to będzie oznaczało kolejne rozstanie z ojcem.

Skrzydłowy docenia jednak rolę tego specjalisty. – To była trudna decyzja, ciężko było znów przestać widywać się z rodzicami, ale byłem świadomy, że muszę wykonać tę pracę, aby spełnić swoje marzenie. Albert Puig bardzo mi pomógł w zakresie dyscypliny. Był jak zły nauczyciel, jeśli robisz coś źle, gani cię, ale potrzebowałem tego, żeby trzymać dyscyplinę i rygor. Nauczył nas szacunku.

Pierwszy trener Fatiego Marc Serra pokazał smsa, jakiego piłkarz napisał mu po słabym spotkaniu: „Witaj, Marc. Bardzo przepraszam za gówniany mecz, jaki rozegrałem, to się już nie powtórzy. Wesołych świąt”. Szkoleniowiec wspomina pracę z Fatim. – Kiedy przybył do alevinu, musiałem go powstrzymywać, robił takie rzeczy jak zbyt częste dryblingi, strzały ramieniem, przewrotką… Pojawiało się to w wielkich meczach. Po tamtej wiadomości zobaczyłem, że był odpowiedzialnym i konkurencyjnym chłopcem, który chciał się uczyć i rozwijać.

Fati odniósł się do współpracy z Serrą. – Marc bardzo mi pomógł. Przyszedłem z futbolu ulicznego, zawsze żartowałem, nie byłem za bardzo skoncentrowany. Nauczył mnie szanować rywala i powiedział, że najlepszym sposobem na to jest strzelenie większej liczby goli i wygranie meczu.

Trudnym wspomnieniem był temat złamania kości piszczelowej i strzałkowej, do czego doszło w dzieciństwie. – Chciałem płakać z bólu, ale nie zrobiłem tego, widząc, że moja matka czuje się tak źle. Płakałem w nocy, kiedy mój ojciec przyjechał do szpitala. Myślałem, że nie zagram więcej w piłkę.

W pewnym momencie dokumentu pojawił się Eric García, który wspomniał wspólne dzieciństwo. – Byłeś trochę draniem, chciałem cię łapać za szyję, gdy próbowałeś mnie przedryblować… ­– powiedział stoper. – Kiedy zrobiłem coś złego, obwiniałem Erica, który był dobrym chłopcem, a wtedy nic się nie działo – wspominał z uśmiechem Fati.

Między Garcíą i Fatim nie było jednak tylko psot. Obrońca po ciężkiej kontuzji napastnika zadedykował mu bramkę w następnym spotkaniu. – Strzelił głową i podniósł koszulkę z napisem "Força Ansu". To bardzo mi pomogło.

Następnie młody skrzydłowy zobaczył na ekranie swoje premierowe chwile w pierwszej drużynie Barcelony. – W dniu debiutu byłem bardzo zdenerwowany. Nie mogłem spać ani jeść w tamtym tygodniu, widząc, że spełniają się marzenia… Pamiętam, że gdy pierwszy raz wezwano mnie na trening, zadzwoniłem do matki i zacząłem płakać. Pierwsze, co przychodziło do głowy, to praca wykonana przez rodziców, żebym mógł tam być. To były emocjonalne, ale też nerwowe tygodnie.

Na temat debiutu Fatiego wypowiedział się sam Ernesto Valverde. – Chciałem dać ci szansę tego dnia, miałem nadzieję, że na twoje wejście mecz będzie dość klarowny. Spisałeś się świetnie i to była niespodzianka dla wszystkich, ale nie dla tych, którzy codziennie widzieli cię na treningach.

– Trener powiedział, żebym się tym cieszył i był spokojny oraz otwierał skrzydło. Będę mu wdzięczny na zawsze – stwierdził Fati o otrzymanej szansie na pierwszy występ.

Fati skomentował zdobycie pierwszej bramki dla Barcelony. – Nie mogłem w to uwierzyć, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pamiętam, że położyłem rękę na twarzy, ponieważ naprawdę nie wiedziałem nawet, gdzie jestem.

Zawodnika poruszyły też wyrazy wsparcia od kibiców, gdy we wrześniu 2021 roku wrócił do gry po kontuzji w meczu z Levante. – To był bardzo emocjonujący dzień, jak ten, w którym debiutowałem. Od wyjścia na rozgrzewkę otrzymałem wsparcie publiczności, która dała mi dużo siły, jak podczas całego leczenia, ponieważ czułem się bardzo kochany przez kibiców. Codzienne wsparcie motywowało mnie do pracy cięższej niż kiedykolwiek i powrotu do robienia tego, co lubię najbardziej oraz cieszenia się tym.

Fati przyznał, co pomaga mu w znoszeniu kontuzji. – Pomagała mi wiara, przeżywałem trudniejsze rzeczy niż kontuzja, jak wyjazd mojego ojca do Hiszpanii bez nas, aby pracować na naszą przyszłość, a w końcu takie sytuacje się zdarzają. Moja rodzina jest muzułmańska, a przy kontuzjach dużo się modliłem. Zawsze prosiłem o zdrowie dla mojej rodziny, a ostatnie, co robię, to proszenie o coś dla mnie.

– Nadal jestem tym dzieckiem, którym byłem, czułym wobec moich rodziców. Człowiek nie powinien się zmieniać niezależnie od tego, co ma lub czego nie ma, powinien szanować innych i mieć pokorę, aby chcieć pracować i się rozwijać – podsumował Fati.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Nieważne co się wydarzy - będę w niego wierzył zawsze. Na każdym kroku pokazuje, że ma niesamowitą mentalność i wiarę na to, aby zapisać się wielkimi literami na kartach historii tego klubu, ale i całego futbolu. Mam wrażenie, że po każdym urazie wraca co raz silniejszy. Oby to była jego ostatnia, tak poważna kontuzja, ponieważ nie zasługuje na to co go spotkało.
« Powrót do wszystkich komentarzy