Dani Alves: Jeśli Barça mnie chce, to wystarczy, że zadzwoni

Maciej Łoś

16 października 2021, 12:50

Sport

48 komentarzy

Fot. Getty Images

Dani Alves przebywa obecnie na wakacjach w Barcelonie. Brazylijczyk udzielił wywiadu dziennikowi Sport, w którym wypowiedział się na temat ewentualnego powrotu na Camp Nou.

Co teraz robisz?

Przez praktycznie dwa lata nie miałem wakacji, ponieważ ligowy terminarz w Brazylii był bardzo napięty ze względu na pandemię. Potem rozwiązałem kontrakt z São Paulo i postanowiłem spędzić trochę czasu robiąc inne rzeczy, ale jednocześnie trenuję i czekam na możliwość znalezienia nowego klubu.

Jakiego zespołu szukasz?

Zawsze staram się szukać drużyny, która zapewnia mi walkę o trofea. Nie rozważam innego scenariusza. Dlatego kiedyś wybrałem Sevillę, potem Barcelonę i kolejne kluby. Mam mentalność zwycięzcy i chcę wygrywać tam, gdzie trafiam. Jeśli jakiś zespół ma problemy, to chcę mu pomóc i odwrócić tę sytuację.

To chciałeś zrobić z São Paulo?

Chciałem wrócić do Brazylii, ale także wprowadzić znów na szczyt zespół, który przez ostatnie lata nie mógł zdobyć tytułu, i udało mi się to. Teraz jestem wolnym zawodnikiem. Zaznaczam, że jeśli miałbym trafić do drużyny, która nie miałaby szans niczego wygrać, wtedy wolałbym zostać w domu.

W São Paulo zagrałeś 95 meczów w dwa lata. Jesteś w stanie grać po dwa spotkania na tydzień?

Moje statystyki to potwierdzają. Odbieram teraz nagrodę za to, w jaki sposób prowadziłem swoje życie. Dzięki dbaniu o swój organizm mogłem spełnić marzenie nastoletnich chłopaków o wyjeździe na igrzyska olimpijskie, na których zdobyłem złoty medal.

Czy uważasz, że twój profil odpowiada temu poszukiwanemu przez Barcelonę?

Zawsze mówiłem, że odszedłem z klubu, ponieważ pewne rzeczy wyglądały nie tak, jak powinny. To, co się potem stało w Barcelonie, było bardzo przykre. I choć odszedłem, to zawsze powtarzałem, że gdy Barça się do mnie odezwie, to będę gotowy wrócić. Czuję zbyt dużą miłość i sentyment do tego klubu. Cały czas myślę, że mogę wnieść dużo do każdego zespołu, ale szczególnie do Barcelony, która wprowadza teraz tak wielu młodych graczy. Wszędzie gdzie byłem, uważałem, że mieszanka doświadczenia z młodością jest najlepsza. Nadejdzie czas, gdy juniorzy dojrzeją i będą przekazywać swoją wiedzę młodszym, to naturalny cykl, ale wciąż popełnia się w futbolu podobne błędy. Niektórych procesów nie można przyśpieszyć i młodzi gracze muszą mieć w drużynie pewne wzorce, piłkarzy, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność w trudnych momentach.

Prezydent, który ściągnął cię do Barcelony, znowu jest w klubie.

Joan dobrze wie, co myślę o nim i o tym, co zrobił dla Barçy. To nie jest żadna nowość. Bardzo cieszę się, że znów jest u steru klubu. Ma do rozwiązania wiele problemów, ale jeśli ktoś ma pomóc Barcelonie, to właśnie Joan. Robił to już nieraz. Wyzwaniem jest to, by klub wrócił na należyte miejsce. To jest trudny proces, podczas którego trzeba grać czysto wobec ludzi kochających Barçę. I ona wróci, może za miesiąc, trzy czy za rok, ale wróci, ponieważ zawsze się podnosiła. Ci, którzy ją kochają, zawsze są gotowi jej pomóc, to jest nasza wspólna filozofia.

Czy rok przejściowy to rok stracony?

Nie uważam tak. Lata stracone są wtedy, gdy ktoś stara się oszukać drużynę, gdy reszta osób się stara. A teraz wszyscy mierzą się wspólnie z tym problemem. Kluczem jest to, w jaki sposób uda się wyjść na koniec roku. Gdy mija długi czas, a te lepsze momenty nie nadchodzą, wtedy cały ten proces wydłuża się do kilku lat. W Barcelonie jest szansa, że ten zarząd, który już w przeszłości dał tyle radości klubowi, znów pozwoli kibicom chodzić z podniesioną głową.

Te złe sytuacje w klubie doprowadziły do odejścia Neymara i Messiego?

Nie chcę wskazywać palcem, ale Barcelona straciła dużo więcej, a to jest już absurd. Powinno się zrobić wszystko, żeby ich zatrzymać. W wielu przypadkach nie chodzi tu tylko o kwestie sportowe, ponieważ tacy gracze dają znacznie więcej. Zmarnowano bardzo dużo, a piłkarze muszą czuć się kochani w klubie, ponieważ w innym wypadku mogą zdecydować się szukać szczęścia gdzieś indziej.

Tak jak w twoim przypadku?

Gdy odszedłem i powiedziałem o powodach, to ludzie zaczęli traktować mnie jak szalonego, tak jakbym nie chciał grać w Barcelonie. Rok wcześniej nie chciano przedłużyć ze mną kontraktu. Potem zdobyliśmy kolejny tryplet, klub miał embargo i wtedy zamierzali przedłużyć moją umowę, ale pojawiały się jakieś plotki i tego nie zrobiono. Dopiero kiedy pozostali bez wyjścia, skontaktowali się ze mną w tej sprawie, ale powiedziałem: „Co tu się dzieje?”. Nikt nie wyrzuci mnie z klubu, sam odejdę, kiedy będę chciał, dlatego chciałem zawrzeć umowę ze specjalną klauzulą umożliwiającą mi opuszczenie drużyny. Nie chciałem być traktowany jak jednorazowy przedmiot, który jest wyrzucany, gdy nie jest już potrzebny. Potem działy się w klubie różne rzeczy i spójrzcie, w jakiej sytuacji się teraz znajduje. Chcę być częścią projektu budowy, a nie destrukcji tego, co udało się osiągnąć przez te piękne lata.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Alves a potem Iniesta.Tak jest.
« Powrót do wszystkich komentarzy