Następny mecz:  Eibar  -  Barcelona     ·  Niedziela, 22 stycznia 20:45  ·  19. kolejka La Liga   ·  Transmisja: Eleven Sports   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

W ciszy stadionu. Priorytety

 24 listopada 2016, 16:05

 Karol Chowański 'Challenger'

 38 komentarzy

W ciszy stadionu. Priorytety

Każdy ma swoje. Gospodarze Camp Nou sprowadzili latem pięciu nowych piłkarzy. Drugi rok zmagają się ze zmierzchem architekta sukcesów klubu i kadry Xaviego. Przed czasem – i bardzo dobrze! – zaczęli wymianę pokoleniową dwóch kluczowych piłkarzy: Mascherano i Iniesty. W takich okolicznościach Barça nie będzie tłuc co mecz rywali po 4-0. W klubie powinni się głęboko zmartwić, gdyby tak było. Przygotowanie nowego eliksiru zwycięstw musi potrwać.

Co roku schemat jest ten sam. Jesień służy do rozgrzania silników (chyba, że grasz w Anglii). W Lidze Mistrzów i Hiszpanii akcja zaczyna się wiosną. Co ważniejsze i dla niektórych z pewnością sensacyjne: to wtedy rozdawane są trofea.

Co roku masy ludzi dają się złapać na spławiki „lamenciarzy” tragedie na miarę upadku Troi widzących w porażce nad La Conchą (tradycyjnie ciężkim terenie dla FCB) lub wynikach, jak ostatni z Málagą. Sezon trwa znacznie dłużej. Mówimy o maratonie, nie podarowaniu damie dwóch najszybszych minut jej życia.

Co roku jest trudno i tym razem też będzie. Real „grzeje się” na ligę. Atléti po zbrojeniach. Furorę robi Sevilla. Do Pucharu Europy kolejka chętnych. Należy myśleć perspektywicznie, w Barcelonie starają się to robić. Jedno trofeum wiosny nikogo tu nie zadowoli. Aby tacy piłkarze, jak Umtiti, Turan, Denis Suárez, Andre Gomes, Digne, Alcácer i Rafinha stanowili realną alternatywę na jeden z ważnych meczów drugiej części sezonu w razie kontuzji lub potrzeb taktycznych, trzeba testów. Teraz. Natychmiast. Nie wolno czekać do spotkań decydujących o trofeach. Wtedy to eksperymenty wybuchają prosto w twarz, jak petarda mojemu sąsiadowi kretynowi.

Świetny przykład wprowadzania dobrych pomysłów w złym momencie to ostatni sezon Guardioli. Zaskakujące nominacje wiosną zabiły Barcelonę w kilku kluczowych meczach. Powód: były wcześniej sprawdzane za rzadko lub wcale. Rywale wystawili wysoki rachunek. Katalończykom przepadły oba główne tytuły.

Priorytety drużyny na tę jesień muszą być rozsądnie dostosowane do sytuacji. Gdzie wyczucie tej sytuacji? Mało łamane przez zero. W ocenie jesieni Barçy przez zajmujących się piłką zawodowo i wielu kibiców widać barwną karawanę nieporozumień.

Przypomniałem sezon 11/12 nie dlatego, że lubię dojeżdżać Pepowi, lecz dla zachęty do większego uznania wobec wyborów Luisa Enrique. Pod szyldem „W ciszy stadionu” i na Twitterze regularnie jestem krytyczny wobec poszczególnych wyborów trenera tej jesieni. Denis Suárez wszedł do jedenastki przebojem, by potem na miesiąc siąść na ławce. Neymar zanotował absurdalną liczbę czternastu występów po 90 minut z rzędu, to komplet od jego powrotu z Igrzysk. W Glasgow został zmieniony pierwszy raz w sezonie. Tendencja LE do „przerotowywania” składem powtórzyła się w sobotę. Rakitić ominął wtorkowy (15 XI) mecz kadry z Irlandią Płn., ale Málagę zaczął na ławce. Busquets wciąż gra dużo za dużo. Krzyczy o tym jego forma.

Widzę te czynniki i do pewnego stopnia mają one odzwierciedlenie w grze drużyny, tak często w tym sezonie szarpanej, arytmicznej. Muszę jednak Lucho oddać, że jego decyzje zdecydowanie bronią się wynikami. Drugie miejsce w tabeli, cztery punkty straty to niska cena za trzy różne formacje i dwanaście jedenastek na dwanaście ligowych wieczorów. Nie sądzicie?

Podobnie do planowania ataku na prestiżowe himalajskie pagórki, przygotowania do zdobywania szczytów piłkarskich są trudne i wymagają dalekowzroczności. Choćby Paco Alcácer nie zdobył gola przez kolejnych pięć meczów, przyklasnę każdej wiadomości o jego nominacji do wyjściowego składu. Kiedy ma się ogrywać i chwytać DNA Barçy, jak nie z Málagami? Dla środkowego napastnika Barça to najtrudniejsze miejsce na świecie. Jakim prawem kwestionuje się Alcácera, skoro odpadł stąd ktoś taki, jak Ibrahimović? Rozsądek musiał podrożeć, skoro tak niewielu ludzi piłki może sobie na niego pozwolić.

Po przyjściu do tego klubu Luis Suárez potrzebował ósmego meczu do trafienia w lidze. A umówmy się, z Alcácerem to piłkarze innego kalibru. Trochę różnią się doświadczeniem. Cierpliwości – do Alcácera, Enrique, Denisa i całej reszty.

W obecnym sezonie widziałem już tysiąc tych nagłówków. Tak, tak, Barça zaczęła rozgrywki najgorzej od czasów Hernána Cortésa… Krytyka podopiecznych Enrique ma gliniane nogi bez zwrócenia uwagi na sąsiadów. Nie mija moda na zachwyty rzekomo wyjątkową formą Realu. A przecież w poprzednich sześciu latach „Królewscy” trzykrotnie (2010, 2011, 2014) mieli po dwunastu rundach wynik wyższy lub równy obecnemu dorobkowi punktowemu drużyny Zidane’a. Coś o tym cicho. Może dlatego, że zdołali je zamienić na jeden tytuł?

Poza tym mówimy o ekipie, której trzy gole w jednym meczu „sprzedaje” Legia. Niby anegdotka, ale jakoś trudno mi ją pominąć w dyskusji o formie obu wielkich rywali z hiszpańskiego topu.

Do tego kiedy wszyscy tak są zajęci, zatroskani „problemami” FC Barcelony, nie ma komu zająć się sytuacją Atlético. Szóste miejsce w tabeli, najgorsze na tym etapie od 2011 roku. Temperatura -9 względem lidera. Najmniej punktów w epoce „Cholo”. Gdybym był dziennikarzem piszącym o lidze hiszpańskiej, to wątki na gotowy artykuł. Kłopoty Atléti i Simeone są konkretne i faktyczne. W porównaniu do nich te Barcelony są tylko wydumane.

Dla Blaugrany fotel lidera jest w zasięgu ramion Cristiano Ronaldo – cztery punkty to nie tak dużo. Gdy MNS wskoczy we właściwe tory, a tacy piłkarze, jak Iniesta i Piqué będą zdrowi choć miesiąc i jednocześnie, ten dystans wydaje mi się w zasięgu możliwości „Dumy Katalonii”.

To prawda, że pozwalam sobie na względny optymizm przed tradycyjnie kłopotliwym Barcelonie wyjazdem do boskiego o każdej porze roku San Sebastián i potyczką z Realem. Nie znam ich wyników. Wieszcze wieszczący bordowo-granatowy kataklizm na podstawie pewnych ostatnich meczów – chyba też nie. Mówię

Smakowicie – jak zdarza mu się z rozkoszną regularnością – skomentował to wszystko Luis Enrique na konferencji przed Celtikiem.

Mamy listopad, 12. kolejkę ligową, 5. kolejkę fazy grupowej Ligi Mistrzów.         Przed nami jeszcze Święta, turrony, wiosna.

Kilka oczek różnicy dzielących czołówkę w grudniu nabiera innego wymiaru na myśl o tym, że niedawno „dało się” stracić 9 pkt. przewagi w marcu. Nikt jeszcze nie wygrał ligi na Gwiazdkę. Ewentualnie ograna w tych trudnych dwóch najbliższych potyczkach z pełnej puli Barça dalej pozostanie w wąskim gronie kandydatów do mistrzostwa. Poza tym „Gran Derbi” wyjątkowo pachną mi tym razem remisem.

Przez sytuacje wymienione na wstępie priorytety Blaugrany na tę rundę jesienną powinny wyglądać tak: pierwsze miejsce w grupie C Ligi Czempionów, ligowy lider w zasięgu wzroku, nie przegrać „Klasyku”. (Kolejność zamierzona.) Dwa z nich zostały spełnione. Trzeci przed nami. Moim zdaniem jest całkiem nieźle.

Ale to tylko moje zdanie.
     
Fot. The Guardian. Twitter: @99challengerFCB

Udostępnij:

Komentarze (38)

Gorące tematy