Następny mecz:  Girona  -  Barcelona     ·  Sobota, 23 września 20:45  ·  6. kolejka La Liga   ·  Transmisja: Eleven Sports   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Siła pressingu przywraca Barçy stabilność przynajmniej na boisku [felieton]

 13 września 2017, 11:30

 Karol Chowański 'Challenger'

 66 komentarzy

Siła pressingu przywraca Barçy stabilność przynajmniej na boisku [felieton]

Barça nie prezentowała skutecznego pressingu od 2015 roku

Do zapaści Valencii zdążono się przyzwyczaić, więc niedawny rezultat zaskoczył nie tylko bukmacherów. W remisie Los Che na Bernabéu kolejkę temu liczyło się więcej niż wynik. „Stracili dwa punkty, lecz odzyskali drużynę”, pisały lokalne gazety. „Dwa lata na to czekaliśmy”, dodał Cayetano Ros.

Najważniejszym dla mnie z licznych problemów, na jakie cierpiała FC Barcelona w ostatnich miesiącach kadencji Luisa Enrique, była erozja chęci do gry. Piłkarzom brakowało zaangażowania, konsekwencji, zespołowości. Radości.

Spotkanie Juventusu na tak wczesnym etapie sezonu stanowi świetną wiadomość dla ekipy z Camp Nou. Dobry rezultat z finalistą – w obecnej sytuacji klubu i drużyny będzie nim remis – natchnie Katalończyków na kolejne tygodnie. Barça przegrała wiosną w każdym aspekcie gry, taktycznie i mentalnie. Luzacka postawa Włochów na Camp Nou bez najmniejszego zamiaru zdobycia goli (okazje mieli i tak, podarowane przez gospodarzy) nie pasowała do rangi ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Barça nie gra dziś o wynik, lecz coś dużo ważniejszego. Chodzi o odzyskanie poczucia własnej wartości.

Poza chęcią szczerą Katalończycy podchodzą do rewanżu z niedawnym oprawcą wyposażeni w solidne argumenty piłkarskie. Choć sezon nie dotarł jeszcze do żłobka, pewne rzeczy widać już teraz. To będzie bardzo interesujący mecz.

Dwa lata czekania

Doceniam kolejne wyczyny strzeleckie Messiego. Widzę świetną formę Semedo. Forma stoperów, jak w minionych sezonach (i Superpucharze), pozostawia wiele do życzenia, przez co smakowity na pierwsze spojrzenie zerowy bilans bramkowy trzech kolejek biorę ze sceptycznym dystansem. Jednak wszystko, co najciekawsze w ligowym rozpędzie Barcelony – dzieje się w środku pola; i to mimo faktu, że Iniesta z Busquetsem dalej wyglądają na zardzewiałych.

Barcelona znów biega. Dzięki temu pokonała dobrze zorganizowany i zawsze zadziorny Espanyol oraz załogę autobusu z Alavés. Baskowie byli jedną z przeszkód, o którą Barça najboleśniej poturbowała się w zeszłym sezonie. Tym razem w Vitorii wyglądała spójnie i konsekwentnie. Liche 15 tysięcy widzów na Mendizorrotzie widziało, że mecz nie miał nic wspólnego z bezradną postawą Katalończyków w porażce 1:2 u siebie rok temu. Przeciwko sąsiadom z El Prat bordowo-granatowi powtórzyli tę samą intensywność. Zagrali tak, że rywalom odechciało się nawet fauli na Messim i spółce. Dla Espanyolu to rezygnacja z największej przyjemności w meczach z Barçą.

Na stadionie Valencii dwa lata czekano na drużynę. Kawałek na północ – na powrót pressingu.

Potęga pressingu

Ernesto Valverde obiecywał, że zwróci Barcelonie piłkę. Na razie się z tego wywiązuje, o czym świadczą wskaźniki posiadania w każdej z trzech kolejek.

  Na podstawie Eurosport.com

Sięgam po te liczby dla uświadomienia, że momenty straty posiadania przez odrodzonych podopiecznych Valverde były rzadkie, lecz w każdym z nich natychmiast doskakiwali do rywali, aby odzyskać straconą własność i przejść do akcji ofensywnej. Byli jak wataha wilków, kolektywnie okrążająca przeciwnika, odcinająca mu ścieżki łatwych podań, zmuszająca do błędów. Wokół jednego rywala z piłką pojawiało się dwóch lub trzech barcelonistów ograniczających mu możliwości do ryzyka lub kopnięcia w aut. Widząc nadciągające bordowe koszulki rywal najpierw tracił głowę, potem piłkę.

Opis ten w różnym stopniu charakteryzuje wyzwania tego sezonu. Dwumeczem z Realem rządził jeszcze chaos, a błędy indywidualne Piqué, Umtitiego i Busquetsa okazały się kiepskim sojusznikiem drużyny. Madryt nie musiał się spocić, aby pokonać Katalończyków w takiej formie. W meczu z Betisem pomógł gol samobójczy, w moim odczuciu był to typowy mecz, który jednej z drużyn ułożył się szczęśliwiej. Jednak spokój w II połowie z Andaluzyjczykami i zachowane do końca czyste konto stanowiły już krok w dobrą stronę. Podróż do Kraju Basków obok przebiegu derbów przyniosły pierwsze mocne sygnały przemiany. Jeśli podopieczni Valverde utrzymają ten sam rytm gry, co w dwóch ostatnich meczach – Włochów czeka trudniejsze wyzwanie niż wiosną.

Co jasne, techniczne umiejętności każdego z trzech dotychczasowych przeciwników w lidze są ograniczone. Mimo to wstępne efekty pracy Valverde już teraz budzą moje uznanie. Tej drużynie bardzo brakowało wysokiej powtarzalności w skuteczności pressingu, ten element zapoczątkował rozstrój pozostałych aspektów gry. Jeśli Barcelona chce liczyć na zdobycie czegoś dużego w tym sezonie, musi zacząć od „odzyskania” pressingu.

Wszyscy na pokład

Od wydajnego pressingu całej drużyny zaczyna się geneza sukcesu Barçy Guardioli i pierwszego sezonu Enrique. Zasada „pięciu sekund” Pepa – w tym czasie należy odzyskać piłkę po jej stracie – była silnie widoczna w grze zespołu zarówno przeciw Alavés, jak i Espanyolowi. Nie brakowało momentów, kiedy piłka wracała do Katalończyków dwukrotnie szybciej.

Pressing dużej liczby piłkarzy o wysokim nasileniu zawsze wymaga wysokiej kultury piłkarskiej trenera i jego zawodników, dobrej organizacji oraz wybornej kondycji fizycznej. Jednocześnie, nie mam żadnych wątpliwości, jego wydajność zależy od zaangażowania. Drużyna, która z dowolnego powodu nie stanowi jedności, nie odniesie sukcesu w walce o szybki odbiór piłki.

Koronkowa akcja bramkowa stanowi w mniejszym stopniu system naczyń połączonych niż skuteczny pressing. Koniec końców, każda zależy przecież od celności strzału jednego piłkarza.

Mentalność „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” była kluczowym elementem największych sukcesów FC Barcelony ostatnich lat. Ponieważ klub nie ma i nie chce mieć w składzie potężnie zbudowanych, wysokich defensorów, jest realnie zmuszony do bronienia całym zespołem, aby trzymać zero z tyłu – zwłaszcza przeciwko krajowej i europejskiej czołówce. W barcelońskim systemie gry każde wypadnięcie jednego z ogniw siatki pressingu przynosi dotkliwsze skutki niż w innych drużynach, gdyż słabsi fizycznie barceloniści częściej ulegają napastnikom rywali w sytuacjach jeden na jednego. Mnogość sytuacji sam na sam z bramkarzem przeciw Barcelonie też nie stanowi przypadku. Wynika z systemu gry „Dumy Katalonii”, nasila się zawsze, gdy wysoko ustawieni środkowi i boczni obrońcy są zawodzeni przez obijających się w pressingu kolegów. Ostatnie dwa lata są galerią takich obrazków; podobnie jak kończone golami kontry Realu w Superpucharze. O tak, powrót do etosu pressingu nigdy nie daje natychmiastowych efektów.

Haruje się chętniej, gdy przykład idzie z góry

Pod pewnymi względami mistrzostwa szkoły nie różnią się od finału Ligi Mistrzów. Możesz wyjść na boisko naładowany dobrą energią i gotów dać za zespół całe swoje serce, ale jeśli zaangażowanie gry kolegi obok zostało w domu – drużyna poniesie klęskę. Jeśli inni nie robią tego samego, ochota do poświęceń mija, a bieganie po każdą piłkę staje się bez sensu.

Zupełnie jak przeciw Alavés, pressing, jaki widzieliśmy w sobotę, stanowił znakomity przykład łatwości, jakiej nabiera futbol pod stopami utalentowanych piłkarzy, kiedy w każde z naczyń nie zachowuje szczelność. Na twarzach graczy Espanyolu było widać pełne zaskoczenie sytuacją, przebiegiem meczu. Tak systematyczne i zdecydowane naciskanie rywali po stracie piłki wygląda jak by było efektem pracy choreografa. W pewnym sensie tak jest. Bramki, zwłaszcza pod koniec meczu, wyglądały jak by padały same, ale to nieprawda. Stanowiły efekt ciężkiej pracy drużyny przez całe 90 minut. Kto nie wierzy na słowo, zawsze może obejrzeć ten pojedynek jeszcze raz.

Choć najwięcej pochwał za ostatnie mecze w dziedzinie oddania drużynie słyszą inni – mam na myśli Albę, Umtitiego, niezmordowanego Semedo, Rakiticia, Busquetsa oraz maksymalnie zdyscyplinowanego Deulofeu – wszystko, co najlepsze w Barcelonie znów utożsamia Messi. Niechęć zawodnika lub rezygnacja trenera sprawiły, że w ciągu obu ostatnich sezonów Leo ekstremalnie rzadko angażował się w defensywę (w odróżnieniu od Neymara i Suáreza). To nie jest jego zadanie i nigdy nie było, ale argentyński magik też umie to robić, wiemy to wszyscy aż za dobrze. A tu proszę, Messi-obrońca wrócił, i to w najmniej spodziewanym momencie. Pognał w 45-metrowy pościg za rywalem, gdy na tablicy z Alavés był wynik 2:0 i 91. minuta. Pomyślcie, jak wpływa to na drużynę. To samo z Espanyolem – Baptistao rusza do ataku (21’) i napotyka Messiego.

Jeśli inni piłkarze widzą swojego lidera harującego dla zespołu, to jak łyk paliwa rakietowego na cały mecz. Skoczą za nim w ogień. Wspominają o tym w wywiadach. Kolejne podobieństwo drużyny szkolnej do tej najlepszego piłkarza świata.

---

Powrót z zaświatów klubu z Mestalla powinien cieszyć każdego sympatyka La Liga. W takich chwilach zawsze będę z Valencią, bo hiszpańska piłka potrzebuje silnych „Nietoperzy”. Po meczu z Madrytem zapytano trenera Marcelino,  czy w przebiegu meczu z Realem widać już jego DNA. „Nie znam mojego DNA”, odparł. „Ale na pewno widać, że ciężko pracujemy”.

Po miesiącu w wykonaniu Ernesto Valverde to samo można powiedzieć o Barcelonie.

[Artykuł ukazał się przed meczem z Juventusem]

Udostępnij:

Komentarze (66)

Gorące tematy