Następny mecz:  Alaves  -  Barcelona     ·  Sobota, 26 sierpnia 18:15  ·  2. kolejka La Liga   ·  Transmisja: Eleven   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Podsumowanie roku I

 28 grudnia 2016, 19:34

 n00stress

 16 komentarzy

Podsumowanie roku I

Rok 2016 dobiega końca, a to tradycyjnie skłania do spojrzenia wstecz. Dziś przedstawiamy Wam pierwszą część podsumowania najważniejszych wydarzeń poprzednich dwunastu miesięcy. Zapraszamy do lektury!

Styczeń

To był szalony miesiąc dla Barcelony. Nowy rok Duma Katalonii przywitała bezbramkowym remisem z Espanyolem, ale później było już tylko lepiej. Kolejne cztery mecze ligowe to cztery zwycięstwa, w tym to najważniejsze - 2:1 z Atlético na Camp Nou (mecz, który zapamiętamy głównie przez ostrą grę Rojiblancos, czego efektem były dwie czerwone kartki dla podopiecznych Diego Simeone). W Pucharze Króla Barça bez problemów rozprawiła się z Espanyolem (w dwumeczu 6:1), a w ćwierćfinale z Athletikiem (w dwumeczu 5:2), dzięki czemu zameldowała się w półfinale rozgrywek. Z tych wszystkich spotkań nie sposób nie przypomnieć trafienia Leo Messiego z konfrontacji z Espanyolem:

Poza boiskiem działo się równie dużo. Sankcje FIFA, nałożone na FC Barcelonę za nieprawidłowości przy rejestracji zawodników do lat 16 z Unii Europejskiej i do lat 18 spoza Wspólnoty, były już historią. 4 stycznia skończył się koszmar nie tylko Ardy Turana i Aleixa Vidala (czas pokaże, że koszmar Vidala będzie trwać nadal), ale również 76 innych piłkarzy zarejestrowanych tego dnia przez Barcelonę. Arda oraz Aleix zadebiutowali w spotkaniu Pucharu Króla z Espanyolem. - Jestem bardzo szczęśliwy, warto było czekać sześć miesięcy. Okres bez gry był bardzo trudny, traci się rytm meczowy. Późniejsze odczucia zrekompensowały mi jednak to oczekiwanie, mógłbym znowu nie grać przez jakiś czas. Wszyscy mi pomagali, nigdy nie czułem się sam - mówił później Arda. 

Styczeń to również piąta Złota Piłka dla Leo Messiego. Argentyńczyk w plebiscycie France Football (jeszcze w połączeniu z FIFA) wyprzedził Cristiano Ronaldo i Neymara. Trenerem roku został natomiast Luis Enrique. Wszystko to było ukoronowaniem fantastycznego 2015 roku, w którym Barcelona zdobyła tryplet, a do kolekcji dołożyła jeszcze Superpuchar Europy i klubowe mistrzostwo świata.

Luty

W lutym Barcelona dalej była jak walec, który rozjeżdżał kolejnych rywali, a MSN na boisku robiło, co chciało. - Co mówię tridente? Abrakadabra... i zaczyna się magia - mówił na jednej z konferencji pomeczowych Luis Enrique. Wygrane z Levante, Celtą, Sportingiem, Las Palmas oraz z Sevillą sprawiły, że Duma Katalonii przedłużyła passę zwycięstw w lidze do dziewięciu, a hiszpańska prasa zdążyła już koronować Barcelonę na mistrza Hiszpanii. Przewaga Barçy w tabeli wzrosła do dziewięciu punktów nad Realem Madryt i ośmiu nad Atlético. „The end” - pisał kataloński Sport, „Game over” - grzmiało Mundo Deportivo. Jak przewrotny bywa futbol, pokazały kolejne miesiące…

Prawdopodobnie to właśnie w lutym Barça osiągnęła szczytową formę, co odbiło się w końcówce sezonu. Rozgromienie 7:0 Valencii Gary’ego Neville’a było dopiero początkiem. Pamiętacie mecz z Celtą Vigo? Podopieczni Enrique zagrali wówczas jedne z najlepszych 45 minut w całym 2016 roku („Futbolowa magia na Camp Nou” - tak zatytułowaliśmy pomeczową relację), a Messi i Suárez zaszokowali piłkarski świat wykonaniem rzutu karnego. - Trenowaliśmy to i karny był dla mnie, ale Gruby był bliżej i strzelił bramkę - powiedział po meczu Neymar. 

To nie był jednak koniec magii w wykonaniu MSN, a przede wszystkim Leo Messiego. Na koniec miesiąca kolejną ofiarą Dumy Katalonii została Sevilla, a nieprawdopodobną bramkę z rzutu wolnego zdobył właśnie Argentyńczyk (skrót meczu). W Lidze Mistrzów Barcelona ograła w pierwszym spotkaniu 1/8 finału Arsenal na The Emirates 2:0 po dublecie Leo Messiego, a w Pucharze Króla Katalończycy awansowali do finału po raz szósty w ostatnich ośmiu latach.

Marzec

Jeżeli w lutym Barcelona była jak walec, to co powiedzieć o marcu? Z Rayo 5:1, z Eibarem 4:0 i z Getafe 6:0. Do tego przypieczętowanie awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów po zwycięstwie 3:1 nad Arsenalem na Camp Nou. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. MSN po meczu z Eibarem przekroczyło barierę 100 trafień w sezonie, natomiast w starciu z Rayo swojego pierwszego gola w barwach Barçy zdobył Arda Turan. Pierwsze oznaki kryzysu można było zauważyć dopiero 20 marca, kiedy Barcelona mierzyła się z Villarrealem. Fatalna druga połowa, wypuszczenie z rąk prowadzenia 2:0 i remis 2:2 sprawiły, że Żółta Łódź Podwodna przerwała passę 12 zwycięstw z rzędu w wykonaniu Dumy Katalonii.

W mediach głównym tematem dyskusji były relacje Gerarda Piqué na Periscope. Doszło do tego, że głos w tej sprawie zabrał sam prezes LFP Javier Tebas. - Jeśli chodzi o aspekt technologiczny, bardzo podoba mi się, że Piqué wykorzystuje Periscope, ale patrząc na zawartość, sądzę, że powinniśmy to przeanalizować i zastanowić się, jakie aspekty życia klubu mogą być pokazywane - powiedział Tebas. Później relacje Piqué na Periscope oglądaliśmy znacznie rzadziej. 

Marzec zapamiętamy jednak zupełnie z innego powodu. 24 marca 2016 w Barcelonie w wieku 68 lat po ciężkiej walce z rakiem zmarł Johan Cruyff, jeden z najwybitniejszych piłkarzy i trenerów w historii FC Barcelony i światowego futbolu. - W imieniu całego zespołu składam najszczersze kondolencje rodzinie Johana Cruyffa. To wielka strata i bardzo smutny dzień dla barcelonismo oraz światowego futbolu, dla wszystkich osób, które wiedzą, jaki wpływ miał na ten sport. Miałem możliwość porozmawiania z nim kilkakrotnie. To kluczowa postać w kwestii obecnych i przyszłych sukcesów – powiedział Andrés Iniesta. „Kościół Cruyffa wiecznie szerzący Futbolową Ewangelię” - jeden z tych tekstów 2016 roku, które warto sobie przypomnieć.

Kwiecień

Czarny miesiąc. Okres, w którym Barcelona robiła wszystko, żeby kosmiczny sezon zamienić w sezon beznadziejny. Nagle wszystko rozsypało się jak domek z kart. Na początek przyszło El Clásico. Inne niż zwykle, rozgrywane w cieniu odejścia Johana Cruyffa. Piłkarskie święto zamieniło się w oddanie hołdu zmarłej legendzie.

Skazany na pożarcie Real Madryt nie tylko powstrzymał rozpędzone MSN, ale przede wszystkim potrafił odwrócić losy rywalizacji po trafieniu Gerarda Piqué. Bramki Karima Benzemy oraz Cristiano Ronaldo zapewniły Królewskim cenne zwycięstwo 2:1 i przedłużenie nadziei na mistrzostwo Hiszpanii. Nie było czasu, żeby rozpamiętywać tę klęskę, ponieważ za rogiem już czaiło się Atlético i ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Na Camp Nou to Rojiblancos rozpoczęli strzelanie, ale dublet Luisa Suáreza w drugiej połowie dał Barcelonie cenną wygraną 2:1. Szybkie odrodzenie Barçy? Nic z tych rzeczy. 

Najgorszy moment sezonu miał dopiero nadejść. Najpierw przyszła porażka z Realem Sociedad 0:1 po bardzo słabym meczu. Rozpoczęło się spoglądanie na terminarz, ponieważ przewaga Barcelony nagle zmalała do czterech punktów nad Atlético i pięciu nad Realem Madryt. Trzy dni później kolejny cios. Dublet Antoine'a Griezmanna dał Los Colchoneros zwycięstwo 2:0 i awans do półfinału Ligi Mistrzów. To był koniec marzeń o kolejnym tryplecie. - Nie będę zaprzeczał, to dla nas cios, którego się nie spodziewaliśmy. Musimy się podnieść, gramy w lidze i Pucharze Króla i w obu rozgrywkach chcemy zwyciężyć - powiedział wówczas Gerard Piqué. 

To nie był jednak koniec. Kolejny mecz, kolejna porażka… 1:2 z Valencią na Camp Nou. Szok i niedowierzanie. Cała przewaga w tabeli roztrwoniona. - Trzeba tylko się podnieść, jutro mamy trening. Wyczerpaliśmy już limit błędów i jesteśmy świadomi wyzwania. Stawimy mu czoła tak, jak powinien zrobić to piłkarz Barçy, z wysoko uniesioną głową - mówił Luis Enrique. Jedno było pewne - żeby zdobyć mistrzostwo, trzeba było wygrać pięć ostatnich spotkań ligowych. 

Koniec kwietnia to kolejny zwrot akcji. Pogrzebana Barcelona nagle się odrodziła i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Efekt? 8:0 z Deportivo i prawdziwe partidazo Luisa Suáreza (cztery gole i trzy asysty!), następnie 6:0 ze Sportingiem (kolejna kareta Luisito!), a na koniec 2:0 z Realem Betis (znów w roli głównej Luis Suárez). Piorunująca końcówka miesiąca troszkę poprawiła nastroje wśród kibiców, a sam Urugwajczyk został liderem klasyfikacji strzelców, wyprzedzając w zestawieniu Cristiano Ronaldo.

Maj

W maju rozegrano dwie ostatnie kolejki hiszpańskiej Primera División, a w walce o tytuł pozostawały trzy drużyny. Barcelona z 85 punktami, Atlético z 85 punktami i Real Madryt z 84 punktami. Trzech kandydatów na mistrza i najbardziej wyrównany wyścig od lat. Dumę Katalonii czekały mecze z Espanyolem i Granadą i to w tej pierwszej drużynie madryckie zespoły pokładały nadzieje na wpadkę lidera. - Chciałbym zobaczyć na tronie zespół z Madrytu. Wszystko jedno który - zapowiadał przed derbami bramkarz Espanyolu Pau López. 

Wszelkie zapowiedzi podjęcia walki, a także straszenie słynnym Tamudazo nic nie dały. Barcelona rozgromiła Espanyol 5:0 i do ostatniej kolejki przystępowała, rozdając wszystkie karty. Z rywalizacji dość niespodziewanie odpadło Atlético, które uległo Levante 1:2. 

Tytuł Duma Katalonii przypieczętowała wyjazdową wygraną z Granadą. Hat-trick Luisa Suáreza nie tylko zapewnił Barcelonie mistrzostwo, ale również sam Urugwajczyk mógł świętował zdobycie trofeum Pichichi, przerywając tym samym dominację Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. 

Do zdobycia pozostawało jeszcze jedno trofeum - Puchar Króla. Dla Barcelony finał z Sevillą był zwieńczeniem trudnego i długiego sezonu. Na sam koniec podopieczni Luisa Enrique zaserwowali swoim kibicom 120 minut walki, którą w końcu rozstrzygnęli na swoją korzyść dzięki trafieniom w dogrywce. Gola na 1:0 w 97. minucie strzelił Jordi Alba, a w 120. minucie mecz zamknął Neymar. Obie bramki padły po podaniach Leo Messiego. W ten sposób sezon 2015/16 Barcelona skończyła z dubletem, natomiast Liga Mistrzów powędrowała w ręce Realu Madryt. 

Czerwiec

W czerwcu piłkarze Barcelony rozjechali się po świecie - część na Copa América, część na mistrzostwa Europy, a reszta na zasłużone wakacje. Na stałe z Katalonią pożegnali się Marc Bartra, a także Dani Alves, który zdecydował się przejść do Juevntusu. Brazylijczyk we wzruszającym liście do kibiców podziękował za osiem lat spędzonych na Camp Nou: - odchodzę, ale wrócę, ponieważ jestem jednym z culés. Dziękuję za sprawienie, że czuję się tak doceniony. 

Na koniec miesiąca Barcelona ogłosiła swój pierwszy transfer. Na Camp Nou po mistrzostwach we Francji miał trafić Samuel Umtiti, za którego Duma Katalonii zapłaciła Lyonowi 25 milionów euro.

Udostępnij:

Komentarze (16)

Gorące tematy