Thomas Vermaelen udowadnia podczas mistrzostw Europy, że nie jest jeszcze skończony

Dariusz Maruszczak

30 czerwca 2021, 20:15

AS

31 komentarzy

Fot. Getty Images

  • Etap Thomasa Vermaelena w Barcelonie nie był dla tego obrońcy szczególnie udany
  • Belg miał notoryczne problemy z kontuzjami, więc wydawało się, że po odejściu z Blaugrany czeka go zmierzch kariery
  • Tymczasem Vermaelen dobrze spisuje się w mistrzostwach Europy i wraz ze swoją drużyną narodową będzie celował w medal

35-latek trafił na Camp Nou w 2014 roku z Arsenalu za 19 milionów euro. Od początku kariery w Barcelonie Vermaelen zmagał się z kontuzjami i w rezultacie do odejścia z klubu w 2019 roku zdołał rozegrać tylko 53 mecze w barwach Blaugrany, a także 12 spotkań na wypożyczeniu w Romie. Gdy był zdrowy, potrafił prezentować się solidnie, a zwłaszcza w sezonie 2017/2018 dołożył swoją cegiełkę do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. W okresie od końca listopada do końca stycznia rozegrał siedem pojedynków od pierwszej minuty, a Barça straciła w nich tylko trzy gole, pokonując m.in. Real Madryt 3:0. Być może był to najlepszy okres Vermaelena na Camp Nou. W 2019 roku po wygaśnięciu kontraktu przeniósł się do Vissel Kobe, gdzie miała czekać go spokojna emerytura.

Tymczasem Vermaelen nieoczekiwanie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w wielkim futbolu. Podczas EURO Roberto Martínez wpuszczał go z ławki rezerwowych w pierwszych dwóch spotkaniach, ale później 35-latek wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce, a Belgia nie straciła gola w konfrontacjach z Finlandią (2:0) i Portugalią (1:0). Zwłaszcza występ Vermaelena w starciu z gwiazdami drugiej z drużyn, na czele z Cristiano Ronaldo, mógł być uznawany za bardzo pozytywny. Były zawodnik Barcelony potrafił ograniczyć liderów Portugalii. Miał 89% skuteczność podań, wygrał cztery z sześciu pojedynków, zanotował dwa przechwyty i trzy udane wślizgi, pięć razy wybijał piłkę rywalom, a także zablokował dwa uderzenia. Nie byłoby więc niczym dziwnym, gdyby gracz Vissel Kobe utrzymał miejsce w składzie Belgii walczącej o medale.

– Jeśli chcą mnie krytykować, niech krytykują mnie za to, co robię w reprezentacji, ale nie przez pryzmat zespołu, z którego przyjechałem. Nie należy lekceważyć japońskiej konkurencyjności. W tamtej lidze są szybcy i zwinni zawodnicy, więc mogę się tam sprawdzać. Ciężko pracowałem w moim klubie, aby być gotowym na te mistrzostwa Europy – bronił się Vermaelen, którego chwalił też jego partner z obrony Jan Vertonghen. – Nie jest za stary, jest fenomenem. Myślę, że może jeszcze grać w europejskim klubie na najwyższym poziomie, po prostu podjął inną decyzję i odszedł do Japonii. Miał kontuzję, tak. A kto ich nie miał?

Vermaelen rozegrał w reprezentacji Belgii już 84 mecze, a kadra zawsze stała dla niego otworem w trudnych chwilach. Być może teraz uda mu się osiągnąć z drużyną narodową jeden z największych sukcesów w swojej karierze po wywalczeniu brązowego medalu w ostatnich mistrzostwach świata.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Powiedzmy sobie szczerze. Na poziomie Barcelony kiedy dostawał szansę nie zawiódł nigdy. Po mimo licznych kontuzji, gdy był gotowy wchodził i potrzebował pół meczu by nie odstawać od poziomu jak by grał cały czas.
Naprawdę dobry zawodnik. Osiągnął by TOP gdyby nie przypadłość do kontuzji
« Powrót do wszystkich komentarzy