Następny mecz:  Barcelona  -  Alaves     ·  Sobota, 27 maja 21:30  ·  Finał Puchar Króla   ·  Transmisja: Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

La Otra Liga: Jak trwoga to do Luxa

 11 marca 2017, 17:18

 ¡Olé! Magazyn

 4 komentarze

La Otra Liga: Jak trwoga to do Luxa

Foto: 90min.com

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


Zmieniają się trenerzy, wymieniana jest rzesza zawodników, zmienił się sam prezydent klubu. Od 2011 r. w Deportivo oprócz tego oraz śmierci i podatków pewne są jeszcze dwie rzeczy. Balansowanie na granicy Primera i Segunda División oraz zmartwychwstający Germán Lux.

Ten sezon miał być inny niż zawsze. Dépor znowu miało być Super, wreszcie osiągać dobre wyniki, a nad wszystkim miał panować nieporadny w Valladolid i Eibarze Gaizka Garitano. Po staremu miało zostać jedno – Germán Lux miał być dublerem pierwszego bramkarza. I chociaż Argentyńczyk rozpoczął rozgrywki w podstawowym składzie, nikt nie miał wątpliwości, że Przemysław Tytoń wygryzie starego wyjadacza. No i przyszła weryfikacja. Los Turcos ponownie biją się o utrzymanie, Garitano już nie ma, Polak wrócił na ławkę, a Poroto Lux znowu stoi między słupkami.

Zawodnik B

Pech jednego jest szczęściem drugiego – mówi się, kiedy zawodnik B korzysta z problemu zawodnika A. Takim graczem B jest Lux. Paradoks jego osoby polega na tym, że nie brakuje mu farta, by wskoczyć w miejsce kontuzjowanego lub słabo spisującego się golkipera, ale też nie służy mu pomyślność, gdy trener na niego postawi. Mówił już o tym Víctor Fernández, który odstawił Argentyńczyka po pierwszych siedmiu kolejkach sezonu 2014/15. „Brakuje mu tylko szczęścia, nie ma go za wiele” – przekonywał były szkoleniowiec Blanquiazules. Zapomniał jednak dodać, że szczęście bramkarza w dużej mierze zależy od obrońców, a ci nieczęsto pracowali na skrócenie listy grzechów Luxa. Bo będąc obiektywnym, trzeba przyznać, że były mistrz olimpijski z reprezentacją Argentyny w Deportivo przeżył tyle samo upadków, co wzlotów.

Na El Riazor Lux przybył latem 2011 r. Fatalną kampanię 2010/11 Dépor musiało odpokutować w Segunda División. Dla 29-letniego Germána zjazd do drugiej ligi miał podziałać niczym kuracja po nieudanych próbach przebicia się w Mallorce. Na Balearach przylgnęła do niego łatka niespełnionego talentu, który po przyjściu z River Plate w 2007 r. przez cztery lata z ławki przyglądał się Miguelowi Ángelowi Moyi i Dudu Aouate. Tylko w kampanii 2008/09 Gregorio Manzano po równo obdzielił wszystkich golkiperów, a Poroto z 14 meczami w La Liga jeszcze długo czekał na pobicie tego wyniku. Taryfy ulgowej zabrakło również po transferze do Dépor. Pomimo degradacji, w zespole pozostał Dani Aranzubia – gwiazdor ówczesnej ekipy, podtrzymujący tlen ekipie Miguela Lotiny do ostatnich chwil w Primera. „Jestem młody i mogę się jeszcze dużo nauczyć. Nikt mi nie gwarantuje miejsca w składzie, muszę je sobie wywalczyć. Poza tym nie jestem głupi – wiem, kim tutaj jest Aranzubia” – rzucił na przywitanie z kibicami nowy nabytek rodem z Argentyny.

 

Germán to wielki bramkarz. Daje dużo spokoju obronie i całej drużynie – Stipe Pletikosa.

 

Początki w Galicji do złudzenia przypominały wszystko złe, co spotkało Luxa w Mallorce. Kolejni trenerzy widzieli w nim co najwyżej dublera dla Aranzubii, a kiedy i jego dopadały słabsze dni, do bramki wskakiwał Poroto i wybijał z głowy szkoleniowcom rotacje między słupkami. Tak było na przykład w spotkaniu z Atlético w sezonie 2012/13. Radamel Falcao pięcioma golami zbombardował Aranzubię i José Luis Oltra posadził swoją jedynkę na ławce. Po dwóch meczach przywrócił go z powrotem. Wiecie czemu…

Zawodnik A

W końcu szczęście uśmiechnęło się i do Germána. Po drugim spadku Deportivo, Aranzubia powędrował kończyć karierę na ławce rezerwowych Atlético. Lux wreszcie był tym pierwszym. Czuł zaufanie trenera Fernando Vázqueza, któremu odwdzięczył się dziewiętnastoma meczami z czystym kontem! W przekroju całego sezonu wpuścił tylko 29 bramek w Segunda, ale w wyścigu po Trofeo Zamora dwoma trafieniami przegrał z Xabim Iruretą z Eibaru. Po wywalczeniu awansu mógł czuć się wspomnianym zawodnikiem A, na którego potknięcie czekał inny B. I doczekał się. Po siedmiu kolejkach rozgrywek 2014/15 marzenia o regularnych występach w La Liga przekreślił rewelacyjnie spisujący się Fabricio. Liczby mówiły same za Hiszpana. Pod każdym względem uplasował się w czołówce golkiperów: czyste konta – 11, wybronione strzały – 78, interwencje – 95% udanych, bramkarz kolejki – 4 razy, piłkarz meczu – 6 razy (dane za squawka.com). Do tego kibice z El Riazor wybrali go zawodnikiem sezonu 2014/15 w Dépor. Germán stał się ofiarą sukcesów kolegi. Przy takiej dyspozycji ocierającego się o reprezentację Fabriego, tylko kontuzja otwierała drogę powrotną do jedenastki.

 

To kawał bramkarza, pokazuje to na każdym treningu. To gladiator, który nigdy nie poddał się w swoim życiu. Zawsze będzie pracował najlepiej jak to możliwe, dając z siebie wszystko. Z resztą on tak zawsze robi – Fabricio.

 

Niemożliwe znów stało się faktem. Seria urazów zabrała Fabriemu większość pretemporady 2015/16. Nową kampanię w zastępstwie zaczynał Lux, Fabricio leczył się i leczył… Uszkodzone więzadła okazały się na tyle dokuczliwe, że Hiszpan stracił cały sezon. Na dodatek był w trudnym położeniu, bo wygasała jego umowa z Deportivo. Wszystkie problemy konkurenta wykorzystał Poroto. Albo inaczej – wrócił do roli sprzed eksplozji formy swojego zmiennika. I sam takiej eksplozji doświadczył. Bronił pewnie, zwłaszcza w jesiennej rundzie. Wreszcie przekroczył zaklętą liczbę 14 meczów w jednych rozgrywkach Primera. Kiedy mijał się z formą, trener Víctor Sánchez nie miał kim postraszyć Argentyńczyka; ten mógł czuć się doprawdy komfortowo. Sielankę przerwał… stoper Dépor, Sidnei, który w rewanżowym starciu z Celtą na Balaídos zdeptał kolano interweniującego golkipera. Padł gol, a Argentyńczyk już w 30. kolejce miał po sezonie. „Jestem zirytowany. To tak, jakby mi odebrano część nadziei, jakie miałem na ten sezon” – żalił się, bez happy endu kończąc kolejną próbę w La Liga.

Jeden z siedmiu

Miejsce Luxa podzielili między siebie Manu Fernández i Stpie Pletikosa. Już ich nie ma na El Riazor, podobnie jak Fabricio. Latem szefostwo Deportivo ściągnęło Przemysława Tytonia ze Stuttgartu i Rubéna Martíneza z Levante. Pozycja Germána ponownie zastała zagrożona. 34-latek jest najstarszy z całej trójki, na dodatek po ostatniej kolejce wygaśnie jego czterokrotnie przedłużana umowa z klubem i nikt nie kwapi się zaproponować mu nowej oferty. Obawy nie były bezpodstawne, bo historia powtórzyła się i Gaizka Garitano po dziewięciu kolejkach odsunął Argentyńczyka od składu. Ale na przełomie roku przyszła odwilż. Tytoń wrócił na ławkę, a Rubéna w zimie wymieniono w Anderlechcie na Davy’ego Roefa. Co gorsza, na Polaka uwzięli się kibice, co dokumentuje poniższy filmik. Lux akurat żyje dobrze z fanami i odwzajemnia ich sympatię. Po nieudanym meczu z Alavés przeprosił za zachowanie kolegów, którzy opuścili plac bez podziękowania za doping. „To się już więcej nie powtórzy” – obiecywał.

Jak słusznie zauważają galisyjscy dziennikarze, przez szatnię Dépor w ostatnich osiemnastu miesiącach przewinęło się aż siedmiu golkiperów, a Garitano starał się jeszcze o Kepę Arrizabalagę z Athleticu! Tylko jeden wygrał ze wszystkimi i dzisiaj także stoi między słupkami Los Turcos. To Poroto Lux, którego nie potrafią nie docenić sami konkurenci. A i trenerzy zawsze przepraszali się z Germánem, kiedy ten był potrzebny drużynie na teraz zaraz. Czas pokaże, czy w Deportivo zrewanżują się doświadczonemu bramkarzowi kolejnym, już piątym odnowieniem kontraktu.

Autor: TOMASZ PIETRZYK
Twitter: @tomek2648

***

Oglądaj mecze La Liga na kanałach ELEVEN w jakości HD i z polskim komentarzem

Udostępnij:

Komentarze (4)

Gorące tematy