Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Sobota, 27 maja 21:30  ·  Finał Puchar Króla   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

La Otra Liga: Nowe porządki w Granadzie

 1 kwietnia 2017, 20:40

 ¡Olé! Magazyn

 5 komentarzy

La Otra Liga: Nowe porządki w Granadzie

Jiang Lizhang | Foto: granadacf.ideal.es

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


Pojawienie się w Granadzie chińskiego inwestora, dawało nadzieję na wyrwanie się Los Rojiblancos ze sportowego marazmu. Andaluzyjczycy mieli grać widowiskowo i odważnie, lecz szybko okazało się to jedynie mrzonką. Klubowi daleko jest do normalności, a drużynie do stabilizacji. Równie daleko jak Estadio Nuevo Los Cármenes do górującego nad miastem pałacu-twierdzy, El Alhambry.

W czerwcu zeszłego roku w historii Granady rozpoczął się nowy rozdział. Rodzinna Pozzo sprzedała klub za 37 milionów euro Lizhangiemu Jiangowi – tudzież Johnemu Jiangowi, jak poza granicami swojego kraju przedstawia się biznesmen. Kim właściwie jest chiński inwestor? Pochodzi z rodziny rybaków z prowincji Fujian. Karierę powiązaną z przyszłym zajęciem rozpoczął sprzedając ogłoszenia w chińskiej gazecie sportowej. To doprowadziło go do założenia w 2004 roku Shanghai Double-Edged Sports (DeSports), firmy pośredniczącej w zawieraniu umów sponsorskich, sprzedaży praw telewizyjnych (głównie w tenisie, ale także La Liga) między zagranicznymi podmiotami, a firmami z Państwa Środka. W połowie 2015 roku sprzedał DeSports na rzecz Wuhan DDMC Culture za równowartość ponad 120 milionów dolarów, ale zachował przy tym posadę dyrektora generalnego. Oprócz akcji Granady w swoim portfelu posiada także pięć procent udziałów w drużynie NBA, Minnesota Timberwolves. Jak 36-latek sam przyznaje, nie posiada zbyt wielkiego doświadczenia w futbolu, co w pewien sposób tłumaczy jego późniejsze decyzje. Wobec Los Rojiblancos ma dość ambitne plany, choć trzeba zaznaczyć, że w odróżnieniu od właścicieli Espanyolu nie wyznaczył on konkretnego terminu realizacji „drugiego etapu”.

W pierwszej fazie […] chcemy utrzymać z większym spokojem, niż miało to miejsce poprzednio. W drugim etapie naszym marzeniem jest aspirowanie do europejskich pucharów. Z bardziej rozwiniętym klubem, z większymi niż obecnie możliwościami ekonomicznymi. Zamierzamy stopniowo podnosić sobie poprzeczkę, aż w końcu postawimy przed sobą to wyzwanie – John Jiang.

W transakcji pomiędzy rodziną Pozzo, a Johnem Jangiem pośredniczyła agencja Media Base Sport. Jej właścicielem jest Pere Guardiola, brat doskonale znanego miłośnikom futbolu trenera Manchesteru City. Klientami Pere są chociażby Luis Suárez oraz Andrés Iniesta, a Katalończyk może pochwalić się bardzo dobrymi kontaktami w świecie hiszpańskiej piłki, zwłaszcza w Mediapro – operatora telewizyjnego posiadającego zagraniczne prawa do La Liga. Wszystkie media są zgodne, że to Pere przewodził nowemu projektowi Granady – podejmował najbardziej kluczowe decyzje dotyczące klubu jak: zatrudnienie Paco Jémeza, dyrektora sportowego Javiera „Piru” Torralbo, dyrektora generalnego Sergiego Vietę, zmian kadrowych w drużynie… Nikt natomiast nie były już w stanie podać jakie stanowisko Pere objął w Granadzie. Niewykluczone, że żadne. To zagadka, gdyż jeszcze we wrześniu w zakładce „organizacja” na oficjalnej stronie El Grany można było odnaleźć jedynie puste pole. Z całą pewnością był prawą ręką nowego właściciela. Chiński biznesem powiązany z Pere wcześniejszymi interesami (zapewne związanymi ze sprzedażą praw telewizyjnych La Liga na terenie Chin) powierzył mu swoje pieniądze oraz los Granady. Nie jest pierwszym i nie ostatnim, który przekonał się, iż wpuszczanie agenta piłkarskiego do klubu i powierzenie mu misji stworzenia drużyny nie jest najlepszym pomysłem. Spójrzcie tylko na Valencię czy Real Saragossę, które za bardzo zaufały Jorgowi Mendesowi.

Pep i Pere Guardiola

Krwawa rewolucja

Tradycyjnie w letnim okienku w Granadzie doszło zatem do kolejnego, mocnego przetasowania składu. Tym razem było jednak nieco inaczej. Przez magazyn Andaluzyjczyków przeszło prawdziwe tornado. Przewodził mu oczywiście Pere, z udziałem Javiera Torralbo – swojego kolegi na stanowisku dyrektora sportowego. Piru był czołowym scautem poszukującym utalentowany zawodników do cantery Realu Madryt. Miał też okres przerwy, kiedy nie pracował na rzecz La Fabriki. Doradzał wówczas agencji piłkarskiej Pere, w których piłkarzy warto zainwestować.

Wracając do rewolucji. Jhona Córdobę pożegnały jeszcze poprzednie władze, ale i nowe nie miałby w tym aspekcie zbyt wiele do powiedzenia, ponieważ Mainz zdecydowało się skorzystać z opcji wykupu zawartej w umowie wypożyczenia kolumbijskiego napastnika. Sprzedaż Isaaca Successa była bardzo kusząca z powodu 15 milionów wyłożonych na stół przez Watford. Z kolei za Rubena Rochinę Rubin zapłacił kwotę 10 milionów euro widniejącą w klauzuli. El Grana musiała uszanować zapis i życzyć piłkarzowi powodzenia. Wszystko to można zrozumieć, gdyż klub otrzymał odpowiednie gratyfikacje za te rozstania.

Osobiście najbardziej zainteresowało mnie odejście Youssefa El Arabiego. Marokańczyka łączono z powrotem pod skrzydła rodziny Pozzo, do Udinese. Tymczasem bez większego rozgłosu i za nieujawnioną kwotę trafił do katarskiego klubu Lekhwiya. Nieujawnioną, czyli raczej nie było się czym chwalić. Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi zapewne o pieniądze. Z pewnością był on jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy Granady, a w dodatku pozostawał mu jedynie rok do końca kontraktu, a zatem dla klubu był to ostatni moment, żeby na nim zarobić. Są to pewne argumenty. Jednakże w moim przekonaniu pozbycie się tego snajpera, który od czasu gdy pojawił się w klubie był w rok w rok jego najlepszym strzelcem, było kluczowym błędem. Jak pokazały wydatki z końca letniego okienka oraz ruchy w zimie, pieniędzy nie brakowało – Adrián Ramos też nie gra za czapkę gruszek. Z kolei snajper gwarantujący około dziesięciu goli na sezon w zespole walczącym o utrzymanie jest po prostu bezcenny. To w dużej mierze właśnie El Arabi kilkukrotnie uratował wcześniej Granadę przed rozstaniem z La Liga. Wystarczy spojrzeć na poniższe liczby.

El Arabi i jego ligowe gole dla Granady

Sezon gole El Arabiego gole Granady %
2012/13 8 37 21.6%
2013/14 12 32 37.5%
2014/15 8 29 27.5%
2015/16 15 46 32.6%

Idźmy dalej. Sama skala rewolucji niekoniecznie przekłada się na jej niepowodzenie. W La Liga są przecież zespoły, które nie tyle pomimo, co wręcz dzięki masowym zmianom kadrowym radzą sobie bardzo dobrze. Zasadnicza sprawa to kto przychodzi na miejsce odstrzelonych piłkarzy. Jaka jest recepta na sukces? Sevilla sprawdza potencjalnych kandydatów od A do Z, Deportivo Alavés zachowało trzon zespołu z drugiej ligi, do którego dokooptowano piłkarzy z doświadczeniem w La Liga (Feddal, Alexis, Cámarasa, Ibai Gómez, Edgar Mendez, Deyverson), lub przynajmniej tych ogranych na dość wysokim poziomie (Gabriel Torres, Christian Santos). Rayo przez lata stosowało podobną strategię i mimo braku pieniędzy porównywalnych z El Graną długo udawało im się utrzymać na powierzchni. Oczywiście, w składzie Basków z Vitorii są dwa bardzo chwalebne wyjątki – Theo Hernández oraz Manuel Llorente, które potwierdzają, że klub włożył sporo trudu w prześwietlenie zawodników, zanim jeszcze ich sprowadził.

Pere z kolei skopiował w zasadzie strategię jaką zastosował w Gironie. Tam przyczynił się do nawiązania współpracy katalońskiego klubu z Manchesterem City, dzięki czemu jego szeregi zasiliło czterech piłkarzy rezerw Obywateli. W tym Florian Lejeune, grający dziś dla Eibaru. To co zadziałało przyzwoicie na zapleczu – i to nawet nie z pełnym sukcesem, bowiem Girona ponownie nie wywalczyła awansu w barażach – zupełnie inaczej wygląda już piętro wyżej. Pere i Piru dorzucili do składu Granady głównie piłkarzy zupełnie zielonych i niesprawdzonych, w dodatku bez specjalnej refleksji czy akurat ktoś jest im potrzebny czy też nie. Działali na zasadzie „chybił-trafił” – masowy zaciąg w nadziei, że któryś z młokosów akurat w tym roku odpali. Widocznie zupełnie nie przejmowali się zasadniczym problemem – czasem potrzebnym dla młodych piłkarzy na adaptację do zupełnie nowego poziomu. Czasem, którego Granada przecież mieć nie musi. Skończyło się to na tym, iż Jérémie Boga czy Andreas Pereira pokazują iskierki talentu, lecz oczekiwanej eksplozji jeszcze nie widać. Pozyskany za cztery miliony Mehdi Carcela-González odpalił dopiero w lutym. Jakby tego było mało utopili kolejne cztery miliony w José Angulo. Po zrealizowaniu transferu wyszło na jaw, że Kolumbijczyk lubił bliskie spotkania z kokainą i został zawieszony. Tak to wygląda, gdy kupuje się kota w worku. Przy okazji stworzyli prawdziwą wieżę Babel złożoną z osiemnastu narodowości, w której codzienna komunikacja już stanowi poważny problem.

Po co Paco?

Wróćmy na chwilę do wydarzeń sprzed okienka transferowego. Pere i Piru przekonali Jianga, żeby na ławce szkoleniowej nowej Granady posadzić Paco Jémeza. Był on opcją rezerwową, bowiem Jorge Sampaoli, z którym mieli podpisane wstępne porozumienie, zerwał je i wybrał Sevillę. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim wypadku była to bardzo odważna decyzja. Jasne stało się, że styl El Grany miał ulec radykalnej zmianie. Ze szkaradnej larwy Andaluzyjczycy mieli przeobrazić się w motyla La Ligi. Obiecano przy tym Paco, że będzie główną postacią projektu – to od jego decyzji miały zależeć ruchy transferowe. Szybko jednak mógł się poczuć jak u boku Felipe Miñambresa w Rayo, kiedy to prosił dyrektora sportowego o transfer obrońcy, a otrzymał napastnika. Już w lipcu przyznał, że nic nie wie o dwóch piłkarzach, których klub właśnie zakontraktował i z pewnością o nich nie prosił.

Paco Jémez i Javier “Piru” Torralbo


Pere i Piru zabrakło nie tylko komunikacji ze szkoleniowcem, ale nawet podstawowej analizy silnych i słabych stron ich zespołu.
Czym charakteryzowała się Granada w trakcie poprzedniego sezonu? W uproszczeniu, w miarę przyzwoitą ofensywą – znacznie lepszą niż w poprzednich latach – oraz niepewną defensywą. Ultraofensywne Rayo, w porównaniu do zachowującej rezerwę El Grany miało jedynie cztery stracone bramki więcej, a przecież Błyskawice słynęły z bardzo elektrycznej linii obrony. Obraz ten wynikał także ze stosowanej przez Rayo taktyki, gdyż drużna Paco była niezwykle narażone na kontry. Obrońcy Błyskawic dużo częściej musieli sobie radzić bez należytej asekuracji ze strony kolegów, a skutkowało to piętrzeniem się błędów w defensywie. Logicznym zatem krokiem dla Granady powinno być szczególne wzmocnienie tej formacji, aby uniknąć losów Los Franjirrojos. Ale to właśnie nie nastąpiło. Doszło do zmian personalnych, lecz bez poprawy jakości. Wbrew matematycznym zasadom dwa minusy – kiepskiej jakości obrońcy i ofensywna taktyka – nie dają w tym wypadku plusa. Również dlatego przestawienie Andaluzyjczyków na tory ekipy z Vallekas zakończyło się katastrofą. Czterema porażkami i dwoma remisami przy bilansie bramkowym 7-15.

Rozstanie z Paco Jémezem nastąpiło już pod koniec września. Na odchodne szkoleniowiec wziął winę za wyniki zespołu na własną klatę. Godne pożegnanie, andaluzyjski trener mógł czuć zawód, gdyż nie sprostał wyzwaniu, którego się podjął. Jednakże kluczowe błędy popełnił duet Pere i Piru. Z jednej strony próbując zmienić bieg rzeki, a z drugiej nie mając do tego żadnych narzędzi, ani nawet składnego planu. Najlepiej przecież obarczyć tym zadaniem samego trenera.

Porządki

Za pierwsze zabrał się następca Paco, Lucas Alcaraz. Szkoleniowiec pochodzący z Grenady, znający klub od podszewki i gotowy podjąć się wyzwania ponownego jej ratowania przed relegacją. Odziedziczył te same losowo wybrane puzzle z różnych zestawów, którymi dysponował Jémez, uzupełnione zimą o kolejną partię. Duża aktywność Granady w styczniowym okienku najlepiej oddaje zaniedbania jakich dopuszczono się latem. Zresztą, najbardziej solidny z defensorów, Sverrir Ingi Ingason trafił do klubu właśnie w połowie sezonu. Mimo to, gdyby nie Guillermo Ochoa trudno byłoby Andaluzyjczykom ugrać jakiekolwiek punkty. Meksykanin broni 58,8% (za STATS) wszystkich celnych strzałów oddawanych na jego bramkę, a jest przy tym jednym z najbardziej zapracowanych bramkarzy w lidze. Wynik ten plasuje go na dziesiątym miejscu w La Liga, nieco ponad Geronimo Rullim (58,3%), a znacznie lepiej od chociażby Diego Alvesa (53%).

Kiepskie rezultaty wyczerpały w końcu cierpliwość Jianga i ten po rozpoczęciu rundy wiosennej wziął się za porządki w swoim klubie. Odsunął na bok Pere i jego genialne pomysły, zwolnił też Piru. Jednakże w tym miejscu pojawiają się pewne wątpliwości. Nie zatrudniono nowego dyrektora sportowego. Teoretycznie transfery ze strony klubu prowadzić ma wiceprezydent Kangning Wang oraz Tony Adams. Tak, ten Tony Adams, były kapitan i legenda Arsenalu, który do Granady dołączył jeszcze w sierpniu. Niepokojące jest jednak to, iż zadania departamentu sportowego przejęła firma Whuan DDMC. Zresztą nie jest to pierwsze powiązanie między Granadą a (w pewnym sensie) pracodawcą Jianga. Jeszcze w lipcu obie strony podpisały umowę na mocy której Andaluzyjczycy zapłacą 700 tys. – 1,2 miliona euro w zamian za działania marketingowe na terenie Chin. Czas pokaże czy nie jest to jedynie sposób na wyciągnięcie z klubu pokaźnych sum jedynie za organizowanie meczów towarzyskich w Państwie Środka.

W ostatnim czasie pojawiły się kilka zwycięstw Granady na własnym terenie – z Las Palmas, demolka Betisu oraz następne trzy punkty z Deportivo Alavés. Już wkrótce jednak El Grana przegrała arcyważne pojedynki z bezpośrednimi rywalami do utrzymania – z Leganés i Sportingiem Gijón. O ironio, w obu tych spotkaniach po golu strzelili im zawodnicy powiązani z andaluzyjskim klubem. W pierwszy wypożyczony do Los Pepineros Darwin Machis, w drugim Jean-Sylvain Babin, z którym latem Granada rozwiązała kontrakt. Wygląda na to, że chiński inwestor zapłacił już wysoką cenę za nauki futbolowego biznesu w wykonaniu Pere. Jiang wie już przynajmniej, jak klubem nie zarządzać. Ale co gorsze, dużo drożej te lekcje mogą kosztować samą Granadę. Odpowiedni rachunek wystawi im La Liga.

Autor: TOMASZ ZAKASZEWSKI
Twitter: @T_Zakaszewski

***

Oglądaj mecze La Liga na kanałach ELEVEN w jakości HD i z polskim komentarzem

Udostępnij:

Komentarze (5)

Gorące tematy