Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Sobota, 27 maja 21:30  ·  Finał Puchar Króla   ·  Transmisja: Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Okiem kibica: Trener dla Barçy czy Barça dla trenera? Giełda nazwisk

 18 kwietnia 2017, 16:37

 Culé a muerte

 61 komentarzy

Okiem kibica: Trener dla Barçy czy Barça dla trenera? Giełda nazwisk

Foto: caughtoffside.com

Stało się, Luis Enrique oznajmił, że nie będzie trenować Dumy Katalonii w przyszłym sezonie. Tym samym Asturyjczyk rozpoczął etap spekulacji, półprawd i domniemań odnośnie tego, kto zostanie nowym trenerem FC Barcelony. Czy poinformowanie o tej decyzji odbije się negatywnie na drużynie? Czy Luis Enrique postąpił odpowiednio, podając swoje postanowienie do wiadomości publicznej? W mojej ocenie tak, ponieważ uniemożliwi w ten sposób swoim krytykom ‒ zwłaszcza oportunistom ‒ możliwość wykorzystania ewentualnych niepowodzeń drużyny, jako argumentów ciężkiego kalibru. Dla części culés nie jest to specjalnym zaskoczeniem. Reszta uważa, iż decyzja trenera została zakomunikowana w nieodpowiednim momencie. Przejdźmy do sedna sprawy: kto stanie się nowym trenerem i jak do tego dojdzie?

Decyzję o następcy Lucho podejmie bardzo ścisłe kierownictwo klubu: prezydent Josep María Bartomeu, jego zastępca Jordi Mestre, dyrektor sekcji sportów profesjonalnych Albert Soler oraz dyrektor do spraw sportowych Robert Fernández. Ten ostatni stwierdził niedawno, że to do niego będzie należała ostateczna decyzja w tej kwestii. Wspomniana czwórka może jednak brać pod uwagę dwa rodzaje interesów: swoje własne, jako zarządu, oraz klubu, którym kieruje. Na czym polega różnica? Na tym, że oczywistym celem każdego kierownictwa jest dotrwanie do końca kadencji, a to oznacza konieczność wygrywania trofeów, by uniknąć możliwego głosowania w sprawie wotum nieufności. Nie twierdzę że obecny zarząd to “sabotażyści”, którzy interesy własne przedkładają nad te klubowe. Sądzę jednak równocześnie, że będzie on próbował unikać rozwiązań radykalnych, skrajnych czy nawet odważnych. To oznaczało by podążanie drogą, która jest pewna. Hiszpańscy culés lubią powtarzać, że zarząd woli mieć kogoś “sterowalnego” czy mówiąc eufemistycznie, kogoś kto nie będzie swoja stanowczością doprowadzał do starć.

Przejdźmy teraz do sensu stricto mojego artykułu. Jak w tej chwili wygląda trenerska giełda kandydatów na następcę Lucho? W ostatnim czasie przewinęło się wiele nazwisk.

Jorge Sampaoli. Nazwisko znajdujące się na ustach wszystkich i odmieniane przez wszystkie przypadki. Również wśród culés w Hiszpanii ma wielu zwolenników. Argumentują, że przykłady Chile oraz Sevilli pokazują, iż to niezwykle wartościowy trener. Ilekroć zastanawiam się nad tym jak Sampaoli pasuje do FC Barcelony, tylekroć przypomina mi się sytuacja ze słynną ankietą dziennika Sport z 2008. Wtedy to José Mourinho zdobył ponad 80% głosów kibiców Barcelony.

Ernesto Valverde. Znany również pod pseudonimem Txingurri ‒ w języku baskijskim „mrówka” ‒ ma również zaskakująco licznych zwolenników. Dlaczego zaskakująco? Ponieważ to pod jego wodzą Espanyol dokonał słynnego Tamudazo, co więcej wręcz ostentacyjnie świętował on sukces Los Pericos na Camp Nou, który Dumę Katalonii kosztował wówczas utratę mistrzostwa. Moim zdaniem jest to jednak trener odpowiedni dla drużyn niższego szczebla. Valencia, Sevilla czy Athletic tak, ale już nie FC Barcelona. To mogą być za wysokie progi. Zarząd podobno ciepło na niego patrzy, ale rasowi culés twierdzą, że to ciepłe kluchy.

Jürgen Klopp. A może niemiecka myśl szkoleniowa na Camp Nou? Niemiec obecnie jest nie do wyjęcia z Liverpoolu, aż do czasu zakończenia projektu sportowego, do którego jest wyraźnie przekonany. Znana jest jego wypowiedź na temat stylu gry Dumy Katalonii, w której porównywał tiki-takę do gry w tenisa. Sądzę, że dyscyplina taktyczna i spora innowacyjność, które prezentuje Niemiec, mogą dużo wnieść do naszej gry.

Quique Setién. Widowiskowy styl gry Las Palmas sprawił, że jego nazwisko trafiło na listę potencjalnych trenerów. Wydaje mi się jednak, że równie prawdopodobna jest teza, iż sam trener w dużym stopniu wykreował zainteresowanie swoimi usługami szkoleniowymi, w obliczu braku odnowienia umowy z Las Palmas. To może mu posłużyć jako poważne narzędzie negocjacyjne.

Laurent Blanc. Zna klub i ma doświadczenie w trenowaniu ekip z wyższej półki. Wydaje się być szkoleniowcem kompatybilnym. Poza tym, pod jego okiem trenował Verratti, więc jeśli klub zdecydowałby się na jego transfer, to Blanc mógłby wpłynąć na zmianę barw klubowych Włocha.

Oscar García. Okazuje się że bycie trenerem Red Bull Salzburg to w CV wystarczająco mocny punkt, by umożliwić pojawienie się na liście kandydatów na trenera Barçy. Jednak jego reprezentant, Josep María Orobitg, twierdzi, że Oscar nie ma jakichkolwiek kontaktów z klubem.

Juan Carlos Unzué. Przy tej osobie zatrzymam się nieco dłużej. Asystent Lucho jest brany pod uwagę z kilku powodów. Kiedy dotarła do mnie wiadomość o tym, że Enrique rezygnuje z dalszego prowadzenia zespołu, w mojej wyobraźni powstał taki oto obraz. Bartomeu triumfalnie, ściskając dłoń Unzué, oznajmia niczym demiurg: “Kontynuacja projektu sportowego, stabilizacja, ewolucja projektu sportowego oraz ciągłość, tak ważna dla naszego klubu”. Zarząd ma chrapkę na powtórzenie rozwiązania, którym po odejściu Guardioli było zatrudnienie jego asystenta, Tito Vilanovy. Istnieją także inne powody. Unzué jest klubowi znany i wiadomo czego można się po nim spodziewać. Nie wygląda on na osobowość, która za wszelką cenę próbowałaby postawić na swoim. Co ciekawe jest to kandydatura silnie lansowana przez media promadryckie. Być może rywala Barçy interesuje, by w Katalonii... nic się nie zmieniło.

A może czas na holenderską rewolucję? W tym roku przypada dwudziesta rocznica zatrudnienia Luisa Van Gaala jako stanowiska trenera Barcelony. Moim zdaniem postawienie na trenera z Holandii to opcja warta rozważenia. Do tej pory wszyscy szkoleniowcy z Niderlandów zawsze wnosili coś nowego do systemu gry, a w przypadku Cruyffa możemy powiedzieć wręcz o kopernikańskim przewrocie. Innowacjom towarzyszyły nieodłącznie tytuły. Każdy z opisanych niżej szkoleniowców zdobył Rinus Míchels Award. Potencjalnych nazwisk z kraju wiatraków, tulipanów i polderów jest kilka:

Ronald Koeman. Autor zwycięskiego gola w finale Pucharu Europy z 1992 roku ma w klubie swoich popleczników. Niewątpliwym plusem na jego koncie jest fakt, iż to dawny zawodnik mitycznej ekipy Cruyffa, który z pewnością byłby w stanie przekazać zawodnikom swoją wiedzę. Wie jak funkcjonuje klub, jako instytucja. Pytanie czy poradziłby sobie z zgrają gwiazd w szatni. Na niekorzyść przemawiają jego rezultaty z Valencią oraz Evertonem.

Philip Cocú. Czy trenowanie PSV Eindhoven to wystarczające doświadczenie aby objąć trenerską ławkę w FC Barcelonie? Odpowiedź pozostawiam otwartą.

Frank de Boer. Wiele lat spędzonych w roli szkoleniowca Ajaxu oraz kilka sezonów rozegranych w Barcelonie, sprawiają że to kolejna kandydatura brana pod uwagę. Sam de Boer jest obecnie łączony z Premier League, ale niewykluczone, że zarząd będzie próbować przekonać go do objęcia sterów FC Barcelony.

Xavi na trenera? Część culés promuje teorię, według której sternicy Barçy zatrudnią tzw. ”trenera transformacji”. Miałaby być to opcja na jakieś dwa sezony. W międzyczasie Generał szykowałby się do objęcia funkcji szkoleniowca. Argumentem, który mógłby przemawiać za takim obrotem spraw jest kariera piłkarska Xaviego ‒ legenda środka pola za sterami Dumy Katalonii. Moim zdaniem Xavi ma potencjał na bycie trenerem, ale nie należy w żadnym razie przyśpieszać procesu jego zawodowego dojrzewania, podczas którego powinien ukształtować się jako szkoleniowiec. Czy jednak sława Xaviego nie zostanie wykorzystana zbyt wcześnie?


Jak widać trudno narzekać na brak nazwisk na liście. Pojawia się jednak pytanie: co z ideami, pomysłami oraz nowatorskością? Jestem z gatunków tych ludzi, dla których życie bez idei jest nie do wyobrażenia. Złośliwi twierdzą, ze bez różnicy ponieważ i tak trenerem zostanie, ktoś kto będzie wpisze się w gust Messiego. Jeżeli klub zdecyduje się na rewolucje i radykalne zmiany, to w mojej ocenie najbardziej pasują tu takie nazwiska jak Sampaoli, Bielsa a może nawet opcja niemożliwa: Paco Jémez. Gdy w grę wchodzą rozwiązania bardziej konserwatywne, wtedy możemy mówić o takich szkoleniowcach jak Valverdre i Balnc. Według mnie rozwiązaniem optymalnym byłoby zatrudnienie kogoś z omawianego wcześniej holenderskiego trio. Proces i użyteczność wyboru danego trenera będzie wektorem kilku kryteriów. Powrót Guardioli z Xavim wydaje się surrealistyczny, Sampaoli przyjdzie jeśli szatnia dopnie swego, Oscar García cierpi na cruyffizm, Valverde to kandydat na trenera uległego, Unzué to powtórka z rozrywki. Pytanie na ile klub zdecyduje się zaryzykować? Jednak najpierw będzie musiał zdecydować czy pożądana jest ewolucja czy rewolucja.


O autorze: Mam na imię Przemek i od jedenastu lat żyję w Hiszpanii. Dumę Katalonii śledzę od 1994 roku, zaś kibicuję jej od transferu Rivaldo. Na co dzień mieszam na Costa Azahar. Pozdrawiam i zachęcam do dyskusji, postaram się odpowiedzieć na każde pytanie szacownego grona Użytkowników. ¡Visca el Barça!

Udostępnij:

Komentarze (61)

Gorące tematy