Następny mecz:  Barcelona  -  Olympiakos     ·  środa, 18 października 20:45  ·  3. kolejka Liga Mistrzów , Gr. D   ·  Transmisja: Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Analiza FCBarca.com meczu z Paris Saint-Germain

 15 lutego 2017, 16:21

 Ściah

Źródło: własne, whoscored.com, uefa.com

 120 komentarzy

Analiza FCBarca.com meczu z Paris Saint-Germain

Co się stało Lucho?

W futbolu na najwyższym poziomie często decydują niuanse, które pozwalają przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść jednej ze stron. Czasami jest to zaskoczenie rywala formacją, krycie indywidualne największej gwiazdy lub wysoki pressing w odpowiednich sektorach boiska. Wczoraj nie byliśmy jednak świadkami triumfu niuansów, tylko prawdziwej dominacji jednej z drużyn nad drugą pod każdym względem – fizycznym, taktycznym, a także mentalnym. Jakie były główne taktyczne przyczyny tak spektakularnej katastrofy Barcelony na Parc des Princes?

1. Rabiot – Verratti – Matuidi, czyli podzielenie Barcelony i wykluczenie Messiego

Paryżanie rozpoczęli formalnie spotkanie ustawieniem 4-2-3-1, jednak już od samego początku można było zauważyć, że ich pozycje na boisku odpowiadają bardziej 4-2-1-2-1 z tytułową trójką środkowych pomocników wzajemnie uzupełniających się i nieznacznie wyżej ustawionymi Di Marią z Draxlerem. Z przebiegu spotkania wyraźnie widać, jak bardzo środek pola PSG potrafił zdominować swoich vis a vis. Kluczowe w ich ustawieniu były elastyczność i bardzo sprawne zmiany pozycji pomiędzy szerokim rozstawieniem (pomocnicy PSG zaznaczeni na czerwono),

  Rozciągnięcie ustawienia pomocników przy próbie uspokojenia gry

a zbliżeniem się do siebie i rozgrywaniem piłki w trójkącie.

  Przykład wzajemnej współpracy trójki pomocników - gra w trójkącie

  Przykład drugi gry w trójkącie - tuż przed świetną okazją Matuidiego

To pozwoliło im na płynne konstruowanie ataku pozycyjnego oraz błyskawiczne przejścia z pressingu do napędzania kontrataków. Heatmapy pokazują, że stworzyli swoisty mur pomiędzy pomocą Barcelony i trójką napastników, którzy zostali zupełnie odcięci od prostopadłych podań – krótko mówiąc, podzielili Blaugranę na dwie części.

  Heatmapa połączona trójki środkowych pomocników PSG

Messi próbował co prawda wycofywać się i stanowić swoisty łącznik, jednak większość jego prób była wzorowo powstrzymywana przez Verrattiego lub Rabiota – zwłaszcza ten drugi z ogromną dyscypliną taktyczną potrafił zamykać dostępne opcje Argentyńczykowi, co w większości przypadków kończyło się bezpośrednią stratą bądź niecelnym zagraniem.

  Messi (czerwony) stojący przed ścianą trójki pomocników PSG (żółty)

Potwierdza to bramka Draxlera:

  Messi (czerwony) zaatakowany przez Rabiota - po tej stracie gola strzelił Draxler

Drugą bardzo ważną konsekwencją takiego ustawienia tria RVM było totalne wykluczenie z gry Busquetsa. Przy wyprowadzaniu piłki Katalończyk ustawiał się dość wysoko i nie dość, że dość rzadko otrzymywał piłkę nieatakowany, to miał tylko dwie opcje zagrywania: do boku lub „na ścianę” złożoną ze środkowych pomocników lub obrońców – było to bardzo nieefektywne.

  Busquets (czerwony) próbuje zagrać do osamotnionego Messiego (żółty) - chwilę po tym nastąpi strata

Największym jednak problemem dla Sergio było zachowanie się w defensywie. Swoim zwyczajem wychodził wysoko do rozgrywających gospodarzy w celu utrudnienia rozegrania, jednak płynność przekazywania sobie przez nich piłki w trójkątach lub czworokątach (o tym w punkcie następnym) była tak znakomita, że futbolówka często omijała Busquetsa i Katalończyk musiał bardzo szybko wracać, do czego nie jest przyzwyczajony – zwłaszcza kondycyjnie. Przykładem potwierdzającym tę tezę jest gol Di Maríi.

2. Di María – Draxler, czyli wykorzystanie przewagi liczebnej w środku pola

Formalnie skrzydłowi, jednak mecz pokazał coś zupełnie odmiennego – byli niemal wszędzie.

  Heatmapa Di Maríi i Draxlera

W defensywie cofali się do pozycji 4-5-1, wspomagając bocznych obrońców, zawężając pole gry  i uniemożliwiając Barcelonie rozegranie alternatywne w formie dogrania do boku i płaskiego dośrodkowania.

  Ustawienie Di Maríi i Draxlera (czerwony) w defensywie

Jednak o ile można tylko przyklasnąć ich pracy z tyłu, to w kreacji spisywali się wręcz zachwycająco. Bazowali na trzech podstawowych założeniach:

Wymienności pozycji – płynnie potrafili zamienić się rolami, lądując na przeciwległych skrzydłach.

Było to bardzo korzystne z punktu widzenia gry bez piłki. Chcąc zmieniać swoje pozycje, musieli być bardzo mobilni, czym zmuszali zawodników Barcelony do regularnego przekazywania krycia – Katalończycy są słabi w tym elemencie. Taka postawa skrzydłowych dawała PSG wiele opcji gry z pierwszej piłki i wyprowadzania błyskawicznych kontrataków.

Pojedynczych zejściach do środka – jeden albo drugi schodzili ze skrzydła, powodując zawężanie defensywy Barcelony. Zazwyczaj tym piłkarzem był Di María.

Zejście jednego ze skrzydłowych dawało PSG chwilową przewagę w środku pola. Podczas gdy np. Di María pojawiał się tuż przed Verrattim, rozgrywając z nim piłkę, Draxler wykorzystywał boczny korytarz do wybiegania na czystą pozycję lub podejmowania pojedynków jeden na jednego. Chwilowe zwiększenie liczebności PSG w środkowej strefie dawało sygnał Barcelonie do zmniejszenia odległości pomiędzy defensorami, co automatycznie otwierało gospodarzom opcje dogrania do skrzydła.

Współpracy z trójką środkowych pomocników przy konstruowaniu akcji.

Kluczowy element dla przebiegu spotkania. Schodzący Di María bądź Draxler pojawiali się tuż przed trójką Rabiot – Verratti – Matuidi i szukali wolnych przestrzeni, nieustannie prosząc o piłkę. Kiedy już ją otrzymywali, błyskawicznie przyspieszali, szukając partnerów wychodzących na dobre pozycje. Było to możliwe dzięki ustawianiu się Di Maríi lub Draxlera za Iniestą oraz Andre Gomesem, którzy próbowali przeszkadzać w rozegraniu „paryskiej ścianie”. Po dostarczeniu piłki do Di Maríi ominięcie wolnego i zwykle źle ustawionego Busquetsa nie stanowiło dla Argentyńczyka większego problemu.

  Di María (czerwony) za chwilę otrzyma piłkę od jednego ze środkowych pomocników i napędzi groźną akcję - pomocnicy Barcelony są jednym podaniem wykluczeni z defensywy

Di María z Draxlerem wzorowo wypełniali założenia taktyczne Emery’ego, dzięki czemu mieli istotny udział w trzech zdobytych dla PSG golach, nie wspominając już o kilku innych dogodnych sytuacjach, w których Blaugranę ratował ter Stegen.

3. Luis Enrique i jego zmiana taktyki

Na konferencji prasowej po spotkaniu Luis Enrique opisał zmianę taktyki, jaką zastosował po wprowadzeniu na murawę Rafinhi oraz Rakiticia. Barcelona z systemu 4-3-3 miała przejść do 4-2-3-1. W istocie tak się stało. Najpierw Rafinha zmienił Andre Gomesa, a następnie na boisku pojawił się Rakitić. Brazylijczyk zaczął grać bliżej prawej strony,

  Heatmapa Rafinhi

zaś Chorwat zaangażował się w pomoc Busquetsowi.

  Busquets i Rakitić (czerwoni) w środku pola. Rafinha (żółty) bliżej prawej strony

Przyniosło to pozytywny rezultat. Środek pola był bardziej konkurencyjny – PSG nie mógł już sobie pozwolić na tak sprawne przerywanie ataków gości, w związku z czym Barcelona zyskała więcej pewności siebie i pozwalała sobie na bardziej odważne akcje. Również kontrataki paryżan stały się bardziej chaotyczne i nastawione na indywidualne popisy, z czym dobrze radzili sobie obrońcy Blaugrany. Problem polega jednak na tym, że korekty zostały przeprowadzone o wiele za późno. Gospodarze już w pierwszej połowie mocno podkreślili sposób, w jaki chcą grać – ich taktyka była idealnie dopasowana do rywala i skuteczna. Wydaje się, że korekty w ustawieniu Luis Enrique powinien dokonać jeszcze w pierwszej połowie, zaś czas na ewentualne zmiany był najpóźniej w przerwie meczu przy wyniku złym, ale dającym nadzieje na odrobienie strat. Zmiana Rafinhi w żaden sposób nie wpłynęła na funkcjonowanie zespołu, zaś wprowadzenie Rakiticia i korekta taktyki przy wyniku 0:4 pokazuje bardzo słabą dyspozycję trenera w aspekcie reagowania na wydarzenia boiskowe.

4. Bez biegania nie da się zwyciężać, ale trzeba wiedzieć, gdzie powinno się biec

Na początek zdjęcie, które wyraża więcej niż tysiąc słów.

PSG jako drużyna przebiegł w tym meczu o 8 km i 180 metrów więcej niż Barcelona – jest to wartość, która w praktyce pozwala stwierdzić, że paryżanie mieli o jednego zawodnika więcej lub na ich tle goście grali w dziesięciu. Abstrahując od wszystkich niuansów taktycznych, roli indywidualnej zawodników, to liczba przebiegniętych kilometrów w bardzo niekorzystnym świetle stawia Blaugranę – jako drużynę bierną, mało zaangażowaną i pozbawioną ambicji. Mimo wszystko nie wydaje się, żeby tak do końca było. Problem wynika raczej z totalnej bezradności zawodników i braku zrozumienia swoich ról na murawie. W końcu jeśli piłkarz nie wie, w którym kierunku ma biec, jak się ustawić i kogo zaatakować, bo gra rywala go przerasta, to nie „galopuje” przed siebie z klapkami na oczach, tylko stara się coś wymyślić i podjąć możliwie najlepszą decyzję. Niestety zawodnicy PSG doskonale wiedzieli, jak mają biegać, jak się ustawić i w którym kierunku przeprowadzać akcje – niemal wszystko wykonywali automatycznie, nie dając absolutnie żadnych szans na reakcję zdezorientowanym gościom.

5. Barcelona po raz kolejny bez możliwości zmiany oblicza

Różnica w dyspozycji obydwu zespołów była wyraźnie dostrzegalna już od 1. minuty, a z upływem czasu coraz bardziej się pogłębiała. Gol Di Maríi był tego potwierdzeniem, tak samo jak kilka innych groźnych akcji PSG, które nie zakończyły się golami dzięki interwencjom ter Stegena. Luis Enrique dostał wystarczająco dużo sygnałów, żeby zauważyć duży problem i znacząco wpłynąć na taktykę. Opcji teoretycznych było wiele – zmiana ustawienia na bardziej defensywne, zagęszczenie środka pola, nastawienie na kontry – do wyboru do koloru. Ten mecz jednak obnażył po raz kolejny poważną wadę Barcelony jako zespołu, która nie potrafi zaskoczyć rywala absolutnie niczym nowym. Emery, znający swojego wielokrotnego rywala jak mało kto i mający do dyspozycji o wiele lepszych piłkarzy niż kiedykolwiek, po mistrzowsku zaszachował gości wzorową taktyką i założeniem, że Luis Enrique i tak wiele w trakcie nie zmieni – nie pomylił się. Gdyby jednak Barcelona potrafiła przeżyć metamorfozę, zagrać na wyczekanie, głębiej, próbując przejąć piłkę blisko swojego pola karnego i posłać ją do świetnego dryblera Neymara, na pewno Emery miałby duży ból głowy, jak temu zaradzić. Wszystko było jednak zbyt przewidywalne, sztampowe i łatwe do odczytania dla doświadczonego szkoleniowca.

Podsumowanie

Takie mecze przypominają o ograniczeniach wiary w jeden system i jedną taktykę. Futbol coraz bardziej się rozwija, trenerzy i zawodnicy coraz więcej wiedzą na temat swoich przeciwników i sposobu ich gry. Tak jak wspomniano na początku, często decydują niuanse i decyzje chcących wzajemnie się przechytrzyć trenerów. Jeśli jednak do rywalizacji podchodzi drużyna jednowymiarowa, bez możliwości adaptacji do nowych warunków, to zazwyczaj boleśnie przegrywa – tak było też i tym razem.

Udostępnij:

Komentarze (120)

Gorące tematy