Jordi Alba zwiastunem sukcesu w Lidze Mistrzów?

22 marca 2013, 10:06

cresus

Sport

23

7590

Podziel się
Jordi Alba zwiastunem sukcesu w Lidze Mistrzów?

Czy gwiazda Jordiego Alby zabłyśnie tak, jak miało to miejsce w przypadku Koemana i Ronaldinho?

Wczoraj swoje urodziny obchodził Jordi Alba. Tego samego dnia urodzili się dwaj inni piłkarze, którzy w przeszłości reprezentowali barwy FC Barcelony. Chodzi o Ronalda Koemana oraz Ronaldinho Gaúcho. Obaj ci zawodnicy są bohaterami klubu, a swoją grą zasłużyli na miano jego legend. Czy dołączy do nich Jordi Alba? Istnieją przesłanki, które mogą na to wskazywać.

21 marca - ten dzień dobrze kojarzy się w Barcelonie. Tego dnia bowiem na świat przyszło dwóch piłkarzy, których zalicza się do legend klubu. W 1963 roku urodził się Ronald Koeman. Ten blondwłosy Holender na kartach historii Barcelony zapisał się w najlepszy z możliwych sposobów. W 1992 roku Blaugrana na Wembley grała w finale Ligi Mistrzów przeciwko Sampdorii. Po regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał rezultat 0:0, co oznaczało dogrywkę. W końcu nadeszła 111. minuta tego spotkania, a Barcelona stanęła przed szansą zdobycia gola ze strzału wolnego, którą to wykorzystał Koeman, zapewniając klubowi pierwszy w historii tryumf w Lidze Mistrzów.

Siedemnaście lat po narodzinach Holendra, 21 marca 1980 roku, na świat przyszedł Ronaldo de Assís Moreia, znany jako Ronaldinho. Do Barcelony trafił w 2003 roku, kiedy klub przeżywał bardzo ciężkie chwile. Blaugrana musiała podnieść się po jednym z najtrudniejszych okresów w jej historii, po tzw. "erze Gasparta". Pomóc w tym miał właśnie Brazylijczyk i nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. Ronaldinho wziął grę zespołu na swoje barki, a jego gwiazda lśniła. Trzy pierwsze lata po podpisaniu kontraktu z Barceloną bez wątpienia należy uznać za najlepsze w jego karierze. Co więcej, Duma Katalonii mogła poszczycić się w ówczesnym okresie posiadaniem w swych szeregach najlepszego piłkarza naszej planety i nie ma w tym żadnej przesady.

Wkład Brazylijczyka przy zdobyciu drugiego tytułu Ligi Mistrzów był ogromny i niepodważalny. W rozgrywanym na Stamford Bridge meczu z Chelsea, Ronnie był zawodnikiem kluczowym, a na Camp Nou strzelił decydującego gola w ćwierćfinałowym pojedynku z bardzo niewygodnym przeciwnikiem, jakim była Benfica. Później, w półfinale, jego podanie na bramkę zamienił Giuly - było to jedyne trafienie w pojedynku z Milanem, które dało Dumie Katalonii awans do finału Ligi Mistrzów. W Paryżu, Barcelona po bramkach Eto'o i Bellettiego ostatecznie pokonała Arsenal 2:1 i sięgnęła po drugi w swej historii Puchar Mistrzów. W ten oto sposób, zaledwie po trzech latach od momentu dołączenia do Barçy, Ronaldinho osiagnął szczyt.

Obecnie w Barcelonie gra kolejny zawodnik urodzony 21 marca, tj. Jordi Alba. I choć jest zdawałoby się zupełnie innym piłkarzem od wspomnianej powyżej dwójki, to w gruncie rzeczy łączy w sobie cechy Holendra i Brazylijczyka. Katalończyk, który właśnie skończył 24 lata, był jedną z gwiazd remontady w pojedynku z Milanem. W tamtym meczu odegrał on niezwykle istotną rolę zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Nie jest zaskoczeniem, że '18' Barçy potrafi znaleźć się w przynajmniej jednej sytuacji strzeleckiej, a dwukrotnie jego trafienia były wręcz na wagę złota. Chodzi tutaj o jego gola strzelonego w doliczonym czasie gry w meczu grupowym Ligi Mistrzów przeciwko Celticowi, który zapewnił Barcelonie trzy punkty, a także o bramkę z Milanem, przypieczętowującą awans do ćwierćfinałów tychże rozgrywek.

Spoglądajac na ostatnie miesiące w wykonaniu Jordiego Alby, ze spokojem można stwierdzić, iż może on marzyć o odgrywaniu wiodącej roli w dalszej części rozgrywek Champions League. Kto wie, może zdarzy się tak, że Katalończyk zyska szczególne miejsce na kartach historii FC Barcelony, dostając się do kolejnego finału na Wembley i wygrywając go. Taki obrót spraw z pewnością byłby jednym z najlepszych prezentów dla kończącego pięćdziesiąt lat Koemana. W czwartek, 21 marca, rozpoczał się nowy rozdział z udziałem piłkarzy urodzonych w pierwszy dzień wiosny. Miejmy nadzieję, że to co najlepsze, jest dopiero przed nami.