Następny mecz:  Barcelona  -  Villarreal     ·  Sobota, 6 maja 18:30  ·  36. kolejka La Liga   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

To jest wojna - taktyczne odpowiedzi Barcelony na agresję rywali

 29 października 2016, 11:22

 Challenger

Źródło: własne

 25 komentarzy

To jest wojna - taktyczne odpowiedzi Barcelony na agresję rywali

David Silva atakuje od tyłu Gerarda Pique, co wyklucza piłkarza Barcy z gry na 3-4 tygodnie

„Balet jest najwspanialszym z optycznych złudzeń. Wysiłek zamieniamy w lekkość. Trudności stają się banałem. A grawitacja jest naszą dzi*ką”.
"Flesh and Bone"

Dla jednych to balet, dla innych futbol. Powyższy cytat pasuje też do piłki. Wystarczy włączyć mecz Barcelony. Trudne przychodzi z lekkością. Karkołomne zagrania czynią banalnymi. Artystów wieczoru w sali operowej nie kopie się ani nie popycha. Na boisku są inne obyczaje. Trzeba umieć sobie z nimi radzić. Inaczej przegrasz. A wynik w piłce określa wszystko – „byliśmylepszych” kwituje się drwiną, triumfatorzy moralni nikogo nie obchodzą.

Sukces na zielonej murawie można osiągnąć na dwa sposoby: kreować coś samemu lub niszczyć cudze. Obie metody są w porządku – dopóki wszyscy grają w ramach przepisów. Przekroczenie tej granicy wywołuje mój sprzeciw. Usprawiedliwianie tego – pogardę dla usprawiedliwiających.

Coraz więcej klubów gra z Barçą coraz brutalniej. Do „klasycznego” zestawu Bilbao, Atlético, kluby włoskie, Chelsea, Real i Sevilla tylko w ostatnim miesiącu dołączyły ekipy Gijón, Celty, City, Valencii. Mourinho z Simeone mogą być dumni, że ich metody zyskują taką popularność. Rzadko kto protestuje, bo epoka zwycięstw FC Barcelony wszystkim się już dłuży. Prezes LFP Javier Tebas to kolejna z długiego łańcucha osób dająca to poznać. Suso Pitarch [LINK] powinien zająć się kręgosłupem, na głowę dawno za późno. Rozumiem, dlaczego faule Valencii zasłużyły na mniej ich uwagi. Facebookowy fanpejdż „Chcę kopnąć Messiego, Neymara, Iniestę, a Piqué dać z łokcia” miałby miliony fanów.

Po tygodniu, w którym dwóch piłkarzy FC Barcelony wypada na kilka tygodni z gry po ciężkich faulach, trudno o subtelności. To jest wojna.

A wojna oznacza ofiary. Iniesta jest ostatnią z nich. Razem z Piqué byli magnesami agresji rywali. Oba wejścia wyglądały na celowe i były celowe, uważam, że m.in. red. Wołowski [LINK] myli się twierdząc inaczej. Skoro przy takich okazjach sędziowie nie wręczają czerwonych kartek, równie dobrze mogą nie robić tego wcale.

Nudna Barcelona

Najwięcej o arbitrach mówią przegrani. Barceloniści już dawno powinni przyjąć podejście, że przed chamskimi faulami rywali nikt ich nie obroni. Każdy wyjątek jest miłą niespodzianką.

A gdy emocje zrywają się ze smyczy, łatwo o boiskową tragedię. To cud, że trenerzy akceptujący boiskowy bandytyzm swych podopiecznych nie wsadzili jeszcze – okazji w ubiegłych latach było aż nadto – żadnego piłkarza Barçy do szpitala ze złamaniem. W 2011 doznał go Villa, w niefortunnej sytuacji, nie było tam zamiaru rywala. Kilku piłkarzy Arsenalu miało mniej szczęścia.

Barcelona jest nudna, nie przestaje wygrywać. Trwa to przeszło dziesięć lat. Coraz więcej ludzi wyczekuje zmiany – kibice innych drużyn, mający swoje sympatie sędziowie, kolejny raz pokonani rywale, spora grupa dziennikarzy. Ci ostatni chyba najbardziej ze wszystkich. Kryzysów, „końca cyklu” szukają przy każdej okazji. Zmiana klika się lepiej od stagnacji. Barçy ma się dziś dość.

Wystarczy strzelić bramkę…

Chętni mogą zrzucać na piłkarzy wymienionych klubów kubeł różnych epitetów, ale to prawda: nie ma taktyki działającej na Barçę skuteczniej od zagrania z nią w kości. To oznacza, że Katalończycy muszą umieć reagować. Zdobycie bramki, a lepiej: trzech, to najprostsza metoda wybicia większości przeciwnikom ochoty do gry. Gdy czyjąś „grą” jest sztafeta fauli, wyklarowanie wyniku ma taki sam efekt, co zawsze: przeciwnikom chce się mniej, mobilizacja spada, pełny przed chwilą bak wiary znika. Plany o trzech punktach odkłada się na kolejny mecz, piszczele bordowo-granatowych już bezpieczne.

Meczom z Realem Mourinho, Atlético, Espanyolem i innymi drużynami z przerostem agresji wielokrotnie towarzyszyła ta sama prawidłowość: wyraźne prowadzenie FCB zniechęcało do dalszych fauli przez resztę meczu. Skoro Barçy przeciw rywalom świecącym korkami w metodycznych wejściach wyprostowaną nogą gra się gorzej, zdobywanie goli też przychodzi trudniej. „Duma Katalonii” to zespół słaby fizycznie. Messi, Neymar, Iniesta, Rakitić zawsze będą na straconej pozycji mając naprzeciwko Varane’a, Godína, Mario Suáreza, Mikela San José czy Gabiego. Toteż gdy nagonka przynosi efekty, trzeba szukać swoich przewag w odpowiednich zabiegach taktycznych.

Taktyka

Gdy rywal idzie na noże, a sędzia zostawił kartki w szatni, największym błędem taktycznym Azulgrany jest forsowanie gry środkiem. Stanowiło to wielki mankament PepTeamu i zadecydowało o wielu prestiżowych klęskach Barçy ery Guardioli. Od pierwszego sezonu u steru Luis Enrique kładł nacisk na powiększenie pola gry. Nakazał skrzydłowym kursować szeroko pod liniami bocznymi. Drużyna czerpie z tego do dziś, a ustąpienie przez Messiego środka Suárezowi poza uwypukleniem walorów Urugwajczyka przeniosło „dziesiątkę” w mniej zatłoczoną strefę boiska.

Pchając się środkowym korytarzem, piłkarze są bardziej narażeni na faule. Siłą rzeczy kotłuje się tam najwięcej osób, stoperzy rywala polegają na bliskim wsparciu defensywnych pomocników. Stąd tak ważne jest regularne oskrzydlanie ataków. Nawyki bywają czasem silniejsze od najlepszej strategii – gdy wynik układa się nie po myśli podopiecznych Enrique, mają tendencję do wyboru strefy środkowej. Jest to potęgowane dodatkowo cofającym się Messim. Gdy Lio podchodzi pod koło środkowe, pomocnicy powinni od razu wychodzić mu do odegrania na skrzydło. Iniesta i Rakitić nie mają takiego zwyczaju; co innego Rafinha, Turan i Denis Suárez. Ten ostatni właśnie w ten sposób – zszedł ze środka w prawy korytarz, popędził aż pod linię końcową – wypracował asystę przy golu Piqué na koniec meczu z Celtą. Pomocnicy FCB powinni grać tak częściej.

Kolejnym sposobem na wyswobodzenie się z czułych objęć bezpardonowo atakujących rywali jest jak najkrótsze trzymanie piłki. Piłkarze Barçy miewają tendencję do jej „przeholowywania” w każdej strefie boiska. To naraża na faule. Piłkarza poruszającego się dłuższy odcinek z piłką – najłatwiej sfaulować. Lepiej pozbyć się futbolówki od razu, odgrywać bez zwlekania. W tej sytuacji urazu doznał Piqué. To samo regularnie zdarza się Messiemu. Stąd najbardziej narażony na ataki w strefie środkowej jest Andrés Iniesta – główny „holownik” Barcelony. Przeciw zespołom wychodzącym z szatni z nożem w zębach barceloniści powinni grać piłką szybciej, aby ta spędzała jak najmniej czasu pod ich nogami. Gdy krąży między nimi, rywale nie mają kogo faulować.

Ten sam efekt daje drybling. Jest cennym narzędziem zdobywania terenu, gdy brakuje miejsca do rozegrania lub rozpędzenia się. Messi i środkowi pomocnicy powinni stosować je częściej, zamiast lubować się w jałowych rajdach na stratę. Dziwię się ludziom krytykującym Neymara. Pięć razy mu nie wyjdzie (nic dziwnego, w Hiszpanii nie brak świetnych obrońców), za szóstym jego akcja da gola. Równie zbawczy efekt może dać zachowanie Suáreza w polu karnym: jeden jego obrót z piłką, zwiedzenie rywala i piłka ląduje w siatce. O to chodzi.

Skutecznym antidotum na agresywną postawę przeciwnika są stałe fragmenty gry, górna piłka do wychodzącego na pozycję napastnika oraz kontra. Bardzo dobrze dla barcelońskiej ekipy, że Enrique z Juanem Carlosem Unzué znów dopracowali pierwszy z wymienionych elementów. Po tym, jak rzuty wolne i rożne dały Barçy wiele ważnych bramek w sezonie 14/15, wiosną tego roku bardzo ich brakowało w arsenale zespołu. Teraz wróciły, z głośnym przytupem.

Decyzje

Wybory taktyczne to jeden aspekt dosłownego „bronienia się” FC Barcelony. Drugim są właściwe na taką okoliczność decyzje kadrowe Lucho.

Patrząc dziś na liczbę kontuzjowanych, kolejnym razem trzeba oddać trenerowi „blaugranes” uznanie za domaganie się latem tak obfitej kadry. Są w niej zawodnicy radzący sobie w tłoku lepiej i gorzej (defensorów rywala i ich fruwających korków). Jednym z pierwszych na pewno jest Denis Suárez, moim zdaniem powinien zostać głównym beneficjentem minut pod nieobecność don Andrésa. Przegląd gry i „szybka noga” byłego gracza Villarrealu stanowią silny atut przeciw najtwardszym defensywom. Ostra walka jest prawdziwym żywiołem Turana, zaprawionego pod okiem samego Simeone. Przydatny jest też Rafinha, którego drybling przydaje się zespołowi w potrzasku. Wymienienie dwójki 22-latków stanowi też wskazówkę, że młodzi, żywiołowi zawodnicy z zestawu Enrique generalnie skuteczniej radzą sobie z fizycznym naporem przeciwnika, w przeciwieństwie np. do Iniesty i Busquetsa, którzy nigdy nie czuli się swobodnie przeciw ostro grającym rywalom. Co mnie trochę zaskakuje, do tej grupy muszę też zaliczyć wyższego i silniejszego Andre Gomesa. Na chwilę obecną nie stanowi żadnej wartości dodanej w grze kontaktowej.

O Busquetsie wspominam również z tej okazji, że w moim przekonaniu na agresywnie grających rywali powinien ustępować miejsca w składzie Javierowi Mascherano. W meczach reprezentacji Argentyny, podobnie jak kiedyś w Liverpoolu, „Szefo” udowadnia w środku pola co akcję, że żaden rzeźnik po drugiej stronie mu niestraszny. Masche poradzi sobie z każdym, chroniąc magików swego zespołu na wszystkie możliwe sposoby. Barça powinna z tego korzystać znacznie częściej.

Faulują? Przechytrzyć i pokonać!

Z dwóch drużyn na boisku obie chcą wygrać. Równie mocno. Każda dąży do celu na swój sposób. „Wyfaulowanie” rywala z meczu to też metoda. Drużyna mierząca we wszystkie trofea, jaką FC Barcelona jest obecnie co roku, powinna umieć na to reagować, przechytrzyć przeciwnika w każdej sytuacji. Na końcu liczą się tylko zwycięzcy.

Udostępnij:

Komentarze (25)

Gorące tematy