Alexia Putellas: Nigdy nie przyszło mi do głowy, że zagram na wypełnionym Camp Nou

Mateusz Doniec

27 marca 2022, 19:30

La Vanguardia

6 komentarzy

Fot. Getty Images

Już w najbliższą środę piłkarki Barçy Femeni rozegrają rewanżowe spotkanie ćwierćfinału Ligi Mistrzyń z drużyną Realu Madryt. W pierwszym wyjazdowym meczu podopieczne Jonatana Giraldeza wygrały 3:1. Mecz rewanżowy będzie miał wymiar historyczny, ponieważ po raz pierwszy w rozgrywkach kobiet odbędzie się na wypełnionym Camp Nou. Kapitanka Barcelony Alexia Putellas udzieliła z tej okazji wywiadu dziennikowi La Vanguardia, podkreślając, że nie czuje z tego powodu presji.

La Vanguardia: Czy nie przesadzamy, mówiąc, że środowy mecz z Realem Madryt na Camp Nou będzie najważniejszym spotkaniem twojego życia?

Alexia Putellas: Nie. Obok finałów Ligi Mistrzyń są to mecze, o których zawsze myślisz, że w nich zagrasz.

Czy marzyłaś od dziecka o grze na wypełnionym Camp Nou?

Nigdy nie przyszło mi to do głowy. Ani to, ani to, czego teraz dokonujemy. Cieszyłam się, gdy przychodziłam na boisko i to wszystko. Ale kiedy podpisałam kontrakt z Barçą, zaczęłam fantazjować. "Wyobraź sobie, że pewnego dnia tam zagram". I jak się okazuje, tak właśnie będzie.

Jest szansa na pobicie rekordu frekwencji na meczu piłki nożnej kobiet. Czy będzie to miało taką samą wagę, jak tytuł mistrzowski?

To nie smakuje jak zdobycie tytułu, ale jest to krzepiące, ponieważ utwierdza w przekonaniu, że projekt kwitnie, a obrana droga jest dobra. Mecz zostanie rozegrany we właściwym czasie, zgodnie z planem.

Oczekiwania są duże od tygodni. Czy proszono cię o wiele biletów?

Jest to dzień szczególny. Pierwszeństwo mieli ci, którzy od lat przychodzą do Ciutat Esportiva i zawsze mi towarzyszą. Mam szczęście, że wciąż mam tych samych przyjaciół, tę samą rodzinę. Chcę, aby żyli pełnią życia, zasługują na to. Cierpią i przeżywają to tak samo jak ja.

O ilu osobach mówimy?

Około 30 lub więcej.

A czy tym razem udało Ci się przekonać kolegę, który nie lubi piłki nożnej?

W moim otoczeniu jest niewielu fanów piłki nożnej, począwszy od mojej siostry, która nic o tym nie wie (śmiech), ale przychodzi, żeby mi kibicować.

Jak przygotowujesz się do wejścia na tak potężną scenę, na której jest 80 000 czy 90 000 ludzi?

Cóż, pomyślałam o tym i żałuję... Będę tak zaangażowana w mecz i cel, jakim jest dotarcie do półfinału, że nie będę w stanie cieszyć się atmosferą panującą na stadionie...

Czy można zatem czerpać przyjemność z gry pod taką presją?

W naszej drużynie są młode zawodniczki, ale mamy już za sobą doświadczenia z finałów i wielkich meczów. Mamy wrażenie, że gra na Camp Nou to dodatkowa motywacja. Nie czujemy większej presji, wręcz przeciwnie.

Normą zaczyna być widok chłopców i dziewcząt w koszulkach Alexii Putellas. Co czujesz?

Dużo emocji. To powód do dumy, gdy widzimy, jak wybierają sobie wzorce do naśladowania, jak swobodnie wybierają tych, których najbardziej podziwiają, niezależnie od tego, czy są to mężczyźni, czy kobiety.

W pierwszym spotkaniu wygrałyście 3:1. Czy dwumecz jest już rozstrzygnięty?

Wiemy, jaki jest futbol. Przed meczem było oczywiste, że powinnyśmy wygrać 5:0. Mecz się kończy, a na zewnątrz panuje złe samopoczucie, a przecież jesteśmy drużyną, która osiągnęła największą przewagę w pierwszym meczu. I nagle wszystko jest znowu w porządku, już pozamiatane... Na szczęście w naszej szatni tak nie jest. Idea jest taka sama, niezależnie od wyniku. To nasza mocna strona.

W pierwszym meczu pojawiły się kontrowersje związane z przyznanym karnym. Powinna być jedenastka?

Od wielu lat apelujemy o system VAR i popieram jego stosowanie w jak największej liczbie meczów.

Czy obawiasz się, że najgorsze zwyczaje z męskiej piłki nożnej zostaną przeniesione do piłki kobiecej?

To część tego wszystkiego i konsekwencja. Im większa widoczność, tym więcej dyskusji i tym więcej ludzi ma swoje zdanie. Tak to się skończy. Dzieje się tak również w innych dyscyplinach sportowych.

Graham Hansen (piłkarka Barcelony - przyp. red.), na którą nałożono karę, została obrażona w mediach społecznościowych i musiała się bronić.

Cóż, nie miałam pojęcia. Nie wiedziałam o tym.

Nie lubisz mediów społecznościowych?

Korzystam z nich, ale w przypadku najważniejszych meczów wolę czytać relacje w gazetach. Mogę się domyślić, co ludzie powiedzą i nie ma to na mnie wpływu. Nie obchodzą mnie komentarze tych, którzy wypowiadają się anonimowo. Nie mają oni żadnej wartości.

Widziano cię razem z Misą (bramkarka Realu Madryt - przyp. red.), jak uśmiechałyście się do siebie przed rzutem karnym. O czym rozmawiałyście?

To zostaje na boisku. W chwilach największego napięcia każdy gra swoimi kartami, ona swoimi, a ja swoimi, ale nie lekceważąc siebie nawzajem. To zawsze się działo, ale teraz widać to bardziej.

Czy podoba Ci się rywalizacja z Realem Madryt?

Oczywiście, że tak. To jest inna gra i inaczej się ją odczuwa. Chcesz wygrać, a im więcej bramek strzelisz, tym lepiej. I chyba tak samo jest w ich przypadku.

W sześciu meczach z Realem Madryt zdobyłaś siedem bramek. Pewnie się ciebie boją...

Jestem pomocniczką, ale ze względu na nasz styl gry wiem, że zawsze mam przynajmniej jedną szansę na zdobycie bramki. Już dawno temu postawiłam sobie taki cel: być super skuteczną i zdobywać bramki w każdej okazji, jaka się nadarzy. Nie przebywam w polu karnym, ale się poruszam się blisko niego.

Kiedy Barça Femeni zaczęła wyrabiać sobie markę w Europie, wydawało się, że traci zapał, gdy przychodzi czas na najważniejszą grę. Teraz właśnie w tej fazie wykańcza swoich rywali. Czy ma to związek z waszą profesjonalizacją?

Niewątpliwie. Zdajemy sobie z tego sprawę. Nasi przeciwnicy zaczynają z energią, my ich męczymy, a w 60. minucie nie są w stanie się utrzymać i właśnie wtedy nadchodzi czas, by zrobić z tego jak najlepszy użytek. Przed laty przytrafiało nam się to samo. Traciłyśmy gaz i cierpiełyśmy. Wycofywałyśmy się i nie mogłyśmy grać w ataku, ponieważ było zbyt wiele metrów do pokonania. Zajęło nam to trochę czasu i pracy, ale teraz zbieramy owoce.

W Hiszpanii istnieją kontrasty między profesjonalną Barçą Femeni a takimi klubami jak Rayo Vallecano, które nie ma nawet sztabu medycznego.

Jest nam bardzo przykro, że istnieją takie różnice i że inne koleżanki nie mogą cieszyć się tym zawodem tak jak my, tym bardziej, gdy chodzi o zespoły, które mogłyby liczyć na wsparcie profesjonalnej struktury, bo już je mają ze strony zespołu męskiego. Mój wniosek w takich przypadkach jest taki, że zawodnicy chcą, ale ich kluby nie. Mam nadzieję, że wraz z ostatecznym porozumieniem w sprawie nowej ligi zawodowej te problemy zostaną zażegnane.

W tym samym klubie pracuje trener Carlos Santiso, który motywował swój sztab szkoleniowy, opowiadając o gwałcie zbiorowym. Jak się czułaś, kiedy się o tym dowiedziałeś?

Trudno mi było w to uwierzyć. Nawet jeśli to był żart, nie mogę uwierzyć, że człowiek jest zdolny do żartowania z takich rzeczy, a tym bardziej z przykładu, którego użył w dosłownym znaczeniu. Nie mogłabym pójść za takim trenerem, w końcu szkoleniowiec jest liderem, ostoją drużyny, a ja nie mogłabym żyć z kimś, kto w pewnym momencie swojego życia pomyślał coś takiego.

Boom na piłkę nożną kobiet jest tak znaczący, ponieważ Hiszpania jest krajem kochającym piłkę nożną, a Barça wielkim klubem. Co mogą myśleć koszykarki, piłkarki ręczne lub zawodniczki innych dyscyplin, które od lat dążą do takiej widoczności i promocji, jaką wy osiągacie?

To Barça postanowiła zrobić z nas profesjonalistki. Teraz LaLiga zamierza to zrobić ze wszystkimi drużynami. Mam nadzieję, że coraz więcej dyscyplin sportowych i lig kobiecych stanie się zawodowymi, osiągając przynajmniej tę samą liczbę zespołów jak w rozgrywkach mężczyzn. Na tym właśnie polega równość i to właśnie musi się stać.

Mówimy o znaczącym postępie sportowym, ale są też inne równie ważne aspekty społeczne: piłkarki Barçy, niektóre z dziećmi na boisku, świętujące zdobycie tytułu mistrzowskiego i pokazujące inne niż zwykle wzorce rodzinne. Również w tym zakresie jesteście punktem odniesienia...

Wierzymy, że nie ma zamkniętego modelu rodziny i że każdy ma prawo wierzyć w swój model rodziny. Wielu ludzi myśli w ten sposób, a inni są temu bardziej przeciwni. Różnica polega na tym, że my mamy głos i wyrażamy go w sposób naturalny, przyjmując wszystkie rodzaje rodzin, małżeństw, synów i córek, a widoczność, jaką mamy, pomaga nam dotrzeć do ludzi, którzy nie widzą tego w ten sposób. Wspieramy jakiś ruch, nie robiąc tego wyraźnie, ponieważ przychodzi nam to naturalnie.

Byłaś praktycznie anonimową sportsmenką, a w krótkim czasie zaczęło cię śledzić półtora miliona osób na Instagramie. Jak sobie z tym radzisz?

Był to element projektu profesjonalizacji i tak go traktuję. Jestem przygotowana na doświadczenie obu skrajności. Odkąd stałyśmy się profesjonalistkami, zaczęłam przygotowywać się zarówno na chwilowe porażki, jak i na sukcesy.

Ktoś powiedział, że czasami musiałaś się zatrzymać w obliczu tak dużego zapotrzebowania mediów, aby móc skupić się na piłce nożnej?

Jestem bardzo zorganizowana i na wszystko zdążam, ale to nie o to chodzi. Właściwie to czasami przestaję udzielać wywiadów, bo mam tylko jedną historię do opowiedzenia, a ponieważ ciągle tłumaczę to samo, ludziom nudzi się słuchanie, a mi nudzi się opowiadanie (śmiech).

REKLAMA

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Ale szanujmy język polski, błagam. Jaka kapitanKA?? Kapitan to kapitan niezależnie od płci.

Najlepsza królowa! To niesamowite że dziewczynki mogą brać przykład z takich kobiet jak Alexia

Pedri bierz sie za Putelasową będziesz mógł strzelać więcej bramek :)

Ma swoich fanów, nie dziwne, to najlepsza piłkarka świata:)

Fajny wywiad, widać ze bardzo ogarnięta babka, może sam pomyśle o jej koszulce w nowym sezonie

Dziewczyny dają super przykład.