Dani Alves: Nigdy nie pracowaliśmy w Barcelonie tak ciężko jak teraz, nawet za Guardioli

Dariusz Maruszczak

9 kwietnia 2022, 11:31

Mundo Deportivo

29 komentarzy

Fot. Getty Images

Dani Alves udzielił wywiadów dziennikom Mundo Deportivo i Sport, w których opowiedział o zmianach, jakie zaszły w Barcelonie, pracy Xaviego, swoim wkładzie do drużyny czy reakcji na brak zarejestrowania w kadrze na Ligę Europy. Przypomnijmy, że pozostałą część wywiadu dotyczącą pozyskania Hålanda i Mbappe oraz oceny młodych piłkarzy można przeczytać w tym artykule.

Mundo Deportivo: Wszystko bardzo się zmieniło?
Dani Alves: Futbol się zmienił, ale kiedy spotykają się ludzie, którzy mają bardzo klarowne pomysły, sprawy wracają na swoje miejsce, z których nie powinny się ruszać. W końcu tutaj tworzy się wyjątkowe rzeczy, inne niż gdzieś indziej.

Co zmieniło się w szatni?
Kiedy tu przybyłem, było wielu zawodników o dużej jakości indywidualnej, ale grupa była rozproszona, nie była w stanie rywalizować, robić dobrych rzeczy, łączyć się, dobrze reprezentować jako kolektyw. W końcu to sprawa zespołowa. Wrażenie, jakie miałem z zewnątrz, było takie samo, jakie tu napotkałem. Dzięki gotowości wszystkich odwróciliśmy tę sytuację. Kibice identyfikują się z tym, co jest, nie chodzą na Camp Nou, żeby protestować, tylko żyć meczami i cieszyć się razem z nami, ponieważ istnieje więź. Jesteśmy w najlepszym momencie sezonu i musimy iść po więcej.

Widzisz szanse na zdobycie mistrzostwa?
Zawsze mówię, że dopóki rozgrywki się nie skończą, są szanse. Musimy być realistami, różnica jest znacząca, ale jesteśmy w najlepszym momencie sezonu dokładnie wtedy, kiedy to potrzebne. To ostatni odcinek sezonu, a każdy punkt zyskuje na znaczeniu. Być może po naszym meczu i rywalizacji w Lidze Mistrzów Real obniży poziom i będzie czas, aby to wykorzystać.

Barcelona spisywała się gorzej niż zwykle we Frankfurcie. Co się stało?
Futbol bardzo się wyrównał i wygrywanie meczów jest skomplikowane. Nie jest tak samo jak cztery czy pięć lat temu, kiedy bardzo liczyły się nazwiska. Teraz młodzi rywalizują tak jak weterani, a zespoły są na superpoziomie. To jest dwumecz, trzeba wiedzieć, jak realizować i przeżywać określone fazy rywalizacji. Gra rywala może wprawić cię w trudności, ale rywalizacja to dwumecz. Teraz musimy zagrać w Barcelonie. Myślę, że to spotkanie nie było tak dramatyczne, byliśmy bardzo poważni przeciwko bardzo trudnemu rywalowi.

Jak postrzegasz swoich młodszych kolegów? Jak młodszych braci, siostrzeńców?
Jestem ich wujkiem… Nie, poważnie, postrzegam ich jak partnerów. Bardzo szybko zaczęli się dowiadywać, o co w tym chodzi. W końcu granie w Barcelonie w wieku 17 czy 18 lat nie jest czymś normalnym. Pracowano nad tym, ale nie zdarzyło się to od długiego czasu. Trzeba docenić to wszystko i wiedzieć, że będzie się przechodzić przez różne fazy. Chodzi o równowagę między młodymi i zawodnikami o większym doświadczeniu. Młodzi dają sił drużynie i wybiegania, ale nie ominiemy naturalnego procesu piłki i życia. Wkrótce futbol będzie należał do nich, ale teraz walczą jeszcze niektórzy Mohikanie.

Czy proszą cię o rady?
Nie. Przykład trzeba dawać w praktyce. Każdy ma swoją teorię, ale chodzi bardziej o to, żeby być wzorem pracy, jak robić rzeczy. Jeśli sam siebie naciskasz, pracujesz i wylewasz poty, co więcej możesz powiedzieć. Jest tylko jedna droga, wysilanie się, żeby mieć solidną karierę. Granie w Barcelonie nie jest wystarczające, trzeba wygrywać. Jeśli nie, będziesz tylko kolejnym zawodnikiem, który tu był. W Barcelonie, jeśli nie wygrywasz, nie będziesz zapamiętany.

Wasze świętowanie 0:4 na Bernabéu było krytykowane.
Nie świętowaliśmy tylko wygranej w Madrycie, bo mówiono, że dla Barcelony wygranie tam jest jak tytuł… Świętowaliśmy lanie, jakie im urządziliśmy, moje 400 meczów i powrót drużyny. Niech ludzie w Madrycie nie myślą o tym, że świętujemy strzelenie im czwórki, ponieważ w innych przypadkach strzelaliśmy im pięć czy sześć… Wyszło tanio…

Jaki byłby sprawiedliwy wynik?
0:6. Ze względu na okazje, jakie mieliśmy, te Ferrana, Auby, Dembélé, to były bardzo klarowne okazje. Cóż, dla nas dużo ważniejsze niż zwycięstwo było wysłanie wiadomości, że Barça wraca. Wracamy do bycia konkurencyjnymi, a to wspaniała wiadomość dla nas, pracowaliśmy nad tym, a kiedy pracujesz dobrze, dzieją się dobre rzeczy. Od sześciu spotkań Barcelona nie pokonała Realu, a to nie było normalne, coś musiało być źle robione. Wysłaliśmy wiadomość do świata futbolu, Barça wraca.

Który z tych 400 meczów wspominasz najlepiej?
Finał na Wembley. Ze względu na to, co się w nim stało, moment, Abiego, wszystko, co osiągnęliśmy, przemowę Pepa. Futbol to nie tylko gra w piłkę, to coś znacznie więcej. Ten rok był niesamowity we wszystkich aspektach i zawsze będę o nim pamiętał.

Co Xavi wnosi do zespołu?
Xavi robi to, co wtedy, gdy był zawodnikiem, ale teraz z innej pozycji. Jest bardzo wymagający, wie, że trzeba być bardzo pracowitym i konkurencyjnym, aby rywalizować i zdobyć różne rzeczy. On i jego sztab zmienili wszystko, zmienili mentalność. Wnieśli bardzo dobrą mieszankę młodych i bardziej doświadczonych, razem wykonują niesamowitą pracę. Powtórzę to, co mówiłem dawno temu, Xavi będzie wersją 3.0 Barcelony.

Ciebie też karci?
Oczywiście. Jeśli musi ze mną porozmawiać, robi to tak samo jak ze wszystkimi. Może mnie skrytykować za brak kontroli, bardzo ryzykowne podanie, ale jego koncepcje są dla mnie jasne.

Jaka jest główna rzecz, którą Alves wnosi do Barcelony? Kwestia taktyczna, zespołowa, nastawienia?
To mieszanka, wszystkiego po trochu. Pod względem pracy jestem jednym z tych, którzy pracują najciężej i najintensywniej. Lubię dobrą atmosferę, zawsze troszczę się o kolegów, o to, czy mają się dobrze. Pomagam też zrozumieć ludziom, gdzie są. To jest Barca, marzenie wielu, trzeba się dobrze bawić i być szczęśliwym, a odzwierciedleniem tego jest sposób gry. Trzeba rozumieć, że jeśli kolega ma problem, to jest to też mój problem, jeśli ja jestem szczęśliwy, to on również. Dostosować to wszystko, a wyniki nadejdą. Nie chcę przyznawania mi zasług, chcę mieć tę zasługę dobrego spisywania się na boisku, a poza nim też nie chcę, żeby rzucano mi kwiaty pod nogi. To przyjemność móc ponownie spotkać się z ludźmi, z którymi wiele się przeżyło, i zobaczyć ewolucję młodych.

Zaoferowałeś numer 8 Pedriemu?
Tak, powiedziałem mu to. Przeczytałem wywiad, w którym powiedział, że lubi „8”, i rozmawiałem z ludźmi w klubie, że jeśli chce ją przejąć w przyszłym sezonie, a ja zostanę, to oczywiście. Jeśli ją chce, jest jego, ale misja jest taka, żeby bardzo dobrze jej bronił, ponieważ tę koszulkę wkładali wielcy gracze, bardzo wyjątkowi, jak Iniesta czy Christo… Piłkarze, którzy wiele zrobili dla tego klubu.

W swoim czasie nosiłeś też „6” Xaviego i „22” Abidala, zaraz nie zostanie dla ciebie numerów…
Tak, ale myślę, że został jeden… „10”! [śmiech] Niech będzie jasne, że to żart! Nie odbierajcie tego poważnie… Ale jeśli mi ją dadzą, wykorzystam ją!

Czy wykluczenie z kadry na Ligę Europy było ciężkim ciosem?
Zawsze rozumiałem, że życie to fazy, i wiem, w jakiej jestem teraz, bliżej końca niż początku. Gdyby zrobiono mi to w wieku 25 lat, być może poszedłbym na pięści, ale teraz jestem tu, żeby pomóc Barcelonie, i wiem, że Xaviego bolała decyzja o pominięciu mnie. Trzeba jednak było podjąć decyzję, życie jest dla odważnych i trzeba ponosić konsekwencje. Wiedziałem to już ze względu na pozycję, wzmocnienia, gole, których szukał… Moja pozycja była logicznie tą, z której najłatwiej można było zrezygnować, szukając bramek.

Będziesz czuł się mistrzem, jeśli Barça zwycięży w tych rozgrywkach?
Tak, to trofeum Barcelony. Chociaż będzie smakowało inaczej, jeśli Barça wygra, a mnie nie będzie na boisku. Niech jednak zwycięży.

Brak zagrania w El Clásico od pierwszej minuty było rozczarowaniem?
Chodzi o fazy, trzeba wiedzieć, w jakiej się jest, od długiego czasu jestem w fazie zen. Musisz zacząć zarażać się tym, co najlepsze, i możliwościami, jakie daje ci życie, to prezent znów być w Barcelonie. A co do podejmowanych decyzji, traci ten, kto mnie nie ma.


 

Sport: Jak wyglądał twój powrót?
Dani Alves: Kiedy rozwiązałem kontrakt z São Paulo, postanowiłem pozostać bez zespołu, aby zaplanować kolejny rok. Miałem opcje w Brazylii i w innych zespołach. Chciałem wrócić do Europy, aby pojechać na mundial. Pomyślałem, że jedynym sposobem na zwiększenie moich szans jest bycie na wysokim poziomie, a europejskie rozgrywki to wspaniała sceneria. Chciałem pokazać, że nadal jestem coś wart, że nadal robię rzeczy tak jak zawsze. Czekałem na otwarcie rynku, żeby wybrać, dokąd się udać. Nie wyobrażałem sobie, że może to być Barcelona, ale czułem ten dreszcz. Żarówka zapaliła się dla mnie, kiedy zobaczyłem, że ludzie nie są zadowoleni i otwierają się moje szanse. Wysłałem wiadomość Laporcie, któremu już mówiłem, że jestem wolny i mogę pomóc. Zdawałem sobie sprawę z trudności chwili, że klub nie działa, a zakontraktowanie 38-letniego zawodnika nie było najlepszą możliwą wiadomością. Ludzie zapomnieli jednak, że ten gracz nazywa się Dani Alves.

Czy po 400 meczach w Barcelonie pozostajesz tym samym piłkarzem, który przybył na Camp Nou w 2008 roku?
Piłka nożna jest jak życie, jeden szczegół zmienia wszystko. Nikt nie ma mojej energii. Mogę to zagwarantować. Zawsze staram się, żeby ludzie dobrze spędzali czas, po to jest ten zawód. Jeśli się cieszysz, ludzie wokół ciebie również. Zmieniają się lata, ubiór, ale nie to, kim jesteśmy. Nic się nie zmieniło na poziomie energii, zaangażowania, radości, wykonania. Zbudowałem niesamowitą karierę, wszedłem na szczyt. Nie mam czasu do stracenia, kolejny raz jestem w najlepszym klubie na świecie. Futbol i życie zwróciły mi wszystko, co zrobiłem dla tego klubu i herbu. Jestem jedynym historycznym zawodnikiem Barcelony, który nie miał ani pożegnania, ani oficjalnego zdjęcia z trofeami.

Z jakiegoś konkretnego powodu?
Nie chciałem tego. Czułem ten dreszcz, że wrócę. Kiedy odszedłem do Juventusu, były tu wątpliwości wobec mnie. Chciałem odejść i coś udowodnić. Czas minął, a mój powrót się skomplikował, trzeba być realistą. To było „teraz albo nigdy”. Ostatecznie na szczęście wszystko wyszło dobrze.

Jaki był stan ducha drużyny, kiedy przyjechałeś?
Napotkałem szatnię z niską samooceną. Nie możesz dawać z siebie maksimum, jeśli w siebie nie wierzysz. Bardzo ważne jest, żeby czuć się piękniejszym, bardziej interesującym. To kwestia mentalna. Kiedy umysł jest słaby, to, co przychodzi z zewnątrz, może cię zniszczyć. Dlaczego nie mogę być dziś tym, kim byłem w przeszłości? Mogę być nawet kimś więcej.

Poznałeś Xaviego dokładnie jako zawodnika. W roli trenera jest inny?
Jego sekretem jest ciężka praca. Trzeba walczyć, robić to, co zawsze robiliśmy. Jedyne, co się zmieniło, to fakt, że teraz jest trenerem. Jego punkt widzenia jest taki sam jak wtedy, kiedy grał. Pracujemy bardzo ciężko. Po raz pierwszy od przybycia do Barcelony pracuję w ten sposób.

Ciężej niż w okresie pracy Guardioli?
Tak. Z nikim nie pracowaliśmy w ten sposób na poziomie fizycznym. Trzeba mieć na uwadze, że futbol się zmienił. Guardiola miał wielu świetnych zawodników i nie musieliśmy biegać w górę i w dół. Odzyskiwaliśmy wiele piłek na połowie rywala. Teraz od czasu do czasu trzeba biegać, a w tym celu musimy być w dobrej kondycji fizycznej. Teraz nie wystarczy praca, którą wykonywaliśmy wcześniej.

Czy Guardiola i Xavi są do siebie podobni?
Już dziesięć lat temu powiedziałem, że Xavi będzie Guardiolą 3.0 w Barcelonie. Ze względu na to, jak rozumie grę, dostosowanie swojego futbolu do bieżących potrzeb i znajomość klubu. Wie, co jest tu konieczne. Zasze trzeba znaleźć dobrych wykonawców, aby zastosować ten styl w praktyce.

Wyobrażamy sobie, że trener prosi cię o bycie liderem.
Nie musi mnie o nic prosić. Zna mnie, a ja znam jego. Wiem, czego chce, co mu się podoba i czego ode mnie oczekuje. Bycie liderem przychodzi mi naturalnie. Lubię patrzeć na dobro zawodnika. Mówię piłkarzom, żeby spojrzeli dookoła siebie i docenili to, co mają. Nasz zawód jest najlepszy. Futbol uratował życie mnie i mojej rodzinie. Staram się to przekazywać młodym. Możemy zmienić życie innych, nie jesteśmy tu dla żartu. To znacznie więcej niż tylko weekendowy meczyk.

Co oznacza dla ciebie Laporta?
Dla mnie jest najlepszym prezydentem klubu, odkąd byłem częścią jego historii. Bardzo cierpi, kiedy sprawy układają się źle. Zawsze będzie szukał sposobu, żeby podnieść Barcelonę. Trzeba uchylić przed nim kapelusz. To radość widzieć, jak ktoś kocha ten klub, szuka tego, co najlepsze, martwi się, żeby wszystko poszło dobrze. Ostatecznie czyni ten klub większym.

Pomagasz przezwyciężyć Ansu emocjonalne ciosy, które otrzymuje z powodu kontuzji?
Tak, dużo rozmawiamy. On mówi również po portugalsku, a ten punkt w dużym stopniu nas połączył. Ma wspaniałe perspektywy, jest spektakularnym chłopakiem. Ma ogromne serce. Jego rodzina bardzo mu pomaga. Musi stawiać czoła życiu z osobowością i spokojem. Wykryć problem i pracować nad jego rozwiązaniem. Leo też był często kontuzjowany na początku swojej kariery i znalazł rozwiązanie. Kiedy Ansu to zrobi, będzie mógł mieć więcej ciągłości.

Próbowałeś przekonać Dembélé?
Jest w Barcelonie, najlepszym klubie na świecie. Do czego mam go przekonać? Ma okazję przeżyć tu piękną historię. Nie trzeba próbować go przekonywać do niczego, ludzie są panami swojego przeznaczenia, ale on jest w najlepszym możliwym miejscu.

Jakie masz wrażenie? Myślisz, że przedłuży kontrakt?
Nie mam pojęcia. W końcu nie wiem nawet, czy sam zostanę [śmiech].

Nie rozmawiałeś z klubem o swojej przyszłości? Nadal nie ma podjętej decyzji?
Nie. Zamierzam zrobić to samo, co podczas pierwszego etapu: walczyć do końca. Kiedy jestem na misji, poświęcam się jej w całości. Chcę zaprezentować swoją najlepszą wersję. Kiedy sezon dobiegnie końca, przekażą mi, czy zostanę, czy nie. Bez żali. Najważniejsza jest dla mnie przejrzystość. Nie będzie problemu, jeśli przyjdą i powiedzą mi w twarz, że nie mogę zostać.

Mistrzostwa w Katarze to twoje ostatnie wielkie wyzwanie?
Ostatnie nie, ale bardzo ważne dla mnie. Postaram się, żeby te trzecie były wygrane. Katar jest miejscem, które bardzo mi się podoba, byłem tu z Barceloną mistrzem świata. Być może to znak. Myślę, że mamy zespół do walki o tytuł. Będziemy mieli szanse, ale trzeba grać. Cóż, najpierw muszę zasłużyć na powołanie.

Jeśli nie będziesz mógł ich wygrać, niech zrobi to Messi, tak?
Nie, nie, nie. Nie daję szans nikomu, chcę sam wygrać. Puchar Świata musi być nasz. Zrobimy z naszej strony wszystko, żeby tak się stało. Jeśli nie, ukradniemy trofeum [śmiech].

Niedawno powiedziałeś, że nie widzisz Leo szczęśliwego w Paryżu. Chciałbyś, żeby wrócił do Barcelony?
Nie wiem, co myśli lub chce zrobić. Mógłby wrócić na roczek do mnie na ostatni taniec. Dlaczego nie? Nie ma lepszego miejsca niż to. Odszedł i sprawdził to doświadczenie. Czas wracać do domu, jeśli on tego chce.

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ja to ciężko pracuję

@OsamaDembele ... na bana za trollowanie
« Powrót do wszystkich komentarzy